Muzułmańska wojna religijna

Alireze Zakani, irański polityk i zaufany Najwyższego Przywódcy irańskiego Alego Chameneiego.
| 5 komentarzy|
image_pdfimage_print

Niemal codziennie prasa donosi o krwawych jatkach urządzanych przez ISIS, Boko Haram, Talibów, Al-Kaidę, Hamas, Hezbollah i inne. Wydaje się jednak, że zasadniczy konflikt toczy się między dwoma głównymi odłamami islamu: między sunnitami i szyitami.

Jest to konflikt trwający niemal od samego początku tej religii, konflikt, który w naszych czasach odżył podczas wojny iracko-irańskiej (w latach 1980-1988), który doprowadził do upadku Libanu, który jest tłem wojny domowej w Syrii, wojny domowej w Jemenie i wojny domowej w Iraku.

Arabski publicysta wyraża zadowolenie z powodu podjęcia przez Zachód i kraje arabskie akcji przeciwko ISIS, stwierdzając, że „znacznie większym wyzwaniem” jest „powstrzymanie ambicji Iranu”. Od dłuższego czasu w krajach zdominowanych przez sunnicki islam słychać obawy związane z możliwością zdobycia broni nuklearnej przez Iran. Al-Habtoor wyraża zaniepokojenie rosnącym przekonaniem Iranu, że ma zdolność przejęcia świata arabskiego. Jest to spojrzenie na bliskowschodnią rzeczywistość, które warto odnotować.

IS jest imprezą towarzyszącą – głównym wyzwaniem jest Iran

Stwierdzenie, że nasz region znajduje się w bezpośrednim niebezpieczeństwie, jest niedopowiedzeniem. Zagrożenia wyłaniają się ze wszystkich kierunków i mają wiele różnych postaci. Większość wypływa z wypaczonych ideologii, które maskują żądzę władzy i dominacji terytorialnej. Obecnie USA razem z ich zachodnimi i głównie sunnickimi sojusznikami arabskimi wreszcie dostrzegły niebezpieczeństwo, jakie stanowi mylnie nazwane „Państwo Islamskie” (niebezpieczeństwo, o którym ostrzegałem przez ponad rok), i wysłały swoje siły wojskowe, by zlikwidować tę śmiertelnie zatrutą grupę w północnym Iraku i wokół syryjskiego miasta Rakaa, gdzie ci mordercy mają kwaterę główną.

Ta interwencja powinna była już dawno mieć miejsce. Niestety, trzeba było dekapitacji zachodnich zakładników, żeby zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej, której nie zgalwanizowała masowa rzeź irackich mężczyzn, kobiet i dzieci. Kiedy jednak wszystkie oczy patrzyły na niszczenie Gazy przez Izrael i horrory dokonywane przez „Państwo Islamskie”, Teheran, stanowiący zapewne znacznie większe zagrożenie dla bezpieczeństwa Bliskiego Wschodu i Zatoki, spokojnie osiąga swoje hegemoniczne cele, nie niepokojony i niezauważany.

Gdybym miał ustawić priorytety poziomów zagrożenia Państwa Islamskiego i Iranu na skali 1 do 10, to pierwsze byłoby na dole, bo 35 tysięcy wojowników nie może mieć nadziei na pokonanie wspólnej potęgi koalicji międzynarodowej z 50 członkami. To prawda, oczyszczenie ziemi z tej zarazy nie zdarzy się z dnia na dzień i, niestety, wielu jeszcze niewinnych ludzi straci życie w trakcie tego procesu. Jednak ogólnie rzecz biorąc ta nikczemna parodia Kalifatu będzie tylko przypisem w jutrzejszych podręcznikach historii.

Powstrzymanie ambicji ajatollahów z Iranu jest dużo poważniejszym wyzwaniem, którym nikt się nie zajmuje. Wręcz przeciwnie: Iran zyskał aurę szacowności dzięki amerykańskim staraniom o detente, kiedy już doprowadzono do zbliżenia w sprawie różnic dotyczących irańskiego programu nuklearnego. Fakt, że Iran jest jednym z największych sponsorów terroru, nie figurował w równaniu USA.

Wieloetapowa strategia Iranu

Co to są za ambicje? Nie potrzeba zgadywać, odpowiedź jest znana bez cienia wątpliwości. Iran zamierza eksportować swoją markę ideologii szyickiej do tak wielu państw regionu, jak to możliwe, albo bezpośrednio, albo pośrednio przez marionetkowe organizacje w celu zastąpienia rządów sunnickich rządami szyickimi. Byłem tego świadomy od dziesięcioleci i apelowałem raz za razem do państw członkowskich GCC i naszych sojuszników arabskich, by jasno spojrzeli na ten problem i zrobili wszystko, co w ich mocy, by zapewnić, że nasze wnuki nie będą mówiły w języku perskim.

Przesłanie jest jasne. Mogę tylko mieć nadzieję, że usłyszą deklaracje prosto z pierwszej ręki, wypowiedziane przez Alireze Zakaniego, irańskiego ustawodawcę i zaufanego Najwyższego Przywódcy irańskiego Alego Chameneiego. Krótko mówiąc, w niedawnym przemówieniu w parlamencie ujawnił on zamiary mułłów. Iran znajduje się obecnie na etapie swojego “Wielkiego Dżihadu”, który wymaga szczególnej strategii i ostrożnego podejścia, powiedział, przechwalając się równocześnie, że „trzy stolice arabskie są obecnie w rękach Iranu i w rękach ludzi stowarzyszonych z Irańską Rewolucją Islamską”. Dodał, że jemeńska stolica Sanaa jest na dobrej drodze do zostania czwartą, z co najmniej 14 z 20 prowincji znajdującymi się pod panowaniem Houthi. Nie wymienił tych stolic arabskich, ale zakładam, że mówił o Damaszku (reżim szyitów-alawitów), Bejrucie (pod kontrolą szyickiej organizacji bojowej Hezbollahu) i Bagdadzie, którego konstytucja zapewnia, że premier musi pochodzić ze społeczności szyickiej. I, tak, Jemen – kraj uważany za
miejsce narodzin narodu arabskiego – wpadł w ręce szyitów Houthi, byłych separatystów przemienionych w terrorystów; nie zadowalając się dłużej dążeniem do części kraju, teraz starają się przejąć go w całości.

Alireze Zakani, irański polityk i zaufany Najwyższego Przywódcy irańskiego Alego Chameneiego.
Alireze Zakani, irański polityk i zaufany Najwyższego Przywódcy irańskiego Alego Chameneiego.

Z powodu wahań naszych rządów, by stanąć wraz z rządem jemeńskim przeciwko tym terrorystycznym marionetkom, umożliwiliśmy im spełnienie ich aspiracji. Prezydent Jemenu, Abd Rabbu Mansour Hadi, został zmuszony po gwałtownym przejęciu większości stolicy do podpisania układu z rebeliantami, czego wynikiem jest mianowanie Houthi jako doradców politycznych, jak również inne ustępstwa. Hadi określił tę umowę jako „historyczną”. Ja nazywam ją katastrofalnym błędem oceny, na który niechętnie zgodził się człowiek przyparty do muru. Szybki podpis uczynił go wspólnikiem w tym przestępstwie. Sprzedał swój kraj Iranowi za cenę spokoju, ale zamiast dotrzymać słowa i wycofać się z miasta, Houthi żądają teraz coraz większych ustępstw.

Nie dziwi mnie, że Houthi świętują swoje zwycięstwo pokazami fajerwerków i atakami odwetowymi na swoich wrogów… Co jednak jest naprawdę szokujące, to że ONZ udzieliła temu porozumieniu swojego błogosławieństwa.

Jeszcze bardziej osłupiający jest fakt, że niektórzy przywódcy arabscy pogratulowali rządowi jemeńskiemu za ten krok ku „pojednaniu”. Co oni sobie myślą? Houthi, z powodu ich bliskości, liczebności (około ośmiu milionów) i okrucieństwa… są większym zagrożeniem bezpieczeństwa państw Zatoki niż nawet Hezbollah. Cały ten scenariusz wydaje się koszmarem sennym, w którym pędzę goniony przez ohydnego potwora, podczas gdy wszyscy wokół mnie uśmiechają się i gawędzą – mimo że potwór wypluwa płomienie i przypala im włosy.

Nic dziwnego, że Alireza Zakani jest zadowolony! Przypomina, że przed Rewolucją Islamską były dwa główne składniki osi USA w regionie – islam saudyjski i sekularyzm turecki. Obecnie, mówi, równowaga polityczna zmieniła się na korzyść Iranu. „Dzisiaj jesteśmy u szczytu naszej siły i jesteśmy zdolni narzucić naszą wolę i interesy strategiczne na cały region” – powiedział, twierdząc, że Iran jest odpowiedzialny za utrzymywanie reżimu Assada u władzy i za uratowanie Bagdadu przed „Państwem Islamskim”. W rzeczywistości Iran destabilizuje i dzieli, i za pomocą Hezbollahu sparaliżował Liban. Nadal umyka mojemu pojmowaniu, dlaczego narody Zachodu, włącznie z USA, określiły tylko skrzydło militarne  Hezbollahu jako „terrorystyczne”, kiedy skrzydła polityczne i militarne mają tego samego przywódcę.

Kraje GCC są teraz otoczone przez Iran

A teraz naprawdę chciałbym, by kierownictwo GCC uważało na to, co mówię. Spisek irański nie kończy się w Jemenie. „Z pewnością rewolucja jemeńska nie będzie ograniczona do samego Jemenu” – mówi Zakani. – „Po tym sukcesie sięgnie do terytorium Arabii Saudyjskiej, biorąc pod uwagę długą granicę jemeńsko-saudyjską – dwa miliony uzbrojonych ludzi są w Jemenie – i nie potrwa długo, a będzie kolej na Arabię Saudyjską”.

A jednak czytam, że Rijad i Teheran przeżywają odwilż we wzajemnych stosunkach! W rzeczywistości, jesteśmy bardzo narażeni. Państwa GCC, od Arabii Saudyjskiej do Omanu są ze wszystkich stron otoczone przez wrogich szyitów będących pod wpływem Teheranu, czy są to Irańczycy, Irakijczycy, czy Houthi. Zamiast jednak działać na rzecz wzmocnienia naszej obrony, klepiemy terrorystów Houthi po plecach, przymykamy oczy na zbrodnie Hezbollahu i obejmujemy przedstawicieli Iranu.

Mogę tylko czepiać się nadziei, że teraz, kiedy niektóre z naszych krajów zostały zmobilizowane do działania przeciwko Państwu Islamskiemu, nasze armie i siły powietrzne rozszerzą swoje operacje, by odebrać Syrię , Irak, Liban i Jemen zanim świat sunnickich Arabów zostanie zredukowany do cienia w coraz mroczniejszej nocy perskiej. Musimy wysoko trzymać naszą flagę CGG i pokazać spiskowcom wokół nas, że przejrzeliśmy ich grę – której nie pozwolimy im wygrać.

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie Khalafalhabtoor.net, 25 września 2014 roku.

Źródło: MEMRI, Specjalny komunikat Nr 5850 30 września 2014

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Przedruk za ListyZNaszegoSadu http://www.listyznaszegosadu.pl/rozmowy-z-hili/muzulmanska-wojna-religijna
———————————————–

Chalaf Ahmad Al-Habtoor
Znany biznesman ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jest przewodniczącym Al-Habtoor Group, konglomeratu specjalizującego się w budownictwie i energetyce oraz częstym komentatorem spraw politycznych i dyplomatycznych.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze