Czy islam ma wpływ na islamski terroryzm

1
Islamski terrorysta po ataku na Westminster Bridge
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Derek Hopper

W marcu terrorysta wjechał SUVem na chodnik mostu Westminster raniąc dziesiątki osób i zabijając cztery. Wśród ofiar był policjant Keith Palmer. Brytyjska premier Theresa May nazwała ten atak „chorym i niemoralnym”.

Jednak nie upłynęło wiele czasu, a w sieci zaczęły się pojawiać tego rodzaju wpisy:
„Zło nie ma rasy czy religii. Zło jest złem, a terroryzm terroryzmem”.

Gdyby na Ziemi nagle wylądowali kosmici, mogłoby się im wydawać, że my, ludzie, określamy, czym jesteśmy i magicznie tym się stajemy. Spójrzmy na te wszystkie debaty odbywające się na temat gender czy przynależności rasowej. Terrorystom, którzy znają Koran na pamięć, krzyczą „Allah Akbar” podczas ataku oraz, co najważniejsze, sami siebie nazywają muzułmanami, lewicowi liberałowie mówią: „Nie, nie, przepraszam, ale nie jesteś muzułmaninem”.

Jeśli ktoś mówi, że „terroryzm nie ma religii” musimy zdefiniować, czym jest religia. Czy scjentologia jest religią? Czy jest ona czysta i cnotliwa, a ludzie czyniący zło w jej imieniu po prostu nie są dobrymi scjentologami? Czy Krzyżowcy byli prawdziwymi chrześcijanami? Czy polowania na czarownice organizowali ludzie, którzy nie zrozumieli Biblii? A co z inkwizycją? Czy ona nie reprezentuje hiszpańskiego katolicyzmu w tamtym czasie?

Można zapytać tych liberałów czy wierzą, że wszyscy terroryści są ateistami – bo do tego sprowadza się stwierdzenie, że terroryzm nie ma religii – ale byłoby to pytanie absurdalne. Aby unaocznić filozoficzną trudność obrony tezy, że „terroryzm nie ma religii” posłużę się przykładem. Będzie to Omar, młody człowiek mieszkający w Briton, którego przodkowie pochodzili z Pakistanu, a który sam pojechał do Syrii walczyć i zabijać w szeregach ISIS.

CYTAT

Omar dorastał w religijnej rodzinie. Kiedy był nastolatkiem ojciec kazał mu się modlić pięć razy dziennie i karał za każde opuszczenie modlitwy. Modlitwa stała się jego codziennością i czymś tak naturalnym, jak oddychanie. Kiedy dorósł, zapuścił brodę i zaczął nosić islamskie stroje. Coraz bardziej angażował się politycznie, głównie za sprawą tego, co postrzegał jako niesprawiedliwe traktowanie muzułmanów przesz grzeszny sojusz żydowsko-chrześcijański. W lokalnym meczecie brał udział w spotkaniach, na których imam rozpalał znudzoną, bezrobotną młodzież opowieściami o męczeństwie i politycznej niesprawiedliwości.

Pewnego dnia imam zachęcił go w rozmowie do wizyty w Pakistanie, gdzie mógłby odbyć szkolenie wojskowe, stać się żołnierzem Allaha i bronić społeczności muzułmańskiej przed drapieżnymi niewiernymi. Obietnica wiecznego raju i chwały męczennika z pewnością brzmiała lepiej niż życie w małym angielskim miasteczku, gdzie niewierni upijają się, co weekend do nieprzytomności, a gabinety wenerologiczne są oblegane.

W Pakistanie Omar czuł się jak w domu. Nauczył się obsługi AK-47. Był pewien, że może dzielnie walczyć w Syrii i tym samym pomóc rosnącemu Państwu Islamskiemu w zajęciu należytego miejsca na arenie międzynarodowej. Przedostał się do Syrii, gdzie zaplanował udany atak na rosyjski konwój, w którym zginęło trzech rosyjskich żołnierzy. Trzy tygodnie później osobiście obciął głowę amerykańskiemu zakładnikowi, co było transmitowane na cały świat.

Kiedy ktoś stwierdza, że „terroryzm nie ma religii”, to właściwie domaga się od nas uznania, że Omar nie wyznaje żadnej religii i nie jest prawdziwym muzułmaninem. Jeśli tak jest faktycznie, wtedy pomocne mogłoby być wskazanie momentu, w którym przestał nim być. Czy wtedy, kiedy poczuł ekscytację przyszłym dżihadem podczas rozmowy z imamem na wczesnym etapie swojej radykalizacji? Czy podczas szkolenia w Pakistanie? Czy może, kiedy udał się do Syrii z zamiarem wstąpienia w szeregi ISIS? A może przestał być muzułmaninem podczas planowania ataku na rosyjski konwój? Albo w momencie, gdy przyłożył zakładnikowi nóż do gardła? Czy może, kiedy nóż przecinał kręgosłup albo, kiedy przestało bić serce ofiary? Musiało być gdzieś po drodze wydarzenie, które sprawiło, że Omar przestał wyznawać islam. Co to było?

Jest to błąd logiczny, zwany „No true Scotsman” („Żaden prawdziwy Szkot…”).  Problemem tego błędu logicznego jest zmiana definicji uniwersalnego motywu w momencie napotkania przykładów przeciwnych. Chroni się wówczas uniwersalne uogólnienie przed przykładami, które je negują, poprzez wykluczanie tychże przykładów z definicji. Z dokładnie takim podejściem mamy tutaj do czynienia. To błędne podejście jest forsowane przez liberalne media i światowych przywódców, a przyjmowane i rozpowszechnianie przez lewicowców, którzy dzięki temu czują się świetnie i nie muszą zajmować się niewygodnymi faktami.

Żyjemy w świecie, gdzie za przyczyny islamskiej radykalizacji uważane są takie fakty, jak elekcja Trumpa, Brexit czy nawet brak różnorodności w Hollywood. Wygląda na to, że wielu ludziom wydaje się, iż jedynym czynnikiem, jaki nie ma wpływu na islamski terroryzm, jest sam islam. Hasełko, że „terroryzm nie ma religii” można by z pozoru uznać za antyrasistowski uniwersalizm w naiwnym stylu „We are the world”. Z pozoru.

Ale to coś o wiele większego. To również atak na prawdę, a bez szacunku dla prawdy Zachód już jest martwy.

Tłum. Severus Snape na podstawie http://quillette.com
Derek Hopper jest historykiem I publicystą z Irlandii. Mieszka w Bangkoku. https://twitter.com/derekmhopper

———————————————-

* O fałszywych argumentach warto przeczytać tutaj  oraz tutaj (ang.) 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze