Izolowanie partii antyimigracyjnych to droga donikąd

Geert Wilders (Partij voor de Vrijheid, PVV), Frauke Petry (Alternative für Deutschland, AfD) Harald Vilimsky (Freiheitliche Partei Österreichs (FPÖ), Marine Le Pen (Front National, FN), Matteo Salvini (Lega
Geert Wilders (Partij voor de Vrijheid, PVV), Frauke Petry (Alternative für Deutschland, AfD) Harald Vilimsky (Freiheitliche Partei Österreichs (FPÖ), Marine Le Pen (Front National, FN), Matteo Salvini (Lega
| Brak komentarzy|
image_pdfimage_print

 

Daniel Pipes

„Partie nacjonalistyczne zaczepiły się już wszędzie, od Włoch po Finlandię, wzniecając obawy, że kontynent zmierza w kierunku polityki, która doprowadziła do katastrofy w pierwszej połowie XX wieku” – napisała w „Politico” Katy O’Donnell.

Wielu Żydów, między innymi Menachem Margolin, szef Europejskiego Stowarzyszenia Żydowskiego, powtarza jej obawy dostrzegając „bardzo realną groźbę ze strony ruchów populistycznych w Europie”.

Ze wszystkich krajów największy niepokój wzbudzają Austria i Niemcy, będące ojczyzną nazizmu. Ogromny sukces Wolnej Partii Austrii (FPÖ) i Alternatywy dla Niemiec (AfD), z odpowiednio 26 i 13 procentami głosów poparcia, uczyniły z nich zarówno ważnych uczestników sceny politycznej, jak i przerażonych obserwatorów. Minister spraw zagranicznych Niemiec, Sigmar Gabriel, nazywa AfD „prawdziwymi nazistami”. „Koszmar się urzeczywistnia” – powiedziała Charlotte Knobloch, była przewodnicząca Niemieckiej Centralnej Rady Żydów.

Czy to prawda, że wracamy do lat trzydziestych? A może wręcz przeciwnie, czy ta rebelia może wskazywać na zdrowe podejście Europejczyków do chronienia swoich obyczajów i kultury? Spróbuję wykazać to drugie.

Muzułmanie nie tylko integrują się w Europie słabiej niż Latynosi, afrykańscy chrześcijanie, hinduiści czy Chińczycy, ale angażują się w unikalną kulturową agresję i próbują narzucić swoją cywilizację

Po pierwsze, partie te od dawna nie są nacjonalistyczne, nie chwalą ani brytyjskiej potęgi imperialnej, ani niemieckiego pochodzenia. Wyznają raczej europejski i zachodni światopogląd; można określić je terminem cywilizacyjnych. Po drugie, są defensywne, koncentrują się na ochronie zachodniej cywilizacji, a nie na jej niszczeniu, tak jak to robili komuniści i naziści, lub na jej przedłużaniu, jak długo próbował to robić rząd francuski. Nie dążą do podbojów, ale chcą zachować Europę w Atenach, Florencji i Amsterdamie. Po trzecie, partie te nie mogą być nazwane skrajnie prawicowymi, ponieważ oferują złożoną mieszankę prawicowości (kwestie kulturalne) i lewicowości (kwestie ekonomiczne). Na przykład Front Narodowy Marine le Pen wzywa do znacjonalizowania francuskich banków i przyciągnięcia lewicowego elektoratu.

Partie te można raczej określić mianem antyimigracyjnych. Masowa, czasem niekontrolowana imigracja osób spoza Europy Zachodniej, powodująca poczucie obcości we własnym domu, podsyca ich atrakcyjność. Żenujące historie o emerytach bojących się wyjść z domu, bo czują się osaczeni przez obcokrajowców, odbijają się echem w Europie, podobnie jak opowieści o jedynym rdzennym uczniu w szkole, która w całości składa się z dzieci imigrantów.

Partie te dążą do kontrolowania, zmniejszania, a nawet odwrócenia imigracji ostatnich dziesięcioleci, zwłaszcza imigracji muzułmanów.

Muzułmanie wyróżniają się nie z powodu uprzedzeń wobec nich („islamofobii”), ale z powodu szeregu problemów związanych konkretnie z islamem: poligamii, nikabów i burek, okaleczania żeńskich narządów płciowych, zabójstw honorowych, taharrush (napaści na tle seksualnym), niechęci do Żydów i chrześcijan, sądów szariackich, islamizmu i przemocy dżihadystów.

Muzułmanie nie tylko integrują się w Europie słabiej niż Latynosi, afrykańscy chrześcijanie, hinduiści czy Chińczycy, ale angażują się w unikalną kulturową agresję i próbują narzucić swoją cywilizację. Ponadto, od Senegalu przez Maroko i Egipt, aż po Turcję i Czeczenię, muzułmanie otaczają Europę ogromną liczbą potencjalnych imigrantów, którzy stosunkowo łatwo mogą nielegalnie przedostać się na kontynent drogą lądową lub morską.

Kolejne dwa czynniki uzupełniają niepokój cywilizacyjny: katastrofalnie niski wskaźnik urodzeń Europejczyków (średnia liczba dzieci na kobietę: 1,6) i elita (jak to nazywam 6 x P: policja, politycy, prasa, pastorowie (księża), profesorowie i prokuratorzy), która ignoruje, a nawet umniejsza te obawy. Kiedy we wrześniu 2015 r. jedna wyborczyni wyraziła zaniepokojenie w związku z niekontrolowaną migracją, Angela Merkel upokorzyła ją i zbeształa z powodu niedoskonałości Europy i upomniała ją, by częściej chodziła do kościoła.

Wszystkie te wydarzenia doprowadziły do rozprzestrzenienia się i wzrostu liczby partii antyimigracyjnych w znacznej części Europy. Od Frontu Narodowego we Francji (założonego w 1972 r.) po AfD (założonego w 2013 r.), zaspokajają one głębokie potrzeby obywateli. Dwadzieścia lat temu praktycznie nie istniały, nagle stały się znaczącą, jeśli nawet marginalizowaną, siłą w dwudziestu europejskich krajach. Według słów Geerta Wildersa, przywódcy holenderskiej partii antyimigracyjnej PVV: „We wschodniej części Europy partie antyislamistyczne i sprzeciwiające się masowej migracji odnotowują gwałtowny wzrost poparcia społecznego”.

Wszystkie, prawie bez wyjątku, cierpią z powodu głębokich problemów. W szeregach mają głównie nowicjuszy, przerażającą mieszankę żądnych władzy ekscentryków, zwolenników spiskowych teorii, historycznych rewizjonistów i antyżydowskich lub antymuzułmańskich ekstremistów.

Te niedociągnięcia przekładają się na słabość wyborczą: sondaże w Niemczech pokazują, że około 60 procent wyborców obawia się islamu i muzułmanów, a tylko jedna piąta z nich głosuje na AfD. Oznacza to, że gdyby partie antyimigracyjne przekonały wyborców, że można im powierzyć władzę, poparcie dla nich mogłoby znacznie wzrosnąć, a być może nawet zdobyłyby większość. Ale do tego jeszcze daleka droga.

Tymczasem przebiegają dwa procesy:

(1) żądza władzy inspiruje partie antyimigracyjne do dojrzewania, umiarkowania i zdobywania doświadczenia w zarządzaniu, generując po drodze walki personalne, podziały partyjne i inne dramaty; powoduje to bałagan, ale jest konieczne i konstruktywne.

(2) starsze konserwatywne partie przejmują ich postulaty, żeby przyciągnąć wyborców. Próbował tego republikański kandydat na prezydenta we Francji, a teraz przewodniczący Niemieckiej Wolnej Partii Demokratycznej (FDP). Zapowiedź tego scenariusza miała właśnie miejsce w Austrii, gdzie konserwatywna Austriacka Partia Ludowa (ÖVP) i FPÖ wspólnie zdobyły 58 procent głosów i najprawdopodobniej będą dzielić władzę.

Zamiast więc na próżno starać się doprowadzić do izolacji partii antyimigracyjnych, które nie są niebezpieczne, i które wyrosną daleko poza swą obecną siłę, elita powinna zachęcać ich przywódców do odrzucenia radykalnych elementów, zdobycia doświadczenia i przygotowania się w inny sposób do rządzenia. Nieważne, czy je lubicie, czy nie, partie te nieuchronnie będą miały jakąś część mandatu, żeby w inny sposób zajmować się imigracją – i wieloma innymi sprawami.

Oprac. Xsara, na podstawie: http://www.danielpipes.org

 

Bądź na bieżąco. Polub euroislam.pl na Facebook

Komentarze