Syria, nieszczęsna Syria

| 13 komentarzy|
image_pdfimage_print

Andrzej Koraszewski

Świat wydaje się być przekonany, że od amerykańskiej interwencji w Syrii dzielą nas już tylko godziny. Do wybrzeży Syrii płyną nie tylko amerykańskie okręty wojenne, ale i rosyjskie.

Syria jest najważniejszym klientem Rosji na Bliskim Wschodzie. Głównym sojusznikiem syryjskiego rządu jest jednak Iran i jego reakcje są najbardziej nieprzewidywalne.

Będzie wojna, przeczytałem w jednym z doniesień. Najwyraźniej dwa lata konfliktu, sto tysięcy ofiar śmiertelnych i wielokrotnie więcej rannych, zburzone miasta i kilka milionów uchodźców, to jeszcze nie wojna. W rzeczywistości wojna trwa od ponad dwóch lat. Pół świata ma od dawna do Ameryki pretensje, że tak długo zwlekała z interwencją, drugie pół, że grozi interwencją.

Sami Amerykanie są w beznadziejnej sytuacji, cokolwiek zrobią, popełnią błąd. Ograniczone uderzenie z powietrza ani nie wyeliminuje broni chemicznej, ani zapewne nie rozstrzygnie wojny domowej. Ewentualne przechylenie szali na rzecz rebeliantów nie zmniejszy rozmiarów okrucieństwa wobec ludności cywilnej, a ewentualna wygrana rebeliantów nie oznacza sytuacji korzystnej ani dla amerykańskich interesów, ani dla perspektyw pokoju w tym regionie.

Podejrzewa się, że Amerykanie planują chirurgiczną operację, po której wycofają się na z góry upatrzone pozycje. Wojny rzadko przebiegają według z góry założonego planu. Niemal groteskowy obraz konsekwencji amerykańskiego ataku kreśli szwedzko-algierski dziennikarz, zwolennik Assada, Abu Zakarija, który 25 sierpnia występował w syryjskiej telewizji. Zakarija mówił m. in.:

Mówię do Baracka Obamy: to jest Syria, więc ścisz swój głos. Mówię do Obamy: to jest armia syryjska, więc ścisz swój głos. Ty amerykańska szumowino, Syria nie jest krajem, na który możesz najechać.

Jeśli chodzi o broń chemiczną i bomby nuklearne, to Amerykanie są tymi, którzy zniszczyli ludzkość.

O Obamo, nie mówię ci, żebyś umył się, zanim będziesz mówił o Syrii, bo jesteś tak nieczysty, jak twoi niewolnicy w baranich państwach Zatoki, ale mówię ci, że musisz mieć trochę szacunku do samego siebie.

Arabska armia syryjska jest honorową armią, która nie rani dzieci i nie walczy bronią chemiczną. Broń chemiczna jest zarezerwowana dla tworu izraelskiego i dla Ameryki, jeśli postawi stopę na ziemi syryjskiej.

Na Allaha, unicestwimy ich. Na Boga, w momencie, w którym USA choćby pomyślą o interweniowaniu w Syrii — a mówię w imieniu osi oporu, bo mam na to pozwolenie — Galilea w północnej Palestynie będzie zdobyta przez opór libański, Iran zamknie Cieśninę Ormuz i nasze pociski są gotowe.

Syryjskie dowództwo wojskowo otrzymało z góry rozkaz — jeśli Syria zostanie zaatakowana, unicestwimy twór syjonistyczny. […]

Jeśli chodzi o Davida Camerona — powinniśmy wysłać go do Kamerunu w Afryce, żeby zjadło go plemię kanibali, którzy uwolnią nas od jego niegodziwości.

Chcielibyśmy przypomnieć im, że mamy także 10 tysięcy szukających męczeństwa. Kiedy pierwszy oddział amerykański przyjdzie zza Jordanu — możecie tylko wyobrazić sobie, ilu z nich zostanie zabitych.

[…]

Uczciwie mówiąc, gdybym miał bomby chemiczne, zrzuciłbym je na Ligę Arabską. Na Boga, gdybym miał bomby nuklearne albo chemiczne, zrzuciłbym je na Ligę Arabską i w Kairze.

Zza tego bełkotu wyłania się zarówno strach, jak i całkiem spora porcja informacji o istocie tego konfliktu. Syryjski konflikt jest w tej chwili głównym polem zbrojnego konfliktu wewnątrz islamu. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ten dziennikarz zaczyna swoją tyradę od obelg pod adresem Obamy, ale kończy na potoku nienawiści do Ligi Arabskiej i Kairu.

Wojna domowa w Syrii zaczęła się w marcu 2011 roku od demonstracji przeciw dyktaturze Assada. Reakcje rządu były brutalne i w ciągu pierwszych czterech miesięcy armia zabiła ponad trzy tysiące ludzi. W odróżnieniu od wcześniejszych rewolucji „arabskiej wiosny” w Tunezji i w innych krajach arabskich, syryjska rewolucja niemal natychmiast stała się konfliktem międzynarodowym. Pierwszy zareagował Iran, wysyłając do Syrii zarówno broń, jak i „doradców”, następnie włączyła się Turcja. Zbrojne uderzenie na ludność cywilną spowodowało liczne dezercje z armii rządowej i powstanie tzw. Wolnej Armii Syryjskiej składającej się głównie z dezerterów. Szybko pojawiły się jednak inne formacje militarne rebeliantów, inspirowane przez Bractwo Muzułmańskie i Al-Kaidę. Wojna domowa z politycznej (początkowo dominowały żądania reform politycznych) zaczęła się natychmiast przekształcać w religijną. Aczkolwiek w Syrii dominują muzułmanie wyznania sunnickiego (60 procent społeczeństwa), sam Assad jest alawitą i alawici stanowią trzon kadry oficerskiej, rząd syryjski jest uzależniony od Iranu, w Libanie od lat popierał szyicki Hezbollah, który obecnie czynnie włączył się do walk po stronie rządowej w Syrii. Arabia Saudyjska otwarcie wspiera rebeliantów, Kair, podobnie jak Ankara, robi to bardziej dyskretnie, ale wszystkie zainteresowane kraje stawiają na swoich własnych faworytów i nietrudno przewidzieć, że nawet jeśli reżim Assada zostanie obalony, to wojna domowa będzie trwała dalej, ponieważ kolejnym etapem z natury rzeczy będzie walka o władzę między różnymi ugrupowaniami walczącymi obecnie z armią rządową. Ochotnicy z innych krajów (czytaj fanatycy religijni) są obecnie liczniejsi i operacyjnie sprawniejsi niż Wolna Armia Syryjska i w przypadku zwycięstwa to oni mieliby dominujący wpływ na charakter przyszłych władz.

Do zwycięstwa nad armią rządową i obalenia rządu daleko. Chwilowo prezydent Stanów Zjednoczonych znalazł się w pułapce własnych deklaracji, ponieważ chroniąc się przed naciskami na interwencję, oświadczył wcześniej, że Stany Zjednoczone powstrzymają się od interwencji jak długo nie zostanie użyta broń chemiczna. Wcześniej wobec własnego społeczeństwa broni chemicznej użył tylko Saddam Husajn i prawdopodobieństwo tak szalonego kroku wydawało się dostatecznie małe.

Obecnie wszystko wskazuje na to, że atak rakietowy z użyciem gazów bojowych na jedną z dzielnic Damaszku był przeprowadzony przez wojska rządowe, co wcale nie musi oznaczać, że stało się to na rozkaz Assada. (Rosja od pierwszej chwili twierdziła, że Assad nie mógł podjąć takiej decyzji, bo nie leży to w jego interesie.) Zainteresowanych wciągnięciem USA do tego konfliktu jest jednak wielu i nawet jeśli dowiemy się, kto strzelał, nie można wykluczyć, że nigdy nie dowiemy się, kto i gdzie wydał rozkaz strzelania.

W Stanach Zjednoczonych praktycznie rzecz biorąc wyklucza się winę rebeliantów, gdyż zdaniem wywiadu nie zdobyli magazynów broni chemicznej i nie mają specjalistów od tej broni. Oczywiście, ani to pierwsze, ani to drugie nie jest całkowicie pewne. (Jeśli idzie o środki przenoszenia, to kilka baz rakietowych zostało zdobytych przez rebeliantów.)

Wszyscy analitycy zgadają się, że rebelianci mogli by być zainteresowani taką prowokacją. Po stronie rządowej działają jednostki Hezbollahu, a Hezbollah ma nie tylko przeszkolonych w Iranie specjalistów od broni chemicznej, ale prawdopodobnie ma także własne zapasy tej broni. Czy mógłby dokonać takiej prowokacji z własnej inicjatywy lub na rozkaz Iranu? Teoretycznie amerykańska interwencja może prowadzić do przegranej Assada i do klęski Hezbollahu w samym Libanie, ale tu kalkulacje przywódców Hezbollahu mogą być zupełnie inne — amerykański atak może być uważany za szansę rozproszenia wysiłków Stanów Zjednoczonych, Iran bez trudu może wywołać kolejną wojnę domową w Iraku i doprowadzić do nasilenia się działań zbrojnych w Afganistanie. Błyskawiczna operacja w Syrii, może przestać być błyskawiczna, gdyby udało się skutecznie zaatakować jakikolwiek okręt amerykański (i to wcale niekoniecznie wojenny) lub inne cele, czy to wojskowe, czy cywilne.

Brzmi absurdalnie? Tak, ale tylko dla tych, którzy nie są w stanie pojąć, że ktoś może na poważnie być przekonanym, że Allah jest po jego stronie.

Trudno sobie wyobrazić, żeby maczał w tym palce rząd turecki, saudyjski lub egipski, ale już łatwiej, kiedy pomyślimy o takich organizacjach pozarządowych jak Bractwo Muzułmańskie, którego centrum jest w Egipcie i któremu bardzo zależy na nasileniu nastrojów antyamerykańskich, i które ma swoje silne centra w samej Syrii i w Turcji, czy Al-Kaida, która promuje globalny dżihad, a której źródła finansowania wydają się zaczynać w okolicach saudyjskich szybów naftowych.

Administracja amerykańska zdaje sobie sprawę z tego, że użycie broni chemicznej przeciw mieszkańcom dzielnicy Damaszku ma związek z zapowiedzią prezydenta Obamy, że tego rodzaju akt będzie traktowany jako naruszanie „nieprzekraczalnej” granicy. Równocześnie zignorowanie tego „incydentu” okazało się zbyt trudne.

Dalsze scenariusze są nieprzewidywalne. Były sekretarz generalny Hezbollahu wielokrotnie wyrażał obawy, że ofiary tego konfliktu będą liczyć się w milionach. Subhi Al-Tufayli twierdzi, że to Iran zmusił Hezbollah do zaangażowania się w tym konflikcie po stronie syryjskiego rządu. W wywiadzie nadanym 24 kwietnia 2013 Al-Tufayli powiedział m. in.:

„Nie chcę wymieniać nazwisk, ale mówię o panującej sytuacji. Wszyscy rozumieją, jakie to jest niebezpieczne. Po pierwsze, jest to wewnętrzna walka między muzułmanami, która będzie niszcząca dla wszystkich. To jest początek tego, co nastąpi. Mówię do szyitów, do Hezbollahu, a także do nie-szyitów: idziemy ku koszmarnej wojnie, która zniszczy wszystko. Ofiary śmiertelne będą liczyły się w milionach.” [ 1 ]

Pół roku wcześniej, w październiku 2012r., w obszernym wywiadzie dla Al-Arabija Subhi Al-Tufayli przedstawił swój punkt widzenia na tło tego konfliktu międzywyznaniowego. Jego zdaniem obydwie strony konfliktu w Syrii prą do całkowitego przekształcenia go w konflikt religijny, podczas gdy Syria potrzebuje demokratycznego rządu z udziałem wszystkich mniejszości. Wyrażał przekonanie, że obecnie wszystko prowadzi do nasilenia się walk międzywyznaniowych nie tylko w samej Syrii, ale i w krajach sąsiednich.

Hezbollah — mówił w innym wywiadzie Tufayli — wplątuje szyitów syryjskich w tragedię. Każdy szyita zabity w Syrii, jest zabity z powodu Hezbollahu. Hezbollah i Iran ponoszą odpowiedzialność za każdy zniszczony dom i wyrwane drzewo. Mogliśmy oszczędzić szyitów w Syrii, w Libanie i w regionie tego odrażającego konfliktu sekciarskiego. [ 2 ]

Efektów ewentualnego amerykańskiego ataku na cele militarne w Syrii nikt nie jest w stanie przewidzieć. Wiele jednak wskazuje na to, że najbardziej prawdopodobne będzie nasilenie się międzywyznaniowych konfliktów i masowych mordów popełnianych przez wszystkie strony uczestniczące w tej wojnie. W walce między szyitami a sunnitami ofiarami padają chrześcijanie, Palestyńczycy trzymani w obozach, cywilna ludność na terenach zdobytych przez rebeliantów i cywilna ludność na terenach rządowych.

Jak zwykle w konfliktach między muzułmanami zwaśnione strony licytują się, kto bardziej nienawidzi Izraela, obwiniają się wzajemnie o współpracę z Izraelem i zapowiadają, że w przypadku amerykańskiego ataku natychmiast uderzą na Izrael.

Czy są to puste groźby? Jak pamiętamy, kiedy w sierpniu 1990 roku rozpoczęła się operacja „Pustynna Burza”, Saddam Husajn natychmiast wydał polecenie odpalenia radzieckich rakiet scud na Izrael. Ze względu na odległość nie wyrządziły one zbyt wiele szkód, ale w dużym stopniu wzmocniły sympatie do Husajna w całym świecie arabskim.

Nie można zatem wykluczyć, że i w tym przypadku reakcją na amerykański atak będą ataki rakietowe na Izrael. Gdyby taki ostrzał rakietowy przybrał poważniejszą skalę, odwet Izraela byłby nieunikniony. Tak czy inaczej, wiele wskazuje na to, że nadal główną ofiarą będzie społeczeństwo syryjskie, prawdopodobnie skazane na długie lata chaosu, narastającej międzywyznaniowej nienawiści i niekończących się ofiar.

Przypisy:

[ 1 ] Źródło: MEMRI Specjalny komunikat nr 5297 z 9 maja 2013

[ 2 ] Wywiad dla Murr TV 25 lutego 2013 r., Źródło MEMRI, Specjalny komunikat 5232 z 11 marca 2013r.

 

Artykuł ukazał się na Racjonalista.pl  31 sierpnia

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze