Wiadomość

Dżihadyści z Zachodu a ludobójstwo Jazydów

Ruiny Sindżar, miasta Jazydów, po upadku Państwa Islamskiego 2019 rok (zdj. wikimedia)
Ruiny Sindżar, miasta Jazydów, po upadku Państwa Islamskiego 2019 rok (zdj. wikimedia)

O ludobójstwie Jazydów mówi się zwykle, że jego sprawcami byli członkowie Państwa Islamskiego. Rzadko jednak wspomina się o tym, że odpowiedzialność ponoszą także osoby wychowane obok nas, w Europie.

Problem odpowiedzialności dżihadystów z Europy porusza publikacja Counter Extremist Project – „Western Foreign Fighters and the Yazidi Genocide”, przygotowana przez eksperta ds terroryzmu Liama Duffy’ego. Już w pierwszych jej zdaniach dowiadujemy się, że dla wielu Jazydów pierwsze spotkanie z Niemcami, Francuzami, czy Rosjanami (prawdopodobnie Czeczenami) było spotkaniem z ludźmi, którzy popełniali wobec nich zbrodnie, gwałty, morderstwa. Z badanych ocalałych Jazydów, którzy znaleźli się w rękach Państwa Islamskiego, ponad 50% miało kontakt z dżihadystami z Europy, USA i Australii. Jedna czwarta więcej niż z jedną taką osobą.

Zapomniane ludobójstwo Jazydów

Rozgoryczenie i brak zainteresowania losem tej zmarginalizowanej w Iraku wspólnoty religijnej najlepiej oddają słowa popularnego historyka Toma Hollanda, który cytuje we wstępie do publikacji jednego z ocalałych: „Nic nie zrobicie tam w Wielkiej Brytanii, na Zachodzie. Na Zachodzie żyją muzułmanie i oni wstawią się za muzułmanami. Na Zachodzie żyją chrześcijanie i oni wstawią się za chrześcijanami. Ale nie ma Jazydów na Zachodzie, więc nikogo to nie obchodzi”.

Nie jest to lektura łatwa. Wprowadzając w temat losu Jazydów oraz roli Europejczyków jako sprawców, Duffy pokazuje pięcioletnią dziewczynkę, umierającą na oczach matki z pragnienia na 50-stopniowym upale, przykutą łańcuchem za to, że w nocy zmoczyła łóżko. Ich właścicielami są Irakijczyk i Niemka. Cztery lata później ona zostanie oskarżona w Monachium o zbrodnie przeciwko ludzkości (znana jest jako Jennefer W). Przed sąd z podobnymi oskarżeniami trafią także cztery inne Niemki. Jednakże wielu nie uda się postawić zarzutów, bo trudno jest znaleźć dowody. Głównie dzięki takim dziennikarkom śledczym jak Jenan Moussa czasami to się udaje.

Do Syrii i Iraku wyjechało w sumie kilka tysięcy eurodżihadystów, którzy postanowili wesprzeć sprawę Państwa Islamskiego. Z pewnością część z nich musiała brać udział w ludobójstwie popełnianym na Jazydach, gwałtach, morderstwach, zniewoleniu seksualnym, torturach. Świadczą o tym relacje samych ofiar:

„Członek Państwa Islamskiego z Niemiec przyjechał i zmusił mnie do małżeństwa. Zabrał mnie do Iraku na dwa miesiące i gwałcił mnie wielokrotnie, torturował mnie. Gdy znudził się mną, sprzedał mnie innemu członkowi ISIS”.

„Osoba, która mnie wzięła, była brytyjskim obywatelem. Gwałcił mnie w najgorsze możliwe sposoby”.

„Zostałam kupiona przez Francuza, który zabrał mnie, bym mieszkała z jego matką i dwiema siostrami w Rakce. Wiedziałam, że był Francuzem od córki jego sąsiada, który także był Francuzem”.

Państwo Islamskie? Pracowałem tylko w kuchni

Wśród osób, które wróciły z Syrii i w dyskusji na ten temat problem udziału i odpowiedzialności Europejczyków jest umniejszany. Mówi się o manipulacjach, o praniu mózgów, a wiele osób wracających twierdzi, że zajmowało się podrzędnymi działaniami, jak praca w kuchni.

Jednak pracownicy organizacji pozarządowych, organizacji praw człowieka i dziennikarze pracujący z Jazydami zgromadzili osobiste świadectwa i informacje od naocznych świadków, które wskazują na rozpowszechnione zaangażowanie zachodnich rekrutów Państwa Islamskiego w zniewolenie Jazydów. Większe niż wynikałoby to z tych procesów sądowych, jakie udało się przeprowadzić.

Problem odpowiedzialności dotyczy także terrorystek z Państwa Islamskiego, które na Zachodzie traktowane są czasami bardziej jak ofiary niż jako sprawczynie. Tymczasem świadectwa pozyskane przez autora wskazują na zaangażowanie kobiet w proceder gwałtów i zniewolenia Jazydek.

Część przybywających z Zachodu dżihadystów chwaliła się możliwością posiadania niewolników. Hoda Muthana pochodząca z Alabamy zapewniała, że jazydzcy niewolnicy w Państwie Islamskim są zadowoleni, „bo częścią sunny jest być dobrym dla niewolników”. Na Instagramie publikowała zdjęcia małych Jazydów, których siłą wcielano do Państwa Islamskiego. Inni, z Niemiec i Wielkiej Brytanii, na Facebooku komentowali zbyt wysokie ceny za jazydzką niewolnicę seksualną.

Odpowiedzialność terrorystów

Niestety dżihadyści rzadko stają przed sądami; częściowo wynika to z kwestii wspomnianych dowodów, czasami jednak państwa podejmują decyzje o niewdawaniu się w długie, niepewne procesy albo też próbują nakłonić ex-dżihadystów do współpracy. To powoduje, że sprawa ludobójstwa Jazydów jest często pomijana. Czasem dochodzi jednak do procesów, których łącznie we Francji i Niemczech jest osiem.

Ciekawą sprawą jest pozew wobec francuskiego producenta cementu, międzynarodowego giganta Lafarge, który oskarżony jest o współudział w zbrodniach przeciwko ludzkości, ponieważ opłacał się milionami dolarów ISIS, by utrzymać w działaniu cementownię na terenie podbitym przez Państwo Islamskie.

Sytuacja, w której sprawcy ludobójstwa, niewolnictwa, gwałtów, unikają odpowiedzialności, jest nie tylko niemoralna, ale i niedobra z punktu widzenia przeciwdziałania terroryzmowi. „Państwa, którym nie udało się pociągnąć do odpowiedzialności setek swoich obywateli za udział w ludobójstwie, zostawią otwartą psychologiczną i społeczną ranę, która szybko się nie zagoi”, stwierdza Duffy. „Z perspektywy zarówno praw człowieka jak i bezpieczeństwa narodowego, pewność poniesienia odpowiedzialności za ludobójstwo Jazydów powinna być głównym priorytetem”, podsumowuje autor.

〉Polecamy też artykuł o byłej niewolnicy, która walczy o sprawiedliwość dla Jazydów

〉O ludobójstwie pisaliśmy też, gdy się wydarzało – Jazydzi giną uciekając przed dżihadem

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign
Liam Duffy

Liam Duffy

Autor jest badaczem, prelegentem i szkoleniowcem w zakresie antyterroryzmu w Londynie.

Inne artykuły autora:

Francuska lewica przeciwko islamizmowi

Macron ma rację w kwestii islamizmu