Muzułmański antysemityzm: winna jest Europa

Raz na jakiś czas prezentujemy Czytelnikom artykuły wyrażające punkty widzenia odmienne od tych, które są bliskie portalowi Euroislam.pl. W Stanach Zjednoczonych na czele mediów propagujących polityczno-poprawne spojrzenie na kwestie okołoislamskie, stoi bez wątpienia „The New York Times”, z którego pochodzi poniższy tekst.

* * *

Nowe kozły ofiarne w Europie

Sarah Weldman

Pewnego listopadowego popołudnia trzynastoletnia żydowska dziewczynka, Océane Sluijzer, została pobita przez koleżanki szkolne po grze w piłkę nożną. Jej oprawczynie, potomkinie marokańskich imigrantów, wyzwały ją od brudnych żydówek i krzyczały, że ma wrócić do kraju, z którego pochodzi.

Dwa tygodnie później, amerykański ambasador w Belgii wspomniał incydent w przemówieniu dotyczącym odrodzenia się antysemityzmu w Europie. Howard Gutman, sam będący żydem, postrzegał sprawę Océane w szerszym aspeskcie: żydzi i muzułmanie w Europie są odzwierciedleniem konfliktu jaki ma miejsce na Bliskim Wschodzie, dotyczącym głównie Izraela i Palestyny.

Każde nowe osiedle, budowane przez Izrael, każdy pocisk wystrzelony ponad granicą [ze Strefą Gazy] lub  zamachowiec samobójca w autobusie, i każde odwetowe uderzenie militarne zaognia problem i powoduje komplikacje tu, w Europie, dla walczących z nienawiścią i bigoterią, powiedział Gutman.

Ma rację: polityka na Bliskim Wschodzie przeradza się w napięcia między żydami i muzułmanami w Europie. Na przykład, wydaje się, że przemoc w stosunku do żydów na Starym Kontynencie nasila się wtedy, kiedy narasta konflikt pomiędzy Palestyńczykami i Izraelczykami. Narodowa Komisja Doradcza Praw Człowieka doliczyła się 815 aktów przemocy o podłożu antysemickim we Francji w 2009, w porównaniu do 459 zaledwie rok wcześniej; dowiodła, że miało to związek z odpowiedzią na operację Cast Lead – krwawe wkroczenie Izraela do Gazy na początku 2009 roku.

Chociaż wydarzenia na Bliskim Wschodzie mają znaczenie, to główny problem między żydami a muzułmanami w Europie nie jest po prostu odzwierciedleniem konfliktu izraelsko-palestyńskiego; jest przede wszystkim porażką państw europejskich w integrowaniu imigrantów, a w szczególności muzułmanów.

Przez ostatnie półwiecze rządy w całej Europie zmagały się z rozszerzeniem słowa „obywatelstwo”. Oczekiwano, że muzułmanie którzy przybyli w latach 60 i 70 z Północnej Afryki i Turcji w charakterze siły roboczej, koniec końców wrócą do domów. Ale oni zostali w Europie i założyli tu rodziny. Obecnie ich dzieci i wnuki określane są raczej jako druga i trzecia generacja imigrantów niż Belgowie, Francuzi czy Niemcy.

Dzieje się tak dlatego, ponieważ wielu Europejczyków nie potrafi sobie wyobrazić, jak islam i świecka tożsamość europejska mogłyby współistnieć. Dzieje się też tak dlatego, że kiedyś marginalizowane antymuzułmańskie postawy prawicowców przedostały się do głównego nurtu; muzułmanie zastąpili żydów w roli kozłów ofiarnych Europy. Jeśli dzisiaj muzułmanie w Europie tak indentyfikują się ze sprawą palestyńską – plakaty na wiecach dotyczących przyzwolenie noszenia hiżabu często agitują za wolną Palestyną – jest tak częściowo dlatego, że słaba Palestyna stanowi dla nich częściowo substytut ich własnej, zniesławianej społeczności.

Choć więc diagnoza Gutmana dotycząca tego problemu niesie zalążek prawdy – jego skupienie się na tym elemencie jest błędem. W listopadowym przemówieniu powiedział on, że rozwiązanie napięć między Izraelczykami a muzułmanami w Europie leży w rękach Izraela, Palestyny i ich arabskich sąsiadów z Bliskiego Wschodu.

W rzeczywistości prawdziwa odpowiedź jest znacznie bliżej: według analizy sporządzonej przez Brooking Institution, jeśli społeczność muzułmańska w Europie czułaby się mniej zmarginelizowana i miała więcej możliwości ekonomicznych, miałaby tym samym mniej powodów do okazywania agresji. Mimo że atki na żydów są przerażające i trudne do wyjaśnienia, nie istnieje coś takiego jak szeroko rozpowszechnione, stałe nastroje antyżydowskie w Europie, ani wśród muzułmanów, ani wśród pozostałej populacji. To nie jest rok 1936.

Kluczem, który pomógłby Belgom zrozumieć atak na Océane, nie są obrady z Benjaminem Netanyahu. Są nim rozmowy z dziewczynami, które ją pobiły i wspólne zastanowienie się nad tym, co zrobić, żeby czuły się mile widziane w Belgii.(pj)

Tłumaczenie Jagoda Gwizd

Źródło: http://latitude.blogs.nytimes.com/2012/01/09/the-new-scapegoats-of-europe/

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign