Mniej islamu wyszłoby nam na dobre

1
Po zamachu w Manchesterze
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Douglas Murray

Niedawno wystąpiłem w programie BBC Sunday Politics, żeby omówić następstwa ataku w Manchesterze. Powiedziałem co myślę, a rozmaite muzułmańskie grupy natychmiast dostały szału.

Nie było to spowodowane moją sugestią, że państwo powinno w końcu rozprawić się z brytyjskimi oficjelami, którzy spędzają swoją emeryturę pracując jako naganiacze dla Saudów. Ani przez to, że wyśmiałem fakt, iż naszą współczesną europejską tradycją jest śpiewanie piosenek John Lennona, gdy ktoś nas wysadza w powietrze. Powodem była moja prosta, składająca się z dwóch wyrazów, sugestia, że “mniej islamu” wyszłoby nam na dobre.

W krótkim filmie poprzedzającym dyskusję w studiu wspomniałem, że kraje takie, jak Polska, Węgry oraz Czechy mają bardzo mało islamu i bardzo mało islamskiego terroryzmu. Natomiast Francja ma bardzo dużo islamu i dużo islamskiego terroryzmu.

Dla większości ludzi byłoby oczywiste użycie nieśmiertelnej maksymy Donatelli Versace mówiącej, że „więcej znaczy więcej”. Dlatego, że chociaż wiele społeczności jest w stanie wyprodukować ekstremistów, to tylko islamskie społeczności produkują ekstremistów islamskich.

Oczywiście niektórzy ludzie nie chcą zaakceptować tego faktu. Nawet jeśli świadome wybory mogą przynieść efekty. Chociażby rozważenie kulturowych korzyści płynących z masowej islamskiej imigracji, w zestawieniu z negatywami w postaci dziesiątek straconych żyć, od czasu do czasu.

Gdybym był muzułmaninem to mam nadzieję, że odczuwałbym ogromny wstyd z powodu tego wszystkiego i podobnie jak Sara Khan oraz kilka innych szlachetnych dusz, próbowałbym poradzić sobie z problemami istniejącymi w mojej społeczności, zamiast je ukrywać. Niestety, z powodów, o których nie śmiem spekulować, wiele z najbardziej wpływowych muzułmańskich grup w Brytanii ma całkiem inne priorytety.

Od tamtej niedzieli rozmaite grupy muzułmańskie i indywidualne osoby złożyły na mnie skargi, grożąc, że zgłoszą mnie na policję. Mój stary przyjaciel Mehdi Hasan użył Twittera, żeby zaatakować „opłacaną przez podatników, bezstronną BBC za emisję tego materiału” i stwierdził, że moje dwa słowa zachęcały do „czystek etnicznych”.

Oczywiście Mehdi pracuje dla stronniczej Al-Jazeery, która jest własnością rządu katarskiego. I nadawcą, który nie widzi nic złego w promowaniu swoich programów z użyciem obrazów odwołujących się do nazistowskiego antysemityzmu.

Ale tak to już jest, że rozmaite grupy muzułmańskie, które w ciągu ostatnich lat nakłaniały brytyjskich muzułmanów, żeby nie współpracowali z władzami w celu zwalczania terroryzmu, obecnie tak ochoczo zachęcają muzułmanów do skarżenia się na mnie rozmaitym władzom. Powiedziałbym, że ich priorytety mówią same za siebie.

CYTAT

Tak czy inaczej, tym co naprawdę chciałem ukazać poprzez swoje wypowiedzi, jest osobliwość naszej trwającej 16 lat reakcji na islamski terroryzm. Przez ten czas zaakceptowaliśmy w zasadzie argumentację Bractwa Muzułmańskiego i podobnych grup, dla których odpowiedzią na absolutnie wszystko jest islam. Masz problem? Odpowiedzią jest islam. Coś dobrego ci się przytrafiło? To dzięki islamowi. Masz problem z islamem? Rozwiązaniem jest islam.

Zachód przez półtorej dekady przyjmował ten sposób rozumowania. Gdy grupa ludzi wlatuje samolotami w World Trade Center, wszyscy przywódcy wolnego świata biegną do lokalnych ośrodków islamskich, żeby wychwalać wspaniałość islamu. Gdy grupa brytyjskich muzułmanów wysadza londyński system transportu, szefowie policji ignorują dym i natychmiast zaczynają wychwalać pokojową naturę islamu. A kiedy terrorysta samobójca wysadza w Manchesterze 22 osoby wychodzące z koncertu, jedyną rzeczą jakiej nikt nie może powiedzieć jest to, że miało to cokolwiek wspólnego z islamem.

Problemem nie może być islam, jednak to islam najwyraźniej zawsze jest odpowiedzią.

Nie podoba mi się ta nieprzyzwoita, przesadna kompensacja i chciałbym widzieć tego mniej. Nie podoba mi się to, że zanim ciała ofiar zamachu zostaną zidentyfikowane w kostnicy, lokalna policja jest już w lokalnym meczecie, żeby się obejmować i robić wspólne z muzułmanami zdjęcia. Nie lubię polityków, którzy już po upływie paru godzin od kolejnej islamskiej zbrodni mówią, jakie to wspaniale, że przemoc „pomogła nam się zjednoczyć”, odciągając uwagę od rozerwanych wybuchem fragmentów ludzkich ciał.

Oczywiście jest to swego rodzaju choroba, o której napisałem ostatnio parę słów. Wszystkie jej symptomy nadal występują. Rozważcie reakcję na to, że ostatnio w programie Question Time człowiek z publiczności, który miał potrójną wadę, jako że był starym, białym i mężczyzną, machał antyzachodnią ulotką, rozdawaną w biały dzień przed meczetem Didsbury. To znaczące odkrycie wywołało zaledwie jakieś dziwne szuranie nogami wśród widzów.

Młoda kobieta w chuście z publiczności od razu stwierdziła, że ulotka mężczyzny prawdopodobnie nie pochodzi z meczetu i w ogóle jest „wyjęta z kontekstu”. Razem z prowadzącym, Davidem Dimbleby, sugerowała, że jest możliwe, iż mężczyzna sam wykonał ulotkę. Biedny człowiek mamrotał coś i wymachiwał ulotką, zastanawiając się zapewne, dlaczego nikt nie chce mu uwierzyć. No cóż, może on co najwyżej dołączyć do klubu całej niemuzułmańskiej reszty społeczeństwa (i nielicznych islamskich reformatorów).

W najbliższej przyszłości nie będzie w krajowej narracji miejsca dla takich ludzi. Jeżeli zamachowiec jest problemem, to odpowiedzią musi być jego meczet. Tak jest wszędzie: nie patrz wstecz z gniewem, lecz w przyszłość z naiwną nadzieją.

Czy nasze społeczeństwo naprawdę nie chce się dowiedzieć, jakie na przykład okoliczności stworzyły takiego Salmana Abediego (zamachowca z Manchesteru-red.)? Faktem jest, że może chcemy zadać pytanie, ale nie chcemy usłyszeć odpowiedzi. Jeżeli bowiem Gdyż jeśli to, co sugerują nam wszystkie podobne sytuacje, jest prawdą, możemy być w poważnych opałach. Być może już jesteśmy.

 

Oprac. Gall, na podst. www.thesun.co.uk

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze