Le Monde Diplomatique jako źródło prawdy

zrzut z ekranu
| 3 komentarzy|
image_pdfimage_print

Autor tekstu: Andrzej Koraszewski

Czy wolno krytykować Izrael? To pytanie zadawane jest wyjątkowo często. Zdawał je Günter Grass w swoim słynnym wierszu, zadają je nieustannie uczestnicy elektronicznej intifady przeciw Izraelowi. Cóż, wolno krytykować Izrael. Warto jednak zapytać, czy wolno bronić Izrael przed oszczerstwami i ewidentnymi kłamstwami? Tu wyznawcy pytania „czy wolno krytykować Izrael” nie są już tacy pewni.

Kilka dni temu Jacek Tabisz zwrócił uwagę na oświadczenie redakcji „Le Monde Diplomatique” , w którym redakcja skarżyła się swoim czytelnikom na panią Monikę Krawczyk. Jak się okazuje redakcja pisma organizowała panelową dyskusję po pokazie filmu „Droga do Apartheidu”. Filmu, o którym w oświadczeniu czytamy:

…nagrodzony na licznych festiwalach i wyreżyserowany przez Izraelczyka oraz dziennikarkę pochodzącą z RPA zawiera wywiady z izraelskimi, palestyńskimi i południowoafrykańskimi obrońcami praw człowieka, w tym przedstawicielami największej izraelskiej organizacji praw człowieka B’Tselem, izraelskiego historyka Ilana Pappe, czy nominowanego do Pokojowej Nagrody Nobla Izraelczyka Jeffa Halpera.”

Tymczasem pani Monika Krawczyk, zażądała udziału w tym panelu oraz napisała mail (nadal cytuję za oświadczeniem)

…zatytułowany „Antysemicki panel w ramach festiwalu Afrykamery (Warszawa, kino Luna) — w przeddzień rocznicy powstania w Getcie” do instytucji wspierających festiwal finansowo (władze miasta Warszawy, PISF, Ministerstwo Kultury), w którym dopuściła się zniesławiających nas, a całkowicie bezzasadnych i nieudokumentowanych pomówień, pisząc: „Jak wiadomo z poprzednich debat z udziałem wyżej wymienionych panelistów – dyskusja zamieni się w antysemicką nagonkę zmierzającą do podważania w ogóle istnienia Państwa Izrael na mapie świata.” Uznała, za niestosowne brak reprezentacji strony „proizraelskiej”.

Oburzona tą bezczelnością redakcja wycofała się z organizacji tej dyskusji i ujawniła światu bezczelne knowania mające na celu uniemożliwienie krytyki Izraela.

Dyskusja po tym oświadczeniu była ze wszech miar interesująca, ukazuje bowiem samą istotę sporu o to, czy wolno krytykować Izrael oraz czy wolno na tę krytykę odpowiadać.

Ponieważ oboje z żoną weszliśmy do tej dyskusji, gdzie żona pisała m.in., iż zarzuty apartheidu pod adresem Izraela są, delikatnie mówiąc, absurdalne, stwierdzając:

Tak, mówię, że w Izraelu nie ma apartheidu. Nie mówię, że nie ma dyskryminacji i gorszego przydziału zasobów dla mniejszości arabskiej, podobnie jak we wszystkich państwach świata, gdzie mniejszości mają gorzej (proszę popatrzeć na polskich, czeskich, węgierskich lub rumuńskich Romów). Mówię jednak, że prawo izraelskie jest równe dla wszystkich, że państwo stara się te nierówności wyrównać, nie zaś pogłębić, że b. dużo zależy od samych Arabów, którzy zresztą często skarżą się, że reprezentujące ich partie zamiast zajmować się problemami alokacji środków na wykształcenie, na budowy nowych osiedli itp., walczą o „Palestynę”. Nie, Izrael nie jest idealnym społeczeństwem (może mi Pani takie pokazać gdziekolwiek na świecie?), ale na pewno nie ma nic wspólnego z koszmarnym, uświęconym prawem systemem apartheidu. Czym innym jest wykazywanie niesprawiedliwości i dyskryminacji, a czym innym delegitymizacja (co słowo „apartheid” automatycznie sugeruje) kraju, który na dodatek od chwili swego powstania spotyka się z nieustanną wrogością swoich sąsiadów i musi olbrzymie sumy przeznaczać na zbrojenia zamiast na poprawę warunków życia tak większości, jak mniejszości.

Ja, ze swojej strony pisałem, że państwo ani samorząd nie powinny wspierać finansowo tego rodzaju strzelania do jednej bramki, bo jest to zwyczajna nieuczciwość. Zarówno ten, jak i kilka innych moich wpisów zostało usuniętych. Pozostały po nich ślady w postaci odpowiedzi innych uczestników owej debaty.

Jarosław Ziółkowski pisał:

I wszystko jasne — współpracownicy islamofobicznego think tanku założonego przez pułkownika izraelskiego wywiadu wojskowego (MEMRI) przeciw takim „antysemickim ośrodkom propagandowym” jak ONZ, Amnesty International, Human Rights Watch… I kto tu mówi prawdę?

Odpisałem panu Ziółkowskiemu, że MEMRI (Instytut Badania Mediów Bliskowschodnich) przekazuje informacje o tym, co znajdujemy w mediach arabskich i mediach innych krajów muzułmańskich, zapytałem go, czy zdaje sobie sprawę z tego, że ONZ zdominowana przez kraje muzułmańskie pomija systematycznie problemy w krajach gdzie  rzeczywiście dochodzi do ludobójstwa i koncentruje się na Izraelu, że założyciel Human Rights Watch założył nową organizację, bo stara została przechwycona przez ludzi depczących zasady, które przyświecały powołaniu HRW, czy zdaje sobie sprawę z tego dlaczego ludzie działający w Amnesty International (a ja byłem jej działaczem prawie od początku) zdecydowali się ją opuścić? (Wpis skasowany.)

Jarosław Ziółkowski odpowiedział:

Małgorzata Koraszewska i Andrzej Koraszewski nie rozumieją, bo mają za to płacone, aby nie rozumieć: prowadzą „MEMRI”, czyli tubę propagandową Rzeszy Izraela. Ładnie dźwięczą szekle, wy neoszmalcownicy?

Wyjaśniłem, że współpracujemy z MEMRI nie biorąc za to pieniędzy, że tak się składa, iż mając lat pięć wiedziałem, że nie wolno mówić, że w komórce pod schodami ukrywają się ludzie, ale wzywam pana Ziółkowskiego do przedstawienia dowodów podawania przez MEMRI informacji nieprawdziwych, za co z chęcią odwdzięczę się listą rozpowszechnianych zdjęć dzieci zabitych w Syrii z informacją, że są to izraelskie ofiary w Gazie, sfałszowanych dokumentów o „izraelskich masakrach”, współpracy Amnesty International z terrorystami, itp.

Na to wyzwanie otrzymałem stek wyzwisk (które redakcja wykasowała).

W międzyczasie redakcja zablokowała innego uczestnika dyskusji, Pawła Szymona Kowalczyka, który nieopatrznie wkleił link ze zdjęciem p. Kurkiewicza wspólnie z posłanką PiS Iwoną Arent paradujących w Gazie pod portretami morderców.

Wreszcie mnie również zablokowano, kiedy napisałem, że nie zamierzam dłużej brać udziału w tej dyskusji, zaś pan Ziółkowski raczył mi przesłać wiadomość na moją stronę prywatną. Uznałem, że jest to tak wnikliwa odpowiedź na prośbę o pokazanie nierzetelności MEMRI, że jednak uczestnicy dyskusji pod oświadczeniem redakcji „Le Monde Diplomatique” powinni się z nią zapoznać. Redakcja znów szybko mój wpis skasowała. Więc żona postanowiła umieścić go ponownie:

zrzut z ekranu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tekst wpisu mojej żony:

Pan Jarosław Ziółkowski, nie bez powodu podejrzewając, że mój mąż, Andrzej Koraszewski, już tu nie zagląda, postanowił przekazać mu swoją odpowiedź na pytanie o dostrzeżone nieścisłości w materiałach MEMRI na prywatną stronę męża. Pan Jarosław Ziółkowski napisał: „Ty, bucu, jesteś za to stary i niedołężny intelektualnie. Stać cię jedynie na grafomanię i prostytuowanie resztek tego, co było może kiedyś mózgiem. Demencja ci się tak daleko posunęła, że nie odróżniasz fikcji od rzeczywistości i elokwencji o gwary rynsztokowej. W skrócie: wypierdalaj, niedorżnięty społecznie chuju, życzę ci, żebyś skonał w nędzy i w męczarniach.”
Mąż uznał, że jest to ważna część dyskusji na Państwa stronie i wkleił wypowiedź Pana Ziółkowskiego tutaj. Redakcja usunęła wpis z następującą adnotacją: „Panie Koraszewski — wpis został usunięty. Powtarzające się obelgi pod adresem innych uczestników dyskusji i zniesławiające pomówienia podobnie jak wpisy o treści rasistowskiej, antysemickiej i islamofobicznej nie będą tolerowane na fejsbuku LMD-PL”.

W ciągu stosunkowo krótkiego czasu po raz drugi zostałem zablokowany. Poprzedni zablokował mnie p. Omar Faris, za podanie informacji kim była Dalal Mughrabi, która zdaniem pana Omara Farisa „przeprowadziła wielką, odważną akcję, razem z grupą partyzantów palestyńskich, przeciwko okupantowi izraelskiemu”.

No cóż, ta ikona Farisa brała udział w 1978 roku w masakrze przy Costal Road w Izraelu. W wyniku zamachu na autobus zginęło 38 izraelskich cywilów, w tym 13 dzieci. Mughrabi oraz dziewięciu innych zamachowców również zginęli. Wśród Palestyńczyków jest czczona jako męczennica. W Izraelu jest uważana za terrorystkę.

Pan Omar swoją pochwałę Dalal Mughrabi zdjął, a mnie zblokował. Zdjął również ze swojej strony karykaturę Żyda połykającego świat, rodem ze „Stürmera”.

Ciekawe, że dla redakcji „Le Monde Diplomatique” Omar Faris to autorytet informujący o rzeczywistości w Izraelu.

Swego czasu ambasada Izraela interweniowała w tarnowskim liceum, bo szkoła zaprosiła na pogadankę palestyńskiego działacza. Ze spotkania zrezygnowano. Interwencja ambasady z pewnością nie była mądra (nie ta procedura), ale sprawa była ciekawa, a sam „Le Monde Diplomatique” tak o niej pisał:

Omar Faris — szef Pozarządowego Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Palestyńczyków w Polsce z siedzibą w Krakowie — miał wystąpić pod koniec czerwca w I LO w Tarnowie. Razem z Przemysławem Wielgoszem, redaktorem naczelnym polskiego wydania ”Le Monde Diplomatique”, w ramach cyklu spotkań ”Pod jednym niebem”, miał przedstawiać problemy polityki bliskowschodniej. Sprawę opisał tygodnik ”Przegląd”.

Faris, mieszkający w Krakowie, od lat upomina się o prawa Palestyńczyków do samostanowienia. Stał się znany, gdy w 2003 r. zorganizował manifestację przeciwko wojnie w Iraku, za co został postawiony przez sądem. Za Farisem ujęli się obrońcy praw człowieka. Został uniewinniony.

— W tarnowskim liceum chciałem opowiadać o łamaniu podstawowych praw człowieka Palestyńczyków, trudnej sytuacji mieszkańców tego regionu — mówi Faris. — Z podobnymi pogadankami od dwóch ja i moi palestyńscy przyjaciele jeździmy po całej Polsce, także po szkołach. Nigdy nie zakazano nam wystąpienia – zapewnia.

Pytanie czy wolno krytykować Izrael czasami bywa nieco tendencyjne. Pytanie czy wolno odpowiadać na nieuczciwą krytykę? Pan Jarosław Ziółkowski oraz redakcja „Le Monde Diplomatique” pokazali jak brzmi odpowiedź tych, którzy z tak niewinną miną pytają, czy wolno krytykować Izrael.

Tekst ukazał się pierwotnie na portalu racjonalista.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze