Islamska przyszłość Europy

image001
"Nie boimy się" – Barcelona, sierpień 2017
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Guy Millière

Atak terrorystyczny w Barcelonie spotkał się z taką samą reakcją, jak inne ataki terrorystyczne o dużej skali w Europie: łzami, modlitwami, świecami, pluszakami i marszami protestacyjnymi pod hasłem „Islam znaczy pokój”.

Gdy ludzie spotkali się, by żądać bardziej zdecydowanych działań przeciwko wzrastającemu wpływowi islamizmu na całym kontynencie, stanęli twarzą w twarz z „antyfaszystowskim” zgromadzeniem. Muzułmanie zorganizowali demonstrację w obronie islamu i twierdzili, że muzułmanie żyjący w Hiszpanii są głównymi ofiarami terroryzmu. Mounir Benjelloun El Andaloussi, przewodniczący Spanish Federation of Islamic Religious Societies, mówił o “konspiracji przeciwko islamowi” i twierdził, że terroryści są  “narzędziami” antyislamskiej nienawiści. Mer Barcelony, ​​Ada Colau, płakała przed kamerami i powiedziała, że jej miasto pozostanie otwarte dla wszystkich imigrantów. Gubernator Katalonii Carles Puigdemont, posługiwał się prawie takim samym językiem. Premier Hiszpanii, konserwatysta Mariano Rajoy, był jedyną osobą, która zdobyła się na to, aby nazwać dżihadystyczny terroryzm po imieniu. Prawie wszyscy europejscy dziennikarze oznajmili, że słowa Rajoya były zbyt ostre

Główne europejskie gazety opisując ten horror jeszcze raz poszukiwały wyjaśnień dla tego, co ciągle nazywają “niewyjaśnialnym”. Wiodący hiszpański dziennik „El Pais” opublikował artykuł wstępny o tym, że “ radykalizacja” jest gorzkim owocem „wykluczenia” niektórych „społeczności” i dodał, że odpowiedzią jest więcej „społecznej sprawiedliwości”. We Francji „Le Monde” zasugerował, że terroryści chcą “wzniecić nienawiść” i podkreślił, że Europejczycy muszą unikać „uprzedzeń”.  W Wielkiej Brytanii “The Telegraph” wyjaśniał, że “zabójcy atakują Zachód, bo jest on Zachodem, a nie z powodu tego, co on robi” – ale pisał o “zabójcach”, a nie o „terrorystach” czy “islamistach”.

Specjaliści od antyterroryzmu  w wywiadach telewizyjnych mówili, że ataki, coraz częściej  przeprowadzane na całym kontynencie, będą przynosić coraz więcej ofiar. Zwrócili uwagę na to, że pierwotny plan terrorystów w Barcelonie polegał na  zniszczeniu katedry Sagrada Família i zabiciu tysięcy ludzi. Specjaliści powtarzali, że Europejczycy będą po prostu musieli przyzwyczaić się do życia w nieustannym zagrożeniu masakrami na szeroką skalę. Nie zaproponowali żadnych rozwiązań. Kolejny raz wiele osób oznajmiło, że terroryści nie są prawdziwymi muzułmanami i że ataki nie mają nic wspólnego z islamem.

Wielu przywódców zachodnich państw europejskich traktuje islamski terroryzm jak naturalne zjawisko, do którego Europejczycy muszą się przyzwyczaić – jako pewnego rodzaju aberrację nie związaną z islamem. Często w ogóle unikają mówienia o terroryzmie. Po ataku w Barcelonie kanclerz Niemiec Angela Merkel wystosowała krótkie oświadczenie o „odrażającym” incydencie, wyraziła swoją solidarność z ludźmi w Hiszpanii i przeszła do następnego tematu. Francuski prezydent Emmanuel Macron umieścił wiadomość z kondolencjami na Twitterze i mówił o „tragicznym ataku”.

W całej Europie świadomie marginalizuje się wszelkie wyrazy gniewu [społecznego]. Nawoływania do mobilizacji lub jakiejś istotnej zmiany polityki imigracyjnej pochodzą jedynie od tych polityków, którzy są pogardliwie nazywani “populistami”.

Nawet najmniejsza krytyka islamu wznieca prawie jednogłośne oburzenie. Szeroko dostępne na Zachodzie książki o islamie są pisane przez osoby blisko związane z Bractwem Muzułmańskim, takie jak Tariq Ramadan. “Politycznie niepoprawne” książki również istnieją, ale są sprzedawane głównie „spod lady”, jakby były kontrabandą. Islamskie księgarnie otwarcie sprzedają broszury nawołujące do agresji. Dziesiątki imamów, podobnie jak Abdelbaki Es Satty, podejrzany o to, że był mózgiem ataku w Barcelonie, bezkarnie kontynuują kazania, a gdy zostają aresztowani szybko wychodzą na wolność.

Wielu przywódców państw zachodnich traktuje islamski terroryzm jako pewnego rodzaju aberrację nie związaną z islamem

Króluje uległość. Wszędzie dominuje dyskurs, że pomimo wzrastającego zagrożenia,  Europejczycy muszą żyć dalej najnormalniej, jak to jest możliwe. Europejczycy jednak widzą istniejące zagrożenia. Widzą, że życie nie jest w najmniejszym stopniu normalne. Widzą policję i żołnierzy na ulicach, mnożące się kontrole bezpieczeństwa przy wejściach do teatrów i sklepów. Widzą wszędzie brak bezpieczeństwa. Mówi się im, żeby po prostu ignorowali źródło zagrożenia, ale oni je znają. Deklarują, że się nie boją. Tysiące osób skandowało w Barcelonie „No tinc por” („Nie boimy się”). W rzeczywistości są śmiertelnie przerażeni.

Badania opinii pokazują, że Europejczycy są pesymistami myślącymi, że przyszłość będzie wyglądać ponuro. Pokazują również ich brak zaufania do tych, którzy teraz rządzą i poczucie, że nie mają żadnego wyboru.

image003
„Islam jest pokojem” – Barcelona, sierpień 2017

Ta zmiana w ich życiu odbyła się tak szybko, w czasie mniej niż połowy stulecia. Przedtem w Europie Zachodniej było jedynie kilka tysięcy muzułmanów, głównie pracowników będących imigrantami z dawnych europejskich kolonii. Mieli być w Europie tylko tymczasowo, więc nigdy nie wymagano od nich integracji.

Ich liczba szybko wzrosła do setek tysięcy, a potem do milionów. Ich obecność z tymczasowej zmieniła się w stałą.  Wielu uzyskało obywatelstwo. Wymaganie, żeby się integrowali, stawało się nie do pomyślenia; większość z nich uważa się przede wszystkim za muzułmanów.

Europejscy przywódcy przestali bronić swojej własnej cywilizacji. Mówią, że wszystkie kultury powinny być postrzegane w ten sam sposób. Wygląda na to, że się poddali.

Zmienione zostały programy nauczania. Uczy się dzieci, że Europa i Zachód grabiły świat muzułmański, a nie, że de facto muzułmanie najechali i podbili chrześcijańskie cesarstwo bizantyjskie, północną Afrykę, Bliski Wschód, większość Europy Wschodniej, Grecję, Północny Cypr i Hiszpanię. Uczy się dzieci, że islamska cywilizacja była bujna i wspaniała zanim rzekomo kolonizacja ją zniszczyła.

Państwa socjalne, powstałe po wojnie, zaczęły tworzyć szeroki margines społeczny  złożony z ludzi trwale od nich zależnych, podczas gdy jednocześnie liczba  muzułmanów w Europie się podwajała.

Osiedla domów socjalnych nagle stały się osiedlami muzułmańskimi.  Wzrost masowego bezrobocia, w większości dotyczącego mniej wykwalifikowanych osób, zmienił muzułmańskie okolice w dzielnice bezrobotnych. Zakorzeniła się przestępczość. Osiedla muzułmańskie stały się okolicami o wysokim poziomie przestępczości.

Pojawili się ekstremistyczni kaznodzieje i wzmocnili nienawiść do Europy. Powiedzieli, że muzułmanie muszą pamiętać o tym, kim są i że islam musi wziąć swój odwet. Wyjaśnili osadzonym w więzieniach młodym muzułmańskim przestępcom, że agresja może być użyta dla szlachetnej sprawy – dżihadu.

Policja dostała rozkazy, żeby nie interweniować, aby nie zwiększać napięcia. Osiedla z wysokim poziomem przestępczości stały się strefami “no-go”, żyznym polem do rekrutacji islamistycznych terrorystów.

Europejscy przywódcy zaakceptowali transformację części własnych krajów w terytorium wroga. Gdy islamski terroryzm uderzył w Europę, jej przywódcy nie wiedzieli co robić. I dalej nie wiedzą. Są więźniami sytuacji, którą sami stworzyli i już nie mogą jej kontrolować. Wydają się bezradni.

Nie mogą obwinić islamu, bo prawo, które sami uchwalili, tego zabrania. W większości krajów europejskich nawet zadawanie pytań na temat islamu jest etykietowane jako „islamofobia”. Jest karane poważnymi grzywnami, a nawet sądem czy więzieniem (jak w przypadkach Larsa Hedegaarda, Elisabeth Sabaditsch-WolffGeerta Wildersa czy George’a Bensoussana). Nie są w stanie przywrócić prawa i porządku w strefach “no-go”, bo wymagałoby to interwencji armii i wprowadzenia stanu wyjątkowego. Nie mogą skorzystać z rozwiązań proponowanych przez partie zepchnięte przez nich do opozycji i na margines europejskiego życia politycznego.

Nie mogą nawet zamknąć swoich granic, co zostało zakazane w 1995 roku w ramach porozumienia z Schengen. Ponowne wprowadzenie granic byłoby kosztowne i wymagałoby czasu.

Wygląda na to, że europejscy przywódcy nie mają ani woli, ani sposobu na to, by przeciwstawić się napływającym falom imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Wiedzą, że terroryści ukrywają się między imigrantami, ale wciąż ich nie weryfikują. Zamiast tego uciekają się do wybiegów i kłamstw. Tworzą programy „deradykalizacji”, które nie są skuteczne. Wygląda na to, że osoby „radykaIne” nie chcą być „deradykalizowane”.

Europejscy przywódcy próbują definiować “radykalizację” jako objaw “choroby psychicznej”. Zastanawiają się nad tym, żeby poprosić psychiatrów o to, by zajęli się tym bałaganem. Mówią też o stworzeniu „europejskiego  islamu”, całkowicie odmiennego niż ten istniejący gdziekolwiek indziej na Ziemi. Przyjmują butne postawy i tworzą iluzję moralnej wyższości tak, jak to zrobili Ada Colau i Carles Puigdemont w Barcelonie: mówiąc, że mają wysokie zasady, że Barcelona pozostanie otwarta dla imigrantów. Angela Merkel odmawia skonfrontowania się z konsekwencjami swojej polityki importowania wielkiej liczby imigrantów. Udziela nagany tym krajom Europy Środkowej, które odmawiają przyjęcia jej polityki.

Przywódcy europejscy widzą, że za dwie, trzy dekady Europą będzie rządził islam. Starają się znieczulić niemuzułmańską część populacji wizjami idyllicznej przyszłości, która nigdy się nie spełni. Mówią, że Europa musi nauczyć się żyć z terroryzmem i nikt nic na to nie może poradzić.

Jednakże wiele mogliby zrobić ale po prostu nie chcą, bo to mogłoby odebrać im muzułmańskie głosy w wyborach.

Winston Churchill powiedział Neville’owi Chamberlainowi, „Miałeś wybór między wojną i hańbą. Wybrałeś hańbę, a wojnę i tak będziesz miał”.  Jest to prawdą także dzisiaj.

Dziesięć lat temu, opisując coś, co nazwał “ostatnimi latami Europy” historyk Walter Laqueur powiedział, że cywilizacja europejska umiera i że przetrwają jedynie stare pomniki i muzea. Ta diagnoza była zbyt optymistyczna. Stare pomniki i muzea mogą równie dobrze być wysadzone w powietrze.  Wystarczy spojrzeć na to, co robią z pomnikami w Stanach Zjednoczonych zwolennicy “Antify” w czarnych kapturach – „antyfaszystowskiego” ruchu, działającego w sposób faszystowski.

Katedra Sagrada Família w Barcelonie przetrwała tylko dzięki niezdarności terrorysty, który nie wiedział jak obchodzić się z materiałami wybuchowymi. Inne obiekty mogą nie mieć tyle szczęścia.

Śmierć Europy z dużą pewnością będzie gwałtowna i bolesna, nikt nie chce jej zatrzymać. Wyborcy ciągle jeszcze by mogli, lecz muszą to zrobić teraz, szybko, zanim będzie za późno.

Guy Millière – profesor Uniwersytetu Paryskiego, autor 27 książek na temat Francji I Europy.

Oprac. Grażyna Jackowska na podst.: https://www.gatestoneinstitute.org/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze