Ocaliła przed okrutną śmiercią 20 tys. niemowląt. Miały umrzeć, bo były bękartami

| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Bękart to w Pakistanie wielka hańba. Bilquis Edhi codziennie bierze pod swoje skrzydła nieślubne noworodki porzucone na ulicach Karaczi. Przed okrutną śmiercią ocaliła już 20 tys. niemowląt. Zamiast na śmietnik, w dużej mierze trafiły do zachodnich domów.

Arif Zaman jest kochającym ojcem dwóch ślicznych dziewczynek – 4-letniej Amny i 6-miesięcznej Aneesy. Z zawodu konsultant finansowy, Arif, Pakistańczyk wychowany w Wielkiej Brytanii, i jego angielska żona Alison adoptowali obie córki z Pakistanu. – Kiedy dowiedzieliśmy się, że nie możemy mieć biologicznych dzieci, rozważaliśmy adopcję. W 2004 roku usłyszałem o fundacji prowadzonej przez Bilqees Edhi i jej męża – opowiada.

Aniołki Alison

Apartament w Clifton, ekskluzywnej dzielnicy Karachi, to ich drugi dom. Na stałe mieszkają w Londynie. Dlaczego zdecydowali się na adopcję z Pakistanu? – Znam trudną sytuację tutejszych kobiet, wiem że nie mają żadnych możliwości rozwoju i jak bardzo ograniczone są ich wybory – tłumaczy. I dodaje: – Jeśli możemy pomóc choć jednej dziewczynce, to dla nas to wielkie osiągnięcie. Drugi powód to wiek dziecka. – W Wielkiej Brytanii adopcja niemowlęcia jest prawie niemożliwa – wyjaśnia Alison, która pracuje chwilowo jako dyrektorka szkoły w slumsie Azam Basti i prowadzi stronę internetową dla potencjalnych rodziców adopcyjnych.

Amna: Przeżyła eksplozję bomby

Amnę „dostali” 12 grudnia 2007 roku. Nazywają ją „cudownym dzieckiem”, bo wiele przeszła. Przeżyła eksplozję, gdy zaatakowano duńską ambasadę w Islamabadzie. Chwilę później, 27 grudnia, zmarła Benazir Bhutto i w mieście wybuchły zamieszki. Dziewczynka miała wtedy tylko kilka tygodni.
Dziś 4-latka o sarnich oczach przedstawia się z pewnością siebie, jakiej pozazdrościłby jej niejeden dorosły. – Nazywam się Amna i pochodzę od Edhi – mówi. Arif reaguje na odważne słowa córki: – Zachęcamy dzieci do otwartości na temat adopcji, mimo że pakistańskie społeczeństwo ją piętnuje.
W tym roku para wróciła do Pakistanu, żeby przygarnąć drugie dziecko. Kiedy przyjęli do siebie Aneesę, miała niecałą dobę i ważyła tylko 2,5 kg. Wszystko, co o niej wiedzą, to że urodziła się w slumsie w Karachi.

„Umarło dziecko grzechu”

Można się tylko zastanawiać, co sprawia, że ludzie porzucają niemowlęta i to w najbardziej bezduszny sposób. W Pakistanie, w odniesieniu do martwych noworodków znalezionych na wysypiskach śmieci, słowa „umarło dziecko grzechu” na łamach prasy nie są niczym niezwykłym. – Większość tutejszych rodziców nie porzuci dzieci z prawego łoża – wyjaśnia Abu Talib Dada, dyrektor sierocińca Hussaini Yateehmkhana w Karachi. Zupełnie inaczej jest w przypadku niechcianych ciąży. Jak zauważa Dada, „nieślubne dzieci są prawdą, od której odwracają się Pakistańczycy, udając że nic takiego nie ma miejsca w ich społeczeństwie”.

Pakistan, kraj znany z niestabilnego, skorumpowanego rządu i sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi w wojnie z terroryzmem, łatwo nazwać republiką bananową. Dom dla zatrważającej liczby 176 milionów ludzi i szóste pod względem populacji państwo na świecie, pełne jest niecodziennych kontrastów. Bogatych stać na sprowadzenie fantazyjnych tancerzy z Las Vegas i wydawanie ogromnych sum na noworoczne bale. Biedni nie dość, że ledwie wiążą koniec z końcem, to jeszcze czyni się ich odpowiedzialnymi za podtrzymywanie wartości religijnych i społecznych. Z 675 przypadkami zabójstw honorowych tylko w 2011 roku, w Pakistanie nie jest łatwo być kobietą.

Więcej na: gazeta.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze