Zasłona dymna dla faktów

image001
Draginja Nadaždin
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Piotr Ślusarczyk

Zastanawiające jest, że na obrońców kultury opresyjnej wobec kobiet wyrastają zwolennicy ideologii „gender” i działacze równościowi.

Tezy stawiane w artykule „Zasłona dymna dla ksenofobii” („Rzeczpospolita” 21.01. http://www.rp.pl/) przez Draginję Nadaždin i Krzysztofa Śmiszka pokazują, że ludzie o podobnie „lewicowej wrażliwości” nie chcą konfrontacji z faktami. Zamiast rzeczywistości wybierają  bowiem świat rozmaitych „izmów”, uparcie trwając przy skompromitowanym paradygmacie ideologicznym „multi-kulti”.

Podstawowa teza artykułu brzmiała, że w kontekście wydarzeń w Kolonii  nie tyle przemoc wobec kobiet jest problemem, ile rasizm i ksenofobia. Obrońców kobiet zaś autorzy oskarżyli o hipokryzję. Brak zainteresowania badaniami nad płcią kulturową ma być żywym dowodem na to, że tak naprawdę tym, którzy stanęli po stronie molestowanych i zgwałconych kobiet, nie chodzi wcale o ich prawa. „Zastanawiające, że na największych obrońców praw kobiet wyrastają ci, którzy od lat prowadzą wojnę z ‘ideologią” gender’ – czytamy w artykule.

Islam dobry dla kobiet?

Autorzy twierdzą, że „przemoc, seksizm i podrzędne traktowanie kobiet nie są zjawiskami przypisanymi do konkretnych społeczeństw i religii”. Otóż właśnie badania gender pokazują, że pozycja kobiet w społeczeństwie jest historycznie zmienna oraz uwarunkowana kulturowo i religijnie.

Pozycja kobiety w tradycyjnie rozumianym islamie jest absolutnie podrzędna, a cała kultura muzułmańska przesiąknięta jest kultem męskiej siły i dominacji.

Jeśli przyjrzeć się pozycji kobiet w Niemczech i statusowi kobiet w państwach muzułmańskich jasno zobaczymy, że tych dwóch sytuacji porównać się ze sobą nie da. Pozycja kobiety w tradycyjnie rozumianym islamie jest absolutnie podrzędna, a cała kultura muzułmańska przesiąknięta jest kultem męskiej siły i dominacji.

Dowody? Oprócz powszechnie znanych statystyk, publikowanych, o ironio, także przez Amnesty International, możemy przywołać teologiczne oświadczenia duchownych. Nad Renem trwa medialna burza, jaką wywołał imam Kolonii, Sami Abu-Yusuf, dowodząc, że ofiary masowych napaści seksualnych same są sobie winne. Były bowiem zbyt wzywająco ubrane oraz używały perfum. Te słowa islamskiego duchownego dobitnie świadczą o stosunku islamu do praw kobiet i ich społecznego statusu. Kto ciekawy, może także zajrzeć do Koranu. Tam wprost znajdzie zalecania bicia nieposłusznych kobiet, a także usankcjonowanie seksualnego niewolnictwa.

Przemoc swoja i obca

Nadaždin, przewodnicząca AI Polska oraz Śmiszek, szef Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, piszą, że Polacy zbulwersowani masowymi gwałtami w Niemczech chcą zatuszować wlasne zamiłowanie do przemocy. Tutaj posiłkują się statystyką, wedle której 87 procent kobiet w Polsce doświadczyło przemocy seksualnej.

Na taki wynik bez wątpienia wpłynęła możliwie najszersza definicja przemocy seksualnej – za przejaw tego zjawiska uznano nie tylko gwałty, czy próby wymuszania kontaktu seksualnego, ale także opowiadanie nieprzyzwoitych dowcipów. Doprawdy trudno zaakceptować wrzucenie do jednego worka gwałcicieli i amatorów „pieprznego humoru”. To zjawiska do siebie jednak nieprzystające.

Autorom artykułu umyka fakt, że w Europie w majestacie prawa nie kamienuje się kobiet, że ofiar gwałtów nie wsadza się do więzień za nieprzyzwoite zachowanie, że w końcu najważniejsze funkcje w państwie pełnią kobiety (tak jest chociażby w Niemczech i Polsce). Rzecz jasna uważam, że przemoc wobec kobiet jest problemem również w Polsce, jak i w całej Europie. Jednak masowa imigracja z krajów muzułmańskich problem ten pogłębia i powoduje, że ofiar jest nieporównywalnie więcej.

Nadaždin i Śmiszek jednak sprowadzili, wbrew faktom, problem masowych gwałtów do wydarzeń w Kolonii, stawiając jednocześnie policji  zarzut „niewłaściwego zabezpieczenia imprezy sylwestrowej”. Zarzut ten dałoby się obronić, gdyby problem dotyczył jednej, konkretnej imprezy. Tymczasem działacze równościowi pominęli w swoim tekście ofiary, które doświadczyły przemocy także w innych miastach. Oficjalny raport Federalnego Urzędu Policji Kryminalnej pokazuje, że do masowych aktów przemocy wobec kobiet doszło aż w dwunastu landach! Kobiety były molestowane seksualnie, gwałcone oraz okradane. Prawie wyłącznie sprawcami byli młodzi mężczyźni o „południowym” lub „arabskim” wyglądzie.

Hipokryzja i podwójne standardy

W jednym punkcie zgadzam się z autorami. Ja także mam „niedoparte wrażenie, że w debacie zaczynają panować hipokryzja i podwójne standardy”. Ci sami, którzy są dopatrują się przemocy w opowiadanych „świńskich” dowcipach, jednocześnie są w stanie zaprzeczać korelacji między liczbą muzułmanów w populacji a wzrostem przestępczości (w tym także przemocy wobec kobiet).

To właśnie ze strachu przed oskarżeniem o rasizm policja ukrywała przed opinią publiczną skalę przemocy wobec kobiet, pozostawiając często ofiary bez żadnej pomocy. Autorom pozostaje tylko przypomnieć, że ksenofobia znaczy tyle, co nieuzasadniony lęk przed obcymi. Cóż, mój lęk i wielu innych ludzi jest jednak uzasadniony. Mam bowiem słuszne obawy, że im więcej będzie przybywać do Europy muzułmanów, przekonanych o podrzędnym statusie kobiet, tym częściej będzie dochodziło do aktów przemocy wobec kobiet.

Nieprzypadkowo gaz pieprzowy, paralizatory i inne środki ochrony osobistej znikają z półek niemieckich sklepów. Ludzie rozumieją, że policja może nie zadziałać właściwie, jeśli sprawcą jest osoba o „arabskim” wyglądzie. Nikt przecież nie lubi tłumaczyć się z irracjonalnych lęków przed muzułmanami. Przecież niczym się oni nie różnią od Europejczyków, pokazują dobitnie, jak dobrze traktują kobiety, jak przestrzegają praw kraju, do którego przybywają.  Ktokolwiek twierdzi inaczej, ten rasista i ksenofob!

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze