Zapobieganie ekstremizmowi to nie walka z dżihadem

2
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Diana West

Publikacja tego tekstu opóźniła się z powodu cudownej wycieczki do Charleston w Karolinie Południowej, gdzie mówiłam o mojej książce „American Betrayal” na Konferencji Lekarzy Ogólnych i Chirurgów.

2

Ci lekarze mają bzika na punkcie historii, mogę to osobiście potwierdzić, bo po wykładzie sprzedałam i podpisałam aż 60 książek.

* * *

A oto felieton na temat: „Przeciwdziałanie ekstremizmowi nigdy nie pokona dżihadu”, (co nie stanowi, jak się wydaje, problemu dla naszych elit).

Kwestii tej poświęcono w programie publicystycznym „The Kelly File” tylko siedem minut – z milionów jakie upłynęły od 9/11 – ale warto poświęcić im uwagę.
Jest to kolejny przejaw paraliżu, obecnego w opinii publicznej odkąd dżihad uderzył w Manhattan i Waszyngton 13 lat temu. Opłakaliśmy zmarłych, prowadziliśmy wojny, odbudowaliśmy miasta, ale nadal czegoś brakuje. Tym czymś jest kompetentna rozmowa na temat islamu, szczera dyskusja o Koranie i Mahomecie. Bez niej nie zatrzymamy dżihadu, który tłamsi zachodnią cywilizację.

Gospodarz programu Megyn Kelly przeprowadziła wywiad z Maajidem Nawazem na temat Państwa Islamskiego (ISIL), najnowszej dżihadystycznej hordy walczącej o wprowadzenie kalifatu (panislamskiego reżimu) opartego na szariacie (islamskim prawie).

Nawaza można uważać za zbiega z Hizb ut-Tahrir, jednej z grup islamskich, które oddane są sprawie wprowadzenia kalifatu opartego na prawie islamskim – przemocą lub bez przemocy – od Al-Kaidy do Organization of Islamic Cooperation (OIC).

Nawaz twierdzi, że pożegnał się z tym wszystkim w 2007 roku. W 2008, razem z drugim „zbiegiem” Edem Husainem założyli Quilliam Foundation, brytyjską „kontrekstermistyczną” fundację, której nazwa pochodzi od nazwiska Williama Quilliama, dziewiętnastowiecznego konwertyty na islam. Znany później jako Abdullah Quilliam, otworzył on pierwszy w Wielkiej Brytanii meczet w Boże Narodzenie 1889 roku.

„Współistnieć”*, tak? A jednak bez trudu można sobie wyobrazić sobie Szejka Quilliama, czującego się w Hizb ut-Tahrir jak w domu, w roli rzucającego fatwę zwolennika szariatu i kalifatu. Wydał on również fatwę zakazującą muzułmanom walki u boku Brytyjczyków i wspierania ich (wbrew szariatowi) walczących wówczas z muzułmańskimi plemionami w Sudanie.

Znawca islamu Andrew Bostom jako pierwszy zwrócił moją uwagę na wyżej wymienione fatwy, ale są one dostępne na Wikipedii na stronie Abdullaha Quilliama. Czy można brać na poważnie „kontrekstremistyczny” think tank z nazwiskiem Quilliama w nazwie? A może w nazwie jest błąd albo jest to żart z naiwnych niewiernych? Oczko puszczone w stronę utajonych dżihadystów?

To właśnie przykuło moją uwagę w wywiadzie z Nawazem. Koncentrując uwagę na ścięciu przez ISIL głowy Stevenowi Satloffowi Kelly spytała: „Skąd bierze się takie myślenie? Pierwszą reakcją wielu ludzi tu w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie była myśl, że robią to psychopaci”.

Naprawdę? Moją pierwszą reakcją wcale nie była taka mistyfikacja. Wiem, skąd bierze się myślenie ISIL, a bierze się z islamu. Kto by o tym nie wiedział, poza ludźmi dobrze wykształconymi i dzierżącymi polityczną władzę? Nie na darmo niezmienny Koran mówi (Sura 47, Werset 4): „Kiedy więc spotkacie tych, którzy nie wierzą, to uderzcie ich mieczem po szyi; a kiedy ich całkiem rozbijecie, to mocno zaciśnijcie na nich pęta”, wśród innych wytycznych w sprawie dżihadu.

Przyjrzyjmy się życiu Mahometa, islamskiego „człowieka doskonałego”. Rozpętał świętą wojnę przeciw Kurajszytom, podbitemu żydowskiemu plemieniu, przez pozbawienie głów od 600 do 900 mężczyzn, dając przykład innym muzułmanom na wieki. Mahomet również skazał kobiety i dzieci z tego plemienia na niewolnictwo, ale zatrzymał przy sobie kilka kobiet dla towarzystwa, co stało się przykładem seksualnego niewolnictwa dżihadu.

W rzeczy samej sugeruje to, że islamski ekstremizm wymaga „kontry”. Czy Nawaz się z tym zgodzi? Z pewnością nie. W odpowiedzi na pytanie dziennikarki uparcie obwinia ogólnikową ideologię, którą należy „podważyć”.

Z kolei na pytanie: „Trudno patrząc na zabójcę nie pomyśleć: ‘Jak to możliwe, że pochodzi on z gatunku ludzkiego?’”, Nawaz odpowiada: „Oczywiście wiedzieliśmy to już wcześniej, w nazizmie, w nazistowskich Niemczech, ową ‘banalność zła’”.

Zaraz, zaraz. Czy na tych islamskich snuff movies** słychać „Allahu Akbar”, czy „Heil Hitler”? Nieważne. Po kilku oklepanych frazesach o „syndromie grupowego myślenia” i „nowej normalności” Nawaz znów wzywa społeczeństwo do „podważania ideologii, która stoi za tymi czynami”.

„Czy uważasz pan, że społeczność muzułmańska wyraża to wystarczająco głośno?”, pyta Kelly. A Nawaz w odpowiedzi odwraca kota ogonem: „Myślę, że nikt nie wyraża tego wystarczająco głośno. (…) Muzułmanie powinni robić więcej, ale szczerze mówiąc, prezydent Obama też”. Następnie krytykuje Obamę za stwierdzenie, że nie ma on strategii w sprawie Państwa Islamskiego – ale przepraszam bardzo, nawet nasi najwięksi specjaliści nie rozmawiają o tym, co dzieje się w islamie. „No więc, Obama powinien robić więcej”, ciągnie Nawaz. „Główny nurt społeczeństwa powinien robić więcej, a może to robić na przykład poprzez akceptację faktu, że nie chodzi tu o starcie cywilizacji islamskiej z zachodnią, ale o wewnętrzną walkę w samym islamie”.

Nadstawiłam uszu. Co takiego mamy zaakceptować? Odpowiedź: to, że ten kryzys naszych czasów, islamizacja Zachodu, to nic więcej jak tylko przepychanki wewnątrz islamu. Powinniśmy milczeć na temat demonstracyjnie islamskiej natury ataków na Zachód, na nasze wolności, nasze bezpieczeństwo, naszych sojuszników, nasze dzieci, nasze prawo i kulturę – i się nie bronić. „Zaakceptować” to, że muzułmanie rozwiążą to między sobą – i oczywiście islam nie ma z tym nic wspólnego.

To niebezpieczny, zwodniczy nonsens.

Jak mogłoby zadziałać podejście proponowane przez Nawaza? Szybkim sposobem „kontrowania” „ekstremizmu” byłoby niedopuszczanie do powrotu na Zachód bojówkarzy z ISIL poprzez unieważnianie ich paszportów, ale Nawaz jest przeciwny tej oczywistości. Na Twitterze określił to rozwiązanie jako pozbawione wyobraźni i dodał: „Paszporty można podrobić”. Że co?

Współzałożyciel Quilliam Foundation, Ed Husain (aktualnie ekspert think tanku Council on Foreign Relations) rozwinął ten temat w swoim komentarzu. Unieważnianie paszportów „bezkompromisowych islamistów”, jak pisze, mogłoby spowodować, że wezmą na cel Wielką Brytanię, ponieważ uznaliby wtedy, że „anulowała” ona ich „apd al amaan” – „umowę bezpieczeństwa”, którą w ich przekonaniu zapewnia. Dlatego coś, co nazwać by można rakietą chroniącą nas przed „ekstremizmem” niechaj zostanie na miejscu – w każdym razie takie jest zdanie specjalistów od „kontrekstremizmu”.

Husain doradza „deradykalizację” bojówkarzy ISIL. To mogłoby dla ekstremizmu stanowić tamę w stylu Quilliam Foundation, ale to za mało na walkę z dżihadem.

Oczywiście może być tak, że Zachód znajduje się właśnie w tym miejscu, teraz, we wrześniu 2014.

Jak to podsumowała Megyn Kelly, pytając na koniec Nawaza: „Jak moglibyśmy zawrócić z drogi więcej ekstremistów w taki sposób, w jaki pan sam tego dokonał?”.

Tłumaczenie aQ na podst. www.dianawest.net

______________________________________________________

* Nawiązanie do popularnego wśród działaczy pokojowych znaku, zaprojektowanego przez polskiego grafika Piotra Młodożeńca:
www.coexistence.art.museum

** Snuff movie – film pokazujący realne zabójstwo

————————————

Diana West jest publicystką, współpracowała m.in. z CNN, „Washington Post” i „Wall Street Journal”. Obecnie jej tygodniowy felieton subskrybuje 120 gazet w USA. Autorka głośnej książki American Betrayal: The Secret Assault on Our Nation’s Character (St. Martin’s Press, 2013).

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze