Meczet na 11 września

Protesty przy meczecie w Ground Zero, "Zatrzymajcie budowę tego meczetu!!, To jak powtórne zabijanie wsztstkich ofiar zamachów z WTC, To policzek wymierzony wszystkim Amerykanom"
| 5 komentarzy|
image_pdfimage_print

Burmistrz jest „za”. Obama początkowo był „za”, ale zmienił zdanie. Większość nowojorczyków jest przeciw. Sprowadzanie sprzeciwu wyłącznie do islamofobii niewiele wyjaśnia.

Protesty przy meczecie w Ground Zero, "Zatrzymajcie budowę tego meczetu!!, To jak powtórne zabijanie wsztstkich ofiar zamachów z WTC, To policzek wymierzony wszystkim Amerykanom"
Protesty przy meczecie w Ground Zero, "Zatrzymajcie budowę tego meczetu!!, To jak powtórne zabijanie wsztstkich ofiar zamachów z WTC, To policzek wymierzony wszystkim Amerykanom"

Protest przeciw planom budowy meczetu w strefie Ground Zero nie jest wyłącznie spontaniczny. Jego temperatura ma związek ze zbliżającą się kampanią przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi. Amerykańska prawica usiłuje ubrać Obamę w szaty jeśli nie muzułmanina, to przynajmniej ultraliberała, któremu obce są niepokoje przeciętnego Amerykanina. Uważa się, że to z powodów wyborczych przywódca większości demokratycznej w Senacie Harry Reid jest przeciw.

Po obu stronach nie brakuje, niestety, retoryki przesiąkniętej głębokimi uprzedzeniami. Ale samo kwestionowanie lokalizacji meczetu nie może być traktowane jak przejaw nienawiści. Byłaby to zbyt daleko posunięta poprawność polityczna. Wielu protestujących wyraża uczucia dalekie od poglądów ekstremy. Uważają, że meczet w tym miejscu to co najmniej dowód braku wrażliwości.

Prezydent jako strażnik konstytucji, która gwarantuje swobody religijne, poparł pomysł. Jako prawnik opowiedział się za uszanowaniem podjętej w zgodzie z prawem decyzji. Wierzył także, jak wielu Amerykanów, że zgoda na tę budowę będzie dowodem tolerancji i chęci wspierania dialogu. Ale jednak nie pozostał obojętny na argumenty krytyków i sceptyków i spojrzenie przez pryzmat wrażliwości.

Badania przeprowadzone wśród mieszkańców miasta przez dziennik „New York Times” pokazują znaczną nieufność wobec muzułmanów i silny sprzeciw wobec idei budowy meczetu. Na pytanie, czy amerykańscy muzułmanie są bardziej niż inni obywatele kraju skłonni do sympatyzowania z terrorystami, pozytywnie odpowiedziało aż 33 proc. respondentów. Chociaż 72 proc. uważa, że można otworzyć „miejsce kultu religijnego” w pobliżu Ground Zero, to ten odsetek spadł do 62 proc., gdy słowa „miejsce kultu religijnego” zastąpiono słowami „meczet i islamskie centrum kulturalne”. 67 proc. ankietowanych uważa, że dla tego projektu należy znaleźć „mniej kontrowersyjne miejsce”.

Meczet dzieli muzułmanów

Pomysł zbudowania meczetu w strefie Ground Zero budzi mieszane uczucia także wśród muzułmańskich mieszkańców Nowego Jorku. Z sondażu „New York Timesa” wynika, że podczas gdy część z nich uważa, że skoro lokalizacja jest zgodna z prawem i została zatwierdzona, nie ma najmniejszego powodu, aby od budowy meczetu odstępować, to inni, ze względu na sprzeciwy, byliby skłonni przenieść meczet trochę dalej. Są też tacy, którzy sam pomysł uważają za nie do końca przemyślany.

Podobnie sądzą niektórzy liderzy świata muzułmańskiego spoza Ameryki. Abdel Moety Bayoumi z egipskiego uniwersytetu Al-Azhar, który jest ważnym ośrodkiem teologicznej myśli sunnickiej, powiedział, że idea budowy meczetu w pobliżu Ground Zero świadczy o braku mądrości amerykańskich muzułmanów. „Stworzy to nierozerwalny związek między islamem a 11 września”. Inni jego koledzy z tegoż Al-Azharu uważają, że pomysł budowy meczetu to syjonistyczna konspiracja celem zdyskredytowania islamu.

Khaled Al-Haroub z Uniwersytetu Cambridge napisał w palestyńskim dzienniku „Al-Ayyam”, że muzułmanie mogą wygrać sprawę w sądzie, ale przegrać ją w osądzie opinii publicznej. „Stawiamy coraz większe żądania religijne Zachodowi, podczas gdy sami odrzucamy nawet drobne postulaty mniejszości religijnych żyjących wśród nas” -zauważył.

Dalil Boubakeur z Wielkiego Meczetu w Paryżu powiada: „Istnieją symboliczne miejsca, które budzą pamięć niezależnie od tego, czy się tego chce, czy nie. I nie jest dobrze, aby budzić tę pamięć”.

Granice tolerancji

W nowojorskiej debacie chodzi nie tylko o prawo, o mądrość samego pomysłu czy wreszcie o wrażliwość lub jej brak. Spór dotyka tak aktualnych kwestii jak imigracja, wolność słowa czy swoboda praktyk religijnych. Odnosi się też do sprawy znacznie ważniejszej – jak dzisiejsi muzułmanie rozumieją pojęcie tolerancji.

Tenże Boubakeur, urodzony 70 lat temu w Algierii, przyznaje, że islamscy fundamentaliści wykorzystali swobodę, jaką im oferowały liberalne społeczeństwa Zachodu, do organizowania ataku na te społeczeństwa. – Wiara, że tym, którzy oferowali islamistom gościnę, nic z ich strony nie grozi, była śmiertelnym błędem – mówi Boubakeur. Dziś trzeba te postawy zrewidować, ale jednocześnie chronić się przed islamofobią. Islamski fundamentalizm, jego zdaniem, oznacza klęskę muzułmańskich teologów. Bo, choć przemoc kłóci się z zasadami islamu, oni nie uczynili nic, aby powstrzymać i potępić terror.

Zdaniem Reuela Marca Gerechta z Fundacji Obrony Demokracji „wielu tradycyjnych muzułmanów nadal definiuje tolerancję, podobnie jak kiedyś robiła to chrześcijańska Europa. Lepsza religia zgadza się nie nękać religii podrzędnej tak długo, jak długo wyznawcy tej drugiej nie zadzierają nosa”. Tak rozumiana tolerancja kłóci się z dzisiejszymi zasadami demokratycznymi zakładającymi równość wyznań.

Tawfik Hamid, niegdyś członek fundamentalistycznego ugrupowania Dżemaja Islamija odpowiedzialnego za morderstwa setek egipskich policjantów i żołnierzy oraz tuzinów turystów, a dziś reformator, uważa, że „ci, którzy zawężają definicję radykalnego islamu do terroryzmu, ignorują – i pośrednio aprobują – nauki szariatu zezwalające na zabójstwo odszczepieńca, przemoc wobec kobiet i gejów, i antysemityzm”. I dodaje: „Umiarkowany islam nie może być bierny. Powinien aktywnie reinterpretować te części tekstów religijnych, które mogą uzasadniać przemoc, a nie wybierać te, które posługują się językiem pokoju. Umiarkowany islam musi zdecydowanie odrzucić barbarzyńskie praktyki dżihadu”.

Zdaniem Anwara Ibrahima, przywódcy opozycji w Malezji, muzułmanie nie mogą się ograniczać do przypominania światu o swej wspaniałej spuściźnie intelektualnej i kulturowej, ale stanąć w awangardzie tych, którzy odrzucają przemoc i terror. „Piłka jest po naszej stronie”.

Więcej na:  wyborcza.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze