W Palestynie „umiarkowani” mogą liczyć tylko na potępienie

| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

Khaled Abu Toameh

 

Od redakcji: artykuł pochodzi z roku 2012. Od tamtego czasu negocjacje islamsko-żydowskie nie posunęły się ani o krok naprzód – dlatego warto przypominać mechanizmy, które są tego przyczyną.

* * *

Dziś nie ma prawie wcale miejsca dla umiarkowanych Palestyńczyków.

Każdy Palestyńczyk, który ma odwagę mówić o kompromisie i pokoju z Izraelem, a choćby tylko spotyka się z Izraelczykami, jest natychmiast ogłaszany „zdrajcą” i „defetystą”. Weźmy, na przykład, najświeższą sprawę Muniba al-Masriego (artykuł ukazał się w 2012r.-red.), zamożnego Palestyńskiego biznesmena z Nablusu, największego miasta na Zachodnim Brzegu.

Znany jako „Palestyński Rothschild”, al-Masri stał się obiektem silnej krytyki ze strony wielu Palestyńczyków za to, że w jego domu gościł izraelski biznesmen Rami Levy. Nawet palestyńscy dziennikarze przyłączyli się do tej kampanii. Około 70 dziennikarzy podpisało petycję, w której wzywają media, żeby zaprzestały nazywać pałac „Domem Palestyny”.

Zainspirowany przez dzieła Andrea Palladio, najbardziej wpływowego twórcy w historii zachodniej architektury, “Dom Palestyny” jest najdroższym pałacem na Zachodnim Brzegu.To właśnie w tym pałacu al-Masri spotkał się z Ramim Levy oraz przedstawicielami Palestyny, Arabów, muzułmanów, Narodów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej, by przełamać impas w procesie pokojowym na Bliskim Wschodzie. Głównym celem spotkania, zgodnie z oświadczeniem wydanym przez al-Masriego, było stworzenie arabsko-islamsko-żydowskiego przymierza wpływającego na decydentów poprzez powołanie inicjatywy na rzecz przerwania impasu.

Palestyńczycy reprezentujący różne polityczne ugrupowania potępili potem al-Masriego za promowanie „normalizacji” z Izraelem poprzez zaproszenie izraelskiego biznesmena na spotkanie. Powszechne wyrazy potępienia zmusiły al-Masriego do opublikowania „wyjaśnienia”, w którym zapewnił Palestyńczyków, że jest przeciwny jakimkolwiek relacjom ekonomicznym z izraelskimi biznesmenami, dopóki Izrael okupuje terytoria z 1967 roku. To „wyjaśnienie” jest jeszcze jednym przykładem jak umiarkowani Palestyńczycy ustępują przed groźbami i nawoływaniem do bojkotu.

Kilka dni później, prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmoud Abbas miał podobne doświadczenie. W wywiadzie dla izraelskiej stacji Channel 2 TV, Abbas stwierdził, że nie chce wracać do miejsca swojego urodzenia w Safed [północny Izrael], czym uruchomił bezprecedensową falę potępienia płynącego od wielu Palestyńczyków, którzy oskarżali go o pozbawianie palestyńskich uchodźców „prawa do powrotu” do ich dawnych wsi w Izraelu. Podobnie jak al-Masri, Abbas później zapewnił Palestyńczyków, że pozostaje oddany sprawie “prawa do powrotu” oraz że nigdy nie naraziłby na szwank praw uchodźców.

Ewidentnie Palestyńczycy zradykalizowali się do stopnia, w którym nie chcą słyszeć o żadnym ustępstwie na rzecz Izraela ani tolerować obecności żadnego izraelskiego biznesmena w palestyńskim mieście. Ta radykalizacja jest bezpośrednim skutkiem całych dekad indoktrynacji i podburzania, w których przewodzą, o ironio, „umiarkowani” przywódcy Autonomii Palestyńskiej, publicznie mówiący o zawarciu pokoju z Izraelem.

Tłumaczenie: Grażyna Jackowska

http://www.gatestoneinstitute.org/3451/moderate-palestinians-threats

 

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze