Talibowie zdobędą najpotężniejszą broń na świecie?

Talibowie
| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

W Pakistanie niemal codziennie dochodzi do krwawych samobójczych zamachów. Władze oficjalnie walczą z talibami, ale po cichu popierają tych, których uważają za użytecznych. Tymczasem wiele wskazuje na to, że islamiści chcą przejąć władzę w Islamabadzie. Gdyby do tego doszło, radykałowie, którzy dziś każą wysadzać się swoim ludziom w meczetach, jutro mogą wejść w posiadanie broni atomowej.

Krwawe zamachy terrorystyczne stały się w Pakistanie czymś tak powszechnym, jak w Europie strajki czy demonstracje polityczne na ulicach miast. Nie ma już tygodnia, żeby gdzieś nie dokonano (lub przynajmniej próbowano dokonać) w Pakistanie ataku, najczęściej samobójczego. A jeszcze nie dalej jak dwa lata temu nikt nie byłby w stanie wyobrazić sobie takiego obrotu wydarzeń w tym kraju.

Talibowie i armia cieni

TalibowieSprawcy większości tych zamachów to pakistańscy talibowie z organizacji Tehrik-e-Taliban Pakistan (TTP), ale także ich sprzymierzeńcy z Al-Kaidy oraz ugrupowań ekstremistycznych, działających do niedawna głównie w Kaszmirze i Pendżabie, takich jak Laszkar-e-Toiba, Dżajsz-e-Mohammed i Laszkar-e-Dżhangwi. Paradoks polega na tym, że wszystkie te grupy – za wyjątkiem samej Al-Kaidy – są w prostej linii spadkobiercami ruchów wyrosłych na radykalnych nurtach islamu, które przez całe dekady były pielęgnowane i hodowane przez pakistańskie władze i siły bezpieczeństwa jako element mający spajać społeczeństwo kraju niewyobrażalnie zróżnicowanego wewnętrznie po względem etnicznym, kulturowym i politycznym.

Islam już w latach 70. ub wieku stał się więc w Pakistanie elementem państwowo- i narodotwórczym. Wspieranie przez różne struktury pakistańskiego państwa radykalnych odłamów islamu było niechcianym, ale przez lata tolerowanym i szeroko wykorzystywanym (np. w polityce względem Indii czy Afganistanu) „efektem ubocznym”. Dziś owe „efekty uboczne” zagrażają już spójności wewnętrznej, bezpieczeństwu i stabilności całego państwa. Pakistan na własnym łonie wyhodował sobie bestię, która zaczyna go coraz dotkliwiej kąsać.

W 2007 roku na terytoriach plemiennych – tradycyjnie najbardziej konserwatywnych regionach Pakistanu, zamieszkanych przez równie dumnych, co brutalnych górali: Pasztunów – ogłoszono powołanie TTP. Organizacja ta skupiła rozproszone do tej pory lokalne grupki, grupy i plemienne struktury, wyznające jedną z najbardziej radykalnych (obok saudyjskiego wahhabizmu) odmian sunnickiego islamu – deobandyzm. Fenomen TTP – utworzonej, jak dzisiaj wiadomo, ewidentnie z inspiracji Al-Kaidy oraz czerpiącej natchnienie ze skuteczności i żywotności ruchu talibów w sąsiednim Afganistanie – błyskawicznie zmienił układ sił politycznych w Pakistanie.

Gdy w kwietniu 2009 roku pakistańska armia rozpoczęła ofensywę przeciwko talibom z TTP w dystrykcie Swat na terytoriach plemiennych, wydawało się, że Islamabad wreszcie postanowił rozprawić się ostatecznie z islamistycznym zagrożeniem. Kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy z regularnych jednostek, wspartych artylerią, śmigłowcami uderzeniowymi i samolotami bojowymi stanęło przeciwko oddziałom bojowników TTP liczącym kilkaset osób, wspartym dwoma tysiącami lokalnych „ochotników” i ok. 100-200 cudzoziemskimi członkami elitarnej formacji paramilitarnej Al-Kaidy, Laszkar al-Zil (Armia Cieni).

Więcej na: wp.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze