Odwrócone poniżenie. Dżihadyści i Zachód

1
Farhad Khosrokhavar
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Richard Landes

Chciałbym zachęcić was do wzięcia udziału w ćwiczeniu w empatii. Dziś przedmiotem naszej empatii będą dżihadyści, a zrozumieć pragniemy „jak reagują oni na to, jak my, zachodni niewierni, traktujemy ofiary ich działań”.

Empatia to nie to samo, co sympatia. Empatia ma miejsce, kiedy wchodzisz w czyjąś sytuację i myślisz w taki sposób jak ta osoba. Jeśli, jak to ma miejsce tutaj, obiekt naszej empatii to ludzie na wskroś odpychający, nauka myślenia na ich sposób wcale nie oznacza sympatii.

Zeby to zrobić, należy spojrzeć na tkwiący w umyśle dżihadysty koncept poniżenia. Poniższe rozważania pochodzą z książki Farhada Khosrokhavara „Inside Jihadism: Understanding Jihadi Movements Worldwide” (2015). Według autora poniżenie odgrywa kluczową rolę na trzech poziomach. Istnieje poniżenie polegające na niższej pozycji świata muzułmańskiego w stosunku do Zachodu. Oto uwagi saudyjskiego ideologa Youssefa Uyayriego:

„Muzułmanie toczą dziś wojnę. Dzisiejsze czasy odróżniają się od przeszłości tym, że istnieje nieznane wcześniej poczucie poniżenia, potępienia, którego przedmiotem jest umma [wspólnota muzułmanów]. Jednocześnie, zamiast mobilizować się i walczyć z tym poniżeniem, muzułmanie pozostają w stanie letargu i anemii. Istnieją słowa Proroka, które przypisują anemię miłości do świata i odrzuceniu śmierci. Dziś ta śmiertelna choroba toczy muzułmański świat”.

Khosrokhavar twierdzi, że o ile w dawnych czasach myśleli tak zarówno muzułmanie, jak i chrześcijanie, którzy byli dwiema zwalczającymi się stronami konfliktu, to obecnie przemoc ze strony zewnętrznego wroga mającego przewagę militarną, o innych upodobaniach religijnych, wiąże się z następującą konsekwencją: wróg zamierza nie tylko zmiażdżyć muzułmanów i walczyć z ich poszczególnymi grupami, ale także zniszczyć sam islam i wykorzenić religię Allaha.

Według Khosrokhavara głównym źródłem tego poczucia poniżenia przez zniszczenie nie są fakty, ale jest ono pośrednie, z przekazów telewizyjnych
.
Taka postawa, paradoksalnie, w mniejszym stopniu charakteryzuje ludzi narażonych na bezpośrednie poniżenie poprzez konfrontację z wojskami okupacyjnymi (Palestyńczycy, Czeczeni, Irakijczycy, Kaszmirczycy). Częściej widoczna jest u innych muzułmanów, którzy za sprawą nowych mediów i sieci komunikacyjnych interpretują to poniżenie tak, jakby było zaprojektowane w celu wymazania muzułmanów z powierzchni Ziemi. Poniżenie staje się czymś wyobrażonym, odczuwanym i uwewnętrznionym pośrednio przez muzułmanów na całym świecie.

CYTAT

Innymi słowy – a jest to typowe dla kultur opartych na honorze i wstydzie – obraz islamu zdominowanego przez wyposażonych w technologię niewiernych, obraz bezsilności, którą muzułmanie widzą w globalnym zwierciadle, wprawia wielu spośród nich we wściekłość. Zwłaszcza tych o triumfalistycznym nastawieniu, nieustannie wściekłych.

Aby to zrozumieć należy zrozumieć kluczowy element kultury honoru-wstydu: dopóki się o czymś nie mówi, nie ma to znaczenia. Żona może zdradzać męża, a cała wioska o tym wiedzieć i taka sytuacja może trwać dopóty, dopóki się o niej milczy. Ale gdy tylko wstydliwy temat zostaje podniesiony, przestaje się go tolerować. Podobnie jest w islamie, od wieków słabszym militarnie niż Zachód i pokonanym wielokrotnie na całym świecie (począwszy od zwycięstwa Napoleona w 1789 r.). Kiedy jednak globalne media ukazują niższość i poniżenie islamu wobec Zachodu, sytuacja staje się nie do zniesienia. Teraz jest już zagrożeniem egzystencjalnym. Mieszkaniec Zachodu, który nie rozumie tego, że dżihadyści walczą o przetrwanie islamu, nie pojmuje też skali tej stawki: dla nich to jest sytuacja „zabij albo daj się zabić”.

Khosrokhavar pisze:
„Dżihadysta, będąc w pozycji ofiary, chce w tej pozycji umieścić innych. Odmawiając innym człowieczeństwa burzy mury własnego poniżenia. W tej metamorfozie najistotniejsza jest śmierć. Europejski „infidel”, niewierny, zostaje poniżony przez dżihadystę, który wpędza go w ostateczną gehennę: konfrontację ze śmiercią. Europejczyk staje się podległy, gdyż w przeciwieństwie do nieustraszonego muzułmanina akceptującego męczeństwo, boi się śmierci. Pierwszy to tchórz, a drugi bohater. Śmierć wynosi muzułmanina z roli niewolnika do roli pana. Człowiek Zachodu przeważa militarnie i ekonomicznie, ale jest słabszy, gdy dochodzi do konfrontacji ze śmiercią. Pełna wiktymizacja zostaje osłabiona, gdy druga strona także zostaje postawiona w roli absolutnej ofiary. Zgodnie z tym sposobem myślenia męczeństwo w swoim symbolicznym znaczeniu jest procesem przesunięcia ofiary do upragnionej przez nią pozycji kata. To przesunięcie nadaje jej nową godność i poczucie dumy, które są przeciwieństwem dawnego poniżenia i negatywnej samooceny”.

To odwrócenie poniżenia to dla dżihadysty klucz do zwycięstwa. Momentalnie staje się nieodłączną częścią kultury honoru-wstydu. Jak wyraził to David Pryce-Jones w dyskusji na temat stosowania przez Arabów kłamstwa: „Celem jest zamiana wstydu w honor u siebie oraz działanie odwrotne w przypadku oponentów”. W perspektywie globalnego upokorzenia, dżihad przydaje tym działaniom kosmicznego wymiaru.

Z tym zrozumieniem rzeczy wróćmy do skutków zachodniej reakcji na dżihadystyczną przemoc. Kiedy dżihadyści wcielają w życie swoje uwielbienie dla śmierci i biorą udział w najbardziej haniebnych zbrodniach na niewiernych, to przede wszystkim sprawdzają cierpliwość i poniżają Zachód. Kiedy dystansujemy się od ich ofiar, potwierdzamy scenariusz, w którym brakuje nam odwagi, żeby się bronić.

Chrześcijanie, którzy nie chcą robić awantury z powodu losu swych braci na Bliskim Wschodzie być może sądzą, że unikają konfliktu. W istocie jednak prowokują ten konflikt i potwierdzają pogląd dżihadystów, że brak nam odwagi do samoobrony. W ten sposób komunikują muzułmanom, że te ofiary nie martwią nas; więcej – że brak nam odwagi i poczucia solidarności do obrony własnych ludzi.

To samo dotyczy Jazydów i Izraelczyków, którzy są ofiarami dżihadu. Gdy Ameryka zmusza Izrael do wypuszczenia więźniów skazanych za mordy na Izraelczykach, izraelski rząd, jakkolwiek niechętnie, zgadza się na to. Aby nie prowokować niezadowolenia, rząd tłumi sprzeciw rodzin ofiar, a komunikat płynie taki sam: zachodni niewierni boją się konfrontacji z nami. Nie mają honoru. Są ofiarami tego, co Mahomet potępiał u biernych muzułmanów – są zbyt przywiązani do życia, żeby walczyć. W tym przypadku my, ludzie Zachodu, chętni jesteśmy wrzucać innych niewiernych pod koła dżhadystycznego autobusu tylko po to, żeby kupić sobie trochę spokoju.

To prowadzi mnie do obecnej sytuacji w Europie. Kiedy w lutym 2006 r. przed duńską ambasadą w Londynie miała miejsce demonstracja przeciwko karykaturom Mahometa, poza groteskowymi transparentami wzywającymi do europejskiego holocaustu i poza człowiekiem przebranym za zamachowca-samobójcę (sześć miesięcy po zamachach samobójczych w Londynie), ktoś uchwycił kamerą następującą tyradę:

To jest dość wczesny znak ostrzegawczy. Tym, którzy zwrócili na to uwagę, powiedział on, że do Europy przybyła wojna plemienna i że w samym jej środku goreje przebudzony muzułmański triumfalizm. Prawdziwi mężczyźni wezmą sobie żony i córki zniewieściałych, wykastrowanych mężczyzn i potraktują te kobiety jak łup wojenny. A władze odwróciły wzrok, nie chcąc wzbudzić wrogości muzułmanów. Policjanci ochraniający to „wolne zgromadzenie” próbowali powstrzymać przechodniów od fotografowania mężczyzny z pasem szahida.

Prześledźmy krótko przebieg wydarzeń: gwałt ma znaczenie szersze, niż to seksualne, plemienno–samcze. Ma także znaczenie religijne. Splugawiłem niewierną żonę, która niegdyś stała ponad mną. Niewierny mężczyzna jej nie obronił, a dar al Islam, teren zdominowany przez muzułmanów, poszerzył się.

W kulturach plemiennych, zwłaszcza arabskiech, nic nie przynosi większego wstydu niż niezdolność do ochrony i kontrolowania własnych kobiet. Kiedy pakistańscy muzułmanie w Rotherham przez ponad dekadę poniżali córki brytyjskich niewiernych, władze brytyjskie nie chcąc „trząść wielokulturową łodzią” odmówiły reakcji na skargi rodziców i pokazały, że są zniewieściałymi, bezsilnymi, totalnymi tchórzami. Ci ludzie zachowali się tak, jak dhimmi zachować się powinni: pozwolili muzułmanom robić z ich kobietami co chcą.

W mediach dominował strach przed pokazywaniem muzułmańskiej agresji w krajach zachodnich. Tak było w przypadku taharush w czasie sylwestrowej zabawy w Kolonii, która, podobnie jak przypadek gwałtów w Rotherham, okazuje się być raczej czymś normalnym, niż odosobnionym.

Wszystko to zostaje zarejestrowane w umyśle dżihadysty jako forma uległości, poddaństwa. Dziennikarze, którzy o tym nie mówią, urzędnicy, którzy nakłaniają kobiety, żeby się inaczej ubierały i zaprzeczają wszelkim związkom pomiędzy uchodźcami i gwałcicielami, aktywiści wymyślający oponentom od islamofobów – wszyscy oni deklarują się jako dhimmi: nie trzeba ich nawet podbijać, aby spełniali żądania triumfalistycznych muzułmanów.

Niezależnie od naszych starań, dla obrony Zachodu i jego wartości tolerancji, sprawiedliwości i wolności, na których się opiera, traktowanie ofiar agresji dżihadu z takim lekceważeniem jest katastrofalne. Nie mamy kręgosłupa, poddajemy się ludziom, którzy gardzą naszymi wartościami. Są tacy mądrzy, gdyż my sami jesteśmy tacy głupi.

Tłumaczenie LO
Źródło: www.theaugeanstables.com

2

Richard Landes – amerykański historyk, wykładowca na Boston University, dyrektor bostońskiego Center for Millennial Studies. Autor książek o średniowieczu i ruchach apokaliptycznych. Obserwator konfliktu na Bliskim Wschodzie (to on ukuł pojęcie „Pallywood” na wyprodukowane ze statystami filmy mające być „dowodami” przeciwko Izraelowi). Jest również autorem druzgocącej analizy tzw. „Raportu Goldstone’a” – „Goldstone’s Gaza Report”, Middle East Review of International Affairs (MERIA), January 2010.

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze