Parytet ważniejszy od życia

| 4 komentarzy|
image_pdfimage_print

Szymon Hołownia

Nie jestem w stanie uwierzyć, że debata nad przyjęciem 300. chrześcijańskich rodzin, która ma teraz miejsce w Polsce, dzieje się naprawdę.

Parę dni temu rzecz toczyła się podobno na Facebooku Wojciecha Tochmana, gdzie niezłego łupnia (to dla mnie szok) zbierała siostra Małgorzata Chmielewska. Teraz do grona oburzonych pomysłem dołączył (bardzo skądinąd przeze mnie szanowany) Jacek Żakowski. A basują im tłumy. Argumenty internetowych i medialnych mędrców można chyba streścić tak: akcja ratowana syryjskich chrześcijan to ksenofobia i religijny rasizm, dlaczego bowiem ratujemy chrześcijan?

Odpowiadam Panom Redaktorom i tym co zbawiają świat z wygodnego fotela: bo to chrześcijanie poprosili nas teraz o pomoc. Bo ktoś chce ich zabić za to, że są chrześcijanami. Zagrożenie w jakim się znaleźli jest nieodłączne od ich wyznania. ISIS wszędzie gdzie się zjawi, robi straszne zniszczenia, ale nie wiadomo nam nic o tym, by w tym konkretnym rejonie prześladowało za wiarę muzułmanów, hinduistów albo wyznawców bogini Kali. A my tu nie toczymy akademickich debat o tym, komu w przyszłości warto by pomóc, ale reagujemy na konkretne zagrożenie konkretnej grupy ludzi TERAZ. Jeśli na pogotowie dzwoni ktoś z zawałem, nie obdzwaniam okolicy by znaleźć też kogoś z rakiem. Jeśli płonie podpalona przez nazistów synagoga pełna ludzi, nie robię fochów, bo wśród ratowanych są sami żydzi, bo to nie ma żadnego znaczenia. Nie dowożę też na miejsce paru katolików i adwentystów, żeby zachowany był parytet i Panowie Redaktorzy byli usatysfakcjonowani, że działamy równościowo.

Przykładanie kryteriów politycznej poprawności do spraw takich jak ratowanie życia jest naprawdę rzewnym absurdem. Każdy kto był w takiej sytuacji wie, że najpierw trzeba precyzyjnie zdefiniować grupę poszkodowanych i zacząć działać, a później wziąć się za następną grupę i następną. Powtarzam: do nas, do Polaków, zgłosili się teraz bardzo konkretni ludzie, 300. rodzin syryjskich chrześcijan. I co, mamy im odmówić, bo są chrześcijanami? Bardziej zasługiwaliby na pomoc, gdyby było wśrod nich choć pięciu ateistów? A gdyby o pomoc poprosili przedstawiciele jakiejś innej mniejszości, też byłyby dąsy? A może po prostu napiszemy teraz do nich, żeby dobrali sobie obligatoryjnie 1000. muzułmanów, bo sami jako tacy nie przedstawiają dla nas wystarczającej wartości? Może zdążą, zanim zostaną zabici. A może nie. Sorry.

Cały artykuł można przeczytać na blogu Szymona Hołowni: http://szymonholownia.com/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze