Powracający ze stref konfliktów są najgroźniejsi

Abu-Bakr-al-Almani
| 15 komentarzy|
image_pdfimage_print

Hans-Georg Maassen, szef Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji (Bundesamt für Verfassungsschutz) wypowiada się na temat niemieckich dżihadystów, ograniczeń pracy wywiadu oraz rasizmu wewnątrz agencji.

Deutsche Welle: Federalny Urząd Ochrony Konstytucji zauważa z coraz większym zaniepokojeniem, że islamiści z Niemiec wyjeżdżają do stref konfliktów. Ilu jest ich obecnie?

Hans-Georg Maassen: Według naszych danych wielu islamistów z Niemiec znajduje się w tak zwanych strefach konfliktów. Zaliczają się do nich granica afgańsko-pakistańska, Somalia, pewne obszary Libii oraz od niedawna także Syria. Większość dżihadystów jest młoda, – w wieku między 17 a 30 lat – są to głównie mężczyźni o pochodzeniu imigranckim. W ciągu ostatnich lat wzrosła też liczba konwerytów.

Jak pan ocenia sytuację w Syrii?

O ile wiem, znajduje się tam obecnie około 40 islamistów z Niemiec. Wyjeżdżanie do Syrii stało się zauważalną tendencją, nie tylko wśród Niemców, ale w całej Europie Zachodniej. Szacuje się, że przebywa tam między 250 a 500 dżihadystów z Europy Zachodniej.

Czy ci, którzy stamtąd wracają, stanowią zagrożenie?

Powracający budzą duży niepokój z kilku powodów. Głównym jest to, że ludzie ci – jak zakładamy – mają doświadczenie w walce, znają się na użyciu broni i wiedzą, jak produkować materiały wybuchowe. Co więcej, mogą oni być członkami siatki terrorystycznej i wracać z jakąś misją. Niepokoją nas również ludzie, którzy wracają przesiąknięci ideologią i stają się wzorem do naśladowania dla pewnej grupy ludzi.

Abu-Bakr-al-Almani
Niemiecki dżihadysta, zabity prawdopodobnie na pograniczu afgańsko-pakistańskim

Myślę, że mamy całkiem dobry wgląd, w szczególności w struktury islamistów. Naszym największym zmartwieniem są samotni działacze – nie znamy ich tak dobrze, ponieważ nie ujawniają się w internecie ani w swoim życiu prywatnym. Przypomnijcie sobie Arida Ukę, który zabił dwóch żołnierzy amerykańskich na lotnisku we Frankfurcie dwa lata temu. Nikt nie był świadomy tego, że stał się on radykałem.

Co możecie zrobić, żeby zapobiec atakom takich “samotnych wilków”?

Po pierwsze, jest to problem dotyczący całego społeczeństwa. Każdy może przyczynić się do naszego bezpieczeństwa. Oznacza to, że kiedy ludzie zauważają jakąś poważną zmianę w swoim najbliższym otoczeniu – w pracy albo w rodzinie, powinni o tym kogoś poinformować. Ważne jest również, żebyśmy jako agencje bezpieczeństwa monitorowali internet. Powinniśmy wiedzieć, co dzieje się w mediach społecznościowych i dzięki temu rozpoznawać, czy ludzie się radykalizują.

Czy powinniśmy zatem dzwonić po policję, jeśli nasz sąsiad zapuści brodę?

Nie propaguję donosicielstwa, ale czujność, która musi być moim zdaniem częścią pewnej siebie klasy średniej. Jeśli ktoś coś zauważa, powinien o tym powiedzieć. Nie trzeba koniecznie rozmawiać z BVT ani policją, ale może z urzędnikami zajmującymi się kwestiami młodzieżowymi albo społecznymi.

Maassen
Maassen

Im większa dziura, tym szybciej można ją zauważyć. Nie uważam, żebyśmy mieli dużo większych dziur, a jeśli takie są, to są duże szanse, że zauważą je służby bezpieczeństwa. Bardziej niepokoi mnie wiele małych dziur. Zaliczają się do nich samotni aktywiści, którzy nie kontaktują się poprzez zwyczajowe struktury i pojawiają się znienacka.

Przed atakami z 11 września zamachowcom udało się niezuważenie założyć komórkę w Hamburgu. Czy byłoby to możliwe również dzisiaj?

Powinniśmy być w stanie rozpoznawać struktury, organizacje oraz komórki. Myślę, że – bazując na śledzeniu telekomunikacji oraz informatorach – nasze władze są zdecydowanie w stanie rozpoznać takie komórki. Jeśli to nie wystarcza, to sprawna współpraca z policją dzięki GTAZ (Wspólny Ośrodek Ochrony przed Terroryzmem), który nie istniał przed atakami z 11 września, powinna zapobiec takim atakom.

Czy bariery etniczne oraz językowe sprawiają trudności w obserwacji tych struktur?

Bariery etniczne i językowe są zawsze dla nas wyzwaniem. Stawiamy mu czoła, korzystając z pomocy pracowników o pochodzeniu imigranckim i ogólnie szkolimy odpowiednio nasz personel. Jednakże w dalszym ciągu jest to wyzwanie, ponieważ dżihadyści nie należą tylko do jednej grupy etnicznej. Istnieje ich wiele, od Somalijczyków, Afgańczyków i Turków po etnicznych Niemców i innych Europejczyków.

Pracownicy pańskiego biura o pochodzeniu imigranckim spotkali się z rasistowskimi przezwiskami…

Chcę zaznaczyć, że w moim biurze nie ma rasizmu. Znam incydent z 2009 roku – poskutkował on działaniem dyscyplinarnym. Była to kłótnia pomiędzy pracownikami, w której do głosu doszedł bardzo paskudny język – tak samo, jak dzieje się to w innych miejscach. Nie ma to nic wspólnego z rasizmem w pracy.
————————————–
Hans-Georg Maassen był szefem służb bezpieczeństwa wewnętrznego w Niemczech – Federalnego Biura Ochrony Konstytucji (BfV) – od sierpnia 2012 roku. Wcześniej pracował przez ponad dwadzieścia lat jako prawnik w ministerstwie spraw wewnętrznych i od 2008 roku był kierownikiem zespołu do walki z terroryzmem. Zadaniem BfV jest zbieranie informacji na temat grup ekstremistycznych oraz działań szpiegowskich.

Tłumaczenie Veronica Franco
Źródło: http://www.dw.de/head-of-domestic-intelligence-urges-watchfulness/a-16795059

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze