Mit o umiarkowanych rebeliantach syryjskich

Khalid al-Hamad, komendant jednej z grup rebeliantów w Syrii, został sfilmowany, gdy zjadał serce żołnierza rządowego*.
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Daniel Greenfield

*****

Umiarkowani rebelianci syryjscy, jak Zajączek Wielkanocny i Wróżka Zębów Mlecznych, są mitem; wyimaginowaną postacią w uspokajających bajeczkach dla dzieci. Niestety, bajarze myślą, że jesteśmy dziećmi.

Syryjska wojna domowa jest wojną religijną. Nie jest to wojna o demokrację ani o wolność. Jest to konflikt między dwoma systemami totalitarnymi, jednym luźno opartym na mieszance islamu i socjalizmu i drugim solidniej opartym na islamie. Oba są brutalne i bezlitosne wobec każdego, kto do nich nie należy. Oba mają szwadrony śmierci i rozległą korupcję wewnątrz.

Khalid al-Hamad, komendant jednej z grup rebeliantów w Syrii, został sfilmowany, gdy zjadał serce żołnierza rządowego*.
Khalid al-Hamad, komendant jednej z grup rebeliantów w Syrii, został sfilmowany, gdy zjadał serce żołnierza rządowego*.

Oba są niegodziwe.

Jest to także konflikt etniczny, rozgrywający się między Iranem i światem arabskim. Ma także elementy odrodzenia osmańskiego po tureckiej stronie granicy, gdzie islamscy rządcy marzą o odzyskaniu imperium.

Nic z tego nie jest przepisem na umiarkowanie. Nie ma umiarkowanych w wojnie religijnej. Nie ma umiarkowanych w konflikcie etnicznym. Nie ma umiarkowanych wśród tych, którzy gotowi są rozpocząć taką wojnę, ani wśród tych, którzy zamierzają ją skończyć. Żadna ze stron nie stara się o wolność. Obie starają się o absolutną supremację.

Opozycja syryjska, o której słyszymy w wieczornych wiadomościach i czytamy w gazetach, jest starannie wypracowaną wioską potiomkinowską, zbudowaną przez Bractwo Muzułmańskie, Turcję i Katar, żeby przekonać Amerykanów i Europejczyków, iż rebelianci mają strukturę rządową i są gotowi do przejęcia władzy.

Syryjska Rada Narodowa (pełen skrót SNCORF) jest zestawem nazwisk i liter, i jest pełna ambitnych mężczyzn. Dowodzi mniej Syrią niż Waszyngtonem i Brukselą. Gdyby próbowała dać rozkaz komukolwiek w Aleppo, rozległby się śmiech. Udaje jej się jednak wydawać rozkazy Waszyngtonowi.

Święte Imperium Rzymskie nie było ani święte, ani rzymskie, ani imperium i Wolna Armia Syryjska nie jest ani wolna, ani syryjska, ani nie jest armią. Jest to mieszanina wojowników partyzanckich, z których wielu jest islamistami z innych krajów i którzy w oczekiwaniu na dostawy amerykańskiej broni i pieniędzy są skłonni udawać od czasu do czasu, że są jakimś rodzajem zjednoczonej armii wyzwolenia narodowego, którą Ameryka ma wspomagać.

Struktury polityczne zbudowane w Turcji i Katarze są fikcyjne. Oficjalni przywódcy nie przewodzą niczemu. Generał Salim Idris niczym nie dowodzi. Wszystkie organizacje, które mają w nazwie Syrię, są zdatne tylko do oszukiwania ludzi Zachodu, by dawali im broń, przekazywaną następnie różnym brygadom rebelianckim, w zamian za obietnice przyszłych wpływów i układów biznesowych, oraz spiskowania o przejęciu kraju.

Jedyni dowódcy, którzy liczą się, to dowódcy w terenie. Są oni nie tylko islamistami, ale są znacznie mniej ucywilizowani niż Idris. To są ludzie, którzy potrafią od niechcenia zabić więźnia i zjeść jego serce. Nie stanowiliby w Waszyngtonie zbyt przekonującego argumentu na rzecz demokracji i wolności.

Rzeczywiści wojownicy mają niewiele lojalności poza lojalnością wobec bogactwa i religii. Jedni walczą dla płacy, inni walczą dla dżihadu. Wielu dla jednego i drugiego. Nie przypominają mitycznych brygad wolnych oficerów walczących o świecką Syrię, w które nadal wierzą niektórzy amerykańscy senatorzy.

Każda brygada i jej nazwa są dymem na polu bitwy. Wojownicy przechodzą z jednej brygady do drugiej. Brygady przechodzą od jednego sojuszu do drugiego.

Granice między Wolną Armią Syryjską a Frontem Al-Nusra nie są wyraźne i mocne. Niektóre brygady islamistów grają w obu drużynach. Identyfikacja jest kwestią wygody. Olbrzymia większość wojowników, niezależnie od tego, do jakiego sojuszu należą, walczy o narzucenie na Syrię systemu islamu sunnickiego.

Początkowo generał Idris odmówił przecięcia więzi z Frontem Al-Nusra. Poddany wystarczającej presji i kuszeniu Waszyngtonu zgodził się na tę szaradę, ale prawdziwi dowódcy w terenie nie zgodzili się. Siły FSA nadal prowadzą wspólne akcje z Frontem Al-Nusra i niedawno czterech spośród pięciu dowódców podpisało list, domagający się współpracy z grupą Al-Kaidy.

List ten jest kolejną próbą nacisku na Waszyngton, by dostarczył broni i wsparcia powietrznego. Przywódcy opozycji syryjskiej twierdzili, że jedynym możliwym sposobem, na jaki będziemy w stanie „umiarkować” rebeliantów i zmarginalizować Al-Kaidę, jest pełne ich poparcie. W rzeczywistości rozmaite brygady, które dogadują się ze sobą, będą nadal działać razem, niezależnie od tego, co mówi Waszyngton.

I nikt z nich nie jest naszym przyjacielem.

Grupa „Islamskie Brygady Al-Aksa”, stowarzyszona z FSA, została przyłapana na umieszczeniu na swojej stronie Facebooka sfabrykowanego zdjęcia płonącego Waszyngtonu, podpalonego przez syryjskich rebeliantów. Cytowano analityka, który zastanawiał się, dlaczego grupa stowarzyszona z „ogólnie prozachodnią Wolną Armią Syryjską” miałaby zrobić coś takiego. „Pokazuje to nieszczęsny, ale nieunikniony fakt, ze nie każda grupa w Wolnej Armii Syryjskiej jest ściśle zaangażowana w interesy USA w regionie” – powiedział.

Dokładniej mówiąc, ani jedna grupa w FSA nie jest ani proamerykańska, ani zaangażowana w interesy USA.

Dlaczego miałyby być? Brygada islamska ma jako swój cel zastąpienie siłą zachodniego systemu politycznego i sądowniczego systemem islamskim. A większość FSA składa się z brygad islamskich. Islamiści, którzy mają taki cel, na ogół uważają zachodnie systemy polityczne i sądownicze za bałwochwalstwo i herezję. Zdaniem salafitów bałwochwalcy i heretycy mają mniej praw do życia niż owce u rzeźnika.

Kiedy reporterzy próbowali dowiedzieć się więcej o „Islamskich Brygadach Al-Aksa”, znaleźli labirynt grup odłamowych i sojuszy z Frontem Al-Nusra, co ujawniło, że wszystkie sztuczne fasady strukturalne narzucone przez ekspertów zachodnich na bandy wschodnich wojowników, nic nie znaczą w rzeczywistym świecie.

Nie istnieje żadna Wolna Armia Syryjska. Nie istnieje żadna opozycja syryjska. Są tylko grupy wojowników, którzy dzielą terytorium, zdobywają domy, składy ropy naftowej, gwałcą kobiety, zabijają chrześcijan i zachowują się dokładnie w taki sposób, w jaki zachowują się gangi uzbrojone w ciężką broń, kiedy nie ma prawa, które by je przed tym powstrzymało.

Nie ma żadnych umiarkowanych rebeliantów syryjskich. Nie ma nawet rebelii syryjskiej: są tylko ludzie Bractwa Muzułmańskiego w Turcji, którzy działają jako odźwierni dla broni katarskiej i tureckiej, płynącej do tysięcy wojowników, gangów przemieszczających się tam i z powrotem, mordami torując sobie drogę w Syrii w sposób, w jaki ich odlegli przodkowie mogli torować sobie drogę w czasach pierwotnych podbojów islamu.

Ich tożsamością jest islam. Jest to znacznie ważniejsza tożsamość niż nazwa brygady i sojuszu, który od czasu do czasu zawierają. Jest to ich prawo, tak samo jak Kodeks Piracki był prawem korsarzy i Prawo złodziei było kodeksem dla rosyjskich kryminalistów. Wymierza on własną „sprawiedliwość” i umożliwia podział łupów, przy czym nie przestają być pobożnymi ludźmi, którzy po każdym gwałcie kłaniają się w stronę Mekki.

To, co dzieje się w Syrii, nie jest wojną między dwiema stronami. Jest to Afganistan. Jest to Libia. Jest to rozpad kraju na walczące bandy. Jedyną różnicą jest to, że ten rozpad został starannie zorganizowany.

Jatki w Syrii będą trwały z niepohamowanym barbarzyństwem, jakiego mogą dopuszczać się tylko ludzie, którzy wierzą, że inni są podludźmi. Będą trwały przy pomocy noży, karabinów maszynowych i gazów trujących. Będą trwały niezależnie od tego, czy zbombardujemy Assada, czy napiszemy do niego surowo sformułowany list.

Będą trwały, ponieważ nie ma umiarkowanych w wojnie religijnej. Są tylko zabójcy i zabici.

 

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Tekst ukazał się na Racjonalista.pl http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9279 16 września

Frontpage Magazine, 11 września 2013

* Link do wideo: http://www.youtube.com/watch?v=RFfnxK-YGGQ

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze