Wsteczna lewica wobec islamu: niedźwiedzia przysługa

demokracja w Turcji
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Jan Wójcik

Ta część lewicy, która popiera i wybiela zacofanie, jakie niesie ze sobą islam, na Zachodzie zyskała miano wstecznej lewicy (regressive left).

Za swoją niekonsekwencję krytykowana jest ostro przez muzułmańskich reformatorów i ex-muzułmanów, takich jak Maryam Namazie, Maajid Nawaz, Tarek Fatah czy Zuhdi M. Jasser. Wytykają oni lewicowcom zdradę praw człowieka na rzecz rzekomej wolności religijnej skrywającej kobiety za chustą, karkołomne sojusze ze środowiskami LGBT i jednocześnie z tymi, którzy członków tychże środowisk zrzucaliby z klifów, tudzież kamienowali, krytykują też flirt lewicy z islamizmem, który jest współczesnym nurtem totalitarnym.

Ten konflikt dotarł i do Polski. Oto Adam Balcer*, wieloletni pracownik think tanku założonego przez środowisko Aleksandra Kwaśniewskiego, gromi w artykule „Allah jest wielki, gej jest naszym bratem, a lesbijka siostrą” Piotra Ibrahima Kalwasa, muzułmanina znanego z krytycznego stosunku do tradycyjnego islamu za… orientalizm (sic!). Zarzut rodem z Edwarda Saida, który oskarżył Europę, że traktuje świat Orientu jako monolit, jest w XXI wieku w pewnym sensie wymachiwaniem dość poszczerbioną szabelką.

Po pierwsze, Said postawił bardzo nieuczciwie sprawę oskarżając Zachód o uproszczenia co do Orientu, przeoczając zaś, że sam właśnie zredukował Zachód czy też Europę do jakiegoś mitycznego monolitu. Po drugie, zawsze domeną intelektualnego podejścia do różnych zjawisk, w tym i islamu, jest zarówno analiza jak i synteza. i dokonywanie uogólnień. Inaczej mówiąc, możemy skupić się na tym, że tygrys to nie tylko ostre szczęki i pazury, ale i miękkie futerko, ładny wzorek, puszysty ogon i te kocie oczy, ale jeżeli wyłączymy podejście syntetyczne, to lepiej nie chodźmy do dżungli.

Zamiast wspierać zmiany w świecie muzułmańskim poprzez krytyczne przyjrzenie się roli religii w społeczeństwie, lewica dziś staje się hamulcowym tych zmian.

Co więcej, Balcer zarzuca Kalwasowi uogólnienia zupełnie niesłusznie, bo cały tekst „Świat islamu. Bóg widzi z kim leżysz w łóżku” muzułmańskiego reformatora osadzony jest w opisie dyskusji, która właśnie targa muzułmańskim światem, gdzie z jednej strony dochodzi do wzrostu fundamentalizmu, a z drugiej do podważania tradycyjnej wersji islamu.

Wiec gdzie jest ten monolityczny orientalizm Kalwasa? Co konkretnie się nie podoba Balcerowi? To, że Kalwas powiedział, iż „notabene nie było demokracji w żadnym muzułmańskim państwie”. Nie wiem, czy akurat Balcer ma tu na myśli Turcję, której członkostwo w Unii Europejskiej gorąco przez lata wspierał, bo kraj ten był na prostej drodze do demokracji… no właśnie, był. Polemista powołuje się jednak na raport Freedom House wskazujący, że trzy kraje muzułmańskie można traktować jako wolne: Tunezję, Senegal i chyba Północny Cypr, uznawany jedynie przez Turcję, po tym jak wysłała wojsko, żeby oderwać go od Cypru.

No cóż, Tunezja dopiero zaczyna przygodę z demokracją, którą zawdzięcza nie islamowi, a silnym wpływom francuskim; trudno też mówić o zakorzenieniu się tego systemu głęboko w tamtejszym społeczeństwie. Politycy kibicują także Senegalowi w stabilizacji demokracji, która jednak w tym muzułmańskim państwie sporo korzysta na popularności bractw sufickich, będących jednak marginesem myśli islamskiej. Obydwa kraje są jednak marginalne w swoim wpływie na świat islamski.

Balcer idzie dalej i wskazuje na państwa, które są uznane za wolne, a mieszkają tam znaczne populacje muzułmanów, co zapewne ma przeczyć tezie Kalwasa o braku demokracji w islamskim świecie. Wymienia tu np. Indie z ich 15% wyznawców islamu. Szkoda, że nie przytoczył przykładów innych demokratycznych krajów „muzułmańskich”, takich jak Francja, Holandia czy Wielka Brytania. Tam islam miał zaiste wpływ na powstanie tych starych demokracji; wspomnijmy chociażby „Listy Perskie” Monteskiusza, czy tłum krzyczący „Allah Akbar”, kiedy gilotyna spadała na głowę Ludwika XVIII.

Kolejny argument użyty przez Balcera, że „w 40% krajów muzułmańskich krajów stosuje się wyłącznie prawo świeckie”, jest zupełnie nieadekwatny z powodu wcześniej przytoczonych danych. Jeżeli znakomita większość (poza dwoma krajami) nie jest oznaczona jako wolna, oznacza to, że stosowanie wyłącznie prawa świeckiego w 40% krajów muzułmańskich nie dokonuje się za wolą ludu, co dalej wspiera tezę Kalwasa, że ani demokracja, ani związane z nią prawo świeckie nie są zakorzenione w tych społeczeństwach.

O homoseksualizmie może nie wspominajmy, bo Balcer naprawdę nie mógł użyć gorszego przykładu, skoro wszystkie państwa mordujące homoseksualistów we współczesnym świecie to państwa muzułmańskie, a legalizacja homoseksualizmu opiera się na zasadzie, że im dalej od rdzenia krajów źródłowych islamu, tym lepiej.

Przeciwko diagnozie Kalwasa, że świat islamu „pogrąża się w coraz większej biedzie”, Balcer przedstawia albo enklawy bogactwa wyrosłe na ropie i żerujące na niewolniczej pracy gastarbeiterów, jak Katar, albo Malezję, której wzrost gospodarczy opiera się w dużej mierze na żywej biznesowo mniejszości chińskiej.

Oczywiście mamy w świecie islamskim do czynienia zarówno z bajecznym bogactwem, jak i z ogromnym zacofaniem i biedą. Mamy do czynienia z różnorodnością w wielu aspektach. I nawet nie zgadzając się z Balcerem co do szczegółów i tego, że przedstawia obraz lukrowany, pozornie głębszy a jednak uproszczony i zafałszowany, można mu przyznać rację. Świat muzułmański jest różnorodny.

Jednakże to, co robi Balcer, jest od kilkunastu lat tzw. „stałym elementem gry” w debatach o islamie. Na pewien uogólniający zarzut wobec religii islamu i jej wpływu na społeczeństwo, zawsze odpowiadał ktoś, kto próbował stłumić dyskusję o potrzebie reformy, wskazując, że gdzieś tam kilka procent muzułmanów funkcjonuje inaczej, a w Arabii Saudyjskiej to kobiety nawet studiują (za zamkniętymi drzwiami).

W ten sposób, zamiast wspierać zmiany w świecie muzułmańskim poprzez krytyczne przyjrzenie się roli religii w społeczeństwie, tak jak lewica zwykła to czynić w Europie wobec religii chrześcijańskiej, dziś staje się ona hamulcowym tych zmian i w pełni zasługuje na określenie jakie ukuto wobec niej na Zachodzie: wsteczna.

* Nie znam całości zapatrywań politycznych pana Adama Balcera, ale w kwestiach będących przedmiotem dyskusji mieszczą się w kategorii wstecznej lewicy.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze