Islam – jak o nim nie rozmawiać, moim zdaniem

Islam – jak o nim nie rozmawiać, moim zdaniem
| 6 komentarzy|
image_pdfimage_print

Kacper Krojna |

Gdy zaczynałem moją „przygodę” z tematem islamizacji Europy, nie mówiono o tym tak szeroko, jak to dzisiaj ma miejsce. Z jednej strony cieszy mnie popularność tej kwestii. To dobrze, że więcej osób zdaje sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie za sobą islam na Starym Kontynencie (a zwłaszcza więcej Polek) i tę wiedzę przekazuje innym. Z drugiej strony martwi mnie to, w jaki sposób czasem ten dialog między działającymi w słusznej sprawie a osobami postronnymi wygląda.

Często, gdy z kimś na temat islamu, muzułmanów czy samej islamizacji rozmawiam pierwszy raz i odsłaniam karty mówiąc o swoich poglądach, przekonaniach, zaczyna się podobnie:

– Ja tam nie jestem rasistą.
– Słusznie, ja też.
– Każdy powinien wierzyć w to, co chce.
– Zgadzam się.

Po każdej takiej mojej odpowiedzi rozmówca traci rezon.
– Nie wszyscy muzułmanie to terroryści.
– To prawda.

To właściwie o co ci chodzi? Czemu się z tym zgadzasz, skoro masz takie radykalne poglądy? – zdaje się mówić wyraz jego twarzy. Wtedy wspólnie przechodzimy do wniosku, że nasze spojrzenia na te kwestie mają więcej wspólnych punktów, niż się zdawało to wcześniej. W prosty sposób można wyjaśnić kwestię rasizmu – wszak wyznanie to nie rasa, kwestię terroryzmu – wszak islam jednolity nie jest, ale… można w tym miejscu poruszyć poważniejsze, głębsze wątki. Jak ten na przykład, że co prawda istnieją tacy muzułmanie, którzy szczerze nikogo zabić nie chcą, ale ilu to już muzułmanów okazało się być „uśpionymi” ekstremistami, którzy dokonali zamachu, choć wydawali się być „fajnymi ludźmi, w porządku kumplami, z którymi się niejedno piwo wypiło”? Jak ich rozróżnić? No właśnie…

Skąd wziął się stereotyp, wyobrażenie antyislamskiego, chorego na fobie i nienawiść rasisty, faszysty i nazisty? Na taki obraz ciężko pracują ludzie, którzy są świecie przekonani o słuszności swojej misji. Słuszności i skuteczności. Chodzi mi tu zwłaszcza o internetowych, samozwańczych „wojowników o Europę bez islamu”. Uważają, że im więcej wulgaryzmów, obelg skierują do społeczności muzułmańskiej, tym owa „walka” skuteczniejsza. Czy jednak takie komentarze na Facebooku, YouTubie czy forach internetowych dotrą do jakiegoś muzułmanina? Może garstki. Czy któryś poczuje się urażony? Może część. Gdy już do takiej dyskusji włączy się internetowy troll i podaje się za urażonego lub agresywnego muzułmanina – wtedy można jedynie sięgnąć po colę, popcorn i śmiać się z idiotów. Chociaż, w gruncie rzeczy, czy jest się z czego śmiać?… Wracając do skuteczności. Czy takie wpisy coś zmienią? Czy muzułmanów w Europie ubędzie? Czy zmieni się prawo w ten sposób, by chroniło społeczeństwo przed przenikaniem doń totalitarnych elementów islamu? Co zmienią takie wpisy, jak „je..ni ciapaci”, „kozoje..y”, „do gazu ze szmatogłowymi”? Nic. Takie wpisy jedynie wysyłają komunikat do części społeczeństwa (stanowiącej jego znakomitą większość), która tematem nie jest zainteresowana: Ludzie sprzeciwiający się obecności islamu w Europie to ograniczeni jaskiniowcy wymachujący maczugą, prymitywy, agresywne półgłówki, rasiści, idioci.

Takie wpisy wybitnie szkodzą tej ważnej sprawie, którą sam popieram, a każdy z osobna można by uznać za prowokację – równie wojowniczych – antyfaszystów. Niestety, nie wszystkie prowokacją są…

Pół biedy, jeśli robią to pojedyncze, anonimowe osoby. „To”, czyli dialog z nieuświadomioną częścią społeczeństwa, co moim zdaniem jest zadaniem odpowiedzialnym. Co jednak z osobami, organizacjami, które oficjalnie zabierają głos w tej sprawie? Jednym z czołowych przedstawicieli antyislamistycznego frontu jest PDL Polish Defence League. Nie wnikając w całokształt działalności PDL, bo z pewnością jest kilka jej aspektów pozytywnych i profesjonalnych, nie przeczę, chciałbym zająć miejsce na widowni wśród widzów, przeciętnych przechodniów niespecjalnie zainteresowanych spektaklem. Części nie interesują treści przemów, sloganów, część widzi tylko część spektaklu. Co jednak dostrzeże i zapamięta każdy? Biało-czerwone kominiarki dumnie noszone przez członków PDL. Pierwszy (i miałem nadzieję na to, że ostatni) raz spotkałem się z tym, gdy natrafiłem w sieci na poniższy film:

Za każdym razem, gdy to włączam, czuję tę samą falę zażenowania spływającą po mojej twarzy a w głowie pojawia się to samo pytanie: po cholerę? Odnośnie samego filmu, intencje mogę odgadnąć i zrozumieć (czyt. litościwie ze zrozumieniem nań spojrzeć). Mówca (zdaje się prezes zdaje się jeszcze niezarejestrowanego w KRS PDL, Dariusz Brodzik) chce dać do zrozumienia wyznawcom Allaha, że nie są w Polsce mile widziani. Że w kaszę dmuchać sobie nie damy. Nie będą tu budować meczetów ani wysadzać bomb. Jeśli który tu przyjedzie i – nie daj Boże – będzie zachęcał do przejścia na islam, pojawić się może groźny Pan w kominiarce (lub panowie!) i pokaże mu, gdzie raki zimują.

Próbowałem znaleźć sensowne uzasadnienie u źródła (grupa tematyczna na Facebooku), jaką rolę pełnią kominiarki. Wzmacniają przekaz – moim zdaniem odstrasza rozsądnych ludzi. Mogą być nieprzyjemności w pracy – po pierwsze, jakim to egoizmem trzeba się cechować, by całą tę wielką kampanię stawiać przed ryzykiem klęski (przez odstraszanie właśnie) z powodu swojego prywatnego lęku przed nieprzyjemnościami? Po drugie, jeśli już ktoś się bierze za poważne rzeczy – powinien być gotowy na konsekwencje. Jednak to tylko moje zdanie. Swoją drogą, dlaczego działający jawnie (przy tym profesjonalnie i merytorycznie) Panowie Jan Wójcik i Marcin Lachowski chodzą z otwartą przyłbicą? Po trzecie, osobiście uważam to wymówkę wymyśloną ad hoc. Zatem i ten argument do mnie nie trafia. Jeśli kogoś odstraszy kominiarka to znaczy, że nie jest zainteresowany – nie. To my mamy zabiegać o uwagę osób postronnych, a nie oni mają ubiegać się o dostąpienie zaszczytu poznania Prawdy. Finalnie odbiłem się od ściany słysząc, że moja (jak najbardziej konstruktywna i szczera) krytyka jest daremna.

Proszę wybaczyć, jednak uważam, że u potencjalnego odbiorcy „PDL’s speech” i kominiarki wywołają nie strach, a salwę śmiechu. I u mnie pojawiłby się uśmiech na twarzy, gdyby nie frustracja wynikająca z tego, że sam w „branży” działam w swoim małym zakresie, w miarę profesjonalnie i w miarę merytorycznie staram się to robić, a takie filmy czy już same kominiarki moje starania udaremniają. Z jednej strony przeciętny zjadacz chleba wrzuci mnie (i wiele innych osób, jak wspomnianych wyżej Panów Wójcika i Lachowskiego) do jednego worka z „osiłkami w kominiarkach”. Z drugiej strony, to tylko opał do pieców lewicowych pismaków między innymi z portalu natemat.pl, którzy bez wysiłku pokazują społeczeństwu: O proszę! Tylko bandyci w kominiarkach sprzeciwiają się islamowi! O czym to świadczy?

A o czym mogą świadczyć takie filmy, jak poniższy?

Tu już wkraczamy w jawny ekstremizm (połączony z komicznym show), bo jak inaczej to nazwać? Osobiście uważam, że równie ważne jak to, wraz z kim lub czym walczę jest ważne to, z kim i w jaki sposób. A przejmując metody naszych oponentów, osiągamy finalnie ich poziom. Chciałbym, by w ten sposób „walczyło” jak najmniej osób.

Co mogą pomyśleć poważni, dorośli ludzie, którzy nie znają się na „tym całym islamie” widząc taką wizytówkę? Wojujących internautów z gimnazjum przyciągnie z pewnością tłumnie.

Islam – jak o nim nie rozmawiać, moim zdaniem

I znów para idzie w gwizdek, energia się trwoni na tłumaczenie, że nie wszyscy są tacy (więcej: Polemika w obronie idiotów – islamosceptyków). Że można rozmawiać poważnie, że problem istnieje i że ten problem jest poważny i nagli. Że organizowane są kolejne spędy propagandowe z kłamstwami i półprawdami na temat islamu pod przykrywką „dni kultury arabskiej” na kolejnych uczelniach. Że słowo islamofobia jest nietrafione i ślepa nienawiść dotyczy naprawdę małej grupy internetowych napinaczy. Że mufti Miśkiewicz, przewodniczący polskim Tatarom, wcale się o islamie od dziadka przy kominku nie uczył, a w Arabii Saudyjskiej, ojczyźnie Osamy bin Ladena. Że w Rosji wysadziły się w powietrze kolejne Czeczenki, a to Czeczeni właśnie przybywają tłumnie do Polski wraz z Mamedem Khalidovem – idolem młodzieży – który w wywiadach opowiada o tym, że islam to czysty pokój, dobro i nie ma w nim miejsca na przemoc wobec kobiet. Jest o czym rozmawiać? Jest. Ale nie, dzielni chłopcy wolą bawić się w wojnę, poczucie zagrożenia i kominiarki. Jak krew w piach.

Wspomniałem wyżej, że najważniejszy w moim odczuciu jest przekaz do osób postronnych, które mogłyby się zainteresować i dostrzec problem, stanąć po naszej stronie. Jaki jednak jest odbiór „islamofobów”? Przytoczę komentarz pod filmem z ogniskiem: Ogladalem to w oryginale, z okrzykami typu „Polska dla Polakow”. Banda gówniarzy Nic nie mająca wspólnego z antyislamem. Dlaczego Polski PDL podpisuje sie pod tym swoim logo.??? Przeciez Bin Laden niezyje to jak I po jaka cholere zyczenia urodzinowe??? Spalcie Koran. Meczet. Flage emiratow lub Algerii. Najlatwiej jest deptac niezywego. Blazny.

P.S.
Ubiegając podejrzenia o islamską agenturę napomnę, że powyższy wywód to konstruktywna krytyka, mająca skłonić do refleksji i pokazania tego, co wartościowe a jest przesłaniane przez ogniska i kominiarki.

Artykuł zamieszczony na portalu Wmeritum.pl 

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze