Syryjskie sieroty i szansa na dorastanie z dala od islamu

image001
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Alicja Szaniawska

Bardzo źle się stało, że rząd przeszkadza władzom Sopotu przyjąć 10 syryjskich sierot. Przygarnianie dzieci pozbawionych rodziców przez wojnę i religijny fanatyzm to dobra okazja, aby nie tylko pomóc, ale też spróbować wychować młodych ludzi z dala od religii nienawiści.

Oczywiście w ślady sierot nie powinni przyjeżdżać wujowie, gdyż niejeden dżihadysta jest wujem dla jakichś dzieci. W Aleppo bronili się w dużej mierze fanatycy religijni z ISIS i pokrewnych ISIS organizacji fundamentalistycznych o podobnych charakterze. Ryzyko ściągnięcia za dzieckiem osób nietolerancyjnych i niebezpiecznych jest zatem duże. Byłabym tu zatem przeciwna programowi „łączenia rodzin”.

Moim zdaniem dzieciom pozbawionym rodziców przez fanatyzm religijny powinno się zapewnić nie tylko edukację, opiekę zdrowotną i godziwą opiekę, ale też należałoby zadbać o uwolnienie ich ze świata islamu. Zwłaszcza, że w wielu miejscach samodzielne uwolnienie się ze świata islamu oznacza egzekucję apostaty, lub wieloletnie więzienie połączone często z torturami.
Nie da się ukryć, że islam jest znacznie groźniejszy i mniej tolerancyjny od innych religii i to we wszystkich niemal jego odmianach sunnickich i szyickich.

Sierotom z Syrii warto by zapewnić edukację laicką lub w jakiejkolwiek lepszej od islamu religii, na przykład w katolicyzmie (dziecko ma prawo chcieć być teistą). Oczywiście, już słyszę gniewne głosy – „tożsamość, bla, bla, rasizm, bla, tożsamość, bla, bla”, ale ja bym zaryzykowała odebranie tożsamości, tam gdzie tożsamość oznacza wspólnotę religijną, z której wypisanie się kończy się trumną lub wieloletnim więzieniem i która łamie prawa człowieka i gardzi często nauką i nowoczesnością.

Gdyby program uczynienia sierot z Bliskiego Wschodu osobami otwartymi, tolerancyjnymi, nie solidaryzującymi się z islamem się udał, można by go dedykować dziesiątkom tysięcy sierot, czyniąc z nich wartościowych obywateli Polski.

Gdyby jednak fanatyczni obrońcy tożsamości wygrali kosztem dzieci i sierot, wyobrażam sobie jak można dać takim dzieciakom w miarę niegroźnego imama. Musiałby to był polski muzułmanin, Tatar, który jednoznacznie odrzuca takie rzeczy jak:

1. Kara śmierci czy więzienia za apostazję
2. Zakaz spotykania się i przyjaźnienia się z niewiernymi
3. Zakaz krytyki islamu i malowania karykatur Mahometa
4. Zakaz wydawania córek za niemuzułmanów
5. Wszelkie rzeczy czyniące kobietę gorszą prawnie czy społecznie od mężczyzny
6. Nakaz skazywania na śmierć/więzienie gejów i lesbijek
7. Szariat
8. Odrzucanie nauki z uwagi na Koran

Lekcje takiego islamu musiałyby być stale monitorowane i prowadzone tylko w języku polskim. Nauczyciel ponosiłby część odpowiedzialności za ewentualne przestępstwa na tle religijnym popełnione później przez wychowanków.

Tak już od siebie samej i na koniec muszę przyznać, że bardzo mi się nie podoba powierzchowność tego typu działań jak odrzucenie tych sierot, jak i zapewne brak konkretnej strategii ich wychowania w razie ich przyjęcia. Przez to, że wszyscy pożerają propagandę, mało kto myśli i mało kto szuka jakichś pozytywnych i mających sens rozwiązań. Jest tylko mocowanie się – albo nie przyjmujemy sierot, albo w końcu je przyjmiemy,dając do wychowania fanatycznemu salaficie i sprowadzając masę wujków dżihadystów.
———————————————–
Tekst przedrukowujemy za portalem Racjonalista.tv http://racjonalista.tv/
Przypominamy, że redakcja Euroislamu niekoniecznie utożsamia się z podglądami autorów, których teksty publikujemy.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze