Prekursorzy dżihadyzmu – Mustafa Szukri

1
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Sławosz Grześkowiak

Czy można być ekstremistą wśród ekstremistów? Przyzwyczailiśmy się już, że islam nie jest jednorodny, bądźmy też świadomi, że radykalne jego odmiany też nie są jednolite.

Urodzony w 1942 roku w Egipcie Mustafa Szukri początkowo należał do Braci Muzułmanów, jednej z najbardziej fundamentalistycznych organizacji w świecie islamskim. Z czasem odwrócił się jednak od niej, zarzucając kierownictwu kunktatorstwo w stosunkach z władzami, ugodowość wobec „ciemiężycieli” a nade wszystko zejście z drogi poprawności religijnej, a więc apostazję.

 

Jedyne znane zdjęcie Szukriego
Jedyne znane zdjęcie Szukriego

Co więcej, charyzmatycznego ich założyciela, powszechnie szanowanego bodajże przez wszystkich radykałów Hasana al-Bannę, Szukri nazwał zwyczajnym agentem masonów, a wszelkie organizacje, w tym skrajną Partię Islamskiego Wyzwolenia (Hizb Ut-Tahrir Islami) obrzucił klątwą. Za jedynie słuszną uznał założoną przez siebie w 1971 roku tzw. At-Takfir Wa Al-Hidżra, co w tłumaczeniu znaczy „Oskarżenie o bezbożność i wywędrowanie”, „bądź „Ekskomunikę i Eksodus”.

Według reguł narzuconych przez tę organizację muzułmanom zakazane jest zadawanie się z niewiernymi oraz z tymi muzułmanami, którzy utrzymują kontakty z innowiercami. Co więcej, powinni ich potępić (takfir), a następnie, tak jak Mahomet oddalić się i udać na emigrację (hidżrę), by nie przebywać z niewierzącymi. Koncepcją tą Szukri zbliża się do teorii głoszonej przez al-Wahhaba i realizowanej aktualnie w Arabii Saudyjskiej.

Radykaliści islamscy przykładają ogromną wagę do idei takfiru. Oznacza to, że nie akceptują nie tylko jakichkolwiek odstępstw od wiary muzułmańskiej, ale i poddawania w najmniejszą wątpliwość przekazów proroka Mahometa.

Osobliwość poglądów Szukriego dodatkowo polegała na dyskredytacji opinii wielkich uczonych prawa koranicznego, za współwiną których od IV wieku ery islamskiej (912-1009) miał się rozpocząć upadek islamu. Od tego momentu muzułmanie wpadli w pułapkę naśladownictwa (taqlid). Koran jako Słowo Boże, według Szukriego odstawiony został do muzeum, a na pierwszym miejscu znalazła się idźma, czyli konsensus (społeczności muzułmańskiej) jako źródło prawa islamskiego.

Szukri uznawał w ten sposób za fałszywe twierdzenie, że jednomyślność gminy w danej kwestii natychmiast oznaczała jej boskie pochodzenie. Zamiast tego prawidłowym postępowaniem każdego dobrego muzułmanina winno być samodzielne wnioskowanie, czyli idżtihad oraz akceptacja, że przewodnictwo i wiedza pochodzą wyłącznie od Allaha.

Wychodząc z tych założeń, krytykował ulemów oraz stworzone przez nich przez wieki tradycyjne prawo. Szukri w swoich książkach stawiał retoryczne pytania dotyczące czterech imamów z czterech szkół prawa islamskiego, stworzonych w VIII i IX wieku, m.in.: czy muzułmanie muszą wierzyć w nieomylność imamów? Czy imamowie byli wszechwiedzący? Czy ich dzieła są częścią objawienia boskiego? Czy słowa tych prawodawców są bardzie zrozumiałe niż słowa Allaha? Skoro ich dzieła zostały napisane po arabsku, to dlaczego wymagają one tak wielu komentarzy?

Szukri poszedł jeszcze dalej, ryzykując nawet swoje życie. Poddał w wątpliwość rzetelność procesu spisywania Koranu. Nic dziwnego, że jego poglądy rozzłościły wielu, szczególnie na kairskim uniwersytecie Al-Azhar czy wśród członków Bractwa Muzułmańskiego, a także wśród niemal wszystkich organizacji islamskich.

3 czerwca 1977 roku zamordowano w Kairze ministra do spraw religii, symbol islamu. Oficjalnie jako przyczynę podano porwanie go przez grupę Szukriego celem wymuszenia okupu oraz uwolnienia pewnej liczby członków organizacji. To właśnie po tym wydarzeniu oraz aresztowaniu samego Szukriego dowiedziano się na procesie sądowym o jego przekonaniach. Jeszcze na początku serii rozpraw, poproszony o przedstawienie swoich poglądów odparł z dumą, że wyraził je już na około 4 tysiącach stron swoich prac.

Biorąc pod uwagę wątpliwości Szukriego wobec fundamentalnych szkół prawa obowiązujących w islamie, opozycję wobec wszelkich organizacji, a także zastrzeżenia do wiarygodności przekazu Koranu, można by ulec złudzeniu odkrycia w nim jakiegoś reformatora religii czy też orędownika modnego dziś określenia – islamu umiarkowanego. W jego przekonaniach odnajdujemy jednak porównanie własnej organizacji do charydżytów z VIII wieku oraz ich upodobania w wychwytywania apostatów i naturalnie karania ich za to śmiercią.

At-Takfir Wa Al-Hidżra oczywiście kierowała się swoją własną definicją odszczepieńca. Stąd zamordowany minister, mimo że symbol islamu, również podpadał pod tę kategorię.

Szukri stawia nas przed zagadką rozgryzienia prawdziwości islamu. Jeśli tu w Europie zastanawiamy się, czym tak naprawdę jest ta religia, która jej wersja jest najsłuszniejsza, i poddajemy się złudnym nadziejom na dobrą wolę muzułmanów – to w samym jego sercu raz po raz pojawiają się osoby kwestionujące w mniejszym lub większym stopniu dotychczasową formę islamu.

W trakcie rozprawy, jak i później, po egzekucji Szukriego, kilku myślicieli muzułmańskich zgodziło się z opinią wyrażoną przez jednego z ocalałych członków grupy, że Allah zesłał Szukriego, żeby muzułmanie przestali się uważać za kogoś podrzędnego. Podobny kompleks uzewnętrznił się mniej więcej sto lat wcześniej, dzięki naukom Dżamala Ad-Dina Al-Afghaniego, głoszącym teorię wyższości islamu.

I tak, jeśli wtedy zapoczątkowały one proces wypędzenia kolonizatorów z Egiptu, to aktualnie zastanawiano się, czy podobnej roli nie mógł spełnić właśnie Szukri, zrzucając ze stołków niby muzułmańską, ale przecież świecką władzę, nie do zaakceptowania dla prawdziwe wierzących. Co było dalej w jego niezrealizowanym scenariuszu? Jednak kalifat. Temu systemowi ostatecznej szczęśliwości ludzkości poświęcił zresztą Szukri jedną ze swoich książek.

Państwo islamskie jakie pragnęła stworzyć organizacja At-Takfir Wa Al-Hidżra, wydaje się odbiegać od naszych wyobrażeń. Jeśli z jednej strony moglibyśmy z ulgą odetchnąć, że miałoby w nim nie obowiązywać prawo szariatu, (będące przecież według Szukriego następstwem błędnych rozważań czterech szkół koranicznych), to zaraz potem zmraża nas bezwzględna praktyka organizacji nawet wobec własnych jej uczestników. Ktokolwiek występował poza nią, natychmiast podlegał karze śmierci jako apostata. Prawdziwy muzułmanin, to był wyłącznie członek At-Takfir Wa Al-Hidżra.

Czym miałby więc być ten kalifat? Organizacja Szukriego stanowiła na tyle zagadkę, że tak naprawdę więcej jest chyba niewiadomych w tej koncepcji. Wobec tajnej swojej działalności oraz obawy przed infiltracją rządu prezydenta As-Sadata, informacja przeplatała się z dezinformacją. Do samych nawet książek Szukriego nie ma pełnego dostępu i nie wiadomo nawet czy jeszcze istnieją, a gros informacji o nim samym posiadamy z jego procesu sądowego.

Przypadek Szukriego rodzi pytanie, w jaki sposób mógłby potoczyć się fundamentalizm islamski, gdyby nasz ideolog przetrwał. Jego ruch odbiegał od pozostałych organizacji, ale był jedynym, który wtedy, w XX wieku, podjął próbę spełnienia jednego z warunków utworzenia kalifatu – własnego, chociaż mikroskopijnego terytorium. Była nim przynajmniej jedna pustynna osada, gdzie zgodnie z nazwą organizacji – „Oskarżenie o bezbożność i wywędrowanie” – mogli z dala od kafirów oddzielić się od świata „prawdziwi muzułmanie”.

 

Sławosz Grześkowiak – historyk, filolog angielski oraz absolwent Studium Literacko-Artystycznego UJ. Interesuje się islamem oraz terroryzmem islamskim.

 

Bibliografia:

Izak Krzysztof, Leksykon organizacji i ruchów islamistycznych
Jansen J.G. Johannes, Podwójna natura fundamentalizmu islamskiego,
Sivan Emmanuel, Radykalny islam
Zdanowski Jerzy, Współczesna muzułmańska myśl społeczno-polityczna. Nurt Braci Muzułmanów.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze