Libijski watażka, nadzieja Unii Europejskiej?

image001
Ludzie komendanta Al Biji szykuja się na nocny patrol (fot. Moises Saman)
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Obecny rząd libijski, w którym EU pokłada swoje wszystkie nadzieje, nie ma nad krajem prawie żadnej kontroli. Parlament w Tobruku nie uznał władzy premiera Fayiza as-Sarradscha i potężny generał Haftar, rządzący na wschodzie kraju, odmawia z nim współpracy.

ISIS opanowało dużą część miast i według szacunków ekspertów około 1700 różnych grup zbrojnych zwalcza się w skomplikowanej wojnie domowej między klanami, plemionami, odłamami religijnymi i terytoriami poszczególnych watażków. Rywalizujące zbrojne grypy kontrolują miasta, drogi, rafinerie i pola naftowe. I bardzo intratny interes przemytu ludzi, którzy chcą się dostać przez Morze Śródziemne do Europy.

Według informacji podawanych przez rząd niemiecki, około miliona imigrantów czeka na taką podróż. Około 300 tysięcy z nich mogłoby w 2017 roku dotrzec do wybrzeży Europy. Te setki tysięcy ludzi nakręcają milardowe zyski dla przemytników i handlarzy ludzkim towarem. Około 2500 dolarów za jedną osobę kosztuje przeprawa do Włoch. Gdy liczbę tę pomnożymy przez 181 000 ludzi, którzy w 2016 dostali się do włoskiego wybrzeża i 5000 zarejestrowanych przypadków utonięć, przemytnicy zarobili na tym procederze około 450 milionów dolarów. Ludzie ci są również odpowiedzialni za porwania kobiet i dzieci, sprzedaż ich w niewolę i wykorzystywanie seksualne.

W całym tym nieprzejrzystym wirze działa jeden z lokalnych watażków, posiadający własną łódź i 37 uzbrojonych najemników. Motywy jego działania są niejasne, jednak słaba Europa jest zdana na takich właśnie ludzi. Szefowie państw i rządów krajów członkowskich UE w lutym 2017 zawarli na Malcie umowę z Libią. Libijska straż wybrzeża ma patrolować Morze Śródziemne, wyłapywać łodzie i zawracać je ku brzegom Libii. Na jej czele stoi Salem Ibrahim Milad, znany jako Al Bija, wzbudzający lęk przywódca zbrojnej grupy, który wypowiedział wojnę przemytnikom.

Jego powiązania z Zachodem są niejednoznaczne i tajemnicze. Dla jednych to bohater, dla innych przestępca i morderca. I dla politycznych przywódców zgromadzonych wokół Angeli Merkel jest jedyną szansą na powstrzymanie przemytników w Libii, kraju pozbawionym centralnego rządu.

Al Bija został ciężko ranny podczas rewolucji w 2012 roku. Wywieziono go do Berlina, gdzie w szpitalu St.-Marien- Krankenhaus przeszedł szereg skomplikowanych operacji. W Niemczech spędził trzy lata. Od około dwóch lat kontroluje wody od tunezyjskiej granicy do Dschansuru, niedaleko Trypolisu – terytorium 30 razy większe niż Jezioro Bodeńskie.

Czy można nazwać go sprzymierzeńcem? Człowiekiem Merkel w Libii? W celu powstrzymania przemytników Włochy wygospodarowały 200 milionów euro i taką samą sumę wyłożyła na początek Unia. Ale czy tacy ludzie, jak Al Bija, należą do tych „dobrych“, czy też grają podwójną rolę? Dla Al Biji nie ma jednak dotychczas żadnej alternatywy.

Sześć lat po obaleniu i śmierci Kadafiego w wyniku międzynarodowej interwencji zbrojnej w 2011 roku, dawno już zniknęła euforia związana z Arabską Wiosną. Mało kto wierzy jeszcze w demokrację w Libii. Brygady narodowe, które podczas rewolucji przy wsparciu Zachodu podniosły się przeciw dyktaturze, nie zaprzestały walki. Plądrują nadal magazyny broni, zajmują puste budynki ministerialne, wspierają inne zbrojne grupy.

image003
Nielegalni imigranci zatrzymani przez libijską straż przybrzeżną

I tutaj, w państwie watażków, konfliktów i organizowanego przemytu ludzi, Europa chce zarządzać ochroną granic w celu powstrzymania imigracji z Afryki. Ale czy tacy watażkowie, jak Al Bija, są odpowiednimi partnerami? Jako łowca przemytników na żołdzie EU? Bo jedno jest pewne – Al Bija zbrojnie wywalczył sobie kontrolę nad wielkim terytorium. Nie stoi za nim żadna legitymizacja polityczna, jego siłę stanowi ilość posiadanej broni.

Zresztą eksperci, tacy jak włoska dziennikarka Nancy Porsia, która od lat pisze z Libii, są pewni: „Libijska straż wybrzeża jest zamieszana w handel ludźmi”. Pułkownik Tarek Shanboor, któremu podlega ministerstwo spraw wewnętrznych w Trypolisie, potwierdza: „Mamy przemytników we własnych szeregach, to jest poważny problem”

Jednak Europa, słaba i miotana wewnętrznymi konfliktami, nie ma jak na razie wyboru.

Natalia Osten-Sacken, w oparciu o relację dziennikarza Michaela Oberta

Źródło: http://sz-magazin.sueddeutsche.de/

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze