Ideolodzy i bojówkarze dżhadyzmu: Abdullah Jusuf Azzam

image001
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Rozwój współczesnego dżihadyzmu z pewnością przebiegałby inaczej, gdyby nie Abdullah Jusuf Azzam. W pakistańskim Peszawarze, gdzie działał i zamieszkiwał przez ostatnie lata swego życia, nie bez powodu zwano go ojcem chrzestnym dżihadu.

Zwykł powtarzać swoje motto: „Tylko dżihad i karabin: żadnych negocjacji, żadnych konferencji, żadnego dialogu”.

Urodzony w 1941 roku na Zachodnim Brzegu Jordanu w okolicach miasta Dżenin, młody i pobożny Abdullah stopniowo nabywał religijnej wiedzy studiując w Damaszku prawo szariatu i stając na czele uniwersyteckiej młodzieżówki Bractwa Muzułmańskiego.

Kiedy więc w 1967 roku wybuchł konflikt arabsko-izraelski, Azzam wziął w nim czynny udział. Nawet po ustaniu działań wojennych wyróżniał się spośród członków stowarzyszenia swoją bojową postawą i podkreślał bezwzględną potrzebę walki z państwem żydowskim. Co więcej, liderom Bractwa niejednokrotnie stawiał zarzuty, że zamiast skupiać się na walce z Izraelem deliberowali nad sposobem zrzucenia z tronu jordańskiego króla Husajna.

Po obronie doktoratu na kairskim Al-Azharze w 1973 r. Azzam objął stanowisko profesora prawa szariatu na Uniwersytecie Jordańskim, skąd później, relegowany, przeniósł się do Jeddah w Arabii Saudyjskiej rozpoczynając pracę na Uniwersytecie Abd al-Aziza. Tu poznał jednego ze swych studentów – młodego Osamę Bin Ladena.

Nie tylko z tego względu okres ten był dla Azzama przełomowy. W 1980 roku natknął się w Mekce na grupę afgańskich pielgrzymów, których opowieści wstrząsnęły nim szczególnie i odtąd wiedział już, że sprawa, której musi się w pierwszej kolejności poświęcić, nawet przed problemem palestyńskim, to kwestia sowietyzowanego Afganistanu. Jeszcze w tym samym roku Światowa Liga Muzułmańska wysłała go do stolicy Pakistanu, Islamabadu, żeby nauczał tam na świeżo założonym przez LM oraz Bractwo Uniwersytecie Międzynarodowych Studiów Islamskich.

Cztery lata później zbliżył się do swojego celu, przenosząc się na północ, pod granicę Afganistanu, do Peszawaru, gdzie uczestniczył w powstaniu organizacji o nazwie Maktab al-Chidma, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Biuro Pomocy Mudżahedinom. Do jej zadań należało administracyjne i socjalne wspomaganie napływających zewsząd arabskich dżihadystów skierowanych przeciwko okupującym Afganistan Sowietom. W tym samym okresie Azzam utworzył razem z Bin Ladenem organizację – Bajt al-Ansar, inaczej Dom Zwolenników, której zadaniem było kwaterowanie przyszłych mudżahedinów. Dopiero na jej gruncie w 1988 roku z inicjatywy Osamy Bin Ladena powstała Al-Kaida (Baza) zrzeszająca przybyłych z zagranicy bojówkarzy islamskich.

W grudniu 1984 roku rozpoczęto publikację magazynu zatytułowanego „Al-Jihad”, poświęconego sprawie afgańskiej. Wieści z frontu przeplatały się z ideologicznymi tekstami pisanymi przez samego Azzama. Prasę błyskawicznie rozpowszechniano w świecie arabskim, a w dalszej kolejności tłumaczono ją na lokalne języki oraz angielski. Tym sposobem „Al-Jihad” zapoczątkował proces medialnego popularyzowania idei Salafickiego Ruchu Globalnego Dżihadu, nie tylko przez druk, ale i w przyszłości z wykorzystaniem internet.

Azzam wydał kilka swoich prac, w tym zatytułowaną: „Obrona ziem islamskich jest największym obowiązkiem każdego muzułmanina”. Ta obrona, jak przekonywał, winna się objawiać zarówno moralnym jak i finansowym wsparciem. W przeciwnym razie muzułmanin popełnia grzech. Jedynie poważne przyczyny, jak choroba, małżeństwo, czy opieka nad starszymi członkami rodziny, mogły zwalniać go od dżihadu. Jeśli jednak muzułmanin nie byłby w stanie działać osobiście, to winien podejmować wysiłki choćby propagandowo-rekrutacyjne, by rozbudzać tę potrzebę u innych.

W licznych wystąpieniach Azzam swoim chropowatym i krzykliwym głosem wykrzykiwał, że za każdym razem, gdy niemuzułmanie wkraczają na islamskie ziemie, każdy poddany Allaha, zgodnie z opiniami doktorów prawa szariatu, wszelkich komentatorów świętych tekstów, tych, którzy zawierzyli słowom i uczynkom proroka Mahometa, winien sobie narzucić obowiązek dżihadu i przepędzić wroga. Ta walka nie powinna się skończyć na uwolnieniu od kafirów Afganistanu. Za tym powinny pójść takie kraje, jak Palestyna, Liban, Czad, Erytrea, Somalia, Filipiny, Birma, Południowy Jemen, Taszkient, Andaluzja…

Działalność Azzama w Peszawarze doskonale współgra z koncepcją stworzonej przez niego doktryny dżihadu. Miała się ona rozwijać w czterech fazach: hidżra, tarbijja, kital i szaria’a. W pierwszej muzułmanie mieli udawać się tam, gdzie trwa walka o przyszłość islamu. Druga faza obejmowała proces rekrutacji i paramilitarnego szkolenia. Trzecia oznaczała walkę, a w ostatniej miano realizować ideę stworzenia państwa islamskiego, opartego oczywiście na prawie szariatu.

Walka, rekrutacje, paramilitarne szkolenia… – te słowa brzmią mimo wszystko dość neutralnie i mogą nie robić na nas szczególnego wrażenia. Gdybyśmy więc chcieli ulec pokusie relatywizowania pojęcia dżihadu, to wystąpienia Abdullaha Azama powinny nam to łatwo wyperswadować. Plastyczne, obrazowe kazania wygłaszane przez niego w meczetach, uzmysławiają nam techniczne aspekty używania miecza. Dowiemy się z nich na przykład, jak to widok świeżej krwi, tryskającej z korpusu ciała odciętego od głowy niewiernego, koi serca muzułmanów.

Oprócz podanych powodów prowadzenia dżihadu warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden wyszczególniony przez Azzama, a mianowicie taki, że muzułmanie powinni prowadzić permanentną walkę z niewiernymi, w przeciwnym razie nieislamskie wartości tychże mogłyby doprowadzić w świecie muzułmańskim do fitny, czyli wewnętrznej walki.

23 listopada 1989 roku afgański tłumacz Azzama przejeżdżał w Peszawarze przez małe skrzyżowanie, skąd prowadziła ulica do popularnego meczetu, gdzie zwykli uczęszczać przybyli na dżihad Arabowie. Zdziwiła go blokada zastawiona przez robotników prowadzących prace kanalizacyjne. Tłumacz zażartował, że najpewniej burmistrz miasta otrzymał fundusze na remonty, ale wydał ich tylko niewielką kwotę na małą krzyżówkę, na potrzeby rządowej inspekcji. Następnego ranka Abdullah Azzam wraz z dwoma synami wyjeżdżał z domu do tego właśnie meczetu. Miał świadomość zagrożenia. Jeszcze miesiąc wcześniej pod minbarem (kazalnicą), skąd miał zwyczaj głosić swoje kazania, znaleziono bombę.

Teraz nie dojechał nawet do celu. Od strony wspomnianego skrzyżowania żona dżihadysty usłyszała potężną eksplozję. Przez okno dojrzała tylko wznoszącą się ku niebu chmurę czarnego dymu. Zrozumiała, co się stało.

Minęło 28 lat i oficjalnie nikt nie wie, kto stał za tym zamachem. Roztrząsać możemy jedynie motywy. Powszechnie na przykład znana była wrogość panująca pomiędzy Azzamem a Ajmanem Az-Zawahirim. Poza nim jednak było wielu, którzy mogliby chcieć uzyskać przewagę w którejś z frakcji. A tych pojawiło się sporo, odkąd Sowieci zaczęli stopniowo opuszczać Afganistan. Przybyli wcześniej z Bliskiego Wschodu Arabowie, chcąc nie chcąc, musieli teraz zacząć się opowiadać po którejś ze stron.

Antagonizm ujawnił się nawet ze strony samego Bin Ladena, który nie zgadzał się z poglądem Azzama o potrzebie walki wyłącznie z niewiernymi. To przekonanie stało w sprzeczności z przekonaniami większości dżihadystów, że na drodze budowy kalifatu zabijać można także muzułmanów.

Rozsądny wydaje się jeszcze i inny trop. Kiedy po rozpoczęciu palestyńskiej Intifady w 1987 r. przed hotelem Marriott w Tel-Avivie wybuchł samochód – pułapka, na jaw wyszło istnienie w Afganistanie obozów treningowych dżihadystów, organizowanych przez Azzama. Izrael miał być infiltrowany przez islamskich szpiegów i stało się jasne, że sukces odniesiony w zmaganiach z Sowietami Abdullah będzie chciał teraz przenieść nad bliskowschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego.

Abdullah Jusuf Azzam z pewnością natchnął do działania wielu nowych dżihadystów. Wzorował się na swoich licznych poprzednikach, poczynając od średniowiecznego Ibn Tajmijji. Jednakże idee wielu z nich były tylko czysto retoryczne, natomiast nasz ideolog, ze swoimi organizacyjnymi umiejętnościami, znalazł się w odpowiednim momencie historii, kiedy mógł pociągnąć za sobą masy zdolnych do każdej rzezi wyznawców Allaha.

Sławosz Grześkowiak – historyk, filolog angielski oraz absolwent Studium Literacko-Artystycznego UJ. Interesuje się islamem oraz terroryzmem islamskim.

Bibliografia:
• Izak Krzysztof, Leksykon organizacji i ruchów islamistycznych
• Kepel Gilles, Jihad. The trail of political islam
• Wejkszner Artur, Państwo Islamskie. Narodziny nowego kalifatu?
• Woolf Alex, Osama Bin Laden
http://www.webcitation.org/
https://www.youtube.com/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze