My, muzułmanie, jesteśmy pozbawionymi samokrytycyzmu, płaczliwymi łobuzami na szkolnym boisku

image001
Muzułmanie szyiccy przygotowani do deptania flagi izraelskiej na wiecu w doroczny Dzień Al-Kuds czyli Dzień Jerozolimy, podczas muzułmańskiego świętego miesiąca Ramadanu w Karaczi w Pakistanie. Zdjęcie: Press Association
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Maajid Nawaz

Niedawno była rocznica zdarzenia znanego jako „podział” – pełnego przemocy i nadal kwestionowanego podziału na Pakistan i Indie w 1947 r.

Przed nastaniem brytyjskich rządów w Indiach rządzili muzułmańscy Mogołowie. Zanurzony w historii założyciel Pakistanu, Muhammad Ali Jinnah, był przekonany, że gdyby muzułmanie pozostali jako mniejszość w niepodległych Indiach, hinduska większość nie traktowałaby ich sprawiedliwie. Te jego poglądy znane są jako „teoria dwóch narodów”. Historia jednak mogłaby dowieść, że Jinnah mylił się.

Sam Pakistan kiepsko realizuje sprawiedliwe traktowanie muzułmanów, ale rozumiem, dlaczego partia Jinnaha, Liga Muzułmańska, mogła czuć niepewność przed perspektywą życia w Indiach jako mniejszość. Szczególnie w świetle niedawnego odrodzenia hinduskiego nacjonalizmu za rządów BJP.

Chociaż Jinnah chciał ojczyzny dla muzułmanów wyciętej z indyjskiej perły w brytyjskiej koronie, sam nie był człowiekiem religijnym. Studiując prawo w Londynie, w Lincoln’s Inn, Jinnah pił podobno alkohol, jadł wieprzowinę i ożenił się z kobietą ze społeczności Parsów, czyli wyszedł poza wąskie ramy własnej społeczności.

W jednym z jego bardziej słynnych przemówień do Zgromadzenia Konstytucyjnego Pakistanu Jinnah podkreślił, że jego wizją Pakistanu było miejsce, gdzie “z czasem hindus przestanie być hindusem, a muzułmanin przestanie być muzułmaninem, nie w sensie religijnym, ponieważ to jest osobista wiara każdego człowieka, ale w sensie politycznym jako obywatel państwa”.

W rzeczywistości w Pakistanie zdarzyło się coś dokładnie odwrotnego. Szybkość z jaką Pakistan zaczął wpadać w fanatyzm religijny można w dużym stopniu przypisać temu, że Jinnah zmarł zaledwie w rok po utworzeniu kraju, ale część przyczyn można wiązać z filozofią założycielską – tworzenia narodu wyłącznie w oparciu o tożsamość religijną.

Brak wewnętrznej krytyki powoduje, że społeczności z muzułmańską większością rozlatują się, podczas gdy my upieramy się, że wszyscy inni są gorsi od nas

W państwie stworzonym dla muzułmanów powstaje pytanie: “Kto jest muzułmaninem?”, a więc także: “Kto nie jest wystarczająco muzułmański?”. Według dzisiejszych, coraz bardziej ekstremistycznych standardów w Pakistanie, także Jinnah – szyita, nie zaś sunnita – byłby wykluczony.

Można by zapytać: A czego Jinnah mógł się spodziewać?

Pakistan oparty na religijnej tożsamości istnieje i chociaż wielu kwestionuje jego obecny kierunek rozwoju, żadna poważna postać polityczna nie kwestionuje jego legalności. Z pewnością robi to bardzo niewielu muzułmanów. Niemniej legalność, tylko kilka miesięcy później stworzonego Izraela, jako ojczyzny dla Żydów, jest ciągle kwestionowana.

Syjoniści-założyciele, podobnie jak Jinnah, byli przekonani, że Żydzi nie mogą nigdy więcej ryzykować życia bez własnego państwa. Tak więc, w znacznej mierze w oparciu o wizję Theodore Herzla, narodził się ruch syjonistyczny.

Izrael powstał w 1948 r. dokładnie w ten sam sposób i dokładnie z tych samych powodów, co Pakistan. Poza tym, że po Holocauście i II wojnie światowej Żydzi mieli znacznie więcej uzasadnienia dla swoich obaw niż my, muzułmanie.

Jest czymś niesamowitym jak niewielka jest różnica między uzasadnieniem i dalszym rozwojem tych dwóch państw. W obu wypadkach założycielami byli ludzie świeccy i nie pobożni.

Hertzlem pogardzali religijni Żydzi, podobnie jak Dżamat-e-Islam Mawdudiego uważał Jinnaha za zdrajcę.

W obu wypadkach społeczności religijne przyjęły później tę ideę i z czasem ostatecznie stały się per saldo zwycięzcami.

Przy zakładaniu Izraela i Palestyny miały miejsce olbrzymie ruchy ludności. Nie bez powodu do dzisiaj Palestyńczycy pamiętają „Nakbę” i żądają prawa powrotu.

Również Indie przy podziale doświadczyły masowych mordów, kiedy hindusi i Sikhowie zostali wygnani z Pendżabu, a muzułmańscy “muhadżirs” musieli wsiadać do osławionych „pociągów duchów” do portów w Karaczi.

Oba kraje nadal prowadzą spory o terytoria. Państwo Palestyńczyków nie powstało, los Kaszmiru między Pakistanem a Indiami jest podobnie sprawą na ostrzu noża.

Oba terytoria określa się jako “terytoria sporne”. Do dzisiaj również w Pakistanie są wewnętrzne ruchy niepodległościowe.

Ponieważ podróżowałem do stolicy Beludżystanu, Kwety i do Sindh na głębokim południu Pakistanu, mogę zaświadczyć o sile uczuć przeciwko “okupującym Pendżabczykom” – narodu mojego dziedzictwa – które w obu wypadkach wywołały zbrojne powstanie przeciwko państwu pakistańskiemu.

Nie zapominajmy, że inny taki naród, który także odwiedziłem, już wyrwał się spod “okupacji pakistańskiej” w 1971 r., by stworzyć Bangladesz. We wszystkich tych wypadkach były czasami nieproporcjonalnie ostre reakcje wobec oblężonych, ale wojowniczych separatystów, jednak jest wysoce prawdopodobne, że słyszeliście wyłącznie o akcjach Izraela w Gazie.

Te spory o terytoria także mają znaczenie religijne, tak samo jak mają je w Jerozolimie – gdzie też byłem z pielgrzymką.

Co roku tysiące Sikhów indyjskich przybywa do pakistańskiego Lahaur, by uczestniczyć w religijnych i kulturowych rytuałach zaznaczających rocznicę narodzin ich najważniejszego świętego, Baba Guru Nanak Dev Jee, który urodził się w pakistańskim obecnie Lahaur.

Stara świątynia Sikhów stoi tam obok meczetu Badszahi, jedno i drugie warte obejrzenia.

Wielu Sikhów nigdy nie pogodziło się z utratą swoich miejsc świętych, co spowodowało powstanie ruchu niepodległościowego Chalistan i doprowadziło do zamordowania premier Indii, Indiry Ghandi przez jej ochroniarza-Sikha.

Niemniej nie ma żadnych wezwań do bojkotu Pakistanu ze strony skrajnej lewicy i jej islamistycznych sympatyków. Nie istnieje żaden modny ruch, by zawstydzać muzyków, którzy decydują się tam występować, żadnego blokowania mówców na uniwersytetach i żadnych protestów wobec “historycznych niesprawiedliwości” Pendżabczyków.

Prawdą jest, że nie ma absolutnie niczego, co można powiedzieć o Izraelu, a czego nie można by powiedzieć o Pakistanie. To nieustanne skupienie się nas, muzułmanów, na państwie Izrael – kiedy dżihadyści palą wszystko wokół nas – jest odwiecznym pretekstem, używanym, żeby odciągnąć nas od zbadania własnych problemów i od introspekcji.

Właśnie ten brak wewnętrznej krytyki powoduje, że społeczności z muzułmańską większością rozlatują się, podczas gdy my upieramy się, że wszyscy inni są gorsi od nas.

My, muzułmanie, staliśmy się całkowicie pozbawionymi samokrytycyzmu płaczliwymi łobuzami na szkolnym boisku.

Tym dzieckiem, którego wszyscy boją się, ale nikt go nie lubi.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Maajid Usman Nawaz – brytyjski prawnik, pisarz, publicysta i polityk, urodzony w rodzinie pakistańskiej muzułmanin, zwalczający islamski terroryzm (w młodości odsiedział pięć lat w więzieniu egipskim za działalność w organizacji terrorystycznej). Założyciel i przewodniczący organizacji Quilliam, badającej i ujawniającej narrację islamskich fanatyków.

Źródło tekstu polskiego: http://www.listyznaszegosadu.pl/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze