„Golgota Picnic” – islam panic

W 2003 Opera  Berlińska zrezygnowała z wystawienia opery Mozarta "Idomeneusz", ze strachu przed zemstą muzułmanów – w spektaklu pokazano obcięte głowy Buddy, Jezusa i Mahometa.
W 2003 Opera Berlińska zrezygnowała z wystawienia opery Mozarta "Idomeneusz", ze strachu przed zemstą muzułmanów – w spektaklu pokazano obcięte głowy Buddy, Jezusa i Mahometa.
| 7 komentarzy|
image_pdfimage_print

Piotr Ślusarczyk

*****

Czy wolność artystyczna jest ważniejsza niż religia? Z chrześcijaństwem można zrobić, co się chce. Muzułmanów zaś nie należy obrażać. Mamy wolność, ale selektywną. Jej substytut.

Pragniemy wyraźnie zaznaczyć, że my, artyści, nie akceptujemy zastraszania, które jest zamachem na polską i europejską demokrację, oznaką zacofania, łamaniem praw ludzkich i pogwałceniem wolności słowa. Dzisiaj atakuje się sztukę kwestionującą, z filozoficznej i poetyckiej perspektywy, myśl islamską, a jutro atak może zostać skierowany przeciwko dowolnemu zagadnieniu, które nie ma poparcia grupy fanatyków” – piszą organizatorzy festiwalu, na którym pokazano antyislamską sztukę, w której święte dla muzułmanów symbole połączyli z nagością i naturalistycznym stosunkiem do ciała. Reżyser spektaklu oświadcza krótko: „Gwałtownie odpowiadam na gwałt, który widzę wokół siebie”. W obronie kontrowersyjnego spektaklu stanęli między innymi Agnieszka Holland i Andrzej Mleczko.

Oczywiście nic takiego się nie stało. W oświadczeniu organizatorów festiwalu zmieniłem słowo „chrześcijański” na „islamski”. Rzecz jasna Mleczko i Holland bronili spektaklu wykorzystującego symbole chrześcijańskie, a nie muzułmańskie.

W 2003 Opera  Berlińska zrezygnowała z wystawienia opery Mozarta "Idomeneusz", ze strachu przed zemstą muzułmanów – w spektaklu pokazano obcięte głowy Buddy, Jezusa i Mahometa.
W 2003 Opera Berlińska zrezygnowała z wystawienia opery Mozarta „Idomeneusz”, ze strachu przed zemstą muzułmanów – w spektaklu pokazano obcięte głowy Buddy, Jezusa i Mahometa.

Zresztą trudno sobie wyobrazić, żeby ci, którzy dziś stają w obronie inscenizacji „Golgota Picinic”, z taką samą żarliwością bronili na przykład mieszkającej w Danii irańskiej artystki Firoozeh Bazrafkan. Artystka niedawno otworzyła wystawę pt. „Bluźnierstwo”, w której pokazała podarte kawałki Koranu na dywaniku do modlitwy. Wcześniej zaś stworzyła instalację „Niewierny” – Iranka podkreśliła w Koranie żółtym flamastrem słowo „niewierny”. Jej dziełem są także filmy, w których protestuje przeciwko opresyjnej kulturze islamskiej. W jednym ściąga chustę i burkę, by zostać w bluzce i jeansach; w drugim rozbiera się do naga i okrywa kawałkami podartego Koranu swoje ubrania. Duński sąd uznał, że Firoozeh Bazrafkan jest winna „propagowaniu rasizmu”. Sędziowie swoje stanowisko uzasadnili antyislamskimi komentarzami artystki.

Substytut wolności

Kłopoty z obrońcami moralności miało wielu artystów i myślicieli. Na indeksie znaleźli się Owidiusz, Kopernik, Wolter, Kant, Zola czy Sartre. Ostatecznie 14 czerwca 1966 roku watykańska Kongregacja Nauki Wiary zniosła Indeks Ksiąg Zakazanych, zaznaczając, że może on stanowić dla chrześcijanina wskazówkę moralną, zaś sam stosunek do dzieł zawierających treści sprzeczne z religią katolicką jest sprawą sumienia osoby wierzącej.

Dziś każdego chrześcijańskiego symbolu można użyć do celów artystycznych, a także do taniej prowokacji. Mamy filmy pornograficzne wykorzystujące kostiumy księży, mamy artystów przytwierdzających zdjęcie penisa do krzyża, mamy muzyków drących Biblię na koncertach. Wszystkie te działania tworzą ogólne wrażenie, że wolność artystyczna, wolność słowa i ekspresji, stoi ponad nakazami moralności i religii. Jest to moim zdaniem przeświadczenie fałszywe. Skrywa ono strach artystów, dziennikarzy, ludzi pióra przed naruszeniem, czy nawet urażeniem, uczuć religijnych muzułmanów. Wolność do poddawania „artystycznej obróbce” symboli religijnych ogranicza się do swobodnego wykorzystania symboliki chrześcijańskiej, przy jednoczesnym zakazie kontestowania islamu. Taka wolność jest jej substytutem, pozorem i selektywnym jej stosowaniem. Wielu chrześcijan żywi zapewne słuszne przeświadczenie, że bezpardonowo można obchodzić się jedynie z chrześcijaństwem. Ci, którzy oklaskują dziś „Golgotę Picinic”, zapewne niechętnie poparliby karykaturzystów Mahometa, Orianę Fallaci czy wspomnianą wyżej irańską artystkę.

Artysta, który mękę Chrystusa zestawi ze nagością i wulgarnym seksem, może liczyć na rozgłos, poparcie środowisk twórczych, międzynarodowe nagrody. Krytyk islamu zaś musi liczyć się z wykluczeniem środowiskowym – Ayaan Hirsi Ali wbrew zapowiedziom nie została uhonorowana doktoratem honoris causa; z deportacją – hiszpański sąd odmówił azylu Imranowi Firasatowi, autorowi krytycznego filmu o Mahomecie; a nawet ze śmiercią (wydawcy Rushdiego, Theo van Gogh).

Paradoks selektywnej wolności

Muzułmanom w Europie udaje się od dłuższego czasu uzyskiwać „specjalny status”. Do tego celu używają wszelkich dostępnych środków. Stawiają się w pozycji niewinnej ofiary, zjednując sobie zwolenników utopijnej ideologii multi-kulti. Używają narzędzi dyplomatycznego i ekonomicznego nacisku. Król Arabii Saudyjskiej potępił krytycznego wobec islamu premiera Czech, a rząd holenderski w obawie przed osłabieniem pozycji firm holenderskich w świecie muzułmańskim przeprasza reżim w Rijadzie za Geerta Wildersa. Islamscy fanatycy sięgają także po otwartą przemoc, o czym świadczy dobitnie podpalenie redakcji satyrycznego magazynu „Charlie Hebdo” w odwecie za opublikowanie karykatur Mahometa.

W praktyce prawo do krytyki religii, wolności artystycznej, wolności słowa kończy się tam, gdzie zaczynają się nie tyle obrażone, co urażone uczucia religijne muzułmanów. Europejskie sądy uwalniają od zarzutu obrażania uczuć religijnych chrześcijan (przypadek Nieznalskiej), jednocześnie skazując za „rasizm” irańską artystkę, protestującą przeciw kamieniowaniu kobiet w świecie islamskim. Zachodnie firmy wykorzystują w reklamie zakonnicę całującą się z księdzem (Benetton), inne zaś wycofują partię klocków, gdyż budowla na okładce przypomina rzekomo meczet (Lego). Dziennikarze „liberalnej” gazety popierają budowę meczetu przez islamskich ekstremistów (przypadek „Wyborczej i Romana Pawłowskiego), a parę miesięcy wcześniej BBC cenzuruje program o wolności słowa (zatytułowany „Free Speech”!) pod naciskiem muzułmanów..

Wolność artystyczna, wolność wypowiedzi i wolność prasy staje się na naszych oczach wolnością do krytykowania chrześcijaństwa, przy jednoczesnym zakazie obrażania i tak już wieczne obrażonych muzułmanów, których zadaje się urażać wszystko, co islamem nie jest.

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze