Komentarz

Czy grupka imigrantów na granicy to sedno problemu?

MIędzynarodowy Dzień Kobiet w Afganistanie rok 2012 (DFID, Flickr)

Na białorusko-polskiej (a także litewskiej i łotewskiej) granicy trwa zwiększony napór imigracyjny. Trwa jednak nie od tego momentu, kiedy Straż Graniczna postanowiła nie wpuszczać imigrantów/uchodźców. Trwa już od czerwca. Więc wszelkie uwagi, które wygłaszają różni komentatorzy, że rząd, prawica itd. boją się 32 imigrantów, to zwykła propaganda mająca ośmieszyć przeciwnika politycznego, a nie przedstawić obraz sytuacji.

Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze, od czerwca przez granicę przedostało się nielegalnie dużo więcej osób i jest to wynik nieporównywalny z ostatnimi latami. Po drugie, jest to działanie zamierzone, sterowane przez reżim białoruski, w odwecie za poparcie dla opozycji białoruskiej, a kto wie może i w powiązaniu z rosyjsko-białoruskimi manewrami Zapad-2021. Bardzo ciekawą analizę mechanizmu działania służb białoruskich jako przemytników ludzi można znaleźć w artykule białoruskiego opozycjonisty Tadeusza Giczana.

Dlaczego wspominam o tych manewrach? Wszystkie mają swój scenariusz. Obecne opisane zostały na długo przed tym, zanim zaczęła się cała afera na granicy, jako odpowiedź sił wschodnich państw na prowokacje ze strony Polski i NATO zmierzającą do obalenia reżimu, ale kto wie, czy właśnie nie jest testowany inny mechanizm. Wielu ekspertów analizuje wojnę informacyjną jaką prowadzi reżim Łukaszenki wobec Polski, a także próby wywołania niepokoju i skłócenia społeczeństwa, jako osłabienie kraju przed ewentualnym atakiem. Nie uważam, że rzeczywistym, ale w ramach ćwiczeń.

Zaczęliśmy za późno, gdy problem wybuchł, koncentrujemy się na sprawach bieżących i nie opracowujemy strategii.

W tym kontekście „parada oszustów” na granicy, którzy wykonują dziwne ruchy, atakują werbalnie funkcjonariuszy i próbują biegiem przebić się nielegalnie przez granicę, wpisuje się w realizację ćwiczeń Zapad-2021. Słychać głosy krytyki, że cała ta gadka o wojnie hybrydowej ma przykryć bezduszność i tortury wobec uchodźców. Brakuje tu jednak wybiegnięcia myślą dalej – co stałoby się, gdyby posłowi Sterczewskiemu udało się przebiec w swoich słynnych trampkach przez kordon Straży Granicznej? W najbardziej dramatycznej wizji białoruski funkcjonariusz mógłby zniwelować domniemane zagrożenie ze strony psychicznie niestabilnego człowieka, biegnącego z jakąś podejrzaną torbą w stronę przebywających na granicy ludzi. Taką sugestię z mojej strony wykpił niejaki Galopujący Major piszący dla „Krytyki Politycznej” jako zupełnie nierealny pomysł, „od czapy”. Przypomnę tylko, że mówimy tu o reżimie, który porwał cywilny samolot przelatujący nad terytorium Białorusi, żeby wyciągnąć z niego opozycjonistę.

Spuśćmy już zasłonę milczenie na polityków i dziennikarzy opowiadających o Polsce jako obozie koncentracyjnym, porównujących Straż do szmalcowników czy nazywających naszych funkcjonariuszy „zielonymi ludzikami Putina”. Chociaż jednak dwóch z nich warto wspomnieć – nie ze względu na to co piszą, ale jak to się ma do ich wypowiedzi w przeszłości.

Leszek Miller, w przeszłości wspierający walkę z terroryzmem niezbyt humanitarnymi metodami, krytykujący ostro fundamentalizm prezydenta Turcji. Otóż były premier umieścił krytykę budowania ogrodzenia z drutu kolczastego pod hasłem „Coście uczynili z tą krainą”. Tymczasem w 2016 mówił, że „Europa za późno zmieniła nastawienie do uchodźców. Mamy do czynienia z wrogiem. Ten wróg nazywa się radykalny islam. I on jest u nas, w naszym domu”.

Z kolei Marek Belka, również śmiejący się z rozkładania barier, w 2018 roku w trakcie kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, w radio TokFM stwierdził: „Przecież tak naprawdę egzystencjalne zagrożenie dla Europy to są te miliony biednych uchodźców z Afryki, uchodźców ekonomicznych, powiedzmy sobie szczerze”. Tyle co do wiarygodności obu komentatorów.

Wielu, podobnie jak prymas Wojciech Polak, wskazuje na instrumentalizację osób, które doświadczają cierpienia i wskazuje na godność ludzką. Moim zdaniem, żeby trzeźwo na to spojrzeć, trzeba najpierw ustalić, kto czyni z tych ludzi swoje oręże polityczne? Jak wskazuje wyżej wspomniany Tadeusz Giczan, robi to Łukaszenka. Gdyby to była sytuacja jednorazowa, odpowiedzią na taką instrumentalizację byłoby przyjęcie tych ludzi, jednakże w sytuacji cyklicznego szantażu i pojawiania się następnych grup ściąganych z Bliskiego Wschodu, można jedynie nie dać się wciągać w tę grę i zablokować przeciwnikowi możliwość jej prowadzenia. Będzie to dotkliwe dla osób obecnie przebywających na granicy, ale brak możliwości realizowania planu przez białoruskiego dyktatora w pewnym momencie to przerwie. Potrzebna jest jednak współpraca wszystkich państw zagrożonych oraz sił politycznych wewnątrz.

Z drugiej strony, nawet wewnątrz naszej małej organizacji trwają dyskusje, co będzie, jeżeli zacznie ludziom osaczonym na granicy grozić śmierć? Polska ma pozostać biernym obserwatorem? Ale jeżeli ruszymy z pomocą, której oczekuje od nas Europejski Trybunał Praw Człowieka, to jak? Mamy zaryzykować przełamanie granicy w czasie, gdy w pobliżu następuje koncentracja wojsk rosyjskich i białoruskich?

Jest wiele rzeczy niejasnych. Czy owi imigranci mogli złożyć wniosek w ambasadzie lub konsulacie? Wszystkie państwa, w tym nasze, stwierdzają, że taka możliwość nie istnieje. Zgłaszać się można na przejściu granicznym lub będąc na terytorium danego kraju, chyba że to było niemożliwe. Z rozmów jednak z pewną byłą konsul dowiedziałem się, że było jakieś wewnętrzne pismo, które przygotowywało możliwość  składania wniosków w ambasadzie, ale kto miałby tam przesłuchać przybyszów, rozpatrzyć wnioski i gdzie miałby w trakcie procedury przebywać szukający azylu?

Inni prawnicy twierdzą, że przyjęli pełnomocnictwa i będą składać wnioski w imieniu osób na granicy. Przepisy mówią, że trzeba stawiać się osobiście, a część prawników twierdzi, że pełnomocnictwo związane z procesem rozpatrywania wniosku możliwe jest dopiero po osobistym złożeniu wniosku.

Wielu opozycjonistów i zwolenników otwartych granic oskarża służby Polski i krajów bałtyckich o nielegalne akcje „pushback” – odpychania imigrantów od granicy. Sama Straż Graniczna mówi o 3000 udaremnionych prób (prób, nie trzech tysiącach ludzi, bo to jest często mylone) przejścia przez granicę. Jedna strona podkreśla nielegalność tych działań, ale też mamy wyrok ETPC z 2020 w sprawie pushbacku w Melili, o który aktywiści i imigranci oskarżyli hiszpańskich funkcjonariuszy. Sąd ostatniej instancji uznał, że w masowej próbie przekroczenia granicy Hiszpania miała prawo odesłać z powrotem marokańskich imigrantów bez rozpatrywania wniosku o ochronę międzynarodową.

W całym tym zainteresowaniu tym, co obecnie dzieje się na granicy, na które sam już poświęciłem za dużo treści, umykają inne sprawy. Wobec całej retoryki antyimigranckiej i przeciwnej islamowi, rząd przyjął ponad 700 osób przywożąc je z Afganistanu. To sukces także współpracy między różnymi środowiskami od „Krytyki Politycznej” po PiS. Można.

Z pewnością są to bliscy, zweryfikowani współpracownicy Polski. Jak będzie wyglądała ich dalsza integracja, tego nie wiemy. Nie wiemy też, co dalej z kobietami z Afganistan DFIDu, które weszły w proces edukacji, pracy zawodowej i zaraz to utracą. Zamykana jest już możliwość ewakuacji, okoliczne państwa zamykają granice z Afganistanem. Czy będzie można pomóc tym kobietom? Akurat według wielu statystyk na temat integracji, kobiety najrzadziej figurują w statystykach przestępczych,  chętniej biorą udział w nauce i pracy, a jak pokazał raport austriackiego urzędu zatrudnienia AMS, na przeszkodzie w integracji często stoją im męscy krewni. Chociaż ogólnie w Niemczech, Afgańczycy z ostatniej fali nie należą do najlepiej wykształconych, a według Die Welt mają problemy z zatrudnieniem – pracuje tylko 69 tys. z 280 tys. przebywających w tym kraju. W dodatku przedstawiciele tej grupy popełnili prawie 22 tys. przestępstw w 2020 roku, z czego ponad 4 tysiące z użyciem przemocy, co jest wysoką nadreprezentacją.

Wiemy, że ludzie przybywający z Afganistanu, według danych Pew Research z 2013 roku, mają w sumie najbardziej konserwatywne poglądy na kwestie szariatu, na sprawy społeczne. Z drugiej strony poważne badanie The Asia Foundation, przeprowadzone na 17 tysiącach Afgańczyków, w dużej mierze w obszarze wiejskim, pokazało deklaratywne poparcie dla edukacji i pracy zawodowej kobiet – ponad 75%. Coś się w Afganistanie zmieniło, jakieś nadzieje rozbudziliśmy, ale czy to zostanie utrzymane i czy nie można tym kobietom jednak pomóc? Za tym idą zwykle wątpliwośc, na przyklad co z łączeniem rodzin, czy można odmówić? Czy humanitarne jest ich rozdzielanie? Ale czy z drugiej strony chcemy widzieć tu wujka uchodźcy, którego integracja będzie wątpliwa, a może i stworzy niebezpieczeństwo? Jak to zorganizować?

Czyli jest, jak zwykle. Zaczęliśmy za późno, gdy problem wybuchł, koncentrujemy się na sprawach bieżących i nie opracowujemy strategii.

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign
Jan Wójcik

Jan Wójcik

Założyciel portalu euroislam.pl, członek zarządu Fundacji Instytut Spraw Europejskich, koordynator międzynarodowej inicjatywy przeciwko członkostwu Turcji w UE. Autor artykułów i publikacji naukowych na temat islamizmu, terroryzmu i stosunków międzynarodowych, komentator wydarzeń w mediach.

Inne artykuły autora:

9/11: dwadzieścia lat później

Po tym zamachu nie będzie przeprosin?

Kanclerz Kurz ostrzega przed migracją z Afganistanu