Jako muzułmanka popieram zakaz zakwefiania

image001
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

Foto: https://pl.wikipedia.org/

Qanta Ahmed

Wychowałam się jako praktykująca muzułmanka w rodzinie brytyjskiej. Nauczono mnie, że kobiety decydują o własnym zachowaniu – włącznie z „zakwefieniem”. Zakrywamy włosy tylko wtedy, kiedy swobodnie decydujemy się to zrobić.

Dlatego zdumiewa mnie koncepcja, że wszystkie dobre kobiety muzułmańskie powinny zakrywać włosy lub twarz. Cała moja rodzina zdumiewa się tym, jak również miliony takich jak my. Dopiero w niedawnych latach rozpowszechnił się ten pomysł, że wiara zobowiązuje kobiety muzułmańskie do noszenia zasłon.

Moim zdaniem nie jest to oznaka asertywności islamu, ale tego, co się dzieje, kiedy kultura zachodnia, która w absurdalny sposób boi się kogoś urazić, toleruje islamistów. Ta dziwna, mimowolna kolaboracja między liberałami i ekstremistami trwa od lat. Wreszcie jednak pokazały się sygnały, że to się kończy.

W odpowiedzi na sprawę wniesioną przez dwie zakwefione kobiety muzułmańskie z Belgii i Francji, Europejski Trybunał Sprawiedliwości orzekł, że pracodawcy mają prawo zakazać pracownikom noszenia krzykliwych symboli religijnych, włącznie z chustami na głowach noszonymi w imię islamu. Orzeczenie obejmuje nie tylko burkę i nikab (już całkowicie zakazanych w przestrzeni publicznej kilku krajów europejskich), ale także odsłaniającego twarz hidżabu. Orzeczenie idzie w obie strony: jeśli firma toleruje symbole religijne, to nie można żądać od żadnego zatrudnionego ich zdjęcia.

W tym orzeczeniu Europejski Trybunał Sprawiedliwości zajął świeckie stanowisko przeciwko islamistom, którzy starają się zdominować przestrzeń publiczną. Świecka przestrzeń publiczna pozwala mi na praktykowanie mojej wiary, tak samo jak pozwala innym na praktykowanie ich wiary. Jak powiada Koran (109:1-6): „Dla ciebie twoja religia, dla mnie moja”. Udzielenie pracodawcy prawa ograniczenia użycia hidżabów, w Wielkiej Brytanii i gdzie indziej, jest dobre dla wszystkich wierzących.

image003
Rysunek: Sadistic.pl

Widziałam, co się dzieje, kiedy ludzie religijni naruszają przestrzeń publiczną. Mój zawód lekarza zaprowadził mnie w wieku 31 lat do Arabii Saudyjskiej, gdzie byłam zobowiązana do noszenia hidżabu, który zakrywał mi włosy i kark. A z tym i abaji, płaszcza zakrywającego całe ciało od szyi do kostek. Przez te dwa lata poznałam z bliska krępującą naturę przymusowego zakwefienia i jego niepraktyczność – widziałam, jak narzucano to nawet na moje nieprzytomne pacjentki. Tam, gdzie zasłona jest obowiązkowa, panuje ucisk – ucisk, który nie ma absolutnie żadnej podstawy w islamie.

Epidemią jest rodzaj totalitarnego islamizmu, który chce nie tylko kierować rządem, ale nadzorować, co mają nosić kobiety.

We wczesnym okresie islamskim nie ma niczego o tym, co chimar – czyli zasłona – ma zakrywać, czy jest to twarz, ciało, czy włosy. Koran w surze 24:31 po prostu przypomina muzułmankom o potrzebie „narzucania zasłon na piersi”. Jedna z żon Proroka Mahometa miała mówić spoza „hidżabu” (arabskie słowo na „kurtynę”) jako oznaka wysokiego wyróżnienia (Koran 33:53). Jednak, mimo tego, że Aisza – jedna z najwybitniejszych żon Proroka Mahometa i wielka uczona islamu – dostarczyła wiele szczegółów o chimarach, nie istnieją żadne zapisy o tym, jak je noszono.

Sztywne interpretacje zasłon są niedawnym wynalazkiem. Nie wynikają z Koranu ani z wczesnej tradycji islamskiej, ale z mizoginii, która rości sobie fałszywie swe źródło w boskości. Kiedy więc Europejski Trybunał Sprawiedliwości popiera pracodawców, którzy zakazują hidżabu, absolutnie nie narusza to niczyjej wolności religijnej.

Zasłanianie wynika z zestawu całkiem nowych kulturowych przepisów moralnych. Islamiści chcą powiedzieć: my, muzułmanie, różnimy się od Zachodu. W coraz większym stopniu nie wyglądamy jak wy, ani nie zachowujemy się jak wy. Dla rodzin muzułmańskich, które od pokoleń żyją w Europie, jest to obcy i groźny trend. Mężczyźni i kobiety agitujący za prawem do noszenia hidżabów w Europie dobrze zrobiliby, pamiętając naszą historię w świecie muzułmańskim. W latach 1920. wraz z powstaniem państw świeckich w Egipcie i w Iranie, kobiety muzułmańskie zaczęły organizować się w obronie własnych praw. W 1922 r. te działaczki pod przewodnictwem Hudy Szaarawi założyły Feministyczny Związek Egipcjan i odrzuciły zasłony. W ciągu jednego dziesięciolecia niezliczone kobiety poszły w ich ślady, wywalczyły sobie drogę na uniwersytety egipskie. Z czasem Iran i Turcja zmusiły kobiety od zdjęcia zasłon w ramach oficjalnej polityki.

Fala jednak odwróciła się wraz z narastaniem fundamentalistycznego islamu i rewolucją irańską 1979 r. Gorączka muzułmańskiej kontrreformacji rozprzestrzeniła się szybko ze świata szyickiego do świata sunnickiego, kiedy Arabia Saudyjska i Pakistan zaczęły narzucać programy islamizacji. Znany fundamentalistyczny rzecznik szyicki, irański ajatollah Morteza Motahhari, powiedział, że pragnienie zdjęcia zasłon jest „epidemią” i „chorobą naszej epoki”. Twierdzę, że rzeczywistą epidemią jest rodzaj totalitarnego islamizmu, który chce nie tylko kierować rządem, ale nadzorować, co mają nosić kobiety.

image005
Wydaje się, że Zachód dopiero teraz zrozumiał, co się dzieje. Reguły dotyczące ubioru mogą, a wręcz muszą, być narzucane, kiedy zagrożona jest spójność jakiegokolwiek narodu. Europa w coraz większym stopniu zbiera żniwo polityki wielokulturowości, która służyła raczej temu, by dzielić, zamiast łączyć.

Zresztą nie tylko przez wzrost islamizmu, ale przez rodzenie wrogości do imigracji i uchodźców – często do moich współwyznawców, do muzułmanów. Islamiści rozkwitają na tym, na tej idei o muzułmanach jako „społeczeństwie wewnątrz społeczeństwa”. Jeśli wymyślają podstawy religijne, żeby przekonać ich do innego ubioru, tym lepiej. Odpowiada to ich sekciarskim planom.

Europejski Trybunał Sprawiedliwości nareszcie ruszył do przywrócenia fundamentu tożsamości europejskiej: świeckiej demokracji liberalnej, gdzie przestrzeń publiczna jest wspólna dla wszystkich i nie jest zdominowana przez nikogo. Wielka szkoda, że nie zrobiono tego wcześniej, zanim dokonano tak poważnych szkód.

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska
Źródło: http://www.listyznaszegosadu.pl/

—————————————————————-
Qanta Ahmed – profesor medycyny, zatrudniona w State University of New York (Stony Brook). Autorka słynnej książki ‚In the Land of Invisible Women’ (Sourcebooks 2008), przez kilka lat pracowała w Arabii Saudyjskiej, od 2009 roku prowadzi swój blog przy Huffington Post gdzie zajmuje się głównie politycznym islamem, Bliskim Wschodem i terroryzmem. Jest i pierwszym lekarzem, i pierwszą muzułmanką, która została zaproszona do programu Fundacji Templetona dla dziennikarzy. Pochodzi z Pakistanu.

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze