Uległość

Fragment okładki „Uległości” Michela Houllebecqua
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Filip Faliński

Gdy Facebook usunął książkowy cytat, który opublikowałem na swoim prywatnym profilu, zrozumiałem, że atmosfera robi się naprawdę duszna.

Fragment okładki „Uległości” Michela Houllebecqua
Fragment okładki „Uległości” Michela Houllebecqua

„Uległość”, najnowsza powieść francuskiego pisarza Michela Houllebecqua, to antyutopijne political-fiction rozgrywające się we Francji roku 2022. Główny bohater przeżywa swoje romanse i kryzys wieku średniego, podczas gdy na prezydenta Francji wybrany zostaje kandydat Bractwa Muzułmańskiego, a prawo szariatu opanowuje Paryż. Jeden z cytatów uznałem za szczególnie interesujący i opublikowałem go na swoim facebookowym profilu. Zresztą, niech czyta, komu niestraszne są trzy akapity:

Przez wiele lat, a nawet dziesięcioleci, „Le Monde” i gazety centrolewicowe natrząsały się z kasandr wieszczących wojnę domową między muzułmańskimi imigrantami a rdzenną ludnością Europy Zachodniej.

Jak mi wyjaśnił kolega wykładający literaturę grecką, to odwołanie do mitu Kasandry wyglądało nieco dziwnie. W mitologii greckiej Kasandra to piękna dziewczyna „o urodzie złotej Afrodyty”, jak pisze Homer. Zakochany w niej Apollo ofiarowuje wybrance dar wieszczenia w zamian za przyszłe igraszki miłosne. Kasandra przyjmuje dar, ale odmawia Apollinowi swych wdzięków; ten, wściekły, spluwa na jej usta, sprawiając, że nikt nie będzie rozumiał jej słów ani w nie wierzył. Kasandra przepowiada porwanie Heleny przez Parysa, później wybuch wojny trojańskiej, ostrzega rodaków przed greckim podstępem (słynny „koń trojański”), który umożliwi im zdobycie miasta.

Mit Kasandry pokazuje, że pesymistyczne przepowiednie wciąż się spełniają; wyglądało na to, że centrolewicowi dziennikarze są równie zaślepieni jak Trojanie. Takie zaślepienie nie jest w historii niczym niezwykłym: to samo można było zaobserwować w latach trzydziestych u intelektualistów, polityków i dziennikarzy, powszechnie przekonanych, że Hitler „w końcu odzyska zdrowy rozsądek”. Ludzie żyjący w określonym systemie społecznym prawdopodobnie nie potrafią sobie wyobrazić punktu widzenia tych, którzy niczego od systemu nie oczekując, planują jego zniszczenie.

Wpis został skasowany, nie wiem dlaczego. Może dlatego, że pisarz wyraża się niepochlebnie o Hitlerze?

Żarty żartami – ta sytuacja jest naprawdę nieśmieszna. Choćby dlatego, że stuprocentowo potwierdza mechanizmy, które Houllebecq opisuje w swojej przerażającej, ale przecież rzekomo fikcyjnej książce.

Przejęcie władzy przez islamistów nie następuje w powieści nagle ani krwawo. Społeczeństwo coraz dalej przesuwa powszechnie akceptowalne granice, ulega zwiększającym się naciskom, wreszcie przekuwa ideały na konkretny zastrzyk gotówki płynący od arabskich szejków.

To się dzieje naprawdę. Opierając podstawy swojego życia o media społecznościowe, niewystarczająco baliśmy się wpływu, jaki prywatne korporacje będą miały na otaczający nas świat. Bardzo nie lubię, gdy ktoś cenzuruje moje wypowiedzi. W tym wypadku czuję się jednak wyjątkowo bezsilny, bo wiem, że stoję na bezwzględnie przegranej pozycji. Mogę bojkotować Facebooka, nie robiąc mu tym najmniejszej krzywdy, tracąc tylko tym samym kontakt ze znajomymi. Nie mogę odwołać się do sądu, Strasburga, samego Pana Boga, bo przecież to prywatna spółka i jej autonomiczne decyzje. Czy jest w życiu coś straszniejszego, niż stan całkowitej niemocy?

Tak właśnie buduje się uległość, wychowuje przyszłe pokolenia w duchu uległości. Pewnego dnia może się okazać, że szef Facebooka nie lubi kotów, a wtedy wszyscy zostaniemy zmuszeni do zamiany naszych futrzastych przyjaciół na będące w modzie psy. I zrobimy to z łatwością, miesiącami przekonywani, że posiadanie kota jest niegodne współczesnego człowieka.

Wspomoże nas w tym mechanizm zwany przez Wojciecha Orlińskiego „bąbelkami informacyjnymi”, czyli wynikającym z budowy mediów społecznościowych przymusowym ograniczeniem kontaktu z innym punktem widzenia świata. W książce o znamiennym tytule „Internet – czas się bać”, Orliński pisze tak: „Internet utrzymuje nas w błogim przekonaniu, że wszyscy nasi znajomi mają takie same poglądy jak my, bo ludzie o innych poglądach są od nas odizolowani niewidzialnym bąbelkiem. (…) Podobnie jest z moimi internetowymi znajomymi – nie wszyscy są warszawskimi dziennikarzami, ale niemal wszyscy są wielkomiejską klasą średnią. Wyrwanie się z tego bąbelka jest bardzo trudne, bo cały ten system zbudowano z intencją tworzenia bąbelków.”

Zamienimy koty na psy, bo pewnego dnia wszyscy nasi znajomi tak zrobią.

Wcześniej nie pokusiłem się o komentarz do książkowego cytatu, woląc pozostawić interpretację moim facebookowym czytelnikom. Teraz jednak wiem: Houllebecq ma niestety rację, pod pewnymi względami porównując nasze czasy do nieopamiętanego szaleństwa hitlerowskich Niemiec. Jeżeli dziś na scenę polityczną wyjdzie wykreowany przez media nieobliczalny szaleniec, stopniowo mu ulegniemy, godząc się na przesuwanie ustalonych granic. Bo jesteśmy ulegli. Bo Berlin trzydziestych lat taki jest jak cały świat.

Przedruk za: http://www.stacjafilipa.pl/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze