Jak policja w Toronto chroni radykałów

tarek-fatah
| 1 komentarz|
image_pdfimage_print

Zdążyłem obudzić się po operacji, gdy po raz pierwszy zagrożono mi śmiercią. To jest otwarta groźba do użytkownika Xaar Boy @Tarek Fatah – brzmiał pierwszy wpis na Twitterze, z wulgarnymi epitetami po somalijsku. Wiem gdzie mieszkasz i gdzie jest twoje biuro.

Autorka wiadomości podpisała się jako Mariama AnnaLitical i użyła wizerunku kobiety w fioletowym hidżabie w stylu młodocianych radykalnych islamistów z Toronto. Inni użytkownicy Twittera donieśli o groźbach i domagali się aresztowania tej użytkowniczki. W którymś momencie wycofała ona swoje pogróżki, jednak powtórzyła je nieco później: Sugerował, żeby w Quebecu zakazano noszenia nikabu i popiera związki homoseksualne, napisała, powtarzając raz jeszcze: To jest otwarta groźba. Wiem gdzie mieszkasz i pracujesz @TarekFatah. Jej islamscy koledzy przytaknęli, nazywając mnie złym muzułmaninem za sprzeciwianie się hidżabowi i popieranie równouprawnienia homoseksualistów. Inne wpisy sugerowały, że sam na siebie ściągnąłem te pogróżki.

tarek-fatahSkontaktowałem się z policją w Toronto. W ciągu kilku godzin dwóch umundurowanych funkcjonariuszy wydziału 51 pojawiło się w szpitalu, żeby mnie przesłuchać. Jednak chwilę po ich wejściu przeszkodzono nam. Na sali pojawiło się dwóch innych mężczyzn, którzy nakazali wszystkim innym opuścić pomieszczenie. Nie ujawnili swojej tożsamości, jednak po pięciu minutach czegoś, co okazało się dwugodzinnym przesłuchaniem, zorientowałem się, że są to funkcjonariusze policyjnego wywiadu. Jednego z nich rozpoznałem, był to muzułmański policjant, który zamknął już jedno śledztwo dotyczące skierowanej do mnie groźby pozbawienia życia w 2008 roku, oraz drugie śledztwo w sprawie mojego liberalnego islamskiego kolegi, Tahira Gory.

To ostatnie wydarzenie miało miejsce zimą 2007 roku. Gora, pracujący wówczas jako felietonista dla Hamilton Spectator, zauważył na Facebooku stronę o nazwie „Wrogowie Islamu”. W nagłówku strony widniały wizerunki i nazwiska takich ludzi jak Gora, bangladeska pisarka Taslima Nasreen, Sir Salman Rushdie, Irshad Manji i moje własne. Obok nazwiska Gora napisane było: Pseudomuzułmanie twojego pokroju powinni zostać zabici. Podobne groźby skierowano też do pozostałych liberalnych czy świeckich muzułmanów na tej liście.

Gora powiadomił policję w Toronto i w ciągu kilku dni odwiedziło go dwóch funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu. Obydwaj byli muzułmanami. Gora pokazał policjantowi prowadzącemu wszystkie wpisy, które pojawiły się na stronie, ale pomimo niezliczonej ilości dowodów policjant nie okazał zainteresowania. Powiedzieli mi, że ich zdaniem twórca strony wcale nie zamierzał mnie skrzywdzić, stwierdził Gora. Gdy natomiast zasugerował, żeby wniesiono oskarżenie jako swego rodzaju czynnik odstraszający, policjant odmówił. Z jego tonu i mowy ciała, twierdzi Gora, było jasne, że ma mi za złe, iż wnoszę skargę przeciwko muzułmańskiemu współwyznawcy.

Gdy funkcjonariusze wywiadu już poszli, pierwsi policjanci zwierzyli mi się, że jest czymś niezwykłym to, że pracownicy wywiadu podjęli działanie przed złożeniem raportu. Dotarło do mnie, że cała ta sprawa rozgrywa się już na poziomie politycznym i nikt nie kiwnie palcem by mi pomóc. Później tego wieczoru zadzwonił od mnie ten sam muzułmański policjant twierdząc, że AnnaLitical nie stanowi już zagrożenia. Nie chciała tego napisać, powiedział policjant. Zapytałem, czy wniesiono jakieś oskarżenie. Nie, odparł, nie uważałem tego za konieczne.

Od tamtej pory poinformowałem o wszystkim szefa służb policyjnych w Toronto Aloka Mukherjee oraz naczelnika policji Billa Blair’a. Mukerjee zapewnił mnie, że zajmie się tą sprawą. Naczelnik Blair w ogóle się nie odezwał.

Policja z Toronto, chcąc promować wizerunek siebie jako zróżnicowanej instytucji o dużym zasięgu, oddaje się służbie i ochronie radykalnego islamskiego elementu w naszym mieście. Jednocześnie muzułmanie tacy jak ja, którzy robią wszystko co mogą promując równość i poszanowanie, które policja rzekomo wyznaje, pozostawieni są bez prawnej ochrony, gdy radykałowie otwarcie i publicznie grożą nam przemocą. W Toronto, dopóki jesteś czarnoskórą muzułmańską kobietą w hidżabie, możesz kierować „otwarte groźby” do bezbronnego człowieka leżącego w szpitalnym łóżku i być pewnym, że nikt nie wniesie oskarżenia.

Żywię przekonanie, że policja podejmie jednak właściwą decyzję, skoro publicznie ujawniłem tę skandaliczną sytuację. Jeśli to się nie stanie, miasto, które kocham, będzie bezpowrotnie stracone.(pj)

Tarek Fatah

Autor jest działaczem politycznym, pisarzem i prezenterem tv. Założył Kanadyjski Kongres Muzułmański. Jego ostatnia ksiązka nosi tytuł „The Jew is not my enemy”.


Tłum. Bart

http://fullcomment.nationalpost.com/2011/03/04/tarek-fatah-the-death-threats-that-dont-count/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze