Elisabeth Sabaditsch-Wolff: Rozmyślania przed procesem

elisabeth-sabaditsch-wolff
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Sprawa o „podżeganie do nienawiści” przeciwko Elisabeth Sabaditsch-Wolff jest tylko jednym wielu ostatnich przykładów jawnego  prześladowania Europejczyków, otwarcie wypowiadających się przeciwko islamizacji swojego kraju, swojego kontynentu i swojej cywilizacji – czytamy na Gates of Vienna.

Przed Elisabeth Sabaditsch-Wolff byli Lionheart, Tomashot, Jussi Halla-aho (bloggerzy – red.), Dahn Pettersson, Gregorius Nekschot, Paul Belien, Bart Debie, Geert Wilders oraz  Jesper Langballe. Wciąż słychać o coraz to nowych osobach: Lars Hedegaard stanie przed sądem 24 stycznia oskarżony o wypowiadanie się na temat wysokiego wskaźnika gwałtów wśród imigrantów muzułmańskich w Danii. Geert Wilders po raz kolejny będzie odpowiadał 7 lutego za wiele swoich wypowiedzi na temat islamu i islamizacji. W przyszłości w sądach pojawią się też, Tommy Robinson, Guramit Singh oraz inni członkowie EDL ze względu swoje poglądy na temat islamu.

elisabeth-sabaditsch-wolffPoza Europą, w Kanadzie widzieliśmy już jak niejednokrotnie nękano Marka Steyna i Ezrę Levanta. Podobne sprawy miały miejsce w Australii. W Dearborn (Michigan) kilkoro chrześcijan zostało aresztowanych i oskarżonych o rozdawanie ulotek religijnych na chodniku w muzułmańskiej dzielnicy.

Podobne przykłady można by mnożyć – prawdopodobnie jest ich o wiele więcej niż można by tutaj opisać – wszystkie ofiary łączy jedno – zostały pociągnięte do odpowiedzialności prawnej za krytykowanie islamu. Nie za akty przemocy. Nie za podżeganie innych do przemocy lub buntu. Nie za zastraszanie lub grożenie poszczególnym osobom lub grupom.

Nie, oni po prostu mówili prawdę o islamie oraz o Koranie, i wyrażali swoją opinię o islamizacji. A teraz mówienie takich rzeczy stało się przestępstwem prawie w całym zachodnim świecie.

Dzisiaj (18 stycznia) Elisabeth Sabaditsch-Wolff staje przed sądem w Wiedniu za “podżeganie do nienawiści”. Publikujemy tutaj krótki esej, napisany przez nią dla Gates of Vienna, o tym czego doświadcza teraz i czemu musi stawić czoła w przyszłym tygodniu.

* * *

Rozmyślania przed procesem

Na kilka dni przed kolejnym etapem mojego procesu spotkałam dwie bardzo interesujące znajome. Rozmowy z obydwiema dały mi dużo do myślenia.

Allison jest matką dwóch bliźniaczek, które chodzą do przedszkola z moją córką. Allison wraz z mężem są liberałami wyznającymi zasadę „żyj i pozwól żyć innym”; nie są powiązani z religią, żadną z religii, głęboko wierzą, że każdy człowiek jest wolny i może wierzyć w co chce, ubierać się jak chce, jeść na co ma ochotę. Wiele razy dyskutowałyśmy o tym, co ja robię i w co wierzę, i chociaż jesteśmy przyjaciółmi, oni zawsze dawali mi do zrozumienia że to, co robię, jest złe, że niesprawiedliwie atakuję muzułmanów.

Któregoś wieczoru zadzwoniła do mnie Allison. W trakcie rozmowy  powiedziałam, że jest mi przykro, że ona i jej mąż wybierają się na następne wakacje do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Odparła, że jestem radykałem. Zaskoczona, zapytałam dlaczego tak myśli.

„Widzę nienawiść w twoich oczach, kiedy przyglądasz się na ulicy kobietom w chustach”, odparła.

„Co?”, powiedziałam, nie wierząc własnym uszom. “Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Czytasz w moich myślach?”

W żadnym wypadku nie nienawidzę ludzi, ale krytykuję ideologię, która zmusza kobiety do zakrywania się, która odbiera im wolność wyboru drogi własnego życia i przyszłości, ideologię, która ubezwłasnowolnia kobiety. Mówię ludziom, co jest napisane w Koranie i staję się przez to prorokiem nienawiści. Lub inaczej mówiąc, wygłaszam kazania o nienawiści i ludzie słuchający mnie też  poczują tę nienawiść.

„Ale ty kobiet też nienawidzisz, widzę to”, odpowiedziała Allison

Wtedy zapytałam: „Allison, raz jeszcze: skąd ty to wszystko wiesz? Czytasz w moich myślach? Co więcej, twoja zasada ‘żyj i pozwól żyć innym’ działa, dopóki wszyscy się do niej stosują. Ale islam nie wpisuje się w tą filozofię. W tym wypadku mówisz jak prokurator: ta kobieta nienawidzi muzułmanów, nienawidzi islamu, nakłania innych ludzi, aby nienawidzili muzułmanów poprzez to, że sama nienawidzi muzułmanów. Powinnaś mieć nadzieję, że przegram proces, ponieważ i tak wiesz lepiej, co ja czuję”.

Była w szoku. Najwyraźniej ją przygwoździłam.

“Nie, to nieprawda. Chcę żebyś wygrała, pragnę tego całym sercem. Musisz wygrać.”

“Ale przed chwilą mówiłaś coś zupełnie innego.”

„ Tak naprawdę, to chcę żebyś wygrała ten proces dla dobra twojej córki.”

Zauważcie, że nie powiedziała: „Chcę żebyś wygrała, ponieważ masz rację”. Albo: „Masz prawo do swojego zdania, nawet jeśli się z nim nie zgadzam”. Nie, powiedziała: „Dla dobra twojej córki”.

“Chcę żebyś wygrała, ponieważ twoja córka nie powinna mieć matki, która została uznana winną przez sąd. Nie zrozumie tego”, zakończyła Allison.

Następnie zmieniłyśmy temat. Jednak długo jeszcze ta rozmowa nie dawała mi spokoju: Co się stało? Czy nie miałam racji? Mogę tylko powtórzyć po raz kolejny, ja nie nienawidzę muzułmanów (w rzeczy samej, nie nienawidzę ich i kropka) , ale liberałowie i tak nie wierzą osobom takim jak ja. Wygląda na to, że nie ma znaczenia co powiem lub zrobię, oni tylko projektują na mnie swój własny fanatyzm. Ja tylko trzymam lustro, w którym mogą się przejrzeć. To co oni widzą, nie jest moją – nieistniejącą – nienawiścią, lecz ich własną.

—————

Następnego dnia spotkałam inną sąsiadkę i koleżankę, Samantę. W trakcie krótkiej sąsiedzkiej pogawędki powiedziałam jej, że jestem zajęta przygotowywaniem się do sprawy sądowej, co z kolei skłoniło ją do wyznania mi prawie szeptem: „Wiem, śledzę twoją sprawę, i chociaż nie od początku byłam pewna, o co walczysz, to teraz wiem, że masz rację. Podziwiam cię. Ja nie mam odwagi, żeby robić to co ty, a ty robisz to, co trzeba. Mówię moim przyjaciołom, że masz rację i że trzeba cię wspierać. Kiedyś bardzo cię krytykowali, ale teraz już zaczynają cię rozumieć.”

Nie tylko słowa Samanty wzruszyły mnie do łez, byłam też pod wrażeniem jej uczciwości; przyznała się przede mną, że przemyślała moje słowa i przyznała się przed sobą, że to co mówię jest prawdą. I mam nadzieję, że sąd po przestudiowaniu moich argumentów również dojdzie do takiego wniosku. Można się nie zgadzać z moimi wypowiedziami, ale one i tak są prawdziwe. Nie ważne jak bolesna jest prawda, i tak pozostanie tym, czym jest: prawdą.(pj)

Tłum. B.L.

http://gatesofvienna.blogspot.com/2011/01/esw-thoughts-before-trial.html

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze