O człowieku, który sprowadził dżihad do Wielkiej Brytanii

image001
Azahar
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Masood Azhar, obecnie lider jednego z najbardziej brutalnych ugrupowań dżihadystycznych w Pakistanie, na początku lat 90. na zaproszenie islamskich kaznodziejów w Wielkiej Brytanii nauczał o dżihadzie.

Azhar, założyciel pakistańskiej bojówki dżihadystycznej Harkat ul Mujahideen, poszukiwany dziś listem gończym przez władze Indii w związku z atakiem na bazę wojskową Pathankot w styczniu bieżącego roku, przyleciał do Londynu w sierpniu 1993 r. Zaledwie w kilka godzin po wylądowaniu na Heathrow wygłosił swoje pierwsze kazanie w meczecie Madina w Clapton, we wschodnim Londynie. Jego wystąpienie dotyczące obowiązku dżihadu wzruszyło do łez wielu uczestników. Wkrótce potem, jak opisywał sam Azhar w swoim czasopiśmie, spotkał się z islamskimi duchownymi na długiej dyskusji poświęconej „dżihadowi, potrzebie dżihadu, szkolenia i innym podobnym kwestiom”.

Analiza archiwalnych materiałów Harkat ul Mujahideen spisanych w języku urdu, przeprowadzona przez brytyjską stację BBC, doprowadziła do ujawnienia wielu szczegółów związanych z wczesną działalnością Azhara w Wielkiej Brytanii. Zawartość dokumentów ukazuje zaskakującą skalę promowania ekstremalnej ideologii dżihadystycznej w głównych brytyjskich meczetach na początku lat 90. Azhar odwiedzał meczety przez miesiąc i wygłosił w tym czasie ponad 40 kazań.

Najbardziej szokującym etapem jego podróży była wizyta w prawdopodobnie najważniejszej islamskiej instytucji w Wielkiej Brytanii – Darul Uloom Bury w Lancashire, szkole z internatem, połączonej z seminarium. W tej placówce kształcił się między innymi szejk Yusuf Motala, najważniejszy islamski duchowny w Wielkiej Brytanii.

Według doniesień BBC, podczas wystąpienia w Lancashire Azhar wyjaśniał uczniom i ich nauczycielom, że znacząca część Koranu poświęcona jest „zabijaniu w imię Allaha”, a istotna część wypowiedzi proroka Mahometa odnosi się do dżihadu.

Materiały ujawnione przez BBC dają posmak przesłania, które Azhar miał do przekazania swoim słuchaczom. W jednym z wystąpień, zatytułowanym „Od dżihadu do raju”, kaznodzieja wyjaśniał, że „młodzież powinna bezzwłocznie szykować się do dżihadu” i że „powinna otrzymać dżihadystczne szkolenie gdziekolwiek się da”. Mówca sam oferował swoje usługi w tym zakresie.
Historia wyprawy Masooda Azhara do Wielkiej Brytanii nie pasuje do narracji promowanej przez przywódców muzułmańskiej społeczności i podobnych im ekspertów. Ich zdaniem szerzenie się ideologii dżihadystycznej w Wielkiej Brytanii nie ma nic wspólnego z działalnością południowo-azjatyckich meczetów na terenie kraju. Uważają oni, że źródłem wszelkich problemów jest garstka islamistycznych arabskich uchodźców pokroju Abu Hamzy czy Omara Bakri Mohammada.

Ci wahabiccy kaznodzieje, działający na uboczu społeczności islamskich, z pewnością odegrali istotną rolę w radykalizacji muzułmańskiej młodzieży w Wielkiej Brytanii. Niemniej jednak to Azhar, pakistański duchowny, jako pierwszy zasiał ziarno współczesnego wojowniczego dżihadu na Wyspach, a dokonał tego za pośrednictwem południowo-azjatyckich meczetów należących do sunnickiego ruchu Deobandi.

Deobandi kontrolują ponad 40% brytyjskich meczetów i kształcą większość mieszkających w Wielkiej Brytanii duchownych. Wywodzą się z sunnickiego seminarium duchownego założonego w XIX w. w miejscowości Deoband, w północnych Indiach. Dziś jest to ruch zróżnicowany – początkowo w Indiach wydał fatwę przeciwko terroryzmowi, współcześnie jednak niektóre madrasy w Pakistanie propagują ideologię dżihadystyczną.

Powiązania między brytyjskimi Deobandi a Masoodem Azharem wyszły na jaw w grudniu 1999 r. Wtedy to porwano samolot linii Indian Airlines i wylądowano nim w Kandaharze, w Afganistanie. Porwani zakładnicy zostali wymienieni na uwięzionego w Indiach Azhara oraz dwóch powiązanych z nim dżihadystów. Jednym z nich był 26-letni student z Londynu, Ahmed Omar Saeed.
Gdy trzej dżihadyści zostali uwolnieni, Azhar założył własne ugrupowanie bojówkarzy, Jaish-e-Mohammed. Saeed z kolei w 2002 roku brał udział w porwaniu i zamordowaniu dziennikarza „Wall Street Journal”, Daniela Paerla w Pakistanie.

Jedną z pierwszych zrekrutowanych przez Azhara osób był Mohammed Bilal z Birmingham. Bilal wysadził się w grudniu 2000 r. przed koszarami wojskowymi w Srinagarze (Indie), zabijając sześciu żołnierzy i trzech studentów.

Kolejną istotną konsekwencją powiązań Masooda Azhara było założenie obozu szkoleniowego i dostarczenie logistycznego wsparcia dla brytyjskich muzułmanów przygotowujących się do ataków w Wielkiej Brytanii. Zamachy z 7 lipca 2005 r., 21 lipca 2005 r. i próba przemycenia płynnej bomby na pokład linii transatlantyckich linii lotniczych w 2006 r., były kierowane przez Rashida Raufa, dżihadystę z Birmingham, wżenionego w rodzinę Azhara w Pakistanie.

Nie do końca znane są relacje pomiędzy Azharem a brytyjskimi Deobandi po tym, jak kaznodzieja zaangażował się we współpracę z Al-Kaidą. Aimsen Dean, były członek Al-Kaidy, zrekrutowany przez brytyjski wywiad w 1998 r., gdy zaczął żywić wątpliwości wobec planów bin Ladena, może rzucić więcej światła na sprawę. Dean – już jako agent MI5 – podtrzymywał przez osiem lat kontakt z Al-Kaidą w kontrolowanym przez Talibów Afganistanie. „Przed 11 września nie było wątpliwości, że Deobandi całkowicie popierali Talibów w Afganistanie” – wyjaśnił. Talibowie, tacy jak Azhar, uważali się za Deobandi.

„Nawet po 11 września wiele meczetów, kierując się solidarnością, uparcie popierało Talibów” – tłumaczy Dean. On sam nie nawoływał do dżihadu z mównicy. Zamiast tego dawał wykłady na niewinny temat islamskiej historii. Dzięki tym wystąpieniom Dean nawiązał kontakt z sympatykami dżihadu, którzy zapraszali go na spotkania w prywatnych domach. Działania podjęte od czasu swojej przemiany, gdy z dżihadysty stał się brytyjskim szpiegiem, Dean opisuje jako największy atut Zachodu w walce z wojującym islamem.

Kolejną osobą, która odegrała istotną rolę w propagowaniu dżihadu w Wielkiej Brytanii, był kaznodzieja z Manchesteru, dr Khalid Mehmood, związany z Masoodem Azharem jeszcze przed 1993 r. Mehmood był jednym z mówców w trakcie spotkania Harkat-ul-Mujahideen w Pakistanie, w 1991 r. Jak sam mówi, pojawił się tam, żeby omawiać kwestie teologiczne i w żadnym stopniu nie zgadzał się na akty terroryzmu i przemocy.

Podobnie jak w przypadku innych uczonych z ramienia Deobandi, Mehmood przestał pojawiać się w czasopiśmie Azhara na długo przed 11 września. Wciąż jednak publikowano jego teksty w gazecie należącej do Sipah-e-Sahaba, ugrupowania

dpowiedzialnego za mordowanie szyitów i innych mniejszości religijnych w Pakistanie. Według doniesień BBC, Mehmood przemawiał na jednej z konferencji w Szkocji, na której obecny był również lider Sipah-e-Sahaba, Azam Tariq.

Wpływy skrajnie prawicowych, polityczno-religijnych ruchów pakistańskich, są wciąż obecne w szeregach Deobandi w Wielkiej Brytanii. Wielu wiernych prezentuje umiarkowane poglądy, nie mają oni jednak dużej władzy w instytucjach islamskich. Walka o wpływy jest zacięta, szczególnie poza granicami Londynu. Kiedy BBC doniosła, że wieloletni członek komitetu meczetu w Glasgow był również członkiem Sipah-e-Sahaba, władze meczetu nie wnioskowały nawet o jego rezygnację. Jeden z członków meczetu powiedział, że chociaż doniesienia te go zbulwersowały, obawiał się, że mówienie o tym publicznie postawiłoby jego samego i jego rodzinę w sytuacji zagrożenia. Obawy te spowodowane były m.in. próbami zastraszania nowego, umiarkowanego zarządu komitetu meczetu, wybranego przez kongregację.

Jeden z rozmówców BBC z Midlands, środkowej części Angli, powiedział, że grożono mu ekskomuniką i przemocą za to, że wyrażał obawy m.in. w związku z propagowaniem nienawiści religijnej. Podobną historię przytoczyła ubrana w nikab kobieta z ruchu Deobandi, która w przeszłości propagowała bardziej pozytywny stosunek do innych religii. Ci religijni konserwatyści, będący z całą pewnością muzułmanami, stawiają czoła uprzedzeniom ze strony niemuzułmańskiej części społeczeństwa obawiającej się terroryzmu. Jednocześnie płacą jednak wysoką cenę za sprzeciwianie się ekstremistom w obrębie własnych społeczności. We wszystkich zacytowanych przypadkach rozmówcy w odniesieniu do osób, które próbowały ich zastraszać, używali terminu „mafia”.

„Każdy, kto pracuje na rzecz sprawiedliwego, godnego społeczeństwa, powinien w przyczynić się do zwalczania podobnych przypadków”, powiedział jeden z rozmówców BBC. „Atakowanie meczetów może być niepoprawne politycznie, ale należy mówić o tego typu rzeczach”.

Bohun, na podst. http://www.bbc.com/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze