Wyzwanie dla Europy: jak zapobiec wpuszczeniu ekstremistów islamskich razem z ich ofiarami

Uchodźcy syryjscy lądują na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos w nadmuchiwanym pontonie, którym przepłynęli Morze Egejskie z Turcji, 3 września 2015. (AFP/Angelos Tzortzinis)
| 19 komentarzy|
image_pdfimage_print

To jest początek nowego kryzysu migracyjnego, jaki czeka Europę. Może on urosnąć i przyćmić jego obecną skalę.

Ryzykując, że zadam więcej pytań niż odpowiedzi, zastanawiam się nad następującymi sprawami:

1. Czy Europa płaci dziś wysoką cenę za wysiłki trzymania się z dala od niedawnych i trwających kryzysów na Bliskim Wschodzie, szczególnie od wojny domowej w Syrii?

Zachód wiedział cały czas – razem z straszliwymi, krwawymi szczegółami – że prezydent Baszar Assad masakruje własny naród. Niemniej, ku swojej hańbie moralnej, pozwolił mu na kontynuowanie tego.

Nie ma panaceum na syryjską wojnę domową. Łatwo jest żądać interwencji militarnej i narzekać na jej brak, ale dużo trudniej ułożyć plan takiej interwencji z realistyczną szansą sukcesu. Niemniej pozwolono Rzeźnikowi z Damaszku przyćmić poprzedniego Rzeźnika z Damaszku (jego ojca) i to niemal bezkarnie, pozwolono mu nawet zabijać własną ludność trującymi gazami bez jakiejkolwiek konsekwencji.

Europa z pewnością nie nalegała na prezydenta Baracka Obamę, by ukarał Assada za użycie broni niekonwencjonalnej; w rzeczywistości, to parlament brytyjski, który zebrał się na sesji nadzwyczajnej w sierpniu 2013 r., by odrzucić obiecaną przez Obamę akcję karną pod przywództwem USA, dał prezydentowi przynajmniej częściowy pretekst do wycofania się z tej obietnicy.

Uchodźcy syryjscy lądują na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos w nadmuchiwanym pontonie, którym przepłynęli Morze Egejskie z Turcji, 3 września 2015. (AFP/Angelos Tzortzinis)
Uchodźcy syryjscy lądują na wybrzeżu greckiej wyspy Lesbos w nadmuchiwanym pontonie, którym przepłynęli Morze Egejskie z Turcji, 3 września 2015. (AFP/Angelos Tzortzinis)

2. Przed czym, właściwie, uciekają migranci z Bliskiego Wschodu?

Wśród czynników powodujących ten olbrzymi przypływ rozpaczliwych wysiłków ucieczki z niebezpiecznego rejonu są: morderczy reżim Assada i inne jemu podobne; reżimy, które są “zaledwie” represyjne; brutalność Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i innych islamistycznych grup terroru; bieda i nierówność; i cały szereg pokrewnych przyczyn.

Przy najlepszej woli na świecie – a jest bardzo wielu Europejczyków, włącznie z niektórymi rządami europejskimi, którym nie brak dobrej woli – takie podstawowe przyczyny nie dadzą się rozwiązać w krótkim czasie. Ale trwa uporczywa niechęć Zachodu do zabrania się za zbójeckie reżimy i zajęcia się samymi podstawami islamskiego ekstremizmu – te podstawy to polityka przywódców, media, edukacja i nauczanie duchownych – i one pogorszają kryzys. To samo dotyczy kwestii nieudzielenia pomocy w ustabilizowaniu państw, które chwieją się, ale jeszcze nie upadły.

Na przykład, Egipcjanie jeszcze nie próbują masowo uciekać, ale można tego oczekiwać, jeśli załamie się ich gospodarka. A jednak starania Zachodu, by pomóc uratować gospodarkę Egiptu, żądać większej przejrzystości i w ten sposób ułatwić wiarygodne inwestycje, są zdecydowanie rozczarowujące.

3. Przepraszam za wspomnienie Izraela, ale czy mógłbym zapytać, czy gdyby pewni przywódcy i fora światowe mieli nieco mniejszą obsesję na punkcie koncepcji, że Izrael jest źródłem wszelkiego zła na Bliskim Wschodzie i skupili się nieco bardziej na tyranii i ekstremizmie religijnym jako źródle większości zła na Bliskim Wschodzie, może zachodni dyplomaci i naciski ekonomiczne mogłyby pomóc w złagodzeniu przynajmniej niektórych koszmarów, przed którymi próbują teraz uciekać ludzie z tego regionu?

4. I, przepraszam raz jeszcze, czy przywódcy mocarstw światowych naprawdę wierzą, że ich najnowszy akt – nagrodzenie Iranu za jego zbójecki program nuklearny umową, która wsypuje biliony do kufrów reżimu, umacniając tym samym pazernych, łamiących prawa człowieka ajatollahów u władzy – da w wyniku większą stabilność w tej części świata?

5. Czy Europa nie powinna już od dawna mieć jakiejś koherentnej polityki imigracyjnej?

Wydaje się, że oglądamy tysięczny przykład przywódców światowych jawnie niezdolnych do sformułowania strategii i zmuszonych do podejmowania działań ad hoc w momentach krytycznych. Na przykład, co zrobią Niemcy, gospodarcza lokomotywa Europy, w obliczu tego, co z pewnością będzie eskalacją żądań uciśnionych tego świata, by pozwolono ich dołączyć do obywateli Niemiec? Jak mogą Niemcy z ich historią XX wieku pozwolić sobie na zamknięcie bram przed potrzebującymi i prześladowanymi?

Równocześnie jednak, jak uniknąć ostrego wzrostu prawicowego ekstremizmu w reakcji na ten napływ? I jak zapewnić, że ci, którzy dzisiaj szukają schronienia i nowych możliwości, naprawdę pragną zintegrować się, nie zaś wypaczyć otwarte społeczeństwa Europy? Jak zapobiec wejściu zła islamskiego ekstremizmu wraz z jego ofiarami?

6. Wracając na własne podwórko: jak powinien działać Izrael? Czy państwo żydowskie powinno otworzyć granice dla ludzi z północy, których wychowano w nienawiści do nas? Najwyraźniej, nie. Mamy jednak pewne obowiązki wobec prześladowanych mas wokół nas. Może Druzowie z Syrii są specjalnym przypadkiem, na rzecz którego powinniśmy działać energiczniej?

Trudno wyobrazić sobie teraz Zachód, potępiający nas za podejmowane w ostatnich kilku latach decyzje o zamknięciu granicy z Egiptem w celu zapobieżenia, by dziesiątki tysięcy afrykańskich uciekinierów, którzy dotarli do tej jednej jedynej dostępnej drogą lądową demokracji w okolicy, powiększyły się do milionów. Trudniej teraz lekceważyć tych przywódców izraelskich, którzy utrzymywali, że migracja przez nieszczelną granicę może zmienić równowagę demograficzną Izraela.

Czy powinniśmy pozwolić ludziom palestyńskiego pochodzenia na przejście z Syrii i Libanu do Zachodniego Brzegu, jak zażądał tego prezydent Autonomii Palestyńskiej, Mahmoud Abbas? Byłoby to zdecydowanie łatwiejsze, gdybyśmy mieli pokój z Palestyńczykami, zamiast martwego punktu i gdyby Abbas publicznie zrzekł się żądania „prawa powrotu”, który wymachuje demografią jako bronią przeciwko Izraelowi.

Zbyt wiele pytań i zbyt mało odpowiedzi. I uzasadnienie znanego powiedzenia: Bliski Wschód jest jak gość na obiedzie, który nigdy nie idzie do domu. Ignoruj go albo staraj się od niego odsunąć, a zgotujesz sobie własną zgubę.

Europe’ s challenge: How to prevent islamic extremism entering along with its victims
Times of Israel, 6 września 2015
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Pierwsza publikacja po polsku: http://www.listyznaszegosadu.pl/

image002

David Horovitz
Izraelski pisarz i dziennikarz, redaktor naczelny „The Times of Israel”. W latach 2004-2011 kierował „Jerusalem Post” Autor takich książek jak: Still Life with Bombers” (2004) and A Little Too Close to God” (2000), współautor „Shalom Friend: The Life and Legacy of Yitzhak Rabin (1996).

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze