Wiadomość

Mieszkańcy greckich wysp chcą odzyskać swoje życie

Miejscowi ludzie są gniewni. Gniewni są też migranci. Od 2015 roku dziesiątki tysięcy migrantów wylądowały nielegalnie tu, na greckich wyspach. Jedni wyjeżdżają, inni zostają, ale większość czeka na „rozpatrzenie” ich spraw w nadziei na znalezienie drogi do bogatszych krajów Europy, takich jak Niemcy.

Lesbos, wyspa położona na najbardziej na wschód wysuniętym kącie Europy i obok sąsiadującej Turcji, która kiedyś była rajem, jest jedną z ofiar tej sytuacji.

Zawsze jest lżejsza strona spraw. Właściciel tawerny wspomina dialog z 2015 roku, jaki miał z syryjskim migrantem, który właśnie wysiadł z gumowej łodzi, która przewiozła go do tego zakątka Lesbos po niebezpiecznej podróży. Uchodźca pojawił się w tawernie i łamaną angielszczyzną zapytał: „Powiedz mi szybko, skąd odchodzi pociąg do Niemiec?”

Vangelis Stelianou, właściciel pięknej tawerny H Mouria tou Myrivil” w Skala Sykamineas na północnym krańcu Lesbos, opowiada jak działa ”biznes uchodźców”, opierając się na opowieściach setek migrantów, którzy zazwyczaj najpierw przybywają na próg jego tawerny, ponieważ odległość między tureckim lądem a Lesbos jest tutaj najmniejsza (zaledwie 8 km.): „To jest 1500 euro od osoby, a jedna łódź zabiera 60 osób. Obrót jednej łodzi daje więc 90 tysięcy euro, jeśli przepływa raz dziennie”.

„Zazwyczaj turecka straż graniczna towarzyszy nielegalnym łodziom do brzegów Lesbos i odpływa” – mówi Stelianou, wskazując na zdjęcie, jakie zrobił 29 sierpnia 2019 roku, pokazujące około tuzina nielegalnych łodzi tuż obok Skala Sykaminea i tuż za nimi łódź tureckiej straży granicznej.

W Moria, największym obozie na wyspie Lesbos, 19 tysięcy migrantów szuka obecnie schronienia w miejscu przeznaczonym dla 2840 ludzi. Całkowita populacja Mytilini, stolicy Lesbos, wynosi około 29 tysięcy. Wynikiem jest frustracja.

4 lutego mieszkańcy Lesbos wdarli się do biura rządu, odpowiedzialnego za Wyspy Egejskie i żądali reakcji Aten na przeludnienie w obozie Moria. „Przyznam, że nie jestem optymistyczny” – powiedział reporterom gubernator Północnego Regionu Egejskiego, Kostas Moutzouris po spotkaniu z mieszkańcami. Poprzedniego dnia grecka policja w Mytilini starła się z protestującymi, którzy próbowali powstrzymać marsz około dwóch tysięcy migrantów przed dotarciem do stolicy.

Kostas Moutzouris

„To zależy od tureckiego rządu – powiedział jeden z miejscowych. – Oni umyślnie używają karty migrantów do przetargów z Unią Europejską”. W 2016 roku Ankara i Bruksela podpisały umowę, według której UE przeznaczyła sześć miliardów euro na pomoc dla migrantów i bardziej liberalne przyznawanie wiz tureckim obywatelom w zamian za powstrzymanie migrantów przez Turcję przed przyjazdem do Europy. Ta umowa nie zatrzymała strumienia uchodźców z tureckiego wybrzeża. Turcja twierdzi, że jak dotąd wypłacono tylko 2 mld dolarów.

W październiku islamistyczny prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdoğan, obiecywał wysłanie (dalszych) milionów uchodźców do Europy, jeśli kraje UE nie poprą propozycji osiedlenia ich w syryjskiej „strefie bezpieczeństwa”. Nieco wcześniej Erdoğan groził UE wysłaniem „w waszą stronę 3,6 milionów uchodźców (których gości Turcja)”. Tą groźbą Erdoğan nie tylko szantażuje UE uchodźcami, ale także zwraca się do populacji tureckiej, coraz bardziej gniewnej wobec sytuacji z syryjskimi migrantami. Sondaż uniwersytetu w Stambule z 2017 roku ujawnił, że ponad 85% Turków chce repatriacji migrantów znajdujących się w Turcji.

Co robić? Wyraźnie nie ma wielu powodów do optymizmu. Były grecki ambasador w Turcji, Ioannis Corantis, powiedział: „Można bezpiecznie założyć, że strumień uchodźców – czy są politycznymi, czy po prostu ekonomicznymi migrantami – będzie trwał niezmniejszony, dopóki Turcja używa ich jako środka nacisku na Grecję i na UE dla własnych celów, biorąc pod uwagę oczywiste trudności, jakie mają greckie władze w zatrzymaniu napływu uchodźców przez morską granicę między greckimi wyspami na Morzu Egejskim a tureckim lądem”.

Corantis powiedział także, że jego zdaniem realistyczne rozwiązanie problemu powinno składać się z dwóch filarów. Pierwszym byłby zestaw prawnych i wykonawczych posunięć w Grecji – z których część już jest zrealizowana – w celu polepszenia kontroli granicznej na morzu, przyspieszenia procedur badania próśb o azyl, a następnie wydalenia lub repatriacji wszystkich, którzy otrzymują odmowę azylu. Do tego poważne kary dla szmuglerów ludzi i dobrze zorganizowana publiczna kampania informacyjna w krajach pochodzenia migrantów o losie ich obywateli, którzy chcieliby emigrować.

Drugi filar składałby się z ogólnego porozumienia między UE a Turcją – pozostawiając na boku niesławną i całkowicie nieskuteczną deklarację UE-Turcja z 16 marca 2016 roku – w której państwa członkowskie UE zobowiązałyby się przyjąć bezpośrednio i nie przez Grecję określoną liczbę uchodźców według uprzednio ustalonych kryteriów. „W zamian – zakończył Corantis – Turcja powinna otrzymać finansową rekompensatę, jak już otrzymuje”. Greccy wyspiarze chcą z powrotem swoich wysp – i swojego życia. Niestety, nie dostaną ich z powrotem w przewidywalnej przyszłości.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Źródło tekstu polskiego: www.listyznaszegosadu.pl

Udostępnij na
Video signVideo signVideo signVideo sign
Burak Bekdil

Burak Bekdil

Wieloletni publicysta wychodzącej w języku angielskim gazety tureckiej "Hurriyet Daily News", w 2017 zwolniony za publikowanie artykułów na Zachodzie, wyemigrował z Turcji w obawie przed aresztowaniem.

Inne artykuły autora:

Święta wojna Erdogana przeciw “niewiernej Europie”

Stronnicy Erdogana nie wahają się użyć przemocy

Turcja nadrabia miną w obliczu pandemii