Pegida nie jest chorobą, Pegida to symptom

Autorin Maron ist neue Mainzer Stadtschreiberin
Die Schriftstellerin Monika Maron sitzt am Donnerstag (05.03.2009) im Hof des Gutenberg-Museums in Mainz. Die Berliner Schriftstellerin Maron ist die neue Mainzer Stadtschreiberin. Die 67-Jährige trägt den Titel für ein Jahr. In dieser Zeit soll sie unter anderem eine Fernsehdokumentation für das ZDF erstellen und öffentliche Lesungen veranstalten, bekommt dafür aber eine Dienstwohnung im Mainzer Gutenbergmuseum gestellt. Foto: Fredrik von Erichsen dpa/lrs +++(c) dpa - Report+++
| 8 komentarzy|
image_pdfimage_print

Niemiecka pisarka Monika Maron udała się na demonstrację Pegidy, żeby wyrobić sobie własny, nie medialny, obraz całej sytuacji.

Swoją decyzję tłumaczy tym, że „trudno znaleźć jej właściwy ton dla tego tematu, właściwe słowa, ponieważ dyskusja została zatruta”. Maron nie potrafi ocenić, czy zwolennicy Pegidy w rzeczywistości domagają się prawa do azylu dla uchodźców i jednocześnie szybkiej deportacji tych, którzy tego prawa nie uzyskali. Nic innego jednak na przemówieniach nie usłyszała. I te żądania „nie mogą być ksenofobią czy rasizmem i na pewno nie świadczą o nazistowskich sentymentach”, pisze Maron. „Gdyby były jednak kamuflażem (…) zamknęłabym możliwość dialogu. To jednak (zamknięcie możliwości dialogu – przyp. JW.) wydarzyło się już na początku”, ocenia postawę mediów niemiecka pisarka.

Co dały ataki mediów na Pegidę? Wrogość mediów, polityki dała im poczucie bycia społecznością. Demonstracje przyciągnęły coraz więcej osób, które czują się nie reprezentowane i mogą wykrzyczeć: „Jesteśmy narodem!”, czy „Zakłamana prasa!”.

Autorin Maron ist neue Mainzer Stadtschreiberin„Czy trzy czwarte Niemców to rasiści, ksenofobi i islamofobi?”, pyta Maron. Ostatnie badania wskazują, że już do 75% Niemców popiera całkowicie, w większości lub częściowo ruch Pegida. W dyskusji medialnej epitety „rasista”, „ksenofob”, „wróg islamu” lub „nienawidzący islamu” występują zamiennie, a prawie całkowicie brak określeń „krytycy islamu”, „przeciwnicy islamu”. Ale „dlaczego mam być przyjaciółką islamu?” pyta retorycznie Maron. I odpowiada: „Mogę być przyjaciółką muzułmanów, ale nie przyjaciółką tej nieoświeconej religii z politycznymi aspiracjami, której potencjał nienawiści jest tak duży, że już zachwiał całym światem”.

Dalej formułuje zarzuty wobec rządzących partii: brak uznania, że Niemcy są krajem docelowym imigracji; podwójne obywatelstwa rozciągnięte do n-tej potęgi; burkini (strój kąpielowy muzułmanek, zasłaniający całe ciało); wyjazdy klasowe bez muzułmanek (których nie puszczają nie integrujący się rodzice); gigantyczne meczety; sale modlitewne w szkołach. To także odrzucenie przez rząd świeckich muzułmanów, takich jak Necla Kelek czy Hamed Abdel Samad, a w zamian prowadzenie dialogu z organizacjami islamskimi wykluczającymi świeckość.

Czy Maron obawia się islamizacji Niemiec? „Islamizacja nie zacznie się wtedy, kiedy islam zostanie uznany za religię państwową w Niemczech, ale wtedy, gdy swoimi religijnymi roszczeniami podkopie nasze konstytucyjne i cywilizacyjne zasady” podsumowuje pisarka. Granica jej zdaniem nie przebiega między muzułmanami i nie-muzułmanami, ale tymi, którzy chcą osłabić państwo świeckie, a tymi, którzy go bronią.

JW na podst. Die Welt

obserwuj autora na @jasziek

Monika Maron, wywodząca się z Polski, niemiecka pisarka, laureatka prestiżowej nagrody Kleista, urodzona w 1941 w Berlinie. W 1955 została pasierbicą ministra spraw wewnętrznych NRD, w latach 80-tych zaczęła zajmować się prozą, w której krytycznie odnosiła się do systemu, co pogłębiło jej alienację. W 1988 wyjechała do Niemiec Zachodnich.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze