„Islamofobia”, źródło paraliżu

image001
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Edward Cline

Wszyscy wiemy – “my” to znaczy ci, którym się chce czytać i myśleć – czym jest “islamofobia”.

Wielokrotnie pisałem na ten temat w ostatnich latach. „Islamofobia” to jest (chorobliwy) strach przed islamem, muzułmanami i tym, jak oni mogą zmienić rozwinięty naród w siedlisko islamistycznej zarazy (wcale nie wielokulturowe).To strach przed każdym, kto przysięga niezachwiane wspieranie islamu i zaczyna rzeź niewiernych, lub przed każdym, kto przymyka oko lub popada w znieczulicę w stosunku do islamu, tak jak to robi większość naszych polityków, a także przed dhimmi (czyli nierozgarniętymi aktywistami bez pojęcia, wierzącymi, że „islam jest religią pokoju”), to znaczy kretynami z transparentami „witamy uchodźców” w  każdym prawie zachodnim kraju.

Pewna korespondentka zaproponowała nowy termin: “islamo-hegemonia”, który trafnie identyfikuje i trafnie opisuje główny cel islamskiej doktryny i metodologii, jakim  którym jest ustanowienie islamu jako dominującego politycznie i religijnie „sposobu życia”, oraz zmiana wszędzie zachodniego złota na islamski ołów. Stworzyła jeszcze jeden trafny termin „islamo-katatonia”, który oznacza brak reakcji na negatywne informacje o islamie. Oznacza to wzruszanie ramionami na wiadomość o tym, że muzułmańscy imigranci zgwałcili i pobili kobiety lub o tym, że kolejna kobieta lub dziewczyna została ofiarą “zabójstwa honorowego”, lub o tym, że kolejna muzułmańska dziewczynka zmarła podczas okaleczania żeńskich narządów płciowych (FGM).

„Islamofobia” nie ogranicza się do tych, którzy znają skutki agresywnej, wojowniczej natury islamu i chcą o tym mówić lub z tym walczyć. Kastruje ona i przeraża tych, którzy sami są świadkami takiego zachowania, głównie w Europie. Europejczycy stają się impotentami nie tylko wskutek własnej “islamofobii”, lecz także z powodu strachu własnych rządów, które za każdą krytykę islamu grożą srogimi grzywnami, karą więzienia i napiętnowaniem.

Strach przed „prawami o bluźnierstwie” – szczególnie, gdy chronią muzułmanów przed uzasadnionymi lub naukowymi „obelgami” wobec nich, Allaha czy Mahometa –  sprawił, że wolność słowa i otwarta dyskusja są na wagę złota. Europejczycy, szczególnie Szwedzi i Niemcy, są w stanie katatonii, bojąc się oskarżenia o “bluźnierstwo” lub obawiając się pomagać ofiarom muzułmańskich ataków seksualnych. Gdyby Szwed lub Niemiec pojawił się w przestrzeni publicznej z transparentem “Imigranci niemile widziani, wracajcie do domu”, zakuto by go w kajdanki i natychmiast aresztowano. Nie musiałby nawet pojawiać się osobiście, bo monitorowanie jego poczty elektronicznej w zupełności wystarczy państwu, żeby go ukarać.

Przerażające jest, kiedy zachodni kraj, taki jak Kanada, poważnie rozważa cenzurę, deklarując, że każda wypowiedź lub publikacja stwierdzeń, które mogą być uznane za ”islamofobię” będzie uznana przez państwo za czyn karalny.

W dwójnasób teraz przeraża to, że dwóch doradców prezydenta Donalda Trumpa  do spraw bezpieczeństwa narodowego, generał  McMaster i Sebastian Gorka radzą, żeby nie łączyć islamu – tak jak na przykład w zwrocie “radykalny islamski terroryzm” –  z terroryzmem, gdyż to “nie pomaga” w wojnie z islamem, bowiem ich zdaniem  islam nie ma nic wspólnego z wojującym dżihadem; został “przejęty” przez islamskich terrorystów, którzy cytują rozdziały i wersy Koranu za każdym razem, gdy ma miejsce rzeź ludzi w imię Allaha (zagubiony i dosłownie ogłupiały George Bush zapoczątkował ten mem o “przejęciu” 11 września 2001). Zwrot „radykalny terroryzm islamski” nigdy nie padnie z ust McMastera ani Gorki (pomimo tego, że Trump tak powiedział  podczas wystąpienia w połączonych izbach Kongresu, być może im na przekór). Mam szczerą nadzieję, że Trump przyjrzy się faktom i pożegna się  z tymi doradcami.

image003
„Islamofobia: słowo używane przez faszystów i używanie przez tchórzy, żeby manipulować kretynami” – Christopher Hitchens

W dniu 3 marca w „Gatestone Institute” opublikowano ostry artykuł autorstwa Judith Bergman, “Zachód poddaje się prawom o bluźnierstwie”, w którym opisuje ona w jakim stopniu zachodnie rządy postępują jak „dhimmi” w obliczu islamu. Prawo o bluźnierstwie staje się coraz powszechniejsze, nawet w USA.

Zachód poddaje się prawom o bluźnierstwie. Na przykład w Danii zdecydowano się odkurzyć stare przepisy dotyczące bluźnierstwa. W duńskim prawie karnym wciąż są zapisy na ten temat, chociaż zostały na razie zastosowane jedynie trzykrotnie – ostatnio pół wieku temu, w roku 1971. Prokurator generalny Danii właśnie oskarżył na tej podstawie mężczyznę za spalenie Koranu.

W Norwegii usunięto przepis dotyczący bluźnierstwa w 2005 roku. W badaniu przeprowadzonym w styczniu wśród norweskich muzułmanów 41% respondentów opowiedziało się za karaniem za bluźnierstwo, a 7% sądzi, że karą za bluźnierstwo wszędzie powinna być kara śmierci.

Nie znam poza islamem żadnej innej “religii”, która sankcjonowałaby chorobę psychiczną jako normalny stan umysłu.

W 2011 roku w Wielkiej Brytanii oskarżono i skazano przynajmniej jedną osobę za spalenie Koranu, a kilka osób aresztowano w 2010 i 2014 roku.

Tymczasem w Kanadzie uchwalane są prawa przeciwko islamofobii, mające na celu głównie stopniowe zakazanie wszelkiej krytyki islamu. Parlament prowincji Ontario jednogłośnie uchwalił takie prawo w lutym. We wniosku wezwano ciało legislacyjne do “przeciwstawienia się wszelkim formom nienawiści, wrogości, uprzedzeń, rasizmu i nietolerancji; napiętnowania rosnącej fali nastrojów i retoryki antymuzułmańskiej” oraz „potępienia wszelkich form islamofobii”. Nie trzeba dodawać, że nie złożono podobnych wniosków dla ochrony judaizmu czy chrześcijaństwa.

W październiku 2016 roku kanadyjski parlament jednogłośnie uchwalił przepis przeciwko islamofobii, w rezultacie petycji złożonej przez Samera Majzouba przewodniczącego Canadian Muslim Forum, filii  Bractwa Muzułmańskiego. Wtedy nikt dokładnie nie wiedział, co potępiają: krytykowanie islamu? krytykowanie  muzułmanów? dyskusje o tym, ISIS jest prawdziwym przejawem islamu? Nikt nie wiedział, ponieważ nikt nie zadał sobie trudu, żeby to zdefiniować.

Jednak brak definicji nie powstrzymał Iqra Khalida, członka parlamentu z ramienia rządzącej partii liberalnej, od wniesienia następnego wniosku. Khalid domaga się nie tylko potępienia “islamofobii”, ale też żąda, żeby rząd zastosował całościowe podejście dla jej zredukowania i eliminacji. Ten wniosek również nie zawiera żadnej definicji ani statystyk na dowód, że w Kanadzie jest problem z islamofobią. Jednak nikogo nie powinien szokować fakt, że po pierwszym wniosku o potępienie islamofobii pojawił się zaraz drugi o konkretne działania. Po jednogłośnym przyjęciu pierwszego z nich, Samer Majzoub, inicjator wniosku, powiedział:

„Teraz, gdy islamofobia została potępiona, to nie koniec, a raczej początek… Powinniśmy dalej pracować na arenie politycznej, społecznej i z mediami. Dawniej wątpili oni w istnienie islamofobii, ale już nie musimy się tym martwić; wszystkie siły i osobowości polityczne w najwyższej izbie legislacyjnej, mówiły o jej istnieniu. W przyszłości musimy sprawić, żeby ustawodawcy zrobili coś (w tej sprawie), szczególnie jeśli chodzi o liberałów, którzy wykazali szczególną otwartość w stosunku do muzułmanów i innych grup etnicznych”.

Europejskie milczenie i nie ujawnianie informacji o wskaźnikach przestępczości w Europie, które znacznie wzrosły za sprawą muzułmańskich “imigrantów”, a do tego  polityczna poprawność, pomagają w przekształceniu europejskich społeczności w takie, w których dewizą obywateli jest „gęba na kłódkę”.

Z raportu opublikowanego w Szwecji wynika, że na skutek politycznie poprawnej kultury “tolerancji” Bractwo Muzułmańskie potajemnie buduje w tym kraju “równoległe społeczeństwo”, infiltrując organizacje i partie polityczne. (…) Autorzy twierdzą, że Bractwo Muzułmańskie pracuje nad zwiększeniem liczby praktykujących muzułmanów w Szwecji, zachęca do budowania napięcia wewnątrz świeckiego społeczeństwa, celując w partie polityczne, organizacje pozarządowe, uczelnie i inne obywatelskie organizacje społeczne.

Autorzy uderzają też w “ustanowioną wśród krajowej elity politycznej strukturę wartości, [która] nadaje dużą wartość ‚akceptacji’ i ‚tolerancji’ wobec obywateli w pewnym sensie odmiennych od głównego nurtu”. Islamizm Bractwa Muzułmańskiego jest opisany w raporcie jako totalitarna ideologia polityczna wywodząca się z islamu jako religii. Może to “utrudniać przeciwstawianie się temu, co z pozoru wydaje się prawami religijnymi bezbronnej mniejszości”, piszą autorzy.

Oddzielne lecz równe “równoległe” społeczności? Definitywnie nie. „Islamo-hegemonia” do tego nie dopuści. Islam chce wszystkiego. Bez płotów. Bez granic. Bez polityki “dobrego sąsiedztwa”.

Tymczasem we Francji Guy Millière pisze o “francuskiej spirali śmierci”. W 1990 roku uchwalono “prawo Gayssota”, według którego zabroniona jest wszelka dyskryminacja ze względu na pochodzenie etniczne, rasę czy religię”. Od tej pory było ono używane do kryminalizacji każdego krytycyzmu wobec przestępstw popełnianych przez Arabów czy osoby pochodzące z Afryki, wobec każdego pytania o imigrację z krajów muzułmańskich, wobec każdej negatywnej analizy islamu. Ukarano grzywną wielu autorów i wycofano ze sklepów wiele książek zawierających „politycznie niepoprawne” tematy.

W filmie z 1943 roku “This Land is Mine”, francuska nauczycielka pod przymusem wydaje polecenie uczniom, żeby wydarli ze swoich podręczników francuskiej historii strony nie zatwierdzone przez okupujących kraj nazistów, przypomina Millière.

Natomiast rząd francuski nakazał mediom przestrzegać „prawa Gayssota”. Zalecił także ponowne napisanie podręczników do historii, żeby znalazły się w nich rozdziały o zbrodniach popełnionych przez Zachód na muzułmanach i o “istotnym wkładzie” muzułmanów dla ludzkości. Wszystkie podręczniki historii są już „islamsko poprawne”.

Czy możemy to nazwać „islamofaszyzmem”? Pojęcie to łączy przecież, jakby nie było, pokrewieństwo z pojęciem „nazizm”.

Islamofobia jest zasadniczo traumatyzującym, blokującym działanie strachem przed interwencją, gdy muzułmanie popełniają gwałty, morderstwa i obrzucają błotem wszystko, co zachodnie. Muzułmanie nie przypisaliby nigdy – jako robią to media głównego nurtu – swego irracjonalizmu “chorobie psychicznej”. Nie znam jednak poza islamem żadnej innej “religii”, która sankcjonowałaby chorobę psychiczną jako normalny stan umysłu.

Oprac. Grażyna Jackowska na podst.: https://ruleofreason.blogspot.com/

Tytuł – red. Euroislamu

Edward Cline jest autorem powieści kryminalnych i historycznych. Pisze również eseje w obronie kapitalizmu i wolności słowa, krytykując dzisiejsze tendencje polityczne oraz islam. W 2016 roku jego nazwisko znalazło się wśród 8000 innych, wpisanych na tzw. „listę śmierci” ISIS.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze