Tylko kobiet żal

image001
| 22 komentarzy|
image_pdfimage_print

image001Foto: http://nocompulsion.com/

Mirosław Sadowski

Duża część mężczyzn mieszkających w Europie może ulec fascynacji islamem, zapuści brody, odkryje w sobie uśpionego macho i przyjmie wiarę Mahometa– pisze orientalista.

„Usłyszałem, jak Theo van Gogh błaga o litość. – Nie rób tego! – krzyczał. Zobaczyłem, jak pada na ścieżkę rowerową. Jego zabójca był tak spokojny. To naprawdę mną wstrząsnęło. Jak można zamordować człowieka z zimną krwią, tak po prostu, na ulicy? Całymi tygodniami nie spałem. (…) Co noc widzę, jak Theo van Gogh pada, a Mohammed B. kończy swoją robotę. (…) Od tego czasu ufam niewielu ludziom. Mohammed B. mógłby być moim sąsiadem. Jeśli powiem »pier… czarnuchu« do Surinamczyka, zostanę uznany za rasistę, mimo że on może mówić o mnie per »białas«. W dzisiejszych czasach nie można już mówić tego, co się myśli. Staliśmy się cudzoziemcami we własnym kraju”.

Przytoczony powyżej cytat otwierał książkę Iana Burumy „Śmierć w Amsterdamie. Zabójstwo Theo van Gogha i granice tolerancji”. W Polsce wymienioną publikację polecał nie kto inny, jak daleki, może nawet najdalszy od ksenofobii Adam Michnik, a było to zaledwie siedem lat temu, w 2008 r. Jaka zmiana nastąpiła w ciągu tego czasu?

Won z mojej firmy, babo jedna!

Badaniem islamu i zachowań jego wyznawców zajmuję się od kilkunastu lat, piszę teksty naukowe, które trafiają do dość wąskiego grona odbiorców, i staram się nie zabierać głosu w bieżących kwestiach politycznych.

Pierwszym mocnym impulsem, który zachwiał moim brakiem zaangażowania, była historia opowiedziana przez koleżankę, prawniczkę z Wrocławia, jaka jej się przytrafiła jesienią 2014 r. Została poproszona o reprezentowanie pięciu kobiet zatrudnionych w firmie, której głównym udziałowcem był obywatel jednego z państw Zatoki Perskiej.

Negocjacje z polskim wspólnikiem przebiegały w miarę rzeczowo, do czasu, aż zjawił się arabski właściciel. Rozmowa z nim trwała do momentu, w którym prawniczka stwierdziła, że nie ma on racji, myli się, ponieważ polski kodeks pracy stanowi inaczej. Arabski przedsiębiorca stężał na twarzy, jego pracownice zbladły i „spięły pośladki”. Zakrzyknął po angielsku: „Won z mojej firmy, babo jedna. Kobieta nie będzie pouczała mężczyzny”. Cóż miałam zrobić, wyszłam, zakończyła koleżanka.

Drugi impuls pojawił się późną wiosną, a może wczesnym latem 2015 r. Media doniosły, że w jednym z miast na południu Francji kilka obywatelek francuskich, muzułmanek, dotkliwie pobiło młodą kobietę opalającą się w bikini.

Wydawałoby się, że powyższe wydarzenia nie mają ze sobą żadnego związku, ale w mojej ocenie jednak mają. Uważam bowiem, że pierwszymi ofiarami obecnego napływu ogromnej liczby muzułmanów do Europy będą europejskie kobiety.

Spróbujmy jednak uporządkować pewne kwestie.

Przyjmijmy, że niepohamowany i masowy napływ muzułmańskich migrantów do Europy jest faktem i w ciągu dziesięciu lat na nasz kontynent przybędzie 30 milionów wyznawców Allaha. Ta liczba może wydawać się zawyżona, ale uwzględnia napływ nowych chętnych i proces łączenia rodzin.

Każdy, kto wie, jak liczne są rodziny muzułmańskie, nie uzna tej liczby za przesadnie dużą. Żaden z europejskich polityków, nawet pani kanclerz Angela Merkel, nie wskazał, ilu uchodźców może przyjąć Stary Kontynent. Jak pokazują oficjalne statystyki, od 70 do 75 proc. muzułmanów przybywających do Europy to mężczyźni, większość z nich będzie chciała połączenia rodzin. Nieludzkie byłoby im tego zabronić.

Wielu kawalerów pojedzie do krajów swojego pochodzenia, aby przywieźć stamtąd bliską kulturowo żonę. Inni jeszcze ożenią się z Europejkami, z których, jak pokazują badania Moniki Gabrieli Bartosiewicz, 80 proc. w ciągu trzech lat po zawarciu małżeństwa przejdzie na islam. Taki odsetek Polek, które wyszły za mąż za muzułmanina, przechodzi na islam w Wielkiej Brytanii.

Zgodnie z islamskim prawem, szariatem, każde dziecko, którego ojciec jest muzułmaninem, automatycznie zostaje wyznawcą islamu. Wskazane powyżej założenia pozwalają przyjąć, że w ciągu kilkunastu lat gwałtownie wzrośnie odsetek muzułmanów zamieszkujących Stary Kontynent. Należy zatem postawić pytanie: jakie będą konsekwencje tej zmiany dla Europejczyków, a zwłaszcza dla Europejek.

Warto już dziś spróbować pokazać, co czeka europejskie kobiety za kilkanaście lat. Dlaczego zwłaszcza kobiety? Ano dlatego, że duża część europejskich mężczyzn może ulec fascynacji islamem, zapuści brody, odkryje w sobie uśpionego macho i przejdzie na islam.

Żaba gotowana na wolnym ogniu

Kwestia pierwsza, jaka się pojawia, to pytanie, czy napływ wielkiej rzeszy muzułmanów do Europy spowoduje, że odejdą oni od swojej religii i zrezygnują z bardzo restrykcyjnego dla kobiet prawa islamskiego – szariatu. Odpowiedź brzmi – nie. Praktycznie wszystkie dane napływające do krajów Europy Zachodniej wskazują, że urodzone w Europie dzieci islamskich imigrantów ekonomicznych przechodzą proces reislamizacji, a ich wiara jest znacznie bardziej ortodoksyjna niż wiara rodziców. Ich przywiązanie i chęć kultywowania muzułmańskich wartości wzrośnie wraz ze wzrostem liczebności wyznawców Allaha.

Te wartości zostały wyraźnie wskazane w szariacie – prawie, które mocno różni się od dominującej w Europie tradycji prawnej. W krajach muzułmańskich ludzie są klasyfikowani nie tylko według płci, ale także przynależności religijnej. Tym samym szariat akceptuje trzy rodzaje nierówności: pomiędzy muzułmaninem a niemuzułmaninem, pomiędzy mężczyzną a kobietą oraz pomiędzy wolnym a niewolnikiem.

Wydawałoby się, że dziś to trzecie rozróżnienie straciło na znaczeniu, ale podlegający władzy Państwa Islamskiego nie zgodzą się z tym poglądem. Z punktu widzenia prawnego szariat uznaje wyższość muzułmanina nad niemuzułmaninem, podobnie jak wyższość mężczyzny nad kobietą. Kobiety mają niższy status, którego źródeł poszukiwać należy już w Koranie: sura II werset 228 głosi: „Mężczyźni mają nad nimi wyższość”.

Dla przykładu wskażę następujące różnice: tylko muzułmanin mężczyzna może poślubić niemuzułmankę, tylko mężczyzna może mieć cztery żony, zeznania jednego mężczyzny równoważą zeznania dwóch kobiet, muzułmanka nie może poślubić niemuzułmanina, kobieta dziedziczy połowę tego co mężczyzna. Niemuzułmanin nie może dziedziczyć po muzułmaninie.

Zatem muszę w tym miejscu zapytać zwolenników przyjmowania uchodźców, którzy szantażują osoby mające odmienny pogląd w tej kwestii, argumentując, że w imię europejskich wartości powinniśmy pomagać: Czy pomagać również tym, którzy nie podzielają naszych wartości, więcej nawet: dążą do ich unicestwienia?

Dlaczego uważam, że ważniejsza będzie wrażliwość uchodźców, a nie tubylców? Moje przekonanie opieram na tym, że dla zwolenników samobójczej ideologii poprawności politycznej liczy się prawie zawsze wrażliwość gości, a prawie nigdy wrażliwość gospodarza.

Przybyli w tak wielkiej masie muzułmanie będą żądać respektowania swojej wrażliwości, a dzisiaj są znacznie lepiej zorganizowani, zwłaszcza dzięki licznym grupom radykałów czy ortodoksów (salafici, Tablighi Jamaat, że wymienię dla przykładu najbardziej znane ruchy wzywające do powrotu islamu z czasów Mahometa), niż 50 lat temu. Będzie im zatem łatwiej.

Trzeba wiedzieć, że muzułmańska wrażliwość warunkowana szariatem nie pozwala, mówiąc eufemistycznie, na zbyt wyzywające stroje, zatem Europejki będą musiały zacząć ubierać się skromniej. Oczywiście nie będą to od razu burki, zachodnioeuropejska żaba gotowała się na wolnym ogniu długi czas. Czy będą mogły same wychodzić z domu i spacerować po swoim mieście? Z pewnością w niektórych dzielnicach tak, w inne już dzisiaj nie zaglądają, nawet z mężami, w obawie o swoje bezpieczeństwo.

Czy zalegalizować poligamię?

Niższy status prawny kobiet i różnice kulturowe, które nie pozwalają na to, aby wydawały one polecenia mężczyznom, doprowadzą do tego, że nie będą mogły być szefami pracowników-muzułmanów. To może się spodobać niektórym Europejczykom niemuzułmanom o niższych kwalifikacjach, ponieważ dla nich otworzą się nieosiągalne do tej pory miejsca pracy. Ale na krótko. Zgodnie z szariatem niemuzułmanin nie może być szefem muzułmanina, zatem wraz ze wzrostem populacji muzułmanów, którzy będą żądali respektowania szariatu, niemuzułmańscy szefowie będą mieć wybór: albo przejdą na islam, albo stracą stanowisko.

Jako prawnika interesują mnie również kwestie żądania zmian w prawie, jakie podniosą wyznawcy islamu. Na czoło dość szybko wysunie się problem poligamii. Czy zalegalizować to dopuszczalne przez prawo szariatu zjawisko? Jak bowiem traktować tych uchodźców, którzy przybywają do Europy z kilkoma żonami? Przecież nieludzkie będzie nakazanie im przeprowadzenia rozwodów z niektórymi żonami.

Co z mężczyznami, którzy przybywają do Europy z małżonkami w wieku dziewięciu, dziesięciu, 11 lat? Szariat w niektórych krajach (Iran, Arabia Saudyjska, Afganistan) uznaje takie związki za w pełni legalne. Czy jesteśmy gotowi na kolejny ukłon w stronę wrażliwości muzułmanów? Czy dostosujemy nasze prawo do szariatu? Czy jesteśmy gotowi przyjąć rozwiązania zawarte w egipskim kodeksie karnym, zgodnie z którymi prokurator odstępuje od wszczęcia postępowania, jeśli „mąż bił żonę z dobrymi intencjami” (tak pisze Mona Eltahawy w „Foreign Policy”).

Papież Franciszek apelował, aby każda parafia przyjęła jedną rodzinę, ale nie powiedział wiernym, że wrażliwość członków tej muzułmańskiej rodziny może ranić spożywanie przez gospodarzy wieprzowiny czy picie alkoholu w ich obecności. Jeden ze znanych polskich dziennikarzy dzielnie zadeklarował chęć ograniczenia spożycia alkoholu, a uzyskane w ten sposób środki chciał przeznaczyć na pomoc imigrantom. Być może za kilkanaście lat to jego poświęcenie stanie się bezprzedmiotowe.

Również lekarze muszą wiedzieć, że nie wszyscy mężowie – wyznawcy islamu – zgodzą się, aby ich żony były dotykane, badane przez mężczyzn. Jeśli już przy medycynie jesteśmy, czy zgodzimy się na wycinanie łechtaczek dziewczynkom (eufemistycznie nazywane obrzezaniem kobiet) w ramach refundacji przez Narodowy Fundusz Zdrowia? Według mojej wiedzy niektóre Polki wywożą córeczki do Egiptu, aby tradycji stało się zadość.

Jak opowiadał jeden chirurg, z taką prośbą zwróciła się do niego mieszkająca w Egipcie Polka, która przywiozła do naszego kraju córeczkę, aby dokonać tego, dla mnie ciągle jeszcze karalnego, trwałego okaleczenia w septycznych i higienicznych warunkach. Ponoć „zabiegi” tego rodzaju przeprowadza się również w naszym kraju, a chyba lepiej tego typu działania medyczne przeprowadzać w warunkach laboratoryjnych, bo może rozkwitnąć podziemie.

Kolejna kwestia. Szefowie wielkich niemieckich firm liczą na doskonale wykształconych pracowników, którzy chętnie uzupełnią braki kadrowe występujące w niektórych zawodach. Trudno ten entuzjazm podzielać, albowiem znam nieco system szkolnictwa i poziom uniwersytetów w Afganistanie, Syrii i Iraku. Ostatnie dwa kraje mają wielkie osiągnięcia w dziedzinie kształcenia prawników – znawców szariatu. Nie sądzę jednak, żeby o tego typu umiejętności chodziło prezesowi koncernu Daimler.

Inny, może drobny problem, wiąże się z odpowiedzią na pytanie: jak na proces produkcyjny wpłynie obowiązkowa modlitwa w ciągu dnia roboczego? Czy w tym czasie będą mogli pracować chrześcijanie, buddyści, ateiści, czy też trzeba będzie zatrzymywać linie produkcyjne? Argument, że do tej pory tak się nie działo, jest nie do utrzymania, ponieważ skala obecnego napływu imigrantów jest zupełnie inna. Przybywający w takiej masie będą się wzajemnie pilnować, aby podkreślać własną religijność.

Trzeba również wiedzieć, że wielu wyznawców Allaha, zwłaszcza przybysze z Bliskiego Wschodu, nie podejmie prac, które w ich mniemaniu są poniżające: sprzątanie, wywóz nieczystości i inne. Jak przekonują podróże i literatura, porządek i czystość, zwłaszcza na zewnątrz własnego domu, w krajach muzułmańskich mocno odbiegają od wrażliwości europejskiej w tym zakresie.

Kiedy Niemcy grożą Europie…

I na koniec pewna uwaga ogólna dotycząca szantażu etycznego. Wielu polityków, dziennikarzy, celebrytów odwołuje się do naszej moralności. Warto ciągle przypominać, że zdecydowana większość z tych osób mieszka na strzeżonych, zamkniętych osiedlach, zatem to nie oni będą mieli za sąsiadów odmiennych religijnie i kulturowo ludzi. Uchodźców widzą oni najczęściej w telewizji, radiu lub odwiedzając na krótko domy dla azylantów.

Niedawno (10 września 2015 r., warto zapamiętać tę datę) ci, którzy wiedzą lepiej – kasta mędrców w osobie przewodniczącego parlamentu europejskiego Niemca Martina Schulza, zaczęli wygłaszać groźby, że tych, którzy nie chcą pomóc, zmusi się do czynienia dobra. Te słowa niemieckiego socjaldemokraty napełniły mnie głębokim smutkiem i pesymizmem, kiedy bowiem Niemcy grożą Europie… jest już chyba za późno.

Tylko europejskich kobiet mi żal.

PS. Utrzymanie procentowego rozdziału kwot imigrantów do poszczególnych krajów według przyjętego parytetu – dla Polski byłoby to pomiędzy 5 a 6 proc. – oznaczałoby w przypadku napływu do Europy 50 mln migrantów przyjęcie przez nasze państwo pomiędzy 2 a 3 mln uchodźców w ciągu kilkunastu lat. Zatem jeśli przywołujemy argumenty etyczne, bądźmy uczciwi do końca i powiedzmy ludziom o konsekwencjach.

Autor jest profesorem nadzwyczajnym Uniwersytetu Wrocławskiego, kierownikiem Pracowni Badań Praw Orientalnych na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii

* * *

Artykuł ukazał się w „Rzeczpospolitej” z 20 wrześniahttp://www4.rp.pl/article/20150920/OPINION/309209911

Publikacja za zgodą Autora, dziękujemy

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze