Rozdarta Jordania

Meczet króla Abdullaha w Ammanie
Meczet króla Abdullaha w Ammanie
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Sean Yom, Katrina Sammour

W wojnie z Państwem Islamskim Jordania wspomaga obie walczące strony.

Udziela silnego wsparcia wojskowego, wywiadowczego oraz logistycznego państwom koalicji, ale równocześnie wielu młodych Jordańczyków walczy w szeregach kalifatu. Dwoje ekspertów dopatruje się winy takiego stanu rzeczy w jordańskim systemie edukacji.

* * *

Królestwo Jordanii stoi w pierwszym szeregu na froncie wojny z Państwem Islamskim. Na jego terenie przebywają tysiące żołnierzy brytyjskich i amerykańskich, a dodatkowo pełni rolę logistycznego zaplecza zarówno dla krajów zachodnich, jak i dla Arabii Saudyjskiej. Sam kraj postrzegany jest na Zachodzie jako stabilny, agencje rządowe funkcjonują bez problemów pomimo napływu kilkuset tysięcy uchodźców z Syrii. Jednak kraj także skrywa swoje tajemnice – jordańska młodzież tysiącami dołącza do ISIS oraz innych radykalnych grup islamskich.

Aby to wyjaśnić musimy sięgnać nieco głębiej niż sama strategia rekrutacji stosowana przez ISIS. Prawdziwym pytaniem jest, dlaczego jordańska młodzież jest tak podatna na propagandę islamistów. Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująca: podatna jest młodzież zdesperowana, którą dotknął upadający system edukacji oraz trudne warunki życia. Liczby pokazują, na ile poważny jest to problem. W ciągu ostatnich 5 lat w Syrii i Iraku walczyło prawie 4000 Jordańczyków co daje Jordanii drugie miejsce, zaraz za Tunezją, wśród krajów pochodzenia zagranicznych bojowników zaciągających sie do ISIS. Liczba ta nie obejmuje około 7000 zwolenników salafitów, którzy nie biorą bezpośredniego udziału w walkach, ale w każdej chwili mogą zacząć siać zamęt wewnątrz kraju i są sterowani przez Państwo Islamskie.

Jordańskie służby regularnie likwidują komórki terrorystyczne na terytorium kraju, tak jak w marcu, kiedy w mieście Irbid zabito siedmiu islamistów podczas policyjnego rajdu, czy czerwcowego uderzenia, kiedy zabito pięciu, a uwięziono setki innych oskarżając ich o współpracę z terrorystami. Jednak nawet tak regularnymi i masowanymi uderzeniami jordańskie siły nie są w stanie unieszkodliwić wszystkich.

Zazwyczaj za wysoki stopień radykalizacji obwiniano biedę i bezrobocie. Faktycznie, często to bezrobotni i niespełnieni życiowo dawali się uwieść obietnicą salafitów – szczególnie w palestyńskich obozach dla uchodźców oraz biednych miasteczkach na terenach plemiennych, gdzie królowało bezprawie i handel narkotykami; jednak ekonomia nie tłumaczy tutaj wszystkiego.

Po pierwsze, ci najubożsi nie dołączają do radykalnych ugrupowań islamskich. Bardziej prawdopodobne jest to, że sprzedadzą swoją nerkę niż to, że wyjadą do Syrii. Wielu islamistów pochodzących z Jordanii wywodzi się z klasy średniej. Tak jak na przykład kapitan sił powietrznych, który dołączył do Nusra Front czy syn członka jordańskigo parlamentu, który zginął prowadząc samochód pułapkę. W końcu najwięcej osób poddaje się salafickiej propagandzie nie w biednym południowym mieście Ma’an, a w północnych miastach, takich jak Irbid i Salt. Są to bardziej nowoczesne miasta, dżiahdyści, którzy stamtąd pochodzą, często pracowali w sektorze prywatnym i mało który z nich był nędzarzem.

Jednak zrekrutowanych przez ISIS młodzieńców łączy jedna rzecz – ich życie przenika poczucie desperacji, utracili wiarę w to, że rząd przywróci ekonomiczną stabilizację, funkcjonowanie organizacji publicznych oraz że znowu będą mogli być dumni z przynależności do społeczeństwa. Ich zwrot w stronę religii jest celowy i motywowany przez pragnienie znalezienia celu i sensu życia. Taki ton przebija z rozmów przeprowadzanych w więzieniach z byłymi członkami radykalnych grup islamskich, w tym Państwa Islamskiego.

Jordański system edukacji przekazuje informację, że islam oferuje ścieżkę do zbawienia – i dokładnie taką samą informację podają salafickie organizacje rekrutujące dżihadystów. Poczynając od najmłodszych lat dzieci uczone są tego, że jedynym wyznacznikiem własnej wartości jest religia. Ogólnonarodowe podejście do kultury jest naszpikowane wstawkami z Koranu i islamskiej filozofii, co samo w sobie jest w porządku w islamskim kraju, jednak znaleźć tam można także ataki na naukę, technologię i innowację. Oficjalne podręczniki stawiają dobro muzułmanów nad dobrem niemuzułmanów oraz mówią, że sunnici, a nie szyci, są wyznawcami jedynego prawdziwego islamu.

Zastanawiające jest, że jordańskie szkoły publiczne zostały nazwane przez jednego z krytyków „obozami rekrutów ISIS”. Jest to pokłosie dawnych czasów, kiedy rząd oddał nadzór nad szkolnictwem rosnącemu w siłę ruchowi islamskiemu w zamian za polityczną lojalność. Działo się to dziesiątki lat temu jednak jest odczuwalne do dzisiaj, kiedy wszystkie próby reform zatrzymują się na ministerstwie edukacji będącym obozem konserwatystów samoistnie odnawiającym się z pokolenia na pokolenie. Na przykład uniwersytety w Jordanii wymagają zdania drugiego egzaminu, tzw. tawjihi. Osoby z najwyższymi wynikami idą na prestiżowe kierunki, a osoby z najniższymi trafiają na kierunki związane z islamskim prawem i teologią, a więc produkujące późniejsze autorytety religijne i przywódców duchowych.

Zewnętrzni obserwatorzy określali atmosferę panującą na tych drugich jako sprzyjającą ekstremizmowi, z programem nauczania opartym na konserwatywnych tekstach z założenia nie dopuszczającymi żadnej debaty. Kiedy studenci nie czują się ustatysfakcjonowani wykładami wtedy mogę zwrócić się w kierunku źródła, które jest głośniejsze i bardziej ekstremalne – w kierunku Państwa Islamskiego. Temat jest na tyle delikatny, że rząd ogranicza się do mglistych obietnic otwartego nauczania religi, ale w rzeczywistości nie dopuszcza do żadnych badań i ankiet wśród nauczycieli i duchownych.

Chyba najlepszym dowodem na związek upadku edukacji z szerzącym się ekstremizmem jest rosnący rozdźwięk między konserwatyzmem, rosnącym w siłę wśród ogółu społeczeństwa, a pluralizmem i tolerancją prezentowanymi zachodnim mediom przez jordańską elitę, która jest  produktem prywatnych szkół i zachodnich uniwersytetów. Według ostatnich badań 74% Jordańczyków opowiada się za prawem szariatu, 82% za karą śmierci za apostazję, a 67% chciałoby, żeby kamieniowanie było karą za cudzołóstwo. Dla kontrastu – jordański rząd wciąż wspiera islamski liberalizm i umiarkowanie, jednocześnie przypominając Zachodowi, że nie narzuca prawa szariatu ani nie toleruje zabijania apostatów i cudzołożników.

Ten rozdźwięk pokazuje większy dylemat. Jako kluczowy sojusznik w wojnie z Państwem Islamskim, Jordania ubiega się o więcej wsparcia militarnego i ekonomicznego od Zachodu. Jednak w samym społeczeństwie nie wszystko dzieje się tak jak powinno, a główną przyczyną tego stanu rzeczy jest system edukacji. Jednak impuls do zmiany musi przyjść z wewnątrz, ze społeczeństwa i rządu, a nie z zewnątrz, czyli z Zachodu. Jeśli istnieje bardziej kontrowersyjne stwierdzenie, niż to, że jordańskie szkolnictwo wspiera islamski ekstremizm, to jest nim sugestia, że to Amerykanie powinni je zreformować.

 

Severus Snape na podstawie https://www.lawfareblog.com

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze