Ach ci Saudyjczycy

| 23 komentarzy|
image_pdfimage_print

Wydaje się, że dla polskiego społeczeństwa nie jest istotne, kim jest Saudyjczyk idący ulicami Poznania czy Olsztyna. Ma być po prostu Saudyjczykiem. Żywym dowodem na polską nietolerancję i reprezentantem prześladowanej mniejszości lub też – w przypadku opcji przeciwnej – elementem wrogiej, wahabbickiej doktryny.

Zastrzec na wstępie trzeba, że analiza nie dotyczy prawdziwości faktów, hipotez, jedynie naszych reakcji na fakty, tak jak pojawiły się w pierwszych relacjach o obydwu wydarzeniach.

W przypadku wydarzeń w Olsztynie, dla dziennikarzy i środowiska „Gazety Wyborczej” nie liczyło się, że według najbardziej prawdopodobnego scenariusza Saudyjczyk popełnił przestępstwo, dźgając nożem. Z kolei w najnowszej sprawie z Poznania, dla środowisk gorąco – choć od niedawna – krytykujących islam nie ma znaczenia, że Saudyjczyk zachował się praworządnie, zwracając uwagę nietrzeźwym dziewczynom, że niszczą mienie. Obie komentujące zdarzenia strony nie różnią się od siebie w pomijaniu tego, co zrobił człowiek – ważny był „Saudyjczyk”.

A jacy są ci Saudyjczycy?

Ibrahim Al-Buleihi – saudyjski publicysta, krytykujący zacofanie Arabii Saudyjskiej i za wzór stawiający Europę. Hamza Kashgari – Saudyjczyk, który krytykował Mahometa i podważał wiarę w jednego Boga, za co prawie stracił głowę. Szejk Nasser al-Omar – płakał urażony bluźnierstwem Kashgariego domagając się jego śmierci. Osama bin Laden – przedstawiać chyba nie trzeba, też Saudyjczyk.

Można zarzucić wybiórczość podanym przykładom, ale rzecz nie w statystycznej prawdzie, tylko w tym, żeby w konkretnych przypadkach podchodzić indywidualnie. Coraz bardziej logika tożsamościowa dominuje nad traktowaniem jednostki jako podmiotu praw człowieka. W komentarzach do sprawy Poznania Saudyjczyk dostaje odwet „za kobiety w Arabii Saudyjskiej”, przeciwstawia mu się jakąś inną zbrodnię, dokonaną przez innego Saudyjczyka w Norwegii.

Taka logika została pokazana już kilka lat temu w pracy duńskich socjologów Jensa-Martina Eriksena i Frederika Stjernfeltjesta. Z jednej strony multikulturalizm dbający o prawa kultur, a przy tym relatywizujący prawa człowieka; z drugiej walka o tożsamość chrześcijańską Europy – to dwie strony tej samej monety, dla których prawa grup mają prymat nad prawami jednostki. Stosowanie się obydwu tych ideologii jednocześnie doprowadzi tylko do eskalacji konfliktu, a nie do jego rozwiązania. Chyba, że przy użyciu przemocy.

Jan Wójcik, @jasziek https://twitter.com/jasziek

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze