I ty zostaniesz podżegaczem…

| 5 komentarzy|
image_pdfimage_print

Abigail R. Esman

*****

Podczas gdy ty polowałeś na wyprzedaże lub przymierzałeś błyskotki u Tiffany’ego czy Cartier’a, twój rząd po cichu przygotowywał zupełnie inny podarunek: przyjęcie uchwały ONZ nr 16/18.

Rezulucja ta jest inicjatywą Organizacji Współpracy Islamskiej (Organization of Islamic Cooperation, OIC) – konfederacji pięćdziesięciu sześciu islamskich państw. Ma na celu ograniczenie wypowiedzi uważanych za „dyskryminujące” lub będących „zniesławieniem religii”, szczególnie tych, które mogą być postrzegane jako „podżeganie do przemocy”.Cokolwiek to znaczy.

Rezolucję 16/18 początkowo zaproponowano w odpowiedzi na rzekomą dyskryminację muzułmanów w następstwie ataku na WTC oraz w celu zahamowania agresji wobec muzułmanów w krajach niemuzułmańskich.Na przestrzeni kilku lat poddano ją niejednej rewizji, żeby była łatwiejsza do zaakceptowania dla amerykańskich polityków, zaniepokojonych zagrożeniem gwarantowanej przez Konstytucję USA wolności wypowiedzi. Wcześniejsze wersje rezolucji, mające na celu kryminalizację bluźnierstwa oraz „zniesławiania religii”, były regularnie odrzucane przez amerykańską delegację i Departament Stanu USA, które upierały się, że ograniczenie wolności wypowiedzi – nawet wypowiedzi uznanej za rasizm lub bluźnierstwo – jest niezgodne z Konstytucją. Jednak najnowszy wariant, który zawiera frazę „podżeganie do przemocy” – czyli kryminalizuje wypowiedzi wywołujące przemoc wobec innych na podstawie religii, rasy lub pochodzenia – z powodzeniem uzyskał aprobatę USA, pomimo faktu, że (pośrednio) ogranicza również używanie słów uznawanych za „bluźniercze”.

Na domiar złego, reguła ta wpisuje w agendę ONZ wsparcie dla dokładnie tego problemu, z którym zmagają się współczesne demokracje, który sprawia, że esencja naszej kultury jest zagrożona – akceptacji nietolerancji. Dylematu, czy tolerancyjne społeczeństwo musi akceptować nietolerancyjne zwyczaje, takie jak poniżanie kobiet, przemoc wobec homoseksualistów czy zmuszanie obcych sobie ludzi do zawarcia małżeństwa. Jest to w rzeczy samej koncepcja, którą OIC od dłuższego czasu stara się wcisnąć zachodnim rządom na różne sposoby, koncepcja promowana od dawna przez tych, którzy wspierają wprowadzenie prawa szariatu. Jednak gdy wpadniemy w tę pułapkę – co, jak się wydaje, właśnie następuje – utracimy samo serce tego, kim jesteśmy.

Dobrzy, źli …

Zwolennicy nowej ustawy wychwalają fakt, że docenia się w niej ważność swobody debatowania oraz to, że dodano nowe klauzule wzywające do „jawnego wypowiadania się przeciwko nietolerancji i nienawiści na tle religijnym, która stanowi nakłanianie do dyskryminacji, wrogości i przemocy ”, a także „sprzyjania wolności religijnej i pluralizmowi, poprzez stwarzanie członkom wszystkich wspólnot religijnych możliwości zamanifestowania ich wyznania i wniesienia wkładu do społeczeństwa, otwarcie i przy równym traktowaniu.”

- - - - - - - - - - - - - - Reklama - - - - - - - - - - - - -

To, co (słusznie) martwi przeciwników rezolucji, to wezwanie do „działań mających na celu kryminalizację podżegania do przemocy na tle religijnym”.

Co ciekawe, organizacja Human Rights First, która wcześniej głośno przeciwstawiała się inicjatywie ograniczania „bluźnierczych wypowiedzi”, obecnie znajduje się wśród tych, którzy chwalą nową wersję ustawy. Oficjalne stanowisko organizacji brzmi:

„Zamiast wprowadzać kolejne restrykcje dotyczące wolności słowa, będąca consensusem nowa rezolucja otwiera drzwi dla zorientowanego na działanie podejścia do walki z religijną nietolerancją. Jest to bardzo spójne z amerykańską polityką oraz praktyką – zwalczaniem przemocy, dyskryminacji i nienawiści bez ograniczania wolności wypowiedzi. Rezolucja 16/18 wzywa kraje do wyspecjalizowania urzędników w łagodzeniu niepokojów na tle religijnym, harmonizowania działań na poziomie lokalnym i narodowym, rozwijania świadomości społecznej na temat negatywnej stereotypizacji, promowania dialogu między religiami i kulturami, wspierania wolności religijnej oraz jawnego krytykowania nietolerancji . Jedyne ograniczenie wypowiedzi, znajdujące się w operacyjnej części rezolucji, to owo nakłanianie do ‚nieuchronnej przemocy’, co jest w zgodzie z prawem USA.”

Jednak inni przeciwnicy ustawy nie są tak wyrozumiali. Zwracają uwagę na to, że rezolucja nie zapobiega ciągłemu użwaniu antyżydowskich materiałów w szkołach w Arabii Saudyjskiej (gdzie Protokoły Mędrców Syjonu są traktowane jako fakt, tym samym zwalniając Saudyjczyków z zarzutów rasizmu) lub stałym prześladowaniom żydów i chrześcijan w wielu muzułmańskich krajach. A jednak, jak na ironię, dokładnie te same kraje zainicjowały proces debat nad początkową wersją rezolucji przedłożoną przez Zgromadzenie Ogólne ONZ, która zawiera zwroty odnoszące się do zaniepokojenia „przypadkami motywowanymi islamofobią, judeofobią i chrześcijanofobią.”

W rzeczy samej, jak zauważył M. Zuhdi Jasser – praktykujący amerykański muzułmanin i założyciel American Islamic Forum for Democracy (Amerykańskiego Islamskiego Forum na rzecz Demokracji) – „Każdy kto uważa, że Rezolucja 16/18 jest swego rodzaju przełomem, pada niestety ofiarą najbardziej oczywistego, islamskiego podwójnego dyskursu. Zamiana ‚znieważenia’ na ‚podżeganie’ zupełnie nie zmienia podstawowego paradygmatu, w którym islamskie kraje pozostają w ofensywie i wciąż utrzymują zachodnie, wolne kraje w defensywie.” Zamiast tego, pisze Jasser, „To my powinniśmy stawiać islamskie autokracje w pozycji obrony i później po prostu raz po raz powtarzać, że nasza Pierwsza Poprawka do Konstytucji już chroni prawa wszystkich mniejszości – muzułmańskich i innych – oraz że najlepszym wzorem wolności słowa jest ten amerykański . Próby nakładania na wypowiedzi kategorii takich jak ‚podżeganie’ są śliską sprawą. Mogą wywołać sytuację, w której analiza, będąca następstwem jakiejś tragedii, zaowocuje oskarżeniem o coś, co zwyczajnie byłoby korzystaniem z wolności słowa, a w absurdalny sposób zostało nazwane ‚podżeganiem’ ze względu na naciąganą analizę przyczynowo skutkową, polegającą na udowadnianiu, że słowa wywołują przemoc.”

Dokładnie.

Trudno pomyśleć, że moglibyśmy w ogóle podjąć jakiekolwiek negocjacje z kimkolwiek na temat wolności wypowiedzi, która jest tak istotna dla naszego stylu życia i stanowi fundament Ameryki.

Tłem dla tego wszystkiego jest – całkowicie przewidywalny – wysiłek ze strony krajów muzułmańskich, aby ograniczyć wszystko, co uważają za zniesławienie i bluźnierstwo. Na przykład krytycyzm wobec islamu lub obrażanie proroka Mahometa, które, jak mogliśmy się przekonać, może być wszystkim – począwszy od narysowania karykatury, poprzez opowiedzenie żartu, a skończywszy na spaleniu Koranu. Według niektórych jego fragmentów, a także według prawa panującego w niektórych państwach OIC, tego rodzaju działania podlegają karze śmierci. Stąd zamieszki w następstwie publikacji tzw. duńskich rysunków satyrycznych, fatwa skazująca na śmierć Salmana Rushdiego, morderstwo Theo van Gogha, i tak dalej.

… i zwodniczy

Tutaj w Rezolucji 16/18 pojawia się haczyk.

Bo kto dokładnie decyduje o tym, czym jest „podżeganie do przemocy”? Przemocy z czyjej strony? Jeśli narysowanie Mahometa wywołuje przemoc ze strony islamskich radykałów, dochodzi do zamieszek, podpaleń i morderstw usankcjonowanych przez samą OIC , to wówczas taki rysunek (lub napisanie książki w rodzaju ,,Szatańskich Wersetów”) będzie stanowił przestępstwo. I właśnie to OIC chciała osiągnąć. Jest to również bezpośrednie naruszenie zasad demokracji oraz Pierwszej Poprawki do Konstytucji.

Ponadto, ponieważ wielu może uznać, że prześladowanie bluźnierców jest uprawomocnione przez ich religię, pojawia się konflikt pomiędzy gwarancją wolności wyznania a gwarancją swobody wypowiedzi. Innymi słowy, tobie wolność słowa pozwala urazić mojego proroka, a mi wolność wyznania nakazuje ciebie za to zabić.

O co chodzi z tym „podżeganiem do przemocy”?

W ten sposób OIC mówi: „Mamy cię”.

W ten sposób amerykański rząd, jakkolwiek nieświadomie, uwłacza własnej konstytucji na żądanie państw islamskich. .

To niebezpieczna gra.

Stanowisko Human Rights First w tej kwestii jest znacznie bardziej optymistyczne:

„Stany Zjednoczone zawsze będą narzucać własne standardy wolności słowa – są one świętością zapisaną w konstytucji tego kraju. Jednak ta wyjątkowość prawna nie musi koniecznie oznaczać, że administracja USA powinna być dyplomatycznie odizolowana w promowaniu zasad dotyczących wolności słowa i wyznania na świecie. Przeciwnie, odkąd USA dołączyło do Rady Praw Człowieka ONZ, administracja Obamy otwarcie wyraziła swoją ambicję do bycia jej liderem.

Stany Zjednoczone udowodniły to poprzez zapewnienie akceptacji Rezolucji 16/18 przez Radę Praw Człowieka oraz natychmiastowe pokazanie na spotkaniu w ramach Procesu Istambulskiego, że państwa mają do dyspozycji nieograniczające swobody wypowiedzi narzędzia do walki z przemocą, dyskryminacją i nienawiścią.”

Zwróćmy tu uwagę na słowo „walka”. To słowo pojawia się w Rezolucji 16/18, która oznajmia: „Rozumienie potrzeby walki z poniżaniem, stereotypowaniem i z podżeganiem do nienawiści religijnej, egzekwowanej przez stworzenie strategii i zharmonizowanie działań na lokalnym, narodowym i regionalnym poziomie poprzez, między innymi, edukację i budowanie świadomości.”

Słowo „walka” implikuje działania zbrojne. Czy to jest język, którego chcemy używać w rezolucjach? Czy jest to jedna z możliwości, ujęta w szeroko pojętym zwrocie „między innymi”? I czy „narzędzia w ich dyspozycji” – edukacja, dialog międzywyznaniowy i debata – rzeczywiście będą „zwalczać” nienawiść, zwłaszcza gdy funkcjonuje ona pod przykrywką należytego przestrzegania wiary? W czasach, gdy w dużej części świata uczy się dzieci rasistowskich mitów jako historycznych faktów?

A co do owej „wiary”: dziwi mnie, że ateiści nie są wspominani w nowej rezolucji. Czy oni też powinni być chronieni przed nienawiścią? Czy ateizm znajduje się wśród idei, które będą podlegać debacie w trakcie tych uświadamiających sesji? Jeśli tak, dlaczego nie jest to napisane? Jeżeli nie – dlaczego?

Jest jeszcze sprawa ciągłego narzekania w związku z „prześladowaniem” muzułmanów w krajach niemuzułmańskich. W rzeczywistości, to „prześladowanie” jest w większości mitem lub jest co najmniej bardzo naciągane. Na całym świecie – od Francji przez Holandię i Niemcy, aż do USA, większość aktów nienawiści i incydentów dyskryminacji dokonanych w kontekście religii jest skierowana przeciwko żydom. Z kolei praktycznie każdy przypadek „ekstremizmu”, to przypadek ekstremizmu islamskiego. (Choć ostatnie doniesienia o ohydnych zachowaniach niektórych ultraortodoksyjnych żydów z Izraela nadają tej sprawie nowy wymiar.)

Szersze spojrzenie

Największy problem leży jednak gdzie indziej – w momencie, gdy korzystanie z wolności wypowiedzi prowadzi do przemocy pozostającej daleko poza naszą kontrolą. Nazywa się to „terroryzm”. Zarówno Zgromadzenie Ogólne ONZ jak i Stany Zjednoczone, nie mają wystarczającej mocy, aby to zatrzymać. Co ważniejsze: zgadzając się na ograniczenie wypowiedzi, które mogą prowadzić do „bezpośredniej przemocy”, w rzeczywistości przyjmujemy winę za jakiekolwiek ataki terrorystyczne przeciwko Ameryce (i Zachodowi). Zgodziliśmy się przecież, że nie będziemy prowokować.

Jest to oczywiście paradygmat nie do przyjęcia.

Nieodłączną częścią wspaniałości Ameryki jest prosty fakt, że żaden inny kraj nie nadaje takiej świętości swobodzie wypowiedzi. Kłamstwo oświęcimskie jest na przykład zabronione w Niemczech. Książka „Mein Kampf” jest zakazana w Holandii. Francja niedawno uznała za przestępstwo negowanie ludobójstwa, dokonanego na Ormianach w Turcji (akt, który potępiła zresztą OIC, a jej sekretarz generalny – Ekmeleddin Ihsanoglu – miał czelność na kilka dni po ratyfikacji Rezolucji 16/18 grzmieć, że ci, którzy bronią karykatur wyśmiewających Mahometa tarczą „wolności myśli i ekspresji”, nie powinni interesować się ograniczaniem wypowiedzi tych, którzy zaprzeczają ludobójstwu Ormian. „To bezdyskusyjny i niedopuszczalny paradoks” – zadeklarował). I tak dalej.

Jednak w tym wszystkim Ameryka twardo broniła wolności wypowiedzi – nawet bluźnierczej, nienawistnej, rasistowskiej, seksistowskiej, homofobicznej czy lekceważącej. Musimy trwać przy tym stanowisku, bez względu na to jakie naciski mogą nas spotkać. Ostatecznie, ograniczenie naszych praw do wyrażania się i – ponad wszystko – kwestionowania religijnych wierzeń, nigdy nie pomoże w zaprowadzeniu pokoju i wolności na świecie.

Nota edytorska: „Forbes” otrzymał następującą odpowiedź na powyższy list. Zgodziliśmy się opublikować ją w całości:

Felieton Abigail R. Esman pod tytułem „Czyżbyś mógł zostać przestępcą? USA wspiera inicjatywę ONZ skierowaną przeciwko wolności słowa”, błędnie oznajmia, że Rezolucja 16/18 ma na celu ograniczenie wypowiedzi mających dyskryminujący charakter lub ,,znieważających”religię.

Po pierwsze, rezolucja nie akceptuje podejścia forsowanego w innych ustawach o „zniesławieniu religii”, którym USA sprzeciwiało się przez ponad dekadę. Amerykańska Komisja ds. Międzynarodowej Wolności Religijnej uznała ją za „znaczące odstąpienie od szkodliwej koncepcji zniesławienia religii”.

Po drugie, rezolucja wzywa do zakazu wypowiedzi tylko w jednym obszarze – do kryminalizacji podżegania do nieuchronnej przemocy. Koncepcja zakazu ,,podżegania” wywodzi się z prawoznawstwa Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, szczególnie decyzji w sprawie Brandenburg kontra Ohio z 1969 roku, która mówi, że mowa może być ograniczona tylko w bardzo wyjątkowych okolicznościach. Sąd uznał, że „konstytucyjna gwarancja wolności wypowiedzi i swobody prasy nie pozwala państwu na zakazywanie popierania użycia siły lub łamania prawa z wyjątkiem sytuacji, w których takie popieranie ma na celu wywołanie lub stworzenie bezpośredniego, natychmiastowego, zabronionego przez prawo działania i z dużym prawdopodobieństwem może wywołać takie działanie”.

Później we wszystkich przypadkach ponownie potwierdzono prawnie tę decyzję. Według tej zasady, rząd może ograniczyć wolność słowa tylko wtedy, gdy wypowiedź jest konkretnym wezwaniem do użycia przemocy (lub innego zabronionego przez prawo działania) i określa bliskie ramy czasowe. Takie prawo jest standardem w USA od ponad 40 lat i nie nakłada, jak pisze Esman, ograniczeń również na wypowiedzi uznane za ,,bluźniercze”.

W przeciwieństwie do zarzutów Esman, według zasad prawnych użytych w sprawie Brandenburg, narysowanie karykatury proroka Mahometa, które zaowocowało przemocą ze strony muzułmańskich ekstremistów, nie stanowiłoby „podżegania do nieuchronnej przemocy”. To ,,podżeganie” nie stanowi również podstawy do ograniczenia czyjejś wolności wypowiedzi, dlatego że ktoś inny czuje się przez nią urażony (amer. ang. Heckler’s veto). Władze mogą zareagować na wypowiedź, która z dużym prawdopodobieństwem zaowocuje bliską w czasie przemocą, a nie na samo propagowanie przemocy czy prowokację. Zatem Esman nie ma racji uznając, że poprzez kryminalizację ,,podżegania do przemocy” Stany Zjednoczone „zgodziły się nie prowokować”.

USA podążają za swoją Konstytucją i promują jej standardy, tak jak mają w zwyczaju czynić na międzynarodowych forach od czasów Eleanor Roosevelt (żona prezydenta USA Franklina D. Roosvelta, działaczka na rzecz praw człowieka – przyp.red.).

Jesteśmy orędownikami ochrony wolności wypowiedzi i wyznania dla wszystkich – w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie.

Z poważaniem,

Michael H. Posner
Assistant Secretary for Democracy, Human Rights and Labor
U.S. Department of State
Suzan Johnson Cook
Ambassador At Large for International Religious Freedom
U.S. Department of State

 

Abigail R. Esman odpowiada:

To dla mnie wielki zaszczyt, że Departament Stanu USA poświęcił czas na przeczytanie mojego felietonu i udzielenie tej starannie przemyślanej odpowiedzi. Żałuję jednak, że autorzy tego listu najwyraźniej całkowicie nie zrozumieli, co miałam na myśli.

Nawet przez moment nie wątpiłam w dobre intencje Departamentu Stanu USA i innych doradców w sprawie przyjęcia Rezolucji 16/18, ani ich poświęcenia dla konstytucyjnego prawa swobody wypowiedzi. (Jednak wciąż utrzymuję , że USA nigdy nie powinny usiąść przy stole negocjacyjnym w związku z tą ustawą). Problem, na który wskazuję w tym artykule, to kwestia tego, kto i jak definiuje „podżeganie do nienawiści”. Podczas gdy dla USA narysowanie karykatury proroka Mahometa nie stanowi „podżegania do nienawiści”, dla członków OIC stanowi.

Poprzez zgodę na kryminalizację „podżegania do nienawiści” i użycie wszelkich dostępnych środków w celu prewencji i usankcjonowania takich działań, USA – jakkolwiek nieświadomie – umożliwiła OIC użycie tych miar przeciwko nam i innym członkom wolnego świata. Najwyraźniej Departament Stanu, Human Rights First i inni, którzy poparli rezolucję, obdarzeni są większym optymizmem niż ja. Czas pokaże.(aj-es)

 

Tłumaczenie Mucha na podstawie http://www.forbes.com

 

Tytuł pochodzi od redakcji Euroislamu.

 

Zmieniamy się!

Wkrótce nasza strona będzie dostarczała więcej unikalnych treści
W tym celu musimy też przebudować jej obecny wygląd.
Jeżeli jesteś z nami, czytasz nas, chcesz wesprzeć nasz rozwój kliknij link w prawym dolnym w rogu.
(Dopisek: „zmiana strony”)

Wspieraj euroislam.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook