Wzlot i upadek Baracka Obamy

baraczek
| 9 komentarzy|
image_pdfimage_print

Seth J. Frantzman

*****

19 lutego prezydent USA Barack Obama w Waszyngtonie wygłosił kolejne zdumiewające przemówienie na „Szczycie o Przeciwdziałaniu Stosującemu Przemoc Ekstremizmowi”.  

Na początku swojego przemówienia mówił o powstaniu Państwa Islamskiego w Syrii i Iraku, o terroryzmie na Synaju, w Kopenhadze, Paryżu, Somalii, Nigerii i przeciwko Izraelowi i Pakistanowi. „Musimy być niezachwiani w naszej walce przeciwko organizacjom terrorystycznym”.

Stwierdził dalej, że na społecznościach muzułmańskich spoczywa odpowiedzialność odparcia “kłamstwa, że w jakiś sposób jesteśmy zaangażowani w zderzenie cywilizacji; że Ameryka i Zachód w jakimkolwiek sensie są w stanie wojny z islamem lub dążą do opanowania muzułmanów, lub że jesteśmy powodem wszystkiego, co złe na Bliskim Wschodzie”.

baraczekPotem jednak pojawił się profesor Obama, który zaczął wykład dla publiczności: “Musimy zająć się frustracjami, które wykorzystują terroryści, włącznie z frustracjami ekonomicznymi… Kiedy ludzie czują się całkowicie schwytani w pułapkę w swoich zubożałych społecznościach, gdzie nie ma żadnego porządku i żadnej drogi rozwoju, gdzie nie ma możliwości edukacyjnych, gdzie nie ma żadnych możliwości utrzymania rodziny i żadnej ucieczki przed niesprawiedliwością i poniżeniem korupcji – to napędza niestabilność i chaos, i powoduje, że te społeczności są dojrzałe do działalności rekrutacyjnej ekstremistów”.

Prezydent chce, żebyśmy zwalczali „frustracje ekonomiczne”.

Obama brnął dalej, mówiąc o edukacji dla dziewczynek i o demokracji. Zagłębiał się w szczegóły, wspominając nie wymienioną z nazwiska „młodą Palestynkę, pracującą nad budowaniem zrozumienia i zaufania z Izraelczykami, ale także próbującą dać wyraz aspiracjom jej ludu”. Powiedział też ludziom: „Świat wie o ataku na Żydów w koszernym supermarkecie w Paryżu; musimy pamiętać o pracowniku tego supermarketu, muzułmaninie, który ukrył żydowskich klientów i uratował im życie”.

To przemówienie spotkało się z krytyką ze strony całego spektrum politycznego, a Peter Bergen z CNN nazwał je “nonsensem”.

Był to najnowszy dziwaczny epizod w całej litanii dziwacznych epizodów, w których prezydent USA mocował się z próbą mówienia o terroryzmie islamskim. Na początku lutego powiedział w wywiadzie dla Vox: „Jest całkowicie uzasadnione, by Amerykanie byli głęboko zatroskani, kiedy mamy grupę gwałtownych fanatyków, którzy obcinają głowy ludziom lub  strzelają do grupy przypadkowych facetów w delikatesach w Paryżu”.

Media uchwyciły się owego „strzelania do przypadkowych facetów” i nie zostawiły na nim suchej nitki  za tę bezduszną terminologię. 10 lutego spuszczono manto sekretarzowi prasowemu Białego Domu, ale nie był on w stanie wykrzesać z siebie jakiegoś współczucia dla ofiar: „To były osoby, które przypadkowo znalazły się w tych delikatesach i zostały zastrzelone, kiedy tam były”.

Ten najnowszy epizod jest ukoronowaniem całego miesiąca nieudanych wystąpień. Podczas „Narodowego Śniadania z Modlitwą”, tuż po tym, jak pilot jordański został spalony żywcem przez Państwo Islamskie (IS), Obama pouczał słuchaczy: „A żebyśmy nie wsiadali na zbyt wysokiego konia i nie uważali, że jest to unikatowe dla innych miejsc, pamiętajmy, że podczas krucjat i inkwizycji ludzie popełniali straszliwe czyny w imię Chrystusa”.

Odgrywając rolę imama powiedział ludziom, że IS „zdradza islam” i cytował hadis, który mówi: „Żaden z was nie wierzy prawdziwie, póki nie kocha dla brata tego, co kocha dla siebie”. Dał wojnie w Syrii etykietkę „wojny sekciarskiej” i twierdził, że ma miejsce „mordowanie muzułmanów i chrześcijan w Nigerii”, wyraźnie niezdolny do przyznania, co i kto stoi za tymi morderstwami. Jak to później wskazali inni, te gafy nie są tak losowe, jak chciałby Obama, ale są częścią starannie zaplanowanej przez ekstremistów islamskich krucjaty religijnej.

Niektórzy ludzie patrzą na Obamę i widzą apologetę islamu. Patrzą na jego pamiętne przemówienie w Kairze w 2009 r., Nowy początek” i widzą, jak obwinia Zachód.

Są oburzeni tym, że masakra w Fort Hood w 2009 r. dokonana przez majora Nidala Hassana, została nazwana „przemocą w miejscu pracy”, podczas gdy było jasne, że Hassan przed zamachem kontaktował się z duchownym muzułmańskim Anwarem Al-Awlakim.

Była także wypowiedź szefa NASA, Charlesa Boldena z 2009 r., że jego najważniejszą misją, powierzoną mu bezpośrednio przez prezydenta, jest „znalezienie sposobu wyciągnięcia ręki do świata muzułmańskiego i znacznie większe zaangażowanie w kontakty z narodami, w których dominują muzułmanie, by pomóc im czuć się dobrze w kwestii ich historycznego wkładu w naukę, matematykę i inżynierię”.

W pewnym sensie elaboraty radykalnej prawicy oskarżającej Obamę, że w rzeczywistości jest muzułmaninem, a już na pewno nie jest obywatelem amerykańskim, pomogły chronić Obamę przed dyskusją o jego prawdziwych wadach.

Ludzie tacy jak Dinesh D’Souza, autor The Roots of Obama’s Rage, twierdzili, że “prawdziwy Obama jest człowiekiem ukształtowanym przez doświadczenia bardzo inne niż doświadczenia większości Amerykanów; jest znacznie bardziej obcy, bardziej zdeterminowany i wykładniczo znacznie bardziej niebezpieczny niż to sobie kiedykolwiek wyobrażaliście”. Obama jest przedstawiany jako słabeusz, uniwersytecki radykał powiązany z ekstremistami palestyńskimi, wychowany w niechęci do Ameryki.

W ostatni weekend były burmistrz Nowego Jorku, Rudy Giuliani, powiedział: “Nie wierzę, a wiem, że powiedzenie tego jest straszną rzeczą, ale nie wierzę, że prezydent kocha Amerykę”. Takie komentarze mogły pomóc Obamie, bo jego wrogowie w końcu powodują, że zapominamy, co się naprawdę zdarzyło.

Pamiętacie 2008 r., kiedy Obama został wybrany? Paul Krugman napisał w artykule w “New York Times”: “Jeśli wybranie naszego pierwszego afro-amerykańskiego prezydenta nie porusza cię, jeśli nie powoduje łez w twoich oczach i dumy z twojego kraju, to coś jest z tobą niedobrze”.

Wiele było takich uczuć. Żartobliwy rysunek w gazecie pokazywał wiwatujący świat, krzyczący „Yes They Can”, sugerując, że Ameryka może odejść od swojej historii dyskryminacji rasowej (zapominając, że większość świata jest w objęciach rasizmu równie paskudnego, jak ten amerykański). Wyśmiewany przez prawicę jako człowiek z „kompleksem Mesjasza”, Obama wzrastał w siłę, zdobywając Nagrodę Nobla bez ruszenia jednym palcem.

Czego nie zrozumieliśmy, to tego, że wzlot i upadek Obamy były jego własnym dziełem. Jego wzlot był związany z tym, jak był postrzegany: młody prezydent afro-amerykański, który obiecywał zmianę. Niewiele się faktycznie zmieniło po jego wyborze. Guantanamo Bay, więzienie USA dla członków Al-Kaidy, nie zostało zamknięte. Uderzenia dronów za granicą trwały, a nawet nasiliły się. Zasługą Obamy jest zachęcanie do zlokalizowania i zabicia Osamy bin Ladena i Awlakiego.

Światopogląd Obamy nie tyle jest antyamerykański lub post-amerykański, ile pusty. Czy wojna w Afganistanie ma trwać? Jasne, czemu nie? Co Ameryka powinna zrobić w kwestii Egiptu, Iraku i Libii? Coś, ale nie za dużo. Jednego dnia było „resetowanie” stosunków z Rosją Putina, a potem przyszedł czas na pomoc dla Ukraińców – ale nie za dużo, bo jeszcze wygrają. Jednego dnia jest mowa o nalotach na Syrię, a następnego już nie.

Obamę obwinia się o spowodowanie chaosu na Bliskim Wschodzie, ale to utrwala mit, że tylko Ameryka rzeczywiście wpływa na Bliski Wschód. Administracja USA lubi negocjacje, czy chodzi o otwarcie stosunków z Kubą, czy przeciąganie dyskusji z Iranem, a to gra na rękę planom zarówno Kuby, jak Iranu, nie dając niczego USA.

Jeśli chodzi o podjęcie szansy pomocy protestującym w miejscach takich jak Iran, USA cofają się. Obamę postrzega się jako antyizraelskiego, ale nie tyle jest on antyizraelski, ile pozbawiony planu działania na rzecz Izraela i Palestyńczyków. Jego planem jest negocjowanie jako takie: karanie krnąbrnych Izraelczyków, ujawnianie komentarzy takich, jak „cykor”, ale nic poważnego.

Obama mógłby się raczej nadawać na organizatora małej społeczności lub profesora uniwersytetu, niż na stanowisko kierownicze w państwie. Lubi wykładać. Jest wnikliwy i jest intelektualistą. Wszystko to są bardzo dobre cechy. Jego administracja pada powoli nie dlatego, że jest szczególnie zła, ale dlatego, że jest to zbór miernot, majsterkujących przy zagwozdkach politycznych i doskonale niedopasowanych do świata, który od 25 lat powoli ześlizguje się w chaos, trwający od końca zimnej wojny.

W 2004 r., kiedy Noam Chomsky opublikował Hegemony or Survival: America’ Quest for Global Dominance, wielu zadawało pytania o rolę USA w świecie. Niepowodzeniem Obamy było niepodjęcie próby odpowiedzi na te pytania.  Zachował hegemonistyczną rolę Ameryki, nie wiedząc, po co.

W kwietniu 1910 r. Teddy Roosevelt wygłosił przemówienie na Sorbonie, w którym powiedział: „Nie liczy się krytyk; ani ten, który wytyka potknięcia silnego człowieka lub mówi temu, który dokonał czynów, że on mógł dokonać ich lepiej. Zasługa należy do człowieka, którzy faktycznie jest na arenie… który w najlepszym wypadku zazna triumfu wielkiego osiągnięcia, a w najgorszym, jeśli mu się nie uda, to nie udaje mu się pomimo tego, że odważał się wielce”. Obama nie odważał się wielce i poniósł porażkę.


The rise and fall of Barack Obama

Jerusalem Post, 22 lutego 2015

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

seth

Seth J. Frantzman

Publicysta “Jerusalem Post”. Zajmował się badaniami nad historią ziemi świętej, historią Beduinów i arabskich chrześcijan, historią Jerozolimy, prowadził również wykłady w zakresie kultury amerykańskiej. Urodzony w Stanach Zjednoczonych w rodzinie farmerskiej, studiował w USA i we Włoszech, zajmował się handlem nieruchomościami, doktoryzował się na  Hebrew University w Jerozolimie.

Źródło tekstu polskiego: http://www.listyznaszegosadu.pl/notatki/wzlot-i-upadek-baracka-obamy

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze