Krew na Saharze

| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Witold Repetowicz

 „Walka trwa.” – mówią mi znajomi Tuaregowie z Azawadu, gdy pytam o to, co się tam dzieje w tej chwili. Walka o wolny Azawad, o wolną Saharę. Wolną od terrorystów i wolną dla jej rdzennych mieszkańców, Tuaregów.

Tak jak Kurdowie na Bliskim Wschodzie, tak Tuaregowie i Berberowie (Kel Tamashek i Kel Imazighen) w Afryce Płn. pozbawieni są własnego państwa choć mają bogatą kulturę, własny język, a nawet alfabet.

Tuaregowie żyli na Saharze nie od stuleci, lecz od zawsze. Trochę ponad 100 lat temu pojawili się tam Francuzi. Tuaregowie łatwo się nie poddali, walki z Francuzami trwały do 1917 roku. Potem, pięćdziesiąt lat temu, gdy Francuzi rozmontowywali swoje kolonialne imperium, przywódcy Tuaregów z Azawadu zaapelowali do prezydenta de Gaulle’a, żeby nie włączał Azawadu do nowopowstającego państwa malijskiego, przypominając, iż będzie to sprzeczne z traktatami podpisanymi przez konfederację Tuaregów z gen. Joffre 50 lat wcześniej. Na próżno. Dwa lata po uzyskaniu niepodległości była kolonia francuska sama zmieniła się w kolonialnego tyrana, topiąc we krwi tuareskie powstanie w Azawadzie.

Od teraz stało się to już normą; dla Mali jedynym rozwiązaniem kwestii tuareskiej na Saharze była krwawa pacyfikacja, odcinanie dostępu do żywności, tortury i mordy. W latach 90, wraz z nadejściem demokracji w Mali, nowe władze o tyle zmieniły swoją taktykę krwawych pacyfikacji, iż teraz brudną robotę za nich odwalali inni: bojówki Songhai i Arabów, w końcu islamscy terroryści. Tuaregów z czarną ludnością Mali nie łączy praktycznie nic. Mali dziś twierdzi, że broni swojej „integralności terytorialnej” a Azawad nigdy nie istniał jako państwo. Tymczasem, ta „integralność terytorialna” została odrysowana linijką we francuskich gabinetach rządowych, a większość krajów afrykańskich nie istniała jako państwo. Tyle historii.

Mokhtar Belmokhtar był jednym z najgroźniejszych bandytów na Saharze. Algierczyk, terrorysta islamski, numer jeden w Sahelu, odpowiedzialny za serię porwań i zabójstw (przez poderżnięcie gardła – znak rozpoznawczy salafickich bandytów) Europejczyków w Mali i Nigrze. Według niektórych był też agentem algierskich służb specjalnych DRS, realizującym brudną grę Algierii w związku ze złożami ropy naftowej znajdującymi się na pograniczu Algierii, Mali i Mauretanii. Teza ta znajduje potwierdzenie w faktach, ale o tym później. W północnym Mali ulokował się w końcu lat 90 i oprócz porwań i podrzynania gardeł wziął się jeszcze – co w przypadku terrorystów islamskich nie jest rzadkością – za branżę narkotykową.

W tym zakresie szybko znalazł partnerów biznesowych w Bamako, wśród polityków malijskich, a niektórzy twierdzą, że robił interesy również z obalonym w tym roku prezydentem Amadou Toumani Toure. Robił, gdyż 27 czerwca płk Bouna ag Tahib z MNLA (Mouvement National pour Liberation de Azawad – organizacja tuareskich rebeliantów walczących o wolny Azawad) zastrzelił go w czasie bitwy o Gao między siłami MNLA, a islamistami z MUJAO (odłam Al Kaidy Islamskiego Maghrebu – Aqmi) wspieranymi przez bojówki Gandakoy i Gandaiso oraz nigeryjską organizację terrorystów islamskich – Boko Haram (specjalizującą się w podkładaniu bomb w kościołach). Bitwa została jednak przegrana, a płk Tahib też zginął. Media światowe napisały o utracie kontroli nad Gao przez MNLA, ale o likwidacji Mokhtara Belmokhtara już nie.

Mali od końca lat 90 otrzymywało znaczące środki finansowe od Francji, a później również od Stanów Zjednoczonych na walkę z terroryzmem na swoim terytorium. Podobnie jak sąsiednie Niger i Mauretania. Ale o ile Niger i Mauretania skorzystały z tych środków w celu rzeczywistej walki z Aqmi i zdołały oczyścić swoje terytorium z terrorystów, to Mali nie przeprowadziło u siebie żadnej operacji antyterrorystycznej. Co więcej, zdarzało się, że Mauretania zwalczając Aqmi wkraczała na terytorium Mali przy całkowitej bezczynności rządu malijskiego. Politycy malijscy defraudowali otrzymywane pieniądze, jeździli sobie za nie na luksusowe wakacje do Francji, a po cichu robili interesy narkotykowe z Aqmi. Aqmi spełniało również dodatkową funkcję w Azawadzie – trzymało w szachu Tuaregów. Mali nie musiało nic robić, robili to za ten kraj inni – ta praktyka rozpoczęła się już w czasie rebelii tuareskiej w latach 1990-1995 i jest kontynuowana przez władze z Bamako.

Więcej na: http://witoldrepetowicz.salon24.pl/437161,krew-na-saharze

Chętnie nas czytasz?

Od 9 lat w Polsce informujemy o zagrożeniu politycznym islamem.
Dostarczamy unikalne treści, publikujemy teksty naukowe, bierzemy udział w konferencjach, a także wpływamy na inne media i polityków.
Dzięki wsparciu jesteśmy w stanie utrzymać niezależność i zrealizować nasz cel:

Demokratyczna Europa wolna od islamskiego fundamentalizmu.

Wspieraj euroislam.pl

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze