Prawnicy w służbie rasizmu

3
| 2 komentarzy|
image_pdfimage_print

Nick Cohen

Nawet przy najniższych standardach angielskich prawników, prowadzący Towarzystwo Prawnicze (The Law Society) zachowali się jak bezwstydni hipokryci.

3

Zamiast ograniczyć się do oferowania profesjonalnych porad prawniczych, stawiają się w roli islamskich teologów.

W instrukcjach dotyczących wykonywania testamentów zgodnych z szariatem, Towarzystwo radzi  125 tysiącom angielskich i walijskich adwokatów, aby ci wymuszali na swych muzułmańskich klientach dyskryminowanie kobiet, niemuzułmanów oraz adoptowanych i nieślubnych dzieci.

Nota wskazuje, że: „Męscy spadkobiercy powinni w większości przypadków otrzymać dwukrotnie wyższą sumę, niż żeńscy, a niemuzułmanie nie mogą w ogóle dziedziczyć”. Podobnie nieślubne bądź adoptowane dzieci nie są spadkobiercami w rozumieniu szariatu i nie powinny otrzymać nawet pensa.

The Law Society nie dotrzymało zasady wspólnego prawa o wolności testamentowej – że możemy dysponować naszym bogactwem według własnego uznania, jakkolwiek ekscentryczne nasze decyzje by nie były z punktu widzenia naszych przyjaciół i dzieci. Przeciwnie, Towarzystwo zdecydowało się utrzymać w mocy jedną z wersji szariatu (nie wskazano, od jakiego wstecznego kleryka wersja ta pochodzi) i wskazano prawnikom, żeby schorowanym muzułmanom w jesieni ich życia doradzać, że „świętym” sposobem rozdysponowania spadku jest właśnie ten wskazany przez Towarzystwo.

Sto lat temu można by zakładać, że prawnicy traktujący kobiety i nieślubne dzieci jako obywateli drugiej kategorii są konserwatywni. Postępowanie Law Society zafascynowało mnie i obrzydziło zarazem. Pokazało ono, jak bardzo świat stanął na głowie. Dzisiejsi liberałowie kopiują uprzedzenia wczorajszych torysów.

Lucy Scott-Moncrieff, prezes Komitetu Równości i Różnorodności (Equality and Diversity Committee), agendy Towarzystwa Prawniczego, ujawniła się jako przyzwoita feministka. Zszokowana faktem, że to głównie mężczyźni zarabiają siedmiocyfrowe sumy pieniędzy w szanowanych kancelariach, urządziła z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet spotkanie w Londyńskim City dla kobiet – prawniczek, których talenty są „żałośnie niewykorzystywane” przez uprzedzony męski establishment.

Bogate kobiety mają prawo do sprawiedliwego traktowania tak samo, jak ktokolwiek inny i nie ośmieszałbym troski pani Scott-Moncrieff o równość, gdyby tylko ta troska nie rozwiała się w obliczu sytuacji kobiet w islamie, które w ciągu całego swojego życia nie zobaczą takiej ilości pieniędzy, jaką wspólnik w kancelarii w londyńskim City zarabia w ciągu roku.

W całym liberalnym świecie można spotkać tak zwanych antyfaszystów, wyznających faszystowskie przekonanie, że kobiety o brązowej cerze powinny mieć mniej praw, niż kobiety białe. Obiektywnie patrząc, liberałowie odmawiający praw i przyzwalający na opresję, nie różnią się tak bardzo od XIX-wiecznych imperialistów. Nowe jest u nich natomiast przekonanie, że liberalnym, prawowitym i „wrażliwym kulturowo” sposobem zachowania jest zaprzestanie żądania sprawiedliwego traktowania wszystkich i zamiast tego poddanie się żądaniom religijnych mizoginów. O ile – trzeba o tym pamiętać – ci religijni mizogini nie zagrażają interesom białych kobiet z klasy średniej.

Brak mi słów, by wyrazić, jak bardzo moi towarzysze, działający na rzecz praw obywatelskich Azjatek, mają dość podwójnych standardów interesownych feministek.
Pragna Patel z Southall Black Sisters, Maryam Namazie z One Law for All i Gita Saghal z Centre for Secular Space oraz wiele innych osób, piszą w liście otwartym do Towarzystwa Prawniczego, że wspiera ono dyskryminację kobiet i dzieci żyjących w mniejszościach oraz przychyla się do: „dyskryminujących płciowo religijnych praw, kreślonych przez fundamentalistów religijnych w naszym społeczeństwie. Jest to źródłem niezmierzonego zatroskania tych z nas, którzy zwalczają dyskryminację płciową w naszych społecznościach i walczą o wolność kobiet i dzieci”.

Nie wiem, czy Towarzystwo Prawnicze zalała nagła fala wstydu. Nie wiem, czy protesty niektórych radców przyniosły jakiś efekt. Ale z jakiegoś powodu Świeckie Towarzystwo Prawników (Lawyers Secular Society), wspaniałe grono, reprezentujące najlepsze tradycje angielskiego prawa, ogłosiło dziś, że Towarzystwo Prawnicze napisało: „W wyniku reakcji państwa, naszych członków i akcjonariuszy, przejrzeliśmy nasze instrukcje dotyczące zasad dziedziczenia zgodnego z szariatem. Po tym przejrzeniu wycofaliśmy notę i nie znajduje się ona już na naszej stronie internetowej. Nie planujemy jej modyfikować, ani zastępować inną. Przyjmujemy krytykę, która nas spotkała i przepraszamy”.

A więc zwycięstwo. I to niemałe. Dzięki działaniu świeckich prawników i aktywistek feministycznych, cały angielski i walijski świat prawniczy nie będzie utrudniał życia muzułmankom po śmieci ich mężów. Reszta z nas powinna cieszyć się zwycięstwami i delektować spektaklem, jaki serwują nam antyrasistowscy rasiści w pełnym odwrocie.

Tłumaczenie LO
Źródło: www.blogs.spectator.co.uk

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze