Jak islam inspiruje samobójcze zamachy

1
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

A.J. Caschetta

Większość analityków umniejsza bądź całkowicie ignoruje rolę islamu w atakach samobójczych. Niektórzy próbują wręcz odrzucić wszelkie zależności pomiędzy islamem i atakami, potępiając jednocześnie innych za to, że tego nie robią.

Kiedy dziennikarze, historycy, psychologowie i eksperci zajmujący się dynamiką grupową, strukturami organizacyjnymi i sprawami karnymi piszą o „niepowtarzalnych zbiegach okoliczności” prowadzących do samobójczych ataków terrorystycznych, podzielają pogląd, że islam ma z tymi atakami niewiele wspólnego.

Niechęć do przyznania, że islam i islamizm mają bezpośredni związek z zamachami, doprowadziła do powstania nieprawdopodobnych teorii, które poprzez użycie eufemizmów i neologizmów (takich jak „męczeństwo taktyczne”, „mroczna przyjemność” czy „altruistyczne morderstwo”) zacierają prawdziwy obraz popełnionych czynów oraz obciążają winą ofiary, zwłaszcza Izraelczyków, za ich niewesoły los. Również, zbyt często, za samobójcze akty terrorystyczne winą obarcza się politykę Zachodu.

Islamski kontekst

Samobójcze ataki terrorystyczne stały się tak częste, że trudno oprzeć się wrażeniu, iż choć jest to zjawisko stosunkowo nowe, stało się nagle wyraźnie popularne. Pomiędzy II wojną światową a irańską rewolucją islamską, na świecie nie dochodziło do samobójczych ataków terrorystycznych. Tymczasem, zaledwie w kilka miesięcy po tym, jak ajatollach Ruhollach Chomeini umocnił swoją pozycję politycznego przywódcy, tworząc Straż Rewolucji i organizację paramilitarną Basij, do samobójczych ataków zaczęło dochodzić w konfliktach z udziałem szyitów (w Libanie i w trakcie wojny iracko-irańskiej), a także wśród palestyńskich ugrupowań sunnickich. Z czasem stały się one ulubioną taktyką islamskich organizacji terrorystycznych.

Chomeini wykorzystał wybrane fragmenty Koranu i Hadisów (kanonicznych zbiorów domniemanych słów i dokonań Mahometa), by stworzyć własną, samobójczą wersję radykalnego islamu. Jego plan miał przekonać muzułmanów, że samobójstwo nie jest samobójstwem, a śmierć nie jest śmiercią. Wykorzystując, a być może fabrykując na potrzebę sytuacji, przypadek Hosseina Fahmideha, 13-letniego chłopca, który 30 października 1980 r. dostał się pod iracki czołg, wysadzając go w powietrze za pomocą granatu, Chomeini stworzył kulturę męczeństwa. Tysiące dzieci zwerbowano, aby zrealizować plan oparty na taktyce samobójczych ataków i wprowadzić w życie nowy wynalazek Chomeiniego – „atak ludzką falą”. Ajatollah, chcąc zachęcic więcej dzieci do realizacji swego planu, wzniósł pomnik Fahmidehowi, a następnie wykorzystał jego wizerunek na tornistrach, muralach, plakatach i pieczątkach, zachęcając najmłodszych do naśladowania nastoletniego bohatera i spijania „nektaru męczeństwa”.

Taktykę tę szybko podchwycono w Libanie, gdzie 15 grudnia 1981 r. dokonano zamachu na iracką ambasadę. Wydarzenie to uznaje się za pierwszy udokumentowany atak samobójczy w czasach współczesnych. Jak podkreśla ekspert ds. terroryzmu, Matthew Levitt, wpływ Iranu znacząco wzrósł w 1982 r., kiedy to – w ramach eksportowania islamskiej rewolucji do świata arabskiego – doradcy Straży Rewolucji Islamskiej założyli bazę w Dolinie Bekaa. W kwietniu 1983 r. ataki samobójcze uderzyły w interes Stanów Zjednoczonych. Wtedy po raz pierwszy zbombardowano ambasadę USA w Bejrucie. Zginęły 63 osoby. Następnie, w październiku tego samego roku, w wyniku ataku na koszary amerykańskiej piechoty morskiej śmierć poniosło 299 osób.

Chomeini wraz z szyickim duchownym, Amalem Musą Sadrem, promowali wojnę iracko-irańską jako współczesny odpowiednik historycznej bitwy pod Karbalą z 680 r. Kreowali irański lud jako szyickiego męczennika i wnuka Mahometa, Husajn ibn Alego, zaś Saddama Husajna jako jego nemezis, kalifa Jazida I. Tym samym, duchowi przywódcy Iranu wykorzystali obecny wśród szyitów szacunek dla poświęcenia zwolenników Husajna, którzy z własnej woli ponieśli śmierć u boku swego przywódcy. Chomeini oparł swoją teorię na cytacie z Koranu, podkreślającym cnotę tego, który „sprzedaje swą duszę, poszukując zadowolenia Boga” (Koran 2:207. Wszystkie podane cytaty z Koranu w tłumaczeniu J.Bielawskiego, Warszawa, 1986 – przyp.red.). Mimo tego większość autorów książek poświęconych samobójczym atakom terrorystycznym pomija fakt, że Chomeini i Sadr manipulowali islamską tradycją i zadowalają się prostym i pozbawionym krytycznego spojrzenia zapewnieniem, że islam zabrania samobójstwa.

Gdy samobójstwo jest męczeństwem

Zaakceptowanie banalnego stwierdzenia, że „islam zabrania samobójstwa” jest niestety dużo łatwiejsze niż szczegółowe wyjaśnienie, w którym miejscu i w jaki sposób samobójstwo w tradycji islamskiej staje się zakazane (haram w języku arabskim). Tego typu podejście jest powszechne. Prezentuje je Najwyższy Trybunał Islamski (Islamic Supreme Court), Rada Stosunków Amerykańsko-Islamskich (CAIR) oraz Wikipedia. Po islamskie teksty sięga się rzadko. Niewielu autorów wczytuje się w Hadisy, niektórzy tylko powołują się na Koran. Najczęściej cytowanym fragmentem jest sura 4:29, mówiąca: „Nie zabijajcie się!”.

Nie jest to jednak do końca jasna kwestia. Wydaje się, że przytoczona sura oznacza nakaz, aby „nie zabijać się”. Interpretacja tego fragmentu zależy od tłumaczenia słowa anfusakum, które można tłumaczyć jako „siebie”. Jednakże, równie przekonujący jest argument, że tłumaczenie to powinno brzmieć: „innych, sobie podobnych”. Rozbieżności w tłumaczeniu sury 4:29 widoczne są np. w języku angielskim, gdzie w trzech najbardziej znanych przekładach Koranu proponowane są wersje: „do not kill one another” [„nie zabijajcie jeden drugiego” – tłumaczenie Ahmeda Razy Khana], „kill not one another” [„nie zabijajcie jeden drugiego – u Marmaduke’a Pickthala] oraz „nor kill (or destroy) yourselves” [„nie zabijajcie – lub nie niszczcie – siebie (samych)]. Do wersji stwierdzającej, iż częste powoływanie się na zakaz popełniania samobójstwa w islamie wynika z błędu w tłumaczeniu, przychylił się arabski uczony, Franz Rosenthal, który w 1946 r. podkreślił, iż pomyłka związana jest z niewłaściwym użyciem zaimka zwrotnego.

Mimo tego twierdzenie, że „islam zakazuje popełniania samobójstwa” pojawia się w tej czy innej formie w pracach wielu słynnych analityków, zajmujących się atakami samobójczymi. Nawet tacy badacze, jak Bruce Hoffman (autor książki pt. „Oblicza terroryzmu”), Assaf Moghadam („Globalization of martyrdom” – Globalizacja męczeństwa) czy Daniel Pipes (w jednym z artykułów z 1986 r.), choć dostrzegają zależność pomiędzy religią a samobójczymi zamachami terrorystycznymi i nie starają się oddzielić tych ostatnich od islamu, zgodnie powołują się na surę 4:29, powtarzając stwierdzenie, że „islam zakazuje odbierania sobie życia”.

Ostatnimi czasy obecny przywódca Al-Kaidy, urodzony w Egipcie Ajman az-Zawahiri, poprzez retoryczne zacieranie granicy pomiędzy samobójstwem a męczeństwem stał się jednym z wiodących teoretyków terrorystycznych ataków samobójczych. W eseju zatytułowanym „Dżihad, męczeństwo i zabijanie niewinnych” Zawahiri wprowadza rozróżnienie między samobójstwem a męczeństwem na podstawie intencji. Odebranie sobie życia „z powodu depresji i rozpaczy” jest samobójstwem, ale już dokonanie tego „w służbie islamu” jest aktem męczeństwa. Podobną linię argumentacji obrali ideolodzy Hezbollahu (Fadhalla i Nasrallah) oraz Hamasu (Yassin i Rantisi).

Koran okazuje się bardzo pomocny również w przypadku drugiej części planu Chomeiniego – próby przekonania muzułmanów, że śmierć nie jest śmiercią. Oprócz cytowanych wielokrotnie wersetów miecza, niektóre fragmenty Koranu utrzymują, że muzułmanie, którzy polegli w walce z wrogiem, nie są tak naprawdę martwi. Podkreślają to zarówno werset 2:154 („I nie mówcie na tych, którzy zostali zabici na drodze Boga: ‘Umarli!’), jak i 3:169 („I nie uważaj tych, którzy zostali zabici na drodze Boga, za umarłych. Przeciwnie, oni są żyjący!”). Inne fragmenty z kolei opierają się na obietnicy odwołującej się do wizji „ogromnej nagrody” (4:74), czy też „Ogrodu”, czekających na poległych w walce.

Zawahiri zagadnienie męczeństwa ujmuje w następujący sposób: „Męczennik jest dla Allaha kimś szczególnym. Wybaczone mu jest wszystko począwszy od pierwszej kropli krwi [którą przelał]. Czeka na niego tron w Raju, gdzie przyozdobiony zostanie ornamentami wiary. Poślubi on zmysłowe dziewice i nie pozna, co to smutek. Współżył będzie z 72 dziewicami i będzie mógł się wstawić za 70 spośród swoich krewnych”.

Liczba badaczy, którzy zwyczajnie odrzucają islamską koncepcję szahidy (męczeństwa) jest niepokojąca. Niektórzy, tacy jak Joyce M. Davis, tak kurczowo trzymają się twierdzenia, że islam zabrania popełniania samobójstwa, iż wysuwają tak bezzasadne i uproszczone wnioski, jak ten, że zamachowcy z 11 września byli „terrorystami wypaczającymi prawdziwe nauki swojej wiary (…), a nie męczennikami”. Bardzo często gloryfikuje się te „prawdziwe nauki”, ale rzadko wprowadza je w życie. Każdy z 19 terrorystów postrzegał siebie jako męczennika.

Badacze, którzy ignorują sposób wykorzystywania islamskiej tradycji do rekrutacji, promowania, usprawiedliwiania, wychwalania czy mitologizowania samospaleń i męczeństwa, muszą być ślepi na mnóstwo dowodów, aby stwierdzać, że „odejście od zmysłów [terrorystów z 11 września] niekoniecznie było konsekwencją ich przekonań religijnych” albo, że „najważniejsze interpretacje islamskich tekstów nie usprawiedliwiają ich działań”.

Ignorując niektóre dowody badacze ci zapewniają, że wszystko mogło być przyczyną samobójczych ataków terrorystycznych – wszystko oprócz islamu. Niektórzy w swej pokrętnej argumentacji posuwają się tak daleko, jak Navid Kermani, niemiecki pisarz i badacz islamu, który chcąc zrozumieć zamachy z 11 września zachęca do lektury Nietzschego, a nie Koranu. Inny przykład to antropolog Scott Atran utrzymujący, że „islam i religijne ideologie same w sobie nie są główną przyczyną samobójczych ataków terrorystycznych w dzisiejszym świecie – przynajmniej nie w większym stopniu niż piłka nożna, przyjaźń, czy nadzieja na lepszą przyszłość”.

Manipulacja liczbami

Jednym z najbardziej popularnych sposobów na przedstawienie islamizmu jako drugorzędnego, czy wręcz nieistotnego czynnika w kontekście samobójczych aktów terrorystycznych, jest przywoływanie nieislamskich samobójców. Argument ten ma oddzielić islam od samobójczych zamachów terrorystycznych. W ramach tego podejścia przytacza się przykłady samobójczych ataków w przednowoczesnych i przedislamskich kulturach (np. żydowskich zelotów czy hinduskich thugów). Nawet XIII-wieczni muzułmańscy asasyni prezentowani są zazwyczaj jako odrębna gałąź islamu. Nie postrzega się ich jako prawdziwie muzułmańskich, a z pewnością nie jako szyitów, którzy zabijają sunnitów w ramach bratobójczej, wewnątrzreligijnej walki.

Najbardziej śmiałą postawę prezentuje w tej kwestii amerykański politolog Robert A. Pape, który w badaniach nad terroryzmem stosuje metody statystyczne. Chcąc za wszelką cenę nakreślić obraz kulturowej i religijnej różnorodności w miejscach, gdzie żadna w z nich nie występuje, Pape w książce pt. „Dying to win” (Zginąć, żeby zwyciężyć) pisze, że „domniemane powiązanie pomiędzy samobójczymi atakami a islamskim fundamentalizmem jest mylące”, ponieważ „dane pokazują, iż istnieje pomiędzy nimi niewielka zależność”.

Kwestia świeckości, religijności i kultu

Innym środkiem, mającym na celu odwrócenie uwagi od islamu jako przyczyny ataków, jest nazywanie ugrupowań biorących udział w samobójczych atakach „świeckimi” oraz podzielanie poglądu, że to świeckie ugrupowania posuwają się do samobójczych aktów terroru. Kanadyjska badaczka Mia Bloom zapewnia, że „błędne jest założenie, że tylko religijne ugrupowania posuwają się do ataków samobójczych. Wiele innych ugrupowań, zaangażowanych w równie śmiercionośne kampanie, ma zdecydowanie świecki charakter”.

CYTAT

Niestety większość autorów przedstawia „religijne” i „świeckie” ugrupowania jako dwie totalnie sprzeczne i jedyne możliwe opcje w terrorystycznej ideologii. Świecki status może być jednak mylący. Ze względu na fakt, że Jasir Arafat uważany był za przeciwnika Hamasu i Hezbollahu – a w związku z tym za osobę świecką – każde związane z nim ugrupowanie: Fatah, Organizacja Wyzwolenia Palestyny (OWP), Tanzim, Force 17, nawet Brygady Męczenników Al-Aksy, traktowane jest powszechnie jako niereligijne. Tymczasem Arafat był gorliwym muzułmaninem, w młodości związanym z Bractwem Muzułmańskim, podobnie jak większość ojców założycieli Fatahu, najbardziej wpływowej komórki OWP. I nawet jeśli nowe pokolenie przywódców Fatahu zdaje się być mniej religijne, przygotowali oni projekt konstytucji potencjalnego państwa palestyńskiego, w której zaznaczono, że „islam jest religią państwową” w Palestynie, a szariat (islamskie prawo) „stanowi główne źródło ustawodawstwa”. Brygady Męczenników Al-Aksa, których symbol zawiera fragment z Koranu (9:14) wzywający muzułmanów do walki z wrogami Boga, również nie mają w sobie nic ze świeckości. W samej nazwie ugrupowania oprócz rzeczownika „brygady” znajdują się wyrazy o konotacjach religijnych ( „męczennicy” i „Al-Aksa”). Niemniej jednak najczęściej pisze się o tym, że „ideologia ugrupowania opiera się na palestyńskim nacjonalizmie, a nie na politycznym islamie”.

W podobny sposób organizacja Human Rights Watch za ugrupowanie świeckie uznaje Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny (LFWP), ponieważ „wzywa on do utworzenia państwa palestyńskiego obejmującego Izrael, nie będącego jednak państwem islamskim”. Być może w 1968 r., kiedy posługujący się marksistowską retoryką George Habash zakładał organizację, była ona prawdziwie świeckim ugrupowaniem terrorystycznym. Jednakże kiedy LFWP, już jako Brygady Abu Aliego Mustafy, zaczął rekrutować i wysyłać terrorystów-samobójców, by przeprowadzać ataki samobójcze, a później wychwalać ich sprawców jako islamskich męczenników zabijających Żydów w „okupowanej Jerozolimie”, zdecydowanie przestał mieć jakikolwiek świecki charakter.

Inną organizacją uznawaną za świecką jest Partia Pracujących Kurdystanu (PKK), która dokonała do tej pory 14 samobójczych ataków terrorystycznych. Na potwierdzenie jej świeckości przytacza się wykorzystywaną przez nią marksistowską retorykę, choć przywódcy ugrupowania wychwalali szwadron swych terrorystów-samobójców jako męczenników, którzy trafią do raju. Kiedy zatrzymano lidera PKK, Abdullaha Ocalana, wezwał on organizację do zakończenia działalności terrorystycznej. Ataki rzeczywiście ustały, choć niektórzy przygnębieni członkowie popełnili samobójstwo, tym razem zabijając tylko siebie samych.

Wiele osób zwraca uwagę na związek pomiędzy atakami samobójczymi i kultem jednostki. Podobnie jak w przypadku Ocalana, gdy w 2009 r. Velupillai Prabhakaran, przywódca Tygrysów Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE) został zamordowany, pozbawiona lidera organizacja zaprzestała działalności. Choć wielu posługuje się tym argumentem, żeby odrzucić powiązania między islamem i samobójczymi zamachami, te same dowody sugerują, że islamiści przejawiają silny kult jednostki.

Być może radykalny islam najłatwiej zrozumieć właśnie przez pryzmat kultu. To wyjaśniałoby wspólne cechy charakteryzujące wszystkich terrorystów-samobójców: przymus, kulturowe przyzwolenie i przekonanie, że samobójstwo nie jest końcem, lecz początkiem. Millenaryzm, utopijne wizje i narracje eschatologiczne są istotną częścią zarówno rozmaitych kultów, jak i islamizmu. Różnica polega na tym, że islamiści – zamiast zabijać samych siebie – zdołali wykorzystać własną śmierć jako broń realizującą cele swoich przywódców: Chomeiniego, Ocalana, Yassina czy bin Ladena.

Kwestia zdrowia psychicznego

Większości teorii z zakresu psychologii zajmujących się samobójczymi atakami terrorystycznymi skoncentrowana jest na aspekcie samobójstwa, pomijając rolę terroryzmu i islamizmu. Nawet profesor prawa karnego Adam Lankford, autor książki pt. „The myth of martyrdom” (Mit męczeństwa), obala pogląd sugerujący, że zamachowcy-samobójcy są normalnymi ludźmi, wolnymi od „osobistych patologii i psychologicznych zaburzeń”, które stanowią przyczynę większości prób samobójczych, bagatelizując rolę religii w samobójczych atakach terrorystycznych. Choć amerykański naukowiec walczy z krótkowzrocznością wielu analityków (takich jak Scott Atran, Robert Pape, James Feldman, Riaz Hassan, Robert Brym, Mohammed Hafez, Ellen Townsend, Larry Pastor i Jerrold Post) – spośród których wszyscy uważają, że zamachowcy-samobójcy „nie cierpią na żadną poważną chorobę psychiczną”, i że „przypominają oni zwykłych żołnierzy wykazujących silne poczucie obowiązku i wyrażających gotowość do poświęceń dla dobra wspólnego” – sam także zdradza swoje ograniczenia.

Analizując przykład muzułmańskiego terrorysty-samobójcy, Lankford twierdzi, że „islamski fundamentalizm stał się nośnikiem jego gniewu i samobójczych skłonności” i nawet gdyby ten nigdy nie trafił na tę ścieżkę, to jego samobójstwo lub chęć wyrządzenia krzywdy innym byłoby tylko kwestią czasu. Badacz, twierdząc, że „śmierć zamachowców nie zwiększa prawdopodobieństwa sukcesu ani oczekiwanego wymiaru zniszczeń”, zdaje się nie rozumieć roli, jaką ataki samobójcze odgrywają w wojnie prowadzonej przez organizacje terrorystyczne. Założenia Lankforda są mylne. Pojedynczy zamachowcy-samobójcy pełnią funkcję broni z systemem precyzyjnego naprowadzania, a ponadto nie są tak drodzy, jak nowoczesne, inteligentne rodzaje broni. Lankford opiera się na założeniu, że „sprawa terrorystów może potencjalnie ucierpieć z powodu śmierci zamachowców, ponieważ po wykonanej misji nie mogą oni wrócić do walki”. Jednak daleki jest od prawdy. Żaden z przywódców, żadna z osób odpowiedzialnych za rekrutację czy wysyłanie w teren terrorystów-samobójców nie postrzega ich jako cennych zasobów, które należy zachować. Ludzie ci są tanią bronią, którą można swobodnie manipulować, a ich śmierć potwierdza bezkarność organizacji.

Podejście socjotechnologiczne

Jednym z aspektów analizy jest wpływ technologii na grupy społeczne, z których wywodzą się zamachowcy-samobójcy. Niektórzy uważają, że nowe technologie nie tylko ułatwiają organizację samobójczych ataków terrorystycznych, ale wręcz stanowią ich przyczynę. Mia Bloom w książce pt. „Dying to kill” analizuje sposób, w jaki terroryści rekrutują i szkolą, a następnie wysyłają w teren zamachowców-samobójców. Badaczka opracowała teorię znaną jako comptetitive outbidding (przelicytowywania konkurencji), wyjaśniającą nagłe pojawienie się i popularność samobójczych ataków terrorystycznych. Zdaniem Bloom organizacje terrorystyczne naśladują się wzajemnie i konkurują ze sobą. Starają się osiągnąć jak najlepszy rezultat, przyciągając jak największą uwagę społeczeństwa i zmobilizować jak największą liczbę zwolenników w obrębie własnej społeczności.

Teoria Bloom jest interesująca, ale może być prawdziwa jedynie w przypadku, gdy liczne, rywalizujące ze sobą ugrupowania są podatne na ideę męczeństwa. Pierwszy udokumentowany atak samobójczy miał miejsce 1 marca 1881 r., kiedy Ignacy Hryniewiecki z rewolucyjnej organizacji Narodnaja Wola próbował zamordować cara Aleksandra II. Taktyka ugrupowania odniosła jednak niewielki sukces, głównie dlatego, iż organizacja miała świecki charakter. Światowa sława, uznanie wśród rówieśników, czy satysfakcja z wykonanej pracy nie są najwidoczniej wystarczające, aby zachecić większą liczbę ludzi do popełnienia samobójstwa. Tylko obietnica nagrody w raju z powodzeniem motywowała masy do zabijania siebie w celu odebrania życia innym. Teoria Bloom nie docenia znaczenia tego uwarunkowania. Współczesne ugrupowania terrorystyczne nie tworzą warunków, które umożliwiają dokonanie ataków samobójczych, lecz wykorzystują warunki stworzone przez islamizm.

Jeffrey William Lewis, autor książki pt. „The Business of Martyrdom” (Biznes męczeństwa) również skupia się na społecznych i technologicznych aspektach ataków samobójczych, traktując tego typu terroryzm jako „dynamiczny proces wykorzystujący elementy charakterystyczne danych kultur, posiadający jednocześnie elementy wspólne dla wielu społeczeństw”. Niemniej jednak, podobnie jak w przypadku Bloom, Lewis opisując główną motywację zamachowców bardzo często skupia się na drugorzędnych czynnikach. Twierdzi on np., że Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny zaczął dokonywać ataków samobójczych w 2002 r., „prawdopodobnie motywowany pragnieniem pomszczenia przywódcy ugrupowania, Abu Aliego Mustafy, (…) zabitego przez siły izraelskie w 2001 r.”

Chęć zemsty jest powszechną ludzką skłonnością. Nie są nią jednak samobójcze ataki terrorystyczne. Jednak autor książki, choć bardzo niechętnie, przyznaje, że „pośmiertne nagrody z pewnością stanowiły istotny czynnik w przypadku motywowanych religijnie rekrutów”. Wniosek Lewisa, zakładający, że „ruch światowego dżihadu pozostaje zjawiskiem marginalnym, ponieważ nie ma nic do zaoferowania większości muzułmanów na świecie”, jest obalany każdego dnia przez mieszkańców Rakki i Mosulu, dołączających do ruchu w celu kierowania represjami dokonywanymi przez ISIS, wolących stać się oprawcami niż ofiarami.

„To okupacja mnie do tego zmusiła”

Starając się wyjąć współczesne ataki samobójcze z islamskiego kontekstu, wielu autorów odwraca uwagę od islamskich terrorystów-samobójców i kieruje ją na ich ofiary – w większości przypadków na Izrael. Biorąc pod uwagę fakt, że Izraelczycy stanowili cel ataków samobójczych znacznie częściej niż jacykolwiek inni obywatele Zachodu, i uwzględniając przy tym popularność antysyjonizmu (będącego po prostu „bezpieczną” formą antysemityzmu), nie dziwi sytuacja, w której samo istnienie Izraela przedstawia się jako główną przyczynę samobójczych ataków terrorystycznych.

Tego typu narracja sięga czasów porozumienia z Oslo (1993 r.), kiedy – jak uważa Jeffrey Lewis – Arafat „uznał Izrael i wyrzekł się terroryzmu”, a „większość Palestyńczyków popierała proces pokojowy”. Następnie Izrael opóźniał proces przekazania terytoriów, wprawiając w gniew Palestyńczyków, którzy rozpoczęli ataki samobójcze w ramach zemsty za niedotrzymane obietnice. Jako że skala terroryzmu wymierzonego w Izrael wzrosła, a ataki snajperów i nożowników przeistoczyły się w zamachy samobójcze, rząd Izraela odpowiedział w zdecydowany sposób i ograniczył przepływ ludności z nowych obszarów Autonomii Palestyńskiej na tereny Izraela. Powszechny jest również argument, że kontrole graniczne stosowane przez Izrael są dla Palestyńczyków tak upokarzające, że w odwecie uciekają się oni do zamachów samobójczych.

Shalfic Masalqa, psycholog i profesor Uniwersytetu Hebrajskiego odważnie stwierdza, że kiedy „nastolatek zostaje upokorzony przy izraelskim punkcie kontrolnym, rodzi się w nim zamachowiec-samobójca”. Robert Pape z kolei uważa, że zagraniczna okupacja stanowi na całym świecie przyczynę samobójczych zamachów bombowych, i że „tym, co stanowi dla jednostek główną motywację do stania się zamachowcami nie jest istnienie ośrodków zajmujących się szkoleniem i indoktrynacją terrorystów, lecz głęboki gniew związany z obecnością zagranicznych sił zbrojnych na ukochanych przez te jednostki terenach”.

Przeczy temu historia. Ani Francuzi, ani Duńczycy nie dokonywali w latach 40. samobójczych zamachów na nazistowskich okupantach. Bobby Sands oraz dziewięciu innych członków IRA zmarli w trakcie strajku głodowego w więzieniu Maze z Irlandii Północnej, ale ugrupowanie to nigdy nie posunęło się do przeprowadzania ataków samobójczych w walce z brytyjskim okupantem. Żaden Palestyńczyk nie obrał sobie za cel samobójczego ataku na Egipcjan ani Jordańczykach, okupujących Strefę Gazy i Zachodni Brzeg w latach 1948-1967.

Wśród wielu wyjaśnień obarczających winą za ataki samobójcze ofiary wyróżnia się teoria odwetu, opisywana przez Bloom jako „szkoła myśli, która źródeł palestyńskich zamachów samobójczych upatruje w izraelskich prowokacjach, które rozpoczęły się od masakry w Hebronie dokonanej przez Barucha Goldsteina w 1994 r.”. Największym obrońcą tej kaczki dziennikarskiej jest apologeta islamizmu John Esposito z Georgetown University, który pisze, że „w odpowiedzi [na zamach] Hamas włączył w palestyńsko-izraelski konflikt nowy rodzaj działań wojennych – samobójcze ataki bombowe”. Wersja Esposito staje się mało wiarygodna, kiedy przypomnimy sobie o ośmiu palestyńskich zamachach samobójczych, dokonanych na Izraelczykach jeszcze w 1993 r., przed zamachem Goldsteina. Pierwszego ataku dokonał Hamas w kwietniu 1993 r. Do kolejnych trzech zamachów doszło we wrześniu tego samego roku. Jeden z nich dokonany został przez Palestyński Islamski Dżihad, a dwa pozostałe przez Hamas. Choć trudno doszukać się tutaj przyczyny i skutku, ze smutkiem należy stwierdzić, że kłamstwo to jest wielokrotnie powielane, również w ważnych publikacjach poświęconych temu zagadnieniu.

Pojęcie „terytoriów okupowanych”

Po wojnie o niepodległość Izraela z 1948 r. terytoria nazywane wtedy Palestyną rzeczywiście były okupowane przez Egipt w Strefie Gazy oraz Haszemickie Królestwo Jordanii na Zachodnim Brzegu. Analitycy, którzy dziś nazywają te ziemie „okupowanymi”, mają obowiązek doprecyzowania, że okupantami do końca Wojny Sześciodniowej nie byli Izraelczycy. Aż do intifady w 1987 r. był to niezwykle spokojny okres zarówno dla Palestyńczyków, jak i Izraelczyków.

Zdaniem Mohammeda Hafeza, specjalisty ds. zagranicznych bojowników i ataków samobójczych, po porozumieniu z Oslo „większość Palestyńczyków na wspomnianych terytoriach żyła pod całkowitymi rządami administracji Autonomii Palestyńskiej”. Dlatego też termin „terytoria okupowane” nie znajdował już zastosowania. Nawet członkowie Hamasu podczas spotkania w Filadelfii w 1993 r. przyznali, że porozumienie z Oslo położyło kres dżihadowi wymierzonemu w Izrael i w związku z tym zagrażało dalszemu istnieniu Hamasu. Na nagraniach FBI ze spotkania słychać lament jednego z członków Hamasu: „Nie ma już okupacji… to [nasze działanie] zostanie uznane w Ameryce za terroryzm”. Tym niemniej analitycy, w tym również Hafez, nadużywają terminu „okupacja” i stosują go w niewłaściwy sposób. Posługując się przenośnią Bin Ladena, Pape posuwa się na tyle daleko, że proponuje termin „pośredniej okupacji” w celu uzasadnienia często używanego przez niego stwierdzenia, że piętnastu saudyjskich terrorystów 11 września 2001 r. „zaatakowało Amerykę w odpowiedzi na obecność wojskową Stanów Zjednoczonych na Półwyspie Arabskim”.

Największym oszczerstwem obwiniającym ofiary jest teoria konspiracyjna politologa Zeeva Ma’oza. Oskarża on Izrael o zachowania podobne do tych, które w licznych paszkwilach przypisywano Żydom w średniowiecznej Europie. Mia Bloom z aprobatą podsumowuje teorię Ma’oza i stwierdza, że Izrael „stosuje celową taktykę prowokacyjną, żeby zmusić Palestyńczyków do reakcji zwrotnej”, zyskując tym samym wymówkę do zastosowania „bezwzględnej taktyki”. Zgodnie z tą teorią Izraelczycy tak naprawdę nie chcą pokoju z Palestyńczykami. Chcą ich jedynie zniszczyć i tylko za sprawą odpowiedniego traktowania przez ONZ, Unię Europejską oraz z powodu ciągle obecnego zagrożenia bojkotami i sankcjami, Izrael potrzebuje politycznej przykrywki, by móc zabijać Palestyńczyków. Dlatego też prześladuje ich, zatajając swoje mordercze pragnienia.

W ujęciu Bloom, „kiedy Hamas pozornie zrezygnował z atakowania ludności cywilnej (jakkolwiek tymczasowo) lub też zapowiedział chęć zrobienia tego (np. deklarując hudnę lub zawieszenie broni), Izrael przeprowadził zamach na jednego z palestyńskich przywódców, dostarczając tym samym powodów do ponowienia ataków na izraelską ludność” – a właśnie tego chce Izrael. Określenia, zastosowane przez Bloom, mówią same za siebie („pozornie” i „jakkolwiek tymczasowo”). Utożsamianie przez badaczkę hudny z zawieszeniem broni pomija islamski kontekst hudny, która w historii stosowana była jako moment wytchnienia, pozwalający zyskać na czasie aż do chwili, gdy zawieszenie broni nie będzie już korzystne. Kiedy nadejdzie odpowiedni moment, hudna jest natychmiast i bezceremonialnie zrywana. Arafat często porównywał porozumienie z Oslo do Traktatu z Hudaybiyyah, który muzułmanie złamali, gdy tylko urośli w siłę. Konspiracyjne oszczerstwo Ma’oza pomija ryzyko, jakie izraelski rząd podjął – i jakie wciąż podejmuje – za sprawą porozumienia z Oslo, zawartego z ludźmi, którzy odmawiają mu prawa do istnienia, i którzy nauczają, dziś już na obcych już terytoriach, że lud Izraela należy zepchnąć do morza.

Kobiety- zamachowcy

Przyczyny zaangażowania kobiet w ataki samobójcze stanowią nieustannie temat ożywionej debaty. Niektórzy autorzy zwracają uwagę na motywującą rolę islamizmu, jednocześnie jej zaprzeczając. Przyznanie, że w Koranie nie mówi się o nagrodzie dla kobiet-męczennic potwierdza, choć nie wprost, że nagrody te czekają na mężczyzn. Dziennikarka Barbara Victor oraz socjolog Rosemerie Skaine podkreślają znaczenie palestyńskiego nacjonalizmu i sugerują, że kobiety-zamachowcy są wyrazem palestyńskiego feminizmu. Zdaniem Victor zamachowcy-samobójcy są zawsze „męczennikami”, a osoby pomagające im, rekrutujące je i wysyłające do boju to „aktywiści”. W przekonaniu dziennikarki samobójcze ataki terrorystyczne są jedną z niewielu form feministycznej ekspresji, na które pozwala się kobietom w palestyńskiej kulturze.

Tytuł książki Barbary Victor (w języku angielskim brzmi on „Army of roses”, czyli „Armia róż”, natomiast w języku francuskim „Shahidas. Les femmes kamikazes de Palestine” – „Shahidy. Kobiety Kamikaze z Palestyny”) został zaczerpnięty z wystąpienia Jasira Arafata z 27 stycznia 2002 r. Arabaski neologizm jest żeńską wersją rzeczownika „shahid”, oznaczającego dosłownie „świadka”, lecz niemal powszechnie tłumaczonego jako „męczennik”. Tego samego dnia Wafa Idris została (prawdopodobnie przez przypadek) pierwszym żeńskim zamachowcą-samobojcą. Większość badaczy uważa dziś, że doszło do tego z powodu przedwczesnego wybuchu bomby, którą Idris próbowała przekazać swemu bratu. Victor pisze o problemie tak, jakby palestyńskie kobiety-zamachowcy (tylko kilku się powiodło, większość zamachów była jednak nieudana) wraz z rodzinami stanowiły heroiczny wzorzec feminizmu, wciągnięty w wojnę przeciwko patriarchom, którzy ostatecznie i tak zwyciężają.

Ekspert ds. terroryzmu, Anat Berko, obala ten mit wyjaśniając, że „na pierwszy rzut oka może wydawać się, że terrorystki są feministkami, typowymi uczestnikami walki”, ale „nigdy nie osiągną one statusu równego mężczyznom”. Yoram Schweitzer z Izraelskiego Instytutu Badań nad Bezpieczeństwem Narodowym używa wszelkich sił i środków, żeby rozprawić się z przedstawianiem „palestyńskich, żeńskich zamachowców-samobójców jako niezależnych kobiet o zdecydowanych poglądach, (…) które zdecydowały wziąć los we własne ręce z poczuciem spełnienia i przeznaczenia”. Badaczka pokazuje, w jaki sposób manipuluje się tymi kobietami i jak – dopiero po fakcie – podkreśla się ich „wyjątkowo szlachetne cechy” i tym samym, zachęcajac mężczyzn, za pomocą nowo powstałego mitu, do pójścia w ich ślady.

Mira Tzoreff z Moshe Dayan Center w swoich badaniach opisuje bestialskie metody wykorzystywane przez organizację Tanzim Jasira Arafata, której członkowie uwodzili, zapładniali, szantażowali, a następnie nakłaniali do „męczeństwa” (jako środka ucieczki) młode palestyńskie dziewczyny. Były urzędnik CIA zaznacza, że męczeństwo to jest sposobem na „zmazanie hańby”, która spadła na dziewczęta poprzez rzekomo popełnione grzechy. Najbardziej makabrycznym przykładem tej taktyki jest działalność Samiry Jassam, wpływowej członkini Al-Kaidy, która rekrutując młode kobiety najpierw doprowadzała do ich zgwałcenia, a następnie odgrywając rolę ich spowiedniczki i mentorki, prowadziła je ścieżką od zhańbienia rodziny do tego, co Tzoerff nazywa „szatą autentycznego, islamskiego feminizmu”.

Ignorując własne dowody

Kolejną szczególną tendencją wśród badaczy zajmujących się samobójczymi atakami terrorystycznymi jest uznanie męczeństwa, które na koniec uznaje się za nieprawdziwe. Dla przykładu, Mohammed Hafez w rozdziale podsumowującym książkę pt. „Manufacturing human bombs” (Tworząc ludzkie bomby), zaprzecza wszystkim przytoczonym w poprzednich pięciu rozdziałach dowodom za pomocą następującego, wysoce nieszczerego stwierdzenia: „W samym islamie – ani w żadnej inne religii w tym przypadku – nie ma nic, co skłaniałoby ludzi do śmierci, ani do zbrodniczej przemocy”.

Dopowiedzenie: „ani w żadnej innej religii w tym przypadku” jest całkowicie nie na miejscu, ponieważ w imię żadnej innej religii – poza islamem – nie dokonuje się samobójczych ataków terrorystycznych. Teza Hafeza pomija również dowód, który on sam zaprezentował, powołując się na słuszne stwierdzenie, że Hamas i Islamski Dżihad „opierały się na licznych islamskich tekstach poświęconych dżihadowi i męczeństwu w Koranie i opowieściach z życia proroka”. Co więcej, nawoływania autora do spełnienia moralnego „obowiązku obalenia mitu bohaterskich ataków [samobójczych]” zostają przekreślone przez jego sprzeciw wobec „majstrowania przy religijnych pojęciach”, które zostanie odebrane jako „atak na islamską wiarę” lub próba „napisania Koranu od nowa”, czy też „zniesienia woli Boga”.

Najlepsze, co ludzie Zachodu mogą zdaniem Hafeza zrobić, to trzymać się od tego z daleka i „pozwolić, żeby to śmiertelne zjawisko toczyło się swoim biegiem i załamało się pod ciężarem własnych sprzeczności”. Próżno jednak szukać na horyzoncie perspektyw takiego załamania. Jedynym, co pozwoliło ograniczyć ataki samobójcze, będące na porządku dziennym w Izraelu, było stałe wojskowe wsparcie i budowa muru, wzniesionego w celu powstrzymania zamachowców.

Dziennikarz Christoph Reuter w książce pt. „My Life Is a Weapon, A Modern History of Suicide Bombing” (Moje życie jest bronią. Współczesna historia samobójczych zamachów bombowych) poświęca wiele miejsca islamowi. Zajmuje się m.in. podziałem na szyitów i sunnitów, który utrwalił koncepcję męczeństwa. Kiedy w latach 80. Iran przejął ideologiczną kontrolę nad Libanem, „ponad tysiąc Strażników Rewolucji (…) przybyło do Libanu przez Syrię w celu zbudowania przyczółków dla Rewolucji Islamskiej”. Strategię męczeństwa przejęli Palestyńczycy, a następnie Al-Kaida opracowała jego światową postmodernistyczną wersję.

Tekst Reutera przeczy jednak samu sobie, w wyniku błędów we wnioskowaniu i tchórzliwych frazesów w stylu „islam jako taki nie jest przyczyną terroryzmu ani samobójczych ataków”, czy też „poszczególne aspekty islamu pozwalają jednakże na interpretacje usprawiedliwiające deklaracje jawnej wojny przeciwko Zachodowi i innym wrogom w obrębie własnego ludu. Mogą one być jednocześnie wykorzystane do budowy społeczeństwa demokratycznego”. Autor oczywiście nie wyjaśnia, które aspekty islamu są demokratyczne i całkowicie zapomina o braku prawdziwie demokratycznych państw islamskich”.

Dziennikarze tacy jak Terry McDermott i Christoph Reuter starają się też za wszelką cenę zaprzeczyć roli płci, niezwykle istotnemu narzędziu wykorzystywanemu do rekrutacji. Analizując motywację Muhammada Atty, zamachowca z 11 września, McDermott kreśli obraz człowieka, który „w towarzystwie kobiet patrzył dookoła lodowatym wzrokiem”. Kiedy praca magisterska Atty została na Uniwersytecie Technicznym Hamburg-Harburg uznana za słabą, jego promotor przypisał mu do pomocy jedną z pań profesor. Po sześciu tygodniach Atta zaprotestował mówiąc, że „nie może już dłużej znieść przebywania tak blisko niej”.

Następnie jednak, nawiązując do 72 ciemnookich dziewic czekających według islamskiej tradycji w raju na męczenników, Reuter zadaje pytanie: “Jaki pożytek miałby z nich ten Muhammad Atta? Mężczyzna, którego kobiety przerażały do tego stopnia, że w testamencie zakazał jakiejkolwiek kobiecie odwiedzać jego grób, a do przygotowania swoich zwłok dopuścił jedynie kobiety noszące rękawiczki. Zastrzegł też, żeby nikt nie dotykał jego genitaliów. Jak taki mężczyzna, w patologiczny sposób obawiający się kobiet, miałby życzyć sobie niekończącego się seksu w raju? Motywacji jednego człowieka nie może jednak przesłaniać fakt, że osoby zajmujące się rekrutacją zamachowców wykorzystują wysoce seksualną wizję raju. Anat Berko, izraelska badaczka i polityk, w ten sposób opisuje przynętę stosowaną w przypadku żeńskich zamoachowców-samobójców, którym wmawia się, że będą częścią haremu składającego się z 72 dziewic czekających na męskich zamachowców-samobójców, i że ‘po każdym stosunku seksualnym z szahidem ich błony dziewicze będą w cudowny sposób odrastać, a one same pozostaną czyste’”.

Podsumowanie

Przed monologiem, w którym pada słynne: „Być albo nie być”, Hamlet zastanawia się nad popełnieniem samobójstwa, rozumianego jako ucieczka przed problemami. Powstrzymuje się jednak, ponieważ zabrania mu tego Stwórca. W przypadku islamistów sytuacja wygląda zgoła inaczej. Z islamskiej perspektywy Bóg wynagradza samobójstwo, o ile zostało ono popełnione w odpowiednich okolicznościach.

Zbyt wielu uczonych i badaczy czyni ustępstwa na rzecz islamu i pomija tę prawdę. Być może dlatego, że idą po linii najmniejszego oporu, a być może, jak ma to miejsce w przypadku Johna Esposito, ich badania sponsorują islamiści. Albo rzeczywiście wierzą, pomimo przeciwstawnych dowodów, że samobójcze zamachy bombowe nie są korzystne dla islamu.

Dzisiejszy świat pełen jest rozczarowanych młodych ludzi, czujących się obco we własnych społecznościach z zachwianym poczuciem własnej tożsamości. Nie brakuje w tym świecie również kobiet, które wierzą, że ich społeczeństwa pod względem społecznym i gospodarczym zepchnęły je na margines. Zgodnie z popularną opinią środowisk akademickich, ogromna ilość ludzi tworzy społeczności, z których wyłaniają się zamachowcy-samobójcy. Ta popularna opinia jest jednak błędna, ponieważ rozczarowanie wiedzie ludzi do samobójczych ataków tylko wtedy, gdy islam jest składową wszystkich czynników. Militarna obecność zagranicznych państw może dostarczyć pogrążonym w depresji, szalonym osobom o samobójczych skłonnościach okazji do zabicia wroga w ramach popełnienia samobójstwa, ale tylko obietnica nagrody w niebie może stanowić pretekst do męczeństwa. Wielka nagroda, czekająca na męczenników, jest najważniejszą zachętą do popełniania samobójczych zamachów.

Dopóki pracownicy akademiccy i dziennikarze nie przejrzą na oczy i nie przyznają, że popularność samobójczych zamachów po 1979 r. nie byłaby możliwa bez islamskiej tradycji, dopóty dominować będzie zafałszowany obraz problemu. Dopóki badacze nie przestaną ignorować tego, co piszą i mówią sami terroryści o swoich celach i motywacji, dopóty politycy oczekujący od nich wskazówek będą trwać w ignorancji, zrzucając winę za mnogość terrorystycznych aktów samobójczych na Nietzschego, postmodernistyczne „ja” czy piłkę nożną.

Oprac. Bohun, na podst. www.meforum.org

 

1

 

 

 

 

 

Autor jest doktorantem New York University, starszym wykładowcą literatury angielskiej w Rochester Institute of Techonology oraz pracownikiem naukowym Middle East Forum.

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze