Nowe szaty Bractwa Muzułmańskiego

image001
| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

image001Amr Farrag w 2014 roku powiedział, że wszyscy policjanci powinni zostać zabici

 

Eric Trager, Marina Shalabi

Amr Farrag jest znaczącym młodym członkiem Bractwa Muzułmańskiego. Ten 28-letni Egipcjanin cieszy się dużą popularnością w mediach społecznościowych, gdzie promuje ideologię BM.

Zarządza również popularnym i popierającym Bractwo portalem informacyjnym Rassd. Ostatnio nie działa jednak w Kairze. 5 lipca 2013 roku, dwa dni po odpowiedzi egipskiej armii na masowe protesty przeciwko popieranemu przez BM prezydentowi Mohamedowi Morsiemu i jego usunięciu z urzędu, liderzy BM przenieśli Farraga do Stambułu. Dzięki temu uniknął represji, które spotkały Bractwo oraz zyskał szansę by odbudować jego pozycję w mediach społecznościowych. W ciągu kilku tygodni chaosu, które zapanowały po usunięciu Morsiego wielu innych członków BM uciekło do Turcji i w Stambule utworzyło komitet mający na celu przywrócenie władzy Bractwa. Liczyli, że uda im się zachować organizację do czasu aż odzyskają władzę w Egipcie, co z resztą obiecywali swoim zwolennikom.

Jednak z biegiem czasu represje wobec BM tylko się nasilały: 2 500 jego członków zabito, 16 000 trafiło do więzień, a Morsiego skazano na śmierć. W tym czasie niecierpliwość w oczekiwaniu na postęp wydarzeń podzieliła młodszych i starszych członków BM. Farrag i inni młodzi zbuntowali się przeciw starszym oskarżając ich o błędną ocenę sytuacji politycznej, która doprowadziła do obalenia Morsiego i kolejnych porażek bezpośrednio potem. Odrzucili również wezwania liderów do cierpliwej, długodystansowej walki z popieranym przez armię rządem Egiptu, nawołują natomiast do stosowania rewolucyjnych i pełnych przemocy taktyk w celu destabilizacji rządu i to najlepiej w najbliższej przyszłości.

Przywódcy Bractwa stracili również kontrolę nad młodszymi członkami w Egipcie. Ci rozpoczęli po cichu bunt w celu podkopania krajowej gospodarki i obecnej władzy. „Są takie rzeczy o których nie wolno nam mówić” – powiedział Farrag w wywiadzie udzielonym w Stambule w październiku zapytany o działania BM w Egipcie „Chodzi na przykład o czyny nieznanych sprawców, o których mówi się w egipskich mediach, jak na przykład blokowanie dróg czy przewracanie słupów elektrycznych” .

Po raz pierwszy członek Bractwa przyznał publicznie, że to ono jest odpowiedzialne za ataki na egipską sieć energetyczną. Te drobne pęknięcia w strukturze BM nasilały się w ciągu ostatnich miesięcy. Młodsze, rewolucyjne skrzydło BM, reprezentowane przez Farraga, wygrało ostatnie wybory wewnętrzne w organizacji (luty 2015). Jak podaje lider BM Ahmed Abdel-Rahman, organizacja zastąpiła 65% swoich liderów, a 90% nowych przywódców należy do młodszej generacji.

BM otworzyło również „Biuro Egipcjan za Granicą”, które scentralizuje pracę organizacji na obczyźnie i przygotuje grunt pod bardziej agresywną walkę z reżimem prezydenta Abdel Fattah al-Sisiego, który nie przestaje represjonować Bractwa. „Nie będzie rozwiązania politycznego dopóki żądania rewolucjonistów na tym polu nie zostaną spełnione” – powiedział Abdel-Rahman w wywiadzie dla al-Dżaziry odnosząc się do BM i jego sojuszników w Egipcie. „Rewolucja nie skończy się dopóki nie odniesiemy zwycięstwa”, dodał. BM jest bezkompromisowe, jeśli chodzi o realizację jego celu: rząd Sisiego musi zostać obalony. W ostatnim komunikacie wydanym po ogłoszeniu wyroku na Morsiego BM wzywa do „rewolucji, która odetnie głowy od zgniłych ciał” oraz do „eksterminacji prześladowców.”

Nowa, rewolucyjna postawa Bractwa służy dwóm celom. Po pierwsze, chodzi o rebelię przeciw rządowi Sisiego – i tu BM otwarcie zamierza uciec się do przemocy, do czego przyznaje się w mediach społecznościowych. Jego partia polityczna działająca na Północnym Synaju opublikowała niedawno na Facebooku zdjęcia swoich dokonań: płonące opony blokujące tory kolejowe i podpalenie transformatora energii elektrycznej. Ugrupowanie przysięga „wszelkimi środkami walczyć z przewrotem [Sisiego]”.

W tym samym czasie południowy, kairski oddział partii opublikował zdjęcie młodego mężczyzny rzucającego koktajlem Mołotowa. W ten sposób BM nawołuje swoich zwolenników, żeby albo „umarli wśród niewolników, albo zachowali się jak na mężczyznę przystało i przyłączyli do rewolucjonistów”. Inne oddziały Bractwa w całym kraju również publikują zdjęcia młodych islamistów rzucających koktajle Mołotowa, podpalonych torów i komisariatów. Rafik Habib, były wiceprzewodniczący politycznej siły Bractwa, Partii Wolności i Sprawiedliwości, napisał niedawno, że celem tej przemocy są „narzędzia opresji”, czyli infrastruktura, a nie mordowanie ludzi. Tym samym Habib wskazał, że organizacja weszła w nowy etap i dąży do coraz bardziej ekstremalnych form przemocy.

Z pewnością przemoc nie jest Bractwu obca. W czasie rządów Morsiego wielokrotnie atakowało i torturowało jego przeciwników. W tym okresie BM zwołało grupy uzbrojonych w pałki członków samozwańczych straży obywatelskich w swoim głównym miejscu protestów w północnym Kairze, kiedy już obalenie Morsiego było kwestią dni. W następnych miesiącach Bractwo wielokrotnie atakowało auta policyjne, siedziby służb bezpieczeństwa i domy prywatne policjantów. Jednak w tych wszystkich przypadkach BM zachowywało pewien poziom wiarygodnego zaprzeczenia: organizacja twierdzi, że nie ma kontroli nad swoimi „antyprzewrotowymi” odgałęzieniami, które przeprowadziły te ataki oraz żarliwie odcina się od publicznych pogróżek członków BM wobec obcokrajowców przebywających w Egipcie. Co więcej, w styczniu 2015 roku ze strony internetowej Bractwa zniknęło nagranie, na którym jego członkowie nawołują do dżihadu i „męczeństwa”. Choć trudno w to uwierzyć, dwulicowa strategia BM podziałała: mimo że jest coraz więcej dowodów ich zbrodni, administracja Obamy chwali tę organizację za ustne wyrażenie poparcia dla pokojowych metod i kontynuuje spotkania dyplomatyczne z oficjałami Bractwa.

Drugim skutkiem zwrócenia się BM ku przemocy jest możliwość jego współpracy z innymi ruchami rewolucyjnymi przeciwko rządowi Sisiego. Jak powiedział lider BM Mohamed Gaber stambulskiej, popierającej BM sieci Mekamilen: „Na tym etapie Bractwo Muzułmańskie chce użyć całego swego doświadczenia wewnątrz i na zewnątrz, aby osiągnąć swoje cele” oraz „szuka rewolucyjnych sojuszników” wśród sił politycznych, które dążą do zakończenia władzy wojskowych w Egipcie.

Mimo że Bractwo cieszy się złą sławą ze względu na zaściankowość i nieufność wobec obcych, ten nagły zwrot ku szeroko zakrojonej współpracy przeciw reżimowi Sisiego pokazuje, jak mało BM znaczy już w Egipcie. Jest to po części związane z prześladowaniami ze strony władz, ale również z ogólnym spadkiem popularności organizacji wynikający z niepowodzeń jej rządu. Wedle danych szacunkowych samego BM, 70% działań przeciwko reżimowi Sisiego na terenie Egiptu odbywa się bez zaangażowania Bractwa, ale wygląda na to, że organizacja traci wpływy nawet wśród Egipcjan nastawionych nieprzychylnie wobec obecnego rządu.

BM chce również odzyskać kontrolę nad swoimi przedstawicielami na miejscu, gdyż wielu z nich straciło kontakt z aresztowanymi liderami i związało się z innymi ruchami opozycyjnymi. W mediach społecznościowych BM aktywnie promuje takie grupy jak Popular Resistance czy Students Against the Coup, zrzeszające skrajnie lewicowych anarchistów i islamistów niezwiązanych z Bractwem. Grupy te często ścierają się z siłami porządkowymi.

Jednocześnie „Biuro Egipcjan za Granicą” działa na rzecz umocnienia związków BM z innymi opozycjonistami na wygnaniu. Najwyżsi rangą przywódcy zajęli oficjalne stanowiska w Egyptian Revolutionary Council (ERC, Egipska Rada Rewolucyjna), koalicji ugrupowań, które nie chcą pogodzić się z obaleniem Morsiego. ERC niedawno wybrała dwóch członków spoza Bractwa: były członek Chatham House* – Maha Azzam – objął stanowisko przewodniczącego, natomiast były sędzia Walid al-Sharabi został wiceprzewodniczącym. W ostatnich tygodniach ERC wysłała delegację do Azji, gdzie podobno miała ona wywrzeć wpływ na Association of Southeast Asian Nations, żeby ta bojkotowała Egipt oraz prosić Malezję, by kraj ten za pośrednictwem swojego uczestnictwa w Radzie Bezpieczeństwa ONZ wywarł presję na Kair. W ten sposób ERC zapewnia Bractwu parasol ochronny, dzięki któremu może ono kontynuować swoje działania skierowane przeciwko rządowi Sisiego.

Młodzi liderzy Bractwa Muzułmańskiego uciekają się do metod rewolucjonistów i może to doprowadzić do ponownej integracji młodszych kadr, które powszechnie uznają przemoc na drodze zwalczania przewrotu za uzasadnioną i uważają, że BM powinno współpracować z innymi ruchami w opozycji dążąc do tego celu. Nie pomoże to jednak Bractwu osiągnąć ostatecznego celu – odzyskania władzy w Egipcie. Ostatecznie wielu Egipcjan uważa Bractwo za organizację terrorystyczną z powodu brutalnych ataków na protestujących oraz gróźb wobec osób związanych z mediami w czasie rządów Morsiego. Otwarte zachwalanie przemocy i partnerstwa z innymi radykalnymi ruchami zniechęci do Bractwa szerszą opinię publiczną w Egipcie i wzmocni tylko poparcie dla Sisiego. A to oznacza, że Farrag i jego młodzi koledzy eskalują konflikt, którego nie są w stanie wygrać.

—————————-

* Chatham House (nazwa oficjalna: Royal Institute of International Affairs, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych) – najważniejszy brytyjski i jeden z ważniejszych na świecie think tanków zajmujących się badaniem stosunków międzynarodowych.

—————————-

Eric Trager jest stypendystą w Washington Institute for Near East Policy. Marina Shalabi jest asystentką – badaczką w Washington Institute for Near East Policy.

 

Oprac. GB na podstawie https://www.foreignaffairs.com/

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze