Niepowstrzymany rozwój Bractwa Muzułmańskiego

muslim-brotherhood
| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

Fawas Gerges

*******

Od wielu lat Zachód obawiał się dojścia Bractwa Muzułmańskiego do najwyższych stanowisk politycznych w Egipcie. Czy islamiści szykujący się do zdobycia lwiej części mandatów w wyborach parlamentarnych* oznaczają spełnienie się najczarniejszego scenariusza?

Od lutego 2011 roku, czyli od czasu odsunięcia prezydenta Mubaraka od władzy, w Egipcie toczy się walka polityczna walka pomiędzy różnymi frontami ideologicznymi, pokoleniowymi i klasowymi. Upadek despotycznego reżimu, zbudowanego ponad pięćdziesiąt lat temu, doprowadził do odrodzenia polityki masowej i mobilizacji społecznej. W tym kontekście, choć początkowo przyjęte z zadowoleniem jako wybawcy, władze wojskowe w Egipcie potwornie się przeliczyły, sprzeciwiając się przejęciu władzy przez cywilów i usilnie starając się utrzymać swe rządy. W ostatnich dniach dziesiątki tysięcy Egipcjan sprzeciwiło się radzie wojskowej, wysyłając jasny komunikat o zmienionych nastrojach panujących wśród ludności.. Jednocześnie, po dziesiątkach lat wyjęcia spod prawa i prześladowania, aktywiści religijni, czy też islamiści, wypłynęli na powierzchnię jako decydująca siła, otwarcie mobilizując miliony swoich starych zwolenników i rekrutując nowych członków.

Bractwo Muzułmańskie posiada najszersze zaplecze ze wszystkich ugrupowań islamistycznych; ma ponad pół miliona członków oraz potężną machinę polityczną. Założona w 1928 roku organizacja nie uczestniczyła w sposób aktywny w protestach, które doprowadziły do odsunięcia Mubaraka od władzy, ale zaczęła mobilizować swoich zwolenników w nowoutworzonej partii politycznej – „Wolność i Sprawiedliwość”. Ustawiając się na pozycji głosu ludzi biednych, którzy stanowią ogromny elektorat reprezentujący blisko połowę osiemdziesięciodwumilionowej ludności Egiptu, Bractwo stawia sobie za cel zdobycie czterdziestu procent mandatów w wyborach parlamentarnych, które mają rozpocząć się 28 listopada. Bez względu na wynik, Bractwo stanie się dominującym graczem w Egipcie po obaleniu Mubaraka i będzie kształtować wewnętrzne i międzynarodowe relacje państwa.

Szansa Bractwa Muzułmańskiego na zdobycie większości miejsc w niższej izbie parlamentu zaniepokoiła egipskich liberałów oraz mniejszości i sekularystów, którzy obawiają się, że organizacja wprowadzi surowe i wsteczne prawo religijne. Oskarżają oni Bractwo Muzułmańskie o składanie gołosłownych deklaracji poparcia reguł demokratycznych oraz o knucie planu przejęcia kontroli nad państwem świeckim i wprowadzenia rządów opartych na szariacie.

Przepaść pomiędzy poglądami świeckimi a religijnymi stanowi najbardziej fundamentalny rozdźwięk w polityce Egiptu, który zagraża przejściu z autokracji do pluralizmu. Sekularyści, bardzo podejrzliwi co do hołdowania przez partie islamistyczne zasadom pluralizmu politycznego, wezwali wojskowe władze Egiptu do zastosowania zabezpieczeń, aby ograniczyć siłę ich rywali ideologicznych, gdyby odnieśli oni zwycięstwo w wyborach. Chcą gwarancji, że nowa konstytucja zapewni wolność religijną i wolność słowa.

Gdy na początku miesiąca polityczna i charytatywna machina Bractwa rozpoczęła inicjatywę Millioniyyat al-Khayr (akt dobrej woli miliona ludzi), mającą na celu dostarczenie tysiąca pięciuset ton mięsa po obniżonej cenie pięciu milionom Egipcjan z okazji Id al-Adha (Święta Ofiarowania) padły oskarżenia o kupowanie głosów wyborców za środki pochodzące z zagranicy. Egipscy liberałowie oskarżyli kraje Zatoki Perskiej, w szczególności Katar, o potajemne finansowanie islamistów, aby rozpowszechniać ich odmiany religii konserwatywnej na terenie najludniejszego państwa arabskiego.

Stając do walki z partiami islamistycznymi, liberałowie (reprezentowani przez koalicję Egipski Blok) ryzykują, zrażając do siebie bardzo religijne społeczeństwo. Podobnie jak ich odpowiednikom w Tunezji, trudno im będzie przyciągnąć wyborców, którzy nie identyfikują się z ich kosmopolitycznymi poglądami. W samym centrum obecnego buntu przeciwko radzie wojskowej, który najprawdopodobniej przysłuży się strategii wyborczej Bractwa, znajduje się ta sama przepaść pomiędzy świeckimi i religijnymi poglądami. Podczas gdy Egipcjanie walczyli w tym miesiącu z policją i wojskiem, Bractwo rzuciło liberałom bezpośrednie wyzwanie. „Uszanujecie wolę ludzi, czy zwrócicie się przeciwko niej?” Oraz: „Wasza wiarygodność jest teraz zagrożona.”

Państwa zachodnie państwa są równie, jeśli nie bardziej, zaniepokojone rosnącym w siłę Bractwem. Widzą w tym ugrupowaniu zaciętego wroga, a w szczególności zagrożenie dla Izraela, który w 1979 roku zawarł z Egiptem traktat pokojowy w Camp David, kończący wojnę pomiędzy dwoma sąsiadami. Od ataków z 11 września 2001 roku strach przed islamistami ogólnie, a nie jedynie przed Al-Kaidą, zawładnął wyobraźnią państw zachodnich. Prozachodni, autokratyczni, arabscy władcy, tacy jak Mubarak, wykorzystali ten niepotrzebny strach, przedstawiając się jako partnerzy w walce przeciwko „ekstremistom”, takim jak Bractwo Muzułmańskie oraz w walce o pokój. „Albo my, albo ekstremiści”- tak ostrzegali przedstawicieli Zachodu dyktatorzy z Bliskiego Wschodu.

Aż do ostatniego dnia sprawowania władzy, gdy miliony Egipcjan domagało się jego ustąpienia, Mubarak wykorzystywał zagrożenie, jakie stwarza Bractwo, aby ostrzec Stany Zjednoczone przed tym, co może nastąpić po jego odejściu. Gdy kryzys polityczny osiągnął apogeum pod koniec stycznia, Barack Obama zadzwonił do Mubaraka i próbował znaleźć sposób na eleganckie opuszczenie przez niego sceny politycznej. Urzędnik z Białego Domu w ten sposób podsumował odpowiedź: „Bractwo Muzułmańskie, Bractwo Muzułmańskie, Bractwo Muzułmańskie.”

Historycznie, Stany Zjednoczone oraz ich europejscy sprzymierzeńcy zaakceptowali ten podwójny model Bliskiego Wschodu, w którym fundamentaliści religijni postrzegani byli jako jedyna alternatywa dla prozachodnich dyktatorów. Ukrytym założeniem wśród zachodnich oficjeli było to, że nie istnieje żaden trzeci sposób, żadna opinia publiczna, wyłącznie „arabska ulica” – zakamuflowany pogląd, że muzułmanie, jeśli pozwoli się im głosować, dokonają złych wyborów, że siły demokratyczne, niedoświadczone i nieznane, nie byłyby tak uległe i przychylne wobec interesów Stanów Zjednoczonych w regionie, jak autokraci. Nieżyjąca już Jeane Kirkpatrick, była ambasador USA przy ONZ, poczyniła dowcipną uwagę na temat Arabów i demokracji: „Świat arabski to jedyne miejsce na świecie, w którym zachwiane zostało moje przekonanie, że jeśli pozwolić ludziom decydować, podejmą oni fundamentalnie racjonalne decyzje.”

Sekretarz stanu Hillary Clinton potwierdziła to w swoim przemówieniu wygłoszonym 7 listopada na temat reakcji Waszyngtonu na arabską wiosnę , która doprowadziła do upadku kilku politycznych klientów Stanów Zjednoczonych. „Przez lata dyktatorzy mówili swoim obywatelom, że muszą zaakceptować autokratów, których znają, aby uniknąć ekstremistów, których się obawiają”, powiedziała słuchaczom zebranym podczas spotkania Narodowego Instytutu Demokratycznego, wśród których znalazła się była sekretarz stanu Madeleine Albright. „Zbyt często sami przyjmujemy taką narrację.” Na potwierdzenie wyraźnego zwrotu w polityce zagranicznej USA, Clinton powiedziała, że administracja prezydenta Obamy będzie współpracować z dominującymi partiami islamskimi w Tunezji i Egipcie, jeśli będą one przestrzegać reguł gry politycznej.

Podczas gdy Egipcjanie będą przygotowywać się do pójścia do urn, aby wybrać pierwszy wolny parlament od upadku Mubaraka, wszystkie oczy w kraju i zagranicą będą obserwować wyniki Bractwa i określać liczbę miejsc w parlamencie, która przypadnie temu ugrupowaniu. W Bractwie mit i rzeczywistość przeplatają się ze sobą. Utworzone w latach dwudziestych przez charyzmatycznego, dwudziestodwuletniego kaznodzieję i arabskiego nauczyciela Hassana al-Bannę w Ismailii (położonej 100 km na północny wschód od Kair), rozwinęło się ze skupiającej młodzież organizacji w globalny ruch społeczno-polityczny. Na przestrzeni lat czterdziestych i sześćdziesiątych Bractwo działało częściowo jawnie, a częściowo w podziemiu. Jego „tajny aparat”, organizacja paramilitarna, przeprowadzała zamachy i zbrojne ataki przeciwko rywalom politycznym oraz cywilom. Kolejne rządy tłumiły działalność Braci, co w rezultacie doprowadziło do kampanii mającej na celu rozwiązanie i pokonanie organizacji, podjętej przez nacjonalistycznego prezydenta o zapatrywaniach panarabskich – Gamala Abdela Nasera Tysiące szeregowych członków BM uwięziono i poddano torturom, a czołowi przywódcy zostali straceni. Wśród nich znalazł się Sayyid Qutb, który po egzekucji w 1966 roku, został uznany za głównego ideologa i teoretyka wojujących islamistów, i wywarł ogromny wpływ na Osamę Bin Ladena oraz Ajmana az-Zawahiriego.

Ten ponury i krwawy okres zakończył się w latach siedemdziesiątych, gdy przywódcy Bractwa wyrzekli się przemocy, przyjmując strategię uczestnictwa w życiu politycznym. Jednak agresywne starcie w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych pomiędzy dwoma największymi trendami politycznymi- panarabskim nacjonalizmem oraz panislamizmem – dało początek historycznemu rozłamowi, którego do chwili obecnej nie udało się usunąć. Obecna przepaść pomiędzy poglądami świeckimi a religijnymi stanowi potwierdzenie tego, że stare rany jeszcze się nie zabliźniły.

Kary więzienia, prześladowania i upokorzenia pozostawiły głębokie blizny w instytucjonalnej pamięci, ewolucji i rozwoju Bractwa.

Wśród starej gwardii lub pierwszego pokolenia (spójny pod względem wpływów, ale słabnący człon BM, którego członkowie spędzili co najmniej dziesięć lat w lochach Nassera), utrzymuje się poczucie męczeństwa oraz stałego braku zaufania. Po zwolnieniu z więzienia przez następcę Nassera, Anwara as-Sadata, we wczesnych latach siedemdziesiątych ci konserwatywni weterani skupili się na odbudowie i zasileniu struktury społecznej oraz na legalizacji ugrupowania. Postawili na przetrwanie, społeczną spójność i jedność, kosztem politycznej przejrzystości i odpowiedzialności. (Zamach na Sadata dokonany w październiku 1981 roku przez islamskiego porucznika Chalida Islambuli doprowadził do przedłużającego się konfliktu pomiędzy Mubarakiem, który wówczas objął urząd prezydenta, a lokalnymi bojownikami pokolenia Zawahiriego.).

Dzisiaj monopol starej gwardii na władzę wykonawczą może zostać przełamany przez młode pokolenie pragmatyków, absolwentów uniwersytetów, którzy dołączyli do Bractwa w latach siedemdziesiątych. Pragmatycy są znacznie swobodniejsi w kwestii nowoczesności i polityki pluralistycznej, niż starsi członkowie Bractwa, którzy sprzeciwiali się wewnętrznym próbom demokratyzacji procesu podejmowania decyzji i otwarcia się na zewnątrz. Na przestrzeni lat przeprowadziłem wywiady z członkami Bractwa obydwu pokoleń – różnice we wrażliwości, światopoglądzie i edukacji są uderzające. Nalegającym na absolutną lojalność i dochowanie tajemnicy członkom starej gwardii – takim jak Mahmoud Izzat, sekretarz generalny i strażnik finansów oraz tajemnic organizacji; Mohammed Akif, były mufti i główny mentor Bractwa oraz Mohamed Badie, obecny główny mentor – brak intelektualnej i politycznej wizji, która pozwoliłaby na przekształcenie organizacji w transparentną, nowoczesną partię polityczną.

W przeciwieństwie do nich, członkowie pokolenia z lat siedemdziesiątych – tacy jak Essam el-Arian, wiceprzewodniczący partii „Wolność i Sprawiedliwość”, absolwent prawa i medycyny oraz Abdel Moneim Aboul-Fotouh, doktor medycyny i były członek odpowiedzialnego za politykę „biura doradczego”, zajmującego najwyższy szczebel w strukturze Bractwa – są zwolennikami postępu. Wyrażają swoje oddanie dla otwartego społeczeństwa i przedstawicielskiego rządu. Niektórzy ostro krytykowali starą gwardię za autokratyczne metody i przyrzekali rzucić wyzwanie istniejącemu stanowi rzeczy, gdy tylko zamknięty polityczny system Mubaraka straci na swej hermetyczności.

Równowaga sił przechyla się na korzyść pragmatyków, a upadek Mubaraka przyspieszy nadejście nowego pokolenia. Aboul-Fotouh jest tutaj dobrym przykładem. Zdecydował się wystartować w wyborach prezydenckich jako niezależny kandydat wbrew woli przywódców Bractwa i złożył rezygnację z członkostwa w organizacji. Młodzi Bracia najprawdopodobniej zagłosują na niego wbrew starej gwardii.

W ostatnich latach pokoleniowe różnice w Bractwie manifestowały się poprzez otwarte wyzwania rzucane przez młodych Egipcjan despotycznym praktykom stosowanym przez ultrakonserwatywnych weteranów. Młodsi Bracia wykorzystują nowe media, takie jak blogi i Facebook, do krytykowania starszych członków organizacji i wzywają do demokratyzacji ruchu, jako zasadniczego warunku zbudowania w Egipcie pluralistycznego państwa cywilnego. Młodzi członkowie BM stanowią największą pojedynczą podgrupę w organizacji, a ich światopogląd jest bardziej zbliżony do światopoglądu ich liberalnych i nacjonalistycznych odpowiedników, niż do zapatrywań starszych członków organizacji. Można to było zaobserwować w ciągu minionych dziesięciu miesięcy, kiedy poirytowani hermetycznym sposobem rządzenia organizacją, młodsi członkowie Bractwa utworzyli cztery własne partie polityczne i zostali natychmiast wyrzuceni z organizacji za nieposłuszeństwo.

Podziały międzypokoleniowe i ideologiczne pokazują, że Bractwo nie jest monolitem zastygłym w czasie i przestrzeni. Pojawia się coraz więcej dowodów na to, że jego przywódcy reagują na presję od wewnątrz i z zewnątrz, i są przeczuleni na punkcie opinii publicznej. W minionej dekadzie ciężko pracowali, aby zapewnić krytyków w kraju i zagranicą, że akceptują zasady polityki i nie chcą utworzyć teokratycznego państwa o modelu irańskim. „Utworzymy państwo cywilne z uwzględnieniem zapatrywań islamistycznych”, powiedział francuskiemu ambasadorowi w Kairze Mohammad Mursi, przywódca „Wolności i Sprawiedliwości”. Wykazując się dojrzałością podczas masowych protestów przeciwko Mubarakowi, Bracia pozostali w cieniu w obawie przed zaalarmowaniem Egipcjan oraz mocarstw zachodnich.

W miarę nasilania się kampanii wyborczej i narastania niepokojów dotyczących programu Bractwa, dwaj główni przywódcy „Wolności i Sprawiedliwości”, Mursi i el-Arian, podkreślili, że jeżeli wygrają wybory, utworzą rząd jedności narodowej z innymi partiami. W nawiązaniu do zapewnień składanych często przez ich świeckich przeciwników uparcie twierdzą, że partia „przekazałaby władzę, gdybyśmy przegrali”, ponieważ panujące nastroje publiczne nie pozwolą dłużej tolerować dyktatury. El-Arian przyrzekł, że partia „Wolność i Sprawiedliwość” nie doda terminologii do egipskiej konstytucji dla podbudować stanowczość starego żądania zgodności ustawodawstwa z prawem szariatu. Artykuł drugi konstytucji stwierdza, że „głównym źródłem legislacji jest islamski system prawny”.

Bractwo zostało oskarżone o postawę antyizraelską i antyamerykańską. Twardogłowi w Stanach Zjednoczonych straszą: jeżeli Bractwo dojdzie do władzy w Egipcie, będzie to „katastrofalne dla bezpieczeństwa USA”, ostrzega Leslie Gelb – honorowy przewodniczący Rady Stosunków Międzynarodowych, który pełnił funkcję urzędnika wyższego szczebla w departamentach stanu i obrony. „Złudnym byłoby zakładać prawdziwość demokratycznych zapewnień Bractwa Muzułmańskiego”, stwierdza .

Smutna prawda jest taka, że retoryka Bractwa dotycząca polityki zagranicznej Izraela i Stanów Zjednoczonych niewiele różni się od retoryki jego nacjonalistycznych lub lewicowych odpowiedników. Wszyscy Egipcjanie, bez względu na swoje przekonania, czują, że ich kraj musi odzyskać rolę przywódcy na arenie arabskiej i przeciwstawić się izraelskim prześladowaniom Palestyńczyków. Egipcjanie coraz bardziej kwestionują przydatność porozumienia z Camp David zawartego z Izraelem, chociaż jedynie niewielu domaga się jego anulowania. Ponad siedemdziesiąt procent Egipcjan, którzy wzięli ostatnio udział w sondażu przeprowadzonym przez „International Peace Institute” z siedzibą w Nowym Jorku, opowiedziało się za utrzymaniem porozumienia z Izraelem. Wyniki te potwierdza sondaż przeprowadzony przez wiodącą egipską jednostkę badawczą „Al-Ahram Centre for Political and Strategic Studies”.

Chociaż często wzywają wszystkie partie, by raz jeszcze przyjrzały się porozumieniom pokojowym, przywódcy Bractwa podkreślają, że nie podjęliby żadnych jednostronnych decyzji, które narażałyby bezpieczeństwo narodowe, lecz pozostawiliby podjęcie takich decyzji obywatelom. Dalecy od ryzykanctwa i lekkomyślności starsi Bracia twierdzą, że utrzymaliby w mocy traktaty dyplomatyczne podpisane przez Egipt, co jest wyraźnym sygnałem realpolitik.

Bractwo zabiega o uznanie przez mocarstwa zachodnie oraz społeczność międzynarodową. Duchowny i kandydat na prezydenta, który przyłączył się do Bractwa, Hazem Abu Ismail, powiedział we wrześniu w wywiadzie dla telewizji CBC , że chociaż sprzeciwia się traktatowi pokojowemu, jako przywódca nie uchyliłby go, ani nie prowadziłby wojny przeciwko Izraelowi.

Przez ponad cztery dekady przywódcy Bractwa ciężko pracowali, aby pojawić się na arenie politycznej i zyskać status prawny. Trudności i prześladowania nauczyły ich sztuki kompromisu i pragmatyzmu. Ideologia pozostaje w cieniu interesów oraz politycznych korzyści Bractwa. Bardziej niż kiedykolwiek przedtem, ich komunikat jest adresowany do określonego elektoratu oraz grup interesu, co jest oznaką zmian ideologicznych. W rzeczywistości, świeccy oponenci krytykują przywódców Bractwa za ich zbyt oportunistyczną i makiawelistyczną postawę, za to, że zbytnio sprzymierzali się nawet z reżimem Mubaraka, a następnie z nowymi przywódcami wojskowymi, aby poczynić postępy w realizacji swoich interesów. W podobnym duchu bojownicy, tacy jak al-Zawahiri, oskarżyli Bractwo o poświęcanie wiary i czystości ideologicznej na ołtarzu upadłego programu politycznego.

W istocie Bractwo nie może ani nie chce wyzwolić się od ciężkiego dziedzictwa ideologicznego. W odróżnieniu od islamistów tureckich i tunezyjskich, BM ma alergię na takie określenia jak „świecki” czy „świeckość” i postrzega je jako „antyislamskie”. We wrześniu, po ciepłym powitaniu w Egipcie tureckiego premiera Erdogana, nastawienie Bractwa zmieniło się na wrogie, gdy powiedział on w programie telewizyjnym, że religia może koegzystować z państwem świeckim. „Mam nadzieję, że Egipt stanie się państwem świeckim”, powiedział Erdogan, pobożny muzułmanin, którego partia AKP posiada islamskie korzenie. Rzecznik Bractwa oskarżył Erdogana o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Egiptu.

Szczególny niepokój budzi stanowisko ruchu w sprawie kobiet i mniejszości, postawa, którą stara gwardia uzasadnia przyczynami religijnymi. Koraniczne interpretacje są stosowane wybiórczo i chaotycznie na potwierdzenie tego, że kobiety i chrześcijańscy Koptowie nie mogą być w pełni równi wobec prawa, nie mogą sprawować urzędu prezydenta ani nawet sędziego. Chociaż stanowisko to jest kwestionowane wewnątrz organizacji przez pragmatyków i młodszych Braci, jest to symptom większych kłopotów, z jakimi przyszło się zmierzyć Bractwu. Poza swoim stałym nastawieniem oraz planem, organizacja nie wystąpiła z żadnymi oryginalnymi pomysłami i dobrze nakreślonymi programami socjoekonomicznymi lub politycznymi. Ciało Bractwa rozwija się szybciej, niż jego mózg.

Wyzwaniem postawionym przed organizacją nie jest zdobycie sporej większości miejsc w parlamencie, ale efektywne rządzenie i proponowanie rozwiązań dla kryzysu strukturalnego w Egipcie. Egipt jest niemal bankrutem. Około czterdzieści procent ludności żyje za mniej niż dwa dolary dziennie. Panuje tam masowe bezrobocie, a poziom umiejętności czytania i pisania jest jednym z najniższych w świecie arabskim. Słabe instytucje w państwie wymagają skrupulatnej odbudowy – w czasie, gdy brak jest jakiejkolwiek wspólnej wizji na przyszłość wśród ugrupowań opozycyjnych. I co zrobić ze wzmożonym apetytem wojska na udział w polityce?

Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad precyzyjnie wyregulowana machina polityczna Bractwa Muzułmańskiego wielokrotnie dowiodła swej wartości i skuteczności. Jeżeli wygra i utworzy rząd większościowy, będzie musiała spełnić oczekiwania. Biorąc pod uwagę ciężar problemów przed jakimi staje Egipt oraz brak precyzyjnie sformułowanych przez organizację planów stworzenia miejsc pracy, co pozwoliłoby ożywić gospodarkę – jest to mało prawdopodobne. A jeśli organizacja zawiedzie, jej hasła wyborcze: „Rozwiązaniem jest islam” oraz „Razem dla Egiptu”, zemszczą się na niej samej.(es)

* Artykuł powstał przed rozpoczęciem egiskich wyborów parlamentarnych.

Fawas Gerges, Amerykanin pochodzący z Libanu, jest ekspertem w sprawach Bliskiego Wschodu, Al-Kaidy I polityki zagranicznej USA. Obecnie jest profesorem na wydziale Polityki Bloskowschodniej i Stosunków Międzynarodowych w London School of Economics and Political Science.

 

Tłumaczenie: ACH na podstawie http://www.newstatesman.com/international-politics/2011/11/brotherhood-egypt-arab-mubarak

 

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze