Słuszny gniew indyjskich muzułmanów?

Płonące opony na barykadzie w Assamie to część protestu przeciwko nowemu prawu. (Foto Carsten ten Brink, flickr.com)
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Grzegorz Lindenberg

Drugi tydzień trwają w Indiach zamieszki po wejściu w życie nowych przepisów o przyznawaniu obywatelstwa nielegalnym imigrantom, ponieważ te przepisy nie obejmują muzułmanów.

Zmiany pozwolą na szybsze przyznawanie obywatelstwa sześciu mniejszościom religijnym pochodzącym z sąsiadujących z Indiami krajów muzułmańskich – Pakistanem, Bangladeszem i Afganistanem. Obywatelstwo może być przyznane po 6, a nie jak dotychczas po 11 latach pobytu w Indiach, jeśli imigrant jest hinduistą, chrześcijaninem, parsem, sikhem, buddystą albo dżinistą  – ale nie muzułmaninem.

Rząd Indii tłumaczy, że chodzi o zalegalizowanie pobytu mniejszości, prześladowanych w krajach o ogromnej większości muzułmańskiej, a muzułmańscy imigranci nie są w swoich krajach prześladowani. Nie wiadomo, ilu imigrantów nowe przepisy dotyczą, ale na pewno jest to kilka milionów osób.

Zamieszki, w których kilkadziesiąt osób odniosło rany, objęły kilkanaście indyjskich miast, a biorą w nich udział głównie studenci muzułmańskich uczelni. W Indiach muzułmanów jest około 170 milionów, czyli ok. 14% mieszkańców. Demonstranci, działacze muzułmańscy i politycy opozycji twierdzą, że nowe przepisy naruszają zasadę świeckości Indii i są dyskryminacją ze względu na religię. W mediach na świecie wielokrotnie twierdzenia te były publikowane bez komentarza.

Z protestów można by sądzić, że nowe przepisy pozbawią muzułmanów obywatelstwa Indii, co jest całkowitą nieprawdą. Nie dotyczą one obywateli Indii, muzułmanów czy niemuzułmanów, tylko nielegalnych imigrantów – dotychczas będących formalnie obywatelami innych krajów.

- - - - - - - - - - - - - - Reklama - - - - - - - - - - - - -

Dla tych z nich, którzy nie mogą, czy nie chcą powrócić do swoich krajów ze względu na prześladowania, nowe przepisy stwarzają szansę na zdobycie obywatelstwa Indii i stabilizację. Te prześladowania nie są wymysłem nacjonalistycznego rządu indyjskiego – wystarczy przypomnieć sprawę chrześcijanki Asi Bibi, oskarżanej w Pakistanie (jak wielu innych chrześcijan) o bluźnierstwo – za które w tym kraju grozi kara śmierci.

Regulacje nie są też naruszeniem świeckiej zasady państwa – tak jak priorytetowe traktowanie muzułmańskich azylantów w Europie wobec chrześcijan nie naruszało zasady świeckości państw europejskich, chociaż było niesprawiedliwe.

Owszem, można powiedzieć, że nowe prawo jest niesprawiedliwe, bo nie daje równych szans muzułmańskim imigrantom, ale oni mają gdzie wrócić. W czasie podziału brytyjskich Indii w 1947 roku stworzone zostało specjalnie dla muzułmanów osobne państwo, Pakistan (które po wojnie domowej w 1971 podzieliło się na Pakistan i Bangladesz), żeby wyznawwcy islamu nie musieli być mniejszością w niepodległych hinduistycznych (i świeckich) Indiach. W tych dwóch krajach żyje ponad 350 mln muzułmanów, a jeden z nich – Pakistan – nazywa się oficjalnie Islamską Republiką Pakistanu.

Imigranci muzułmańscy przybywają do Indii z krajów muzułmańskich dlatego, że jest to kraj spokojniejszy niż te pierwsze, gdzie działają islamistyczne bojówki albo partyzantka, kraj znacznie bardziej demokratyczny niż Pakistan i znacznie od sąsiednich krajów zamożniejszy.

Indie wprawdzie nadal są biedne, ale ich dochód narodowy na głowę jest o 40% wyższy niż w  Pakistanie i o 75% wyższy niż w Bangladeszu. Przybywają więc tam imigranci ekonomiczni z krajów, które miały być ich schronieniem, a wyjeżdżają dlatego, że są one gorzej zarządzane, bardziej niebezpieczne i biedniejsze. Teraz być może będą musieli do swoich ojczyzn wrócić.

Prawdziwą przyczyną demonstracji w Indiach nie są obawy tamtejszych muzułmanów, że zostaną pozbawieni obywatelstwa, czy że staną się obywatelami drugiej kategorii, bo nowe przepisy nie mają z tym nic wspólnego. Stanowić będą jednak podstawę do przyszłych wydaleń nielegalnych imigrantów.

Minister spraw wewnętrznych Amit Shah zaproponował stworzenie ogólnokrajowego rejestru wyborców, na wzór rejestru stworzonego w tym roku w stanie Assam, graniczącym z Bangladeszem. W Assamie około 2 milionów ludzi nie znalazło się w rejestrze i zostało uznanych za nielegalnych imigrantów – ale wśród nich byli też Hindusi z Bangladeszu, nie tylko muzułmanie.

Ogólnokrajowy rejestr wyborców, po wprowadzeniu nowych przepisów o obywatelstwie dla imigrantów, będzie obejmował tylko muzułmanów, a jego celem, jak powiedział minster Shah, będzie „wydalenie z Indii do roku 2024 wszystkich nielegalnych”.

Sprzeciw demonstrantów wobec nowych przepisów jest więc protestem przeciwko potencjalnej groźbie wydalenia kilku – kilkunastu milionów imigrantów muzułmanów, co zredukuje liczebność muzułmańskiej mniejszości w Indiach i odbierze jej część politycznego znaczenia poprzez zmniejszenie liczby wyborców.

Poparcie dla nowych przepisów wyraziła Taslima Narseen, pochodząca z Bangladeszu pisarka, która od 25 lat mieszka w Indiach, bo w jej kraju rodzinnym została wydana fatwa orzekająca dla niej karę śmierci za krytykę islamu. Narseen, która jest niewierząca, chciałaby poszerzenia przepisów, aby obejmowały także ateistów i wolnomyślicieli, prześladowanych w sąsiadujących z Indiami krajach muzułmańskich.

Zmieniamy się!

Wkrótce nasza strona będzie dostarczała więcej unikalnych treści
W tym celu musimy też przebudować jej obecny wygląd.
Jeżeli jesteś z nami, czytasz nas, chcesz wesprzeć nasz rozwój kliknij link w prawym dolnym w rogu.
(Dopisek: „zmiana strony”)

Wspieraj euroislam.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook