Oderwani od rzeczywistości

Amnesty International
| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

Jan Wójcik

Czy istnieje bardziej znaczący przykład oderwania się od rzeczywistości, niż organizacja broniąca praw człowieka, która piętnuje rządy za walkę z dyskryminacją kobiet?

Amnesty International przedstawia zakaz zasłaniania twarzy wprowadzone przez niektóre państwa europejskie jako łamanie praw człowieka.

Argument, że w krajach muzułmańskich prawa człowieka łamane są w sposób o wiele bardziej drastyczny, nie jest dobrą odpowiedzią.  Brzmiałby równie wiarygodnie jak „a u was Murzynów biją”. Pierwsze zakazy noszenia chust we Francji wprowadzono nie po to, żeby dyskryminować muzułmanów, ale by pomóc młodym muzułmankom pozbyć się ich muzułmańskich dozorców w postaci braci, kolegów itp.  Nawet społeczność francuskich muzułmanek była w tej kwestii podzielona.  Co więcej, zakaz dla burek został uznany za zgodny z Konstytucją. 

Co do zasłaniania twarzy, to większość muzułmanów nie uznaje wobec kobiet tak rygorystycznych wymogów jakich żądają salafici i trudno jest podpierać to autorytetem religijnym. Pokazuje to jedynie ignorancję AI w sprawach merytorycznych dotyczących raportu. Nawet noszenie chusty zakrywającej włosy też nie jest uważane przez część islamskich duchownych za wymóg związany z islamem.

Wreszcie, reakcje pracodawców na chusty czy brody można z jednej strony uważać za dyskryminację, ale jak wobec tego traktować tzw. „dress codes”, wprowadzane przez międzynarodowe korporacje? Czy religijne zalecenia co do ubioru mają mieć prymat nad zaleceniami pracodawcy, którego powodzenie w biznesie jest także uzależnione od naszej prezencji?

Czyż negowaniem faktów nie jest uleganie żądaniom islamistów, którzy pod płaszczykiem praw człowieka chcą narzucić muzułmankom odpowiedni ich zdaniem strój,  kiedy jednocześnie widzimy, że w krajach gdzie islamiści dochodzą do władzy, kobiety powoli tracą prawo wyboru?

A jednak może istnieć większe oderwanie od rzeczywistości. Jest nim raport związków zawodowych, o którym wspomnieliśmy w ubiegłym tygodniu, gromadzący różne organizacje i osoby krytykujące islam pod jednym mianownikiem – inspiracja dla Breivika.

Zrobiono to wbrew deklaracjom samego Breivika, dla którego autorytetem, jak stwierdził, była Wikipedia i który na sali sądowej podkreśla swoją pogardę dla EDL, wyrażoną wcześniej w jego informacji.  Zamiast angielskich zadymiarzy wskazuje bardziej na Al-Kaidę.

Uznanie muzułmanina Zuhdiego Jassera za inspiratora zamachów przeciwko wielokulturowości jest zabiegiem propagandowym porównywalnym być może nawet z prowokacją gliwicką z 1939 roku.  To też znaczące, jeżeli nie zauważa się tego, że Jasser, propagujący pogodzenie religii islamskiej ze świeckim państwem, nazywany jest przez innych muzułmanów zdrajcą czy „Wujem Tomem”. W ten nurt włączają się brytyjskie związki zawodowe, jakby chciały powiedzieć: przypiszcie nam zbrodnie stalinizmu.

Pytanie, co jest przyczyną tak paradoksalnych, delikatnie mówiąc raportów? Można podejrzewać, że ideologia, która z kultury uczyniła wartość nadrzędną nad jednostką. Postrzeganie spraw zamiast w kontekście praw jednostki, w kontekście praw kultur. Dysonans pomiędzy liberalną interpretacją praw człowieka, a dodanymi później prawami kulturowymi. Profesor Wiktor Osiatyński w książce „Prawa człowieka i ich granice” próbując pogodzić aspekt indywidualny i wspólnotowy pisze: „Prawdą jest, że można dochodzić praw człowieka przeciwko państwu, ale niekiedy też może ich dochodzić państwo przeciw wspólnocie”.

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze