Tajna historia mielonego

| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

Polska stała się mocarstwem w produkcji mięsa koszernego i halal. W przyszłym roku nawet połowa polskich krów, byków i cieląt może zostać ubitych rytualnie – bez ogłuszania.

Reporterzy francuskiego  programu telewizyjnego „Wysłannik specjalny” ujawnili, że hodowcy bydła muszą jeździć 400 km, by zaoszczędzić swoim zwierzętom uboju rytualnego. Okazało się, że w centralnym regionie Ile-de-France (Paryż z przyległymi departamentami – 12 mln mieszkańców) wszystkie rzeźnie dokonują wyłącznie rytualnego uboju bydła i owiec. Nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali zjawiska. „Pospadaliśmy z krzeseł” – pisali telewidzowie. Prezydent Nicolas Sarkozy ogłosił, że należy oznaczać sposób uboju na etykietach opakowań mięsa. Premier François Fillon poszedł dalej, zwracając się do żydów i muzułmanów: „Religie powinny przemyśleć, czy należy podtrzymywać pradawne tradycje, które nie mają nic wspólnego ze współczesną nauką, technologią i standardami ochrony zdrowia”. Te słowa ściągnęły nań zresztą oburzenie społeczności żydowskiej, premier musiał się z nich tłumaczyć nazajutrz Wielkiemu Rabinowi Francji Gillesowi Bernheimowi.

W imię Boże

Przed drugą wojną światową Żydów ostro krytykowano za ubój rytualny. W Polsce wprowadzono wówczas ustawę, która – powołując się na względy humanitarne – go zakazywała, ale wszystko to odbywało się w kontekście propagandy antysemickiej. Po wojennej tragedii narodu żydowskiego krytyka praktyk religijnych kojarzyła się z rasizmem.

Żydzi i muzułmanie wywodzą się z pustynnych kultur pasterskich, które obdarzały zwierzęta szacunkiem. Nakazy religijne zawarte w świętych księgach stanowiły higieniczny postęp – osobiste zabicie przytomnego zwierzęcia dawało pewność, że mięso nie pochodzi z padliny. Wypowiadana modlitwa z jednej strony sakralizowała zwierzę, a z drugiej „hipnotyzowała” przed ubojem, co ułatwiało sprawę pasterzowi, bo pozbawiało ofiarę stresu (powtarzając modlitwę, kładł ją na ziemi i zasłaniał jej oczy, naginając na nie jej uszy). Poderżnięcie gardła i spuszczenie krwi było stosunkowo szybkim i higienicznym sposobem uśmiercenia zwierząt – wśród ubojów religijnych tylko wyznawcy sikhizmu stosują szybszą metodę, jednym cięciem odrąbując głowy.

Technicznie ubój muzułmański (dabiha) niczym się nie różni od żydowskiego (szehita). Rzeźnik jednym ruchem przecina zwierzęciu tchawicę, przełyk oraz główne tętnice i żyły, ale nie narusza rdzenia kręgowego – by ułatwić drenaż krwi. We współczesnych rzeźniach przemysłowych krowę zapędza się do specjalnej klatki, z której wystaje jej tylko głowa i gardło; klatka obraca zwierzę do góry nogami, by rzeźnik mógł łatwiej przeciąć co trzeba i zwierzę wykrwawia się w środku lub jest wyrzucane na kratownicę. W  Europie zwierzę najpierw jest pozbawiane przytomności, zazwyczaj za pomocą pistoletu ogłuszającego lub impulsu elektrycznego – co daje błyskawiczny skutek, a potem wiesza się je do góry nogami i spuszcza krew, nacinając jedynie szyjne naczynia krwionośne, bez naruszania gardła – tchawicy i przełyku. Tego wymagają unijne uregulowania, które jednak czynią wyjątek dla mniejszości religijnych. Ten wyjątek zawiera ostrzeżenie przed pewnym ryzykiem sanitarnym.

więcej na focus.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze